Zwi@dowca Elvenoor | e-blogi.pl
Blog inny niż wszystkie
Blogi

Diagnoza: ZBIOROWA SCHIZOFRENIA 2018-10-29

Doszedłem do pewnego wniosku.

Widzicie, kiedyś myślałem, że ludzie są idealni, tacy jacy być powinni, a tylko ja od nich odstaję i nie potrafię się dostosować. Przez głowę przechodziły mi takie myśli, gdy po raz ostatni spędzałem wakacje z rodzicami i bratem, gdy siedziałem u stóp Śnieżki, nie chcąc wchodzić za nimi po stromym zboczu (mimo że, o ja ślepy, niedaleko było proste wejście dla tych, którym wspinaczka nie w smak). Wyobrażam sobie jak wtedy na mnie musieli patrzeć inni ludzie, co sobie myśleli.
Albo gdy wybrałem się na sesję RPG, pierwszą część kampanii Numenery i w połowie się mentalnie wyłączyłem, a potem myliłem się, gdy Mistrz Gry wskazał nie mnie, lecz kolegę, siedzącego tuż koło mnie. Jakże było mi głupio po powrocie do domu! Czułem się na tyle idiotycznie, że od razu po powrocie przeprosiłem ich na Messengerze. O dziwo, oni nie mieli zastrzeżeń, powiedzieli, że dobrze im się ze mną grało i jeśli mam czasem potrzebę "odpłynięcia" na chwilę, to oni nie mają z tym problemu.
Albo gdy na początku studiów na Polibudzie ta stara wrona od "Zarządzania" wprowadziła mnie w konsternację, bo ni w ząb nie mogliśmy z grupą dojść do tego, czego ona tak właściwie od nas oczekuje na zajęciach. "A gdzie pan ma konspekt?", "A czemu to nie jest przygotowane?"... #SerdecznePierdolSięPolitechniko!

Do tej pory, gdy jestem sam, nawiedzają mnie raz po raz wizje z przeszłości. Każdy mój zrąbany dzień, każda głupota, którą powiedziałem lub zrobiłem, każdy niewłaściwy gest czy "wychylenie się" w stronę społeczeństwa. Jednak te migawki z Wietnamu, to tylko chwile słabości. Uderzenie w poduszkę, stłumiony krzyk i nie ma, powrót do rzeczywistości.
Natomiast moje myślenie o sobie i świecie zmieniało się od dłuższego czasu. Pomalutku, news za newsem, obserwacja za obserwacją. Ten coś "palnął", ten nagrał żenujący filmik, tamten się kompromituje...Ale największe zderzenie z prawdziwą naturą tego świata nastąpiło tego pamiętnego wiosennego dnia, gdy wracałem z tworzenia postaci do kampanii i gdy po tramwaju chodził jakiś oszołom, który mamrotał coś do siebie. Albo gdy, niedawno całkiem, odbywałem praktyki w RMF-ie. Możecie sobie na blogu poczytać niektóre telefony, jakie odebrałem na "Gorącej Linii".

- Ale do jakiego wniosku dążysz, Elvenoor?

Otóż, moi drodzy: wszystkich nas pojebało. Nikt na tym świecie nie jest "tym normalnym", a jeśli tak o sobie myślisz, to wystarczy że opowiesz mi o sobie i zdradzisz wszystkie sekrety, łącznie z tymi wstydliwymi: że korzystasz z zaproszeń na wystawy garnków, że czytasz "Strażnicę", że wyłupujesz orzechy z Toffifee a resztę wyrzucasz,  że namiętnie "walisz" do zdjęć Hilary Clinton lub wąchasz własne skarpetki, ściągnięte po całym dniu noszenia. Śmiało, powiedz, że nie masz niczego takiego, że zachowujesz się racjonalnie i np. nie myślisz, że dobrze byłoby, gdyby ktoś wziął wszystkich polityków i ich tam w tym Sejmie rozsadził na miejscu.
 Ja również mam pewne kontrowersyjne poglądy, swoją wizję świata i swoje "małe grzeszki". Kiedyś bywały dni, gdy nie zachowywałem się normalnie. Dni, które dziś bym zmienił, gdybym miał szansę, ale i ta jedna podróż w czasie byłaby za mała, bo potrzebowałbym takich tysiące - na przeszłe i przyszłe okresy żenady. Ale póki po tym świecie chodzi przynajmniej jeden człowiek, dopóty nic nigdy nie było, nie jest i nie będzie idealnie, bez wad czy - jak ja to określam - normalnie.
"Świat jest nienormalny, ja nie ufam światu, niedługo nie będzie tu miejsca dla wariatów! Wszystko stoi na głowie, więc normalny jest człowiek, który jest wariatem..."


"Sen Przodków" 2018-10-23

Od południa wiatr się wzmaga, już wybiła ta godzina,
Tarcza w ręce, miecz u pasa, nic  nas dłużej tu nie trzyma,
Wypływamy hen, daleko,  grabić, gwałcić i plądrować,
Czas we znaki dać się światu, niech o pomoc proszą Boga!

W nas jest siła, w nas potęga, niechaj Thor uderza w fale,
Niech do bitwy krew zagrzewa, w dali widać gdzieś Walhallę,
Dziś niech przyjdzie ucztowanie, dzisiaj chwała na nas spłynie,
Dzisiaj splendorem dumnych przodków wielu mężów się okryje!

Pędź, drakkaro, mknij na zachód,  tnij ocean stewy ostrzem,
Co jest dalej, rzecz niepewna, lecz niedługo już tam dotrę!
Leć, kruczysko, szukaj brzegu, nie waż mi się jeno wrócić!
Pewność mieć chcę, że dopłynę, aby zapał mój rozbudzić!

Mglista znika wnet kotara, odsłaniając swoje skarby,
Słychać w dali dzwonów bicie, podnoszone są alarmy,
Wrzask, panika, strach i niemoc - diabeł przysłał swoje sługi;
Czas przed Bogiem mężnie stanąć i rozliczyć życia długi!

Trzaski drewna, błyski stali, smak posoki, woń nasienia,
Gąb mlaskanie, salwy śmiechu, gromki toast, huczne pienia,
Blask płomieni, chrupot kości,  skrzypot odrzwi: barw feeria;
Tak ziszczają się sny Przodków, niech się zacznie nowa era!


"Śmiertelne Figle" 2018-10-21

Od godziny krążą kruki wokół rzeki ludzkich mas,
Słońce do snu się złożyło, na kolację przyszedł czas;
Wypatrują czarne ptaki, wypatrują za padliną,
Już niedługo, jeszcze trochę, dziś sowicie się posilą;
Tu samochód się rozpędzi, na czerwonym wbiegnie ktoś,
Ten się potknie, ta nie spojrzy, wtem wypadek - taki los!

Żółwim tempem płynie rzeka, w szwach już pęka jej koryto,
A nad wszystkim bacznie czuwam i szykuję swoje sito;
Oczodołem zerkam chwilę, patrzę drugim dla pewności,
Szatę zmieniam, w sito skaczę i się mieszam między gości;
Kogoś popchnę, but rozsupłam, nogę czasem też podstawię,
Tak przyjemniej mi zabijać,  wojnę innym pozostawię!

Obowiązki? Dobre sobie! Biurokracja niepotrzebna!
Nikt mi za to nie zapłaci, więc faktura raczej zbędna;
Że brutalne? Może trochę; Nieetyczne? Punkt widzenia;
Lecz bez tego, drodzy mili, świat by cierpiał z przeludnienia!
Gdyby każdy miał umierać w swoim łożu lub na wojnie,
Byłoby cokolwiek trudno: dużo tłoczniej, mniej spokojnie!

Czasem trzeba rozbić auto, czasem puścić gaz z kuchenki,
Temu spuszczę na łeb drzewo, tego pies zagryzie wielki;
Tedy przestrzec was dziś pragnę: piszcie wszyscy testamenty,
Bo nie wiecie kto z was kiedy będzie z życia sfer wyjęty!
Tylko gdy Cię w tory zepchnę, szepnę, żebyś skoczył z dachu,
To na bogów, bardzo proszę, nie umieraj mi ze strachu!


Uśmiechnięta i speszony 2018-10-17

Przypadek z wczoraj. Wiem, miała być recenzja. Wstawię kiedy indziej. Tymczasem...

Idę na zajęcia. Jest słoneczne, lekko wietrzne popołudnie, kilka minut po godzinie 16-stej. Towarzyszy mi Bohdan, kolega z roku. Opowiada mi o "Grimmie", serialu, który ostatnio obejrzał. Cały czas słucham go i skupiam się na wyłapaniu ciekawych wątków, które zachęciłyby mnie do obejrzenia tej produkcji. Przed nami idzie ładna brunetka w lekkim "panterkowym" płaszczu. Wzrokiem błądzę, jak to mam w zwyczaju, od lewego krańca zasięgu oczu, przez chodnik aż do najdalszego punktu na trasie przede mną. Taki cykl, pozwalający mi nie wyłożyć się o nic.

Nagle wiatr uderzył z większą siłą i trochę podwiał płaszcz wyżej wspomnianej dziewczyny. Brunetka odwróciła się, próbując okiełznać figle wietrznego ducha. Spojrzeliśmy się na siebie, akurat gdy moje oczy przecinały linię między lewym kątem widzenia a chodnikiem. Uśmiechała się, ale czułem się tak, jakby pomyślała sobie, że cokolwiek przez tę małą chwilę udało mi się dostrzec (ba, jakbym w ogóle próbował!). Ale ona się uśmiechała. Myślałem, że idzie za nami ktoś, kogo zna, zobaczyła go i wymieniają sobie uśmiechy, ale nie zatrzymała się, o dziwo. W tym momencie zupełnie zostałem wybity z rytmu. Próbowałem podtrzymać konwersację z moim kolegą, o coś go wypytywać, a jednak ciśnienie podskoczyło mi gwałtownie, a oczy totalnie zeszły z wytyczonego wcześniej toru. Próbowałem uciekać od niej wzrokiem, ale ona odwróciła się jeszcze raz czy dwa z tym samym (figlarnym?) uśmiechem.

To było dziwne i konfundujące, choć wychodziłoby na to, że tylko ja wyszedłem z tej sytuacji w takim stanie. Doprawdy, dziwny jest ten świat!


Kler (2018) - Ludzka twarz kapłana 2018-10-10

Parafrazując Marszałka: Kościół święty, tylko księża diabły!

Tyle było krzyku wśród wielmożów Kościoła, gdy do sieci wyciekł pierwszy trailer nowego filmu Wojtka Smarzowskiego. Z ambon nawoływano do wyklinania krytyki "antychrystusowej", najwyższe autorytety wśród klerykałów w każdym wywiadzie podkreślali jak zła i kłamliwa będzie to produkcja. W ramach podtrzymywania dobrych kontaktów z instytucją, kilka miast zakazało nawet projekcji filmu, jak gdyby miało to powstrzymać ludzi przed jego obejrzeniem. W weekend otwarcia "Kler" bił wszelkie rekordy, zapełniając sale kinowe po brzegi, a jego popularność nie słabnie nawet dziś. Wciąż są ludzie, którzy chcą zobaczyć tę produkcję na własne oczy. W poniedziałek miałem okazję się o tym przekonać. Od razu po zajęciach udałem się na seans o 10:15, ale wczesna pora dnia nie powstrzymała ludzi przed zajęciem połowy miejsc na sali.  Dziękujemy, Kościele! W swoim gniewie i bólu tyłka zrobiliście polskiej kinematografii przysługę, a Smarzowskiemu darmową reklamę!
No dobrze, ale to wszystko wiadomo. To jaki w końcu jest "Kler"? Czy faktycznie obnaża Kościół z wszystkich jego przywar i nie pozostawia na duchowieństwie suchej nitki? I tak, i nie.

Bohaterami filmu jest trzech księży, a właściwie ludzi w szatach kapłańskich. To ich człowieczeństwo stanowi główny motyw filmu. Ksiądz Trybus (w tej roli Robert Więckiewicz)traktuje powołanie jak intratny zawód. Zbiera na nowe rynny, śpi ze swoją młodą gosposią i nie stroni od alkoholu.  Ksiądz Lisowski, jako pracownik kurii, marzy o Watykanie, starannie pociągając za sznurki i powoli torując sobie drogę metodą manipulacji (choć jednocześnie za sprawą gry aktorskiej Jacka Braciaka zyskuje sympatię widzów). Najciekawsza jest jednak sylwetka księdza Kukuły, który stara się być "tym dobrym",  borykając się jednocześnie z demonami tragicznego dzieciństwa. Arkadiusz Jakubik wykonał genialną pracę, pokazując nam prawdziwie skrzywdzonego i pogubionego w sobie kapłana. Na jego przykładzie przedstawia się również problem pedofilii w kościele, ale i przy okazji szkalowania duchownych bez dowodów (na tym poletku obrywa się ruchom nacjonalistycznym).
Oczywiście jest jeszcze czwarta postać. Biskup Mordowicz, odgrywany przez świetnego Janusza Gajosa, to zachłanny biskup, trzymający w ryzach podległych mu kapłanów oraz "dobro Kościoła". Nie waha się wejść w szemrane układy i przetargi, aby pozyskać pieniądze na budowę wielkiej świątyni. W ruch puści wszystkie dostępne mu środki, aby niepochlebny artykuł, oczerniający jego bądź jego zaufanych ludzi nie ukazał się w gazecie. To właśnie on uosabia najwięcej czynników wyniszczających Kościół od środka i to on posiada równocześnie najmniej człowieczeństwa.

"Kler" to film fabularny. Opowiada pewną historię na tle problemów znanych z medialnych doniesień i (nierzadko) doświadczeń własnych i/lub osób nam bliskich. Skłania do refleksji za każdym razem, gdy księża sugerują stawki za ślub, piją alkohol czy podają wizytówkę "zaprzyjaźnionego" domu pogrzebowego rodzinie umierającej staruszki. Wraz z nimi odwiedzimy również ośrodek dla porzuconych dzieci, prowadzony przez zwyrodniałe zakonnice, znęcające się nad dziećmi esesmańską dyscypliną. Kamera stoi wyraźnie po stronie krytyków instytucji kościelnej, jednak wykorzystuje swoją pozycję umiejętnie. Część problemów jest potępiana otwarcie, część pokazywana, abyśmy sami pochylili się nad nimi.
Wiele tu jest także pobocznych kwestii, wypowiadanych w radiu czy telewizji, będących komentarzami omawianych w filmie problemów.

Jest tylko jedna postać w pełni dobrego, młodego księdza, jednak wiemy o niej bardzo mało i cały czas przebywa na dalszym, mniej istotnym planie. Wszystko to jednak zabieg celowy, mający położyć nacisk na trawiącą Kościół chorobę. Nie mówi się przecież o przypadkach normalnego, zdrowego głoszenia słowa bożego, bo to oczywistość. Normalność jest prawidłowa i dopóki działa tak, jak powinna, nie będzie nigdy tematem dyskusji. Wystarczy tylko odchył w jedną ze stron i już po całym otoczeniu roznosi się tego echo.
Wojciech Smarzowski, w mojej ocenie, stworzył obraz dotykający ludzkiej natury osób duchownych, sprowadzający jednocześnie nasze poglądy o księżach na nieco bardziej realistyczny grunt. I co najważniejsze, nie robi tego nachalnie, nie zostawia w widzu poczucia: "To musi jebnąć, cały Kościół musi upaść!". Poruszane są tu problemy  sfery profanum i tylko profanum. Wiara w boga pozostaje tu wyraźnie oddzielona od działań i słów (nie)wiernych "pasterzy".

Polecam wam wybrać się na seans, dać "Klerowi" szansę, a przy tym, nade wszystko, zachować dystans i zdrowe podejście - tak do Kościoła, jak i seansu.


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]