Zwi@dowca Elvenoor | e-blogi.pl
Blog inny niż wszystkie
Blogi

To The Moon 2: Finding Paradise - śmiech i łzy 2018-08-21

Dawno tu nic konkretnego nie pisałem. Czas jednak wrócić, bo muszę to z siebie wyrzucić.

Wszystkie plany na notki uciekały jak wakacyjne dni. Opuszczało mnie życie i ochota do robienia czegokolwiek. Oddawałem się temu, co zawsze praktykuję w takich niepłodnych chwilach, czyli leniwej wegetacji. Ale właśnie otworzyłem oczy.

Z letargu obudziła mnie gra, kupiona parę dni temu na Steamie za niespełna 40 złotych: "To The Moon 2: Finding Paradise", czyli kontynuacja gry z 2011 roku, spod kreatywnego cyfrowego ołówka Freebird Games. Zacząłem grać wczoraj po północy, skończyłem około drugiej i poszedłem spać. Potem przysiadłem do niej jeszcze dziś i dopiero po kilku godzinach zorientowałem się, że to już koniec. Na ekranie przewijały się napisy końcowe, z oczu spływały mi całe potoki łez, a na dodatek zdałem sobie sprawę, że wypada coś zjeść. Ale, powiem wam, że nie żałuję. Ani czasu, ani pieniędzy, ani kilku mokrych od łez chusteczek.

"Finding Paradise" to przygodówka na silniku RPG Maker. Jej głównymi bohaterami są dr Eva Rosalene oraz dr Neil Watts. Pracują dla Sigmund Corp, czyli firmy, dysponującej technologią zmieniania wspomnień. Dzięki niej, umierający pacjenci mogę przed śmiercią spełnić swe marzenie. W części pierwszej pacjentem był Johnny, pragnący polecieć na księżyc. Tym razem do Sigmund zgłosił się Colin, którego pragnienie nie jest do końca jasne. Mówi bowiem, iż chciałby tylko czuć spełnienie, ale nie pragnie zmieniać niczego. Doktorzy jak zwykle, przy użyciu specjalistycznych urządzeń, wchodzą do wspomnień, by zbadać zapiski jego umysłu.
Przebijamy się więc z nimi od wspomnień najwcześniejszych do najpóźniejszych, poznając postacie, które wywarły wpływ na Colina i poszukujemy pamiątek, które przenoszą nas w coraz dalszą przeszłość naszego kontrahenta. Droga ta będzie poważna, głęboka, dramatyczna, niepokojąca, ale autorzy postarali się zawrzeć w niej także sporo humoru, przerysowania i parodii kilku dzieł popkultury.  Są one jawne i oczywiste, więc każdy załapie o co chodzi.

Rozgrywka polega na eksploracji pomieszczeń oraz badaniu przedmiotów oraz osób w poszukiwaniu sfer. Po zebraniu wszystkich w danym wspomnieniu, możemy przejść do prostej mini-gry, w której trzeba poustawiać koło siebie te same obrazki. Jest to podobna zagadka do tej z pierwszego "To The Moon". Oprócz niej umieszczono jeszcze kilka, ale nie mogę o nich napisać nic więcej. Nie zaspoileruję wam tego doświadczenia.
Gra stoi przede wszystkim fabułą oraz oprawą audiowizualną. Nie jest to tani wyciskacz łez, podobnie jak pierwsze "To The Moon" również tutaj historia jest głęboka, nieoczywista na pierwszy rzut oka i pozostawia w nas odczuwalny ślad  oraz pewną refleksję. Jest to przeżycie, którego długo nie zapomnimy i z jeszcze większą niecierpliwością będziemy czekać na kontynuację, albowiem ta (ze względu na parę wciąż niewyjaśnionych wątków) jest więcej niż pewna. Ponadto grafika i muzyka, choć podobne do tych z To The Moon, zostały przystosowane do klimatu opowieści, co znów wychodzi na plus.

Ukończyłem "Finding Paradise" w sześć godzin. Nie jest to dużo, ale zdecydowanie polecam wam zapoznać się z tym fenomenalnym doświadczeniem. Gra wyszła w listopadzie 2017 roku. Jak pisałem wyżej, kosztowała mnie 35,99 zł i powiem wam, że to chyba najlepiej wydane cztery dychy w moim życiu.
Gdy będę wychodził z psem na spacer, próbował zająć się czymkolwiek innym, aby potem ułożyć się do snu...W każdej chwili, przez następny czas, emocje będą we mnie silne. Nie wiem ile to potrwa, ale, znów, nie żałuję niczego. To było piękne kilka godzin.
Na koniec przydałoby się jakieś podsumowanie, polecenie lub odradzenie, ale jeśli moja forma czy treść nie przekonały was do dania tej grze szansy, to już nic tego nie zrobi. Tylko błagam, nie oglądajcie serii gameplay na YouTubie! To będzie dobry seans, lecz znacznie lepiej spożytkujecie czas po prostu kupując i grając w tę produkcję, albowiem czuć tutaj serce i pasję twórców, włożone w ich dzieło.
A teraz, Freebird Games, do zobaczenia (prawdopodobnie) w 2020 roku. Jak to mówią, keep working and take my money! Nie zepsujecie tego, czuję to w sercu!


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]