Zwi@dowca Elvenoor | e-blogi.pl
Blog inny niż wszystkie
Blogi

Wyspa Psów (2018) - Ja gryzę! 2018-06-08

Nim zaczniemy: zjebałem. I to ostro.

Powinienem był podzielić się z wami niniejszym tekstem znacznie wcześniej, a teraz, gdy na ekranach kin gości sporo popularnych filmów, mało gdzie można jeszcze się załapać na najnowszą produkcję Wesa Andersona. Ale, jeśli jakimś cudem znacie takie miejsce, wybierzcie się, bo warto!
Megasaki, Japonia, przyszłość; Ród kotolubnych Kobayashish nieugięcie prowadzi rządy pod hasłem propagandy sukcesu. Jednak, w obliczu epidemii wścieklizny oraz psiej grypy, za dekretem burmistrza wszystkie czworonogi zostają przeniesione na Wyspę Śmieci, gdzie od tej pory będą walczyć między sobą zaciekłe boje o przetrwanie w nowych warunkach. Na ratunek swojemu psiakowi wyrusza jednak Atari, 10-letni podopieczny samego burmistrza. Nie będzie jednak sam, albowiem pomogą mu w tym tak zacne psy jak Rex, King, Duke, Boss oraz Chief. Czy uda im się odnaleźć Ciapka? To już niech pozostanie do indywidualnego odkrycia.

Przyznam się szczerze, że do tej pory Wesa Andersona kojarzyłem wyłącznie z (również przecudnym) Grand Budapest Hotel z 2014 roku. O filmie tym pisałem kiedyś recenzję i, co jeszcze lepsze, oglądałem go w ten sam dzień, co i Pernelle, ale oboje byliśmy tego wcześniej nieświadomi.
W każdym razie, wcześniej jakoś nie miałem z twórczością Wesa zbyt wielkiej styczności, a co dopiero mówić o animacjach poklatkowych! Jednak trailer "Wyspy Psów" zostawił mnie z tym nieznośnym uczuciem "Cholera, to trzeba obejrzeć!". Jak więc to wyszło?
Zacznę od czegoś, co pierwsze wpadło mi w ucho: genialna ścieżka dźwiękowa, idealnie dopasowana do, również bardzo dobrych, scen. Muzyka potęguje dramatyzm lub  lekkość ducha, bojowy nastrój i niepokój. Mało tego, głosy postaci również brzmią tak, jak powinny: mocno, chłodno, chrapowato albo wręcz niewinnie, delikatnie. Nie ma się jednak co dziwić, gdy do obsada aktorskiej angażuje się Briana Cranstona, Scarlett Johansson, Edwarda Nortona czy Billa Muraya. Jednak, przy całym uznaniu zachodniokulturowej obsady, to właśnie japońskie głosy wypadają tu niesamowicie. Atari czy Burmistrz Kobaysashi doskonale oddają emocje i powagę wypowiadanych przez siebie kwestii.
Te zaś zostały zrobione w bardzo ciekawy sposób. Teksty japońskie tłumaczone są przez ludzi lub maszyny, jednak czasem takowych brakuje i nie sposób zrozumieć co bohaterowie mówią. Wypada to mimo wszystko doskonale, bowiem tam, gdzie człowiek nie jest zrozumiały, tam pies już mówi po angielsku i problemu z tłumaczeniem nie ma.

Sprawa druga: oprawa wizualna. O matko i córko, jakiż ten film jest piękny! Kolorystyka i aranżacja architektoniczna poszczególnych miejsc potrafi przykuć oko na dłużej. Ciemne czerwienie sali wystąpień burmistrza Kobayashiego z jego podświetloną podobizną na wielkim plakacie tuż nad mównicą; złote czy jałowe pustkowia opuszczonych ludzkich siedzib na Wyspie wraz z wyglądem postaci, ich mimiką i poruszanie się to efekt pracy prawdziwych mistrzów w dziedzinie animacji poklatkowej. Wraz ze wspomnianą wcześniej muzyką bezbłędnie uruchamiają u widza emocje.  
Ciekawie napisanych postaci jest tu kilka, jak choćby Atari, Chief czy Burmistrz Kobayashi, reprezentujący typowego przywódcę totalitarnego, jednak ja chciałbym skupić się na zupełnie innej kwestii: film może być niekiedy schematyczny. Z jednej strony,  system władzy silnej ręki został tu pokazany naprawdę dobrze:  knucie spisku, motywacje "dla dobra ludu", eliminowanie opozycji, zastraszanie i propaganda. Z drugiej zaś, krzewicielką buntu przeciw władzy jest blond włosa uczennica wymiany z - a jakże - Ameryki. Do pewnego momentu scenariusz podąża ciekawym torem, jednak rozwiązanie wszystkich wątków jest bardzo przeciętne, potrafiąc nawet zrezygnować z motywu poświęcenia. I wdałbym się, cholera, w szczegóły, ale nie chcę wam niczego spoilerować.

Podsumowując, "Wyspa Psów" to kino nie dla każdego. Sztuka dla sztuki, z której nie wyniesiecie nic poza duchowym natchnieniem. I piszę to szczerze, przy jednoczesnym niezmierzonym zachwycie nad audio-wizualną opowieścią, jaką przyszło mi obejrzeć.
Przepraszam jeszcze raz, iż nie dałem wam znać wcześniej. Wielka to wina z mojej strony, lecz jeśli macie blisko jakieś kino, w którym "Wyspa Psów" nadal figuruje w repertuarze, czym prędzej biegnijcie do kin. A jeśli nie, pozostaje wam czekać do publikacji w internecie lub na DVD. Tak czy inaczej, polecam z całego serca!


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]