Zwi@dowca Elvenoor | e-blogi.pl
Blog inny niż wszystkie
Blogi

Krótka rozmowa o mądrości 2018-03-23

To było dwa tygodnie temu...

Mój kolega pracuje jako promotor w nocnym klubie. Co noc od 20-stej do 4 rano zaprasza dorosłych panów na ponętne tańce półnagich pań i drogie drinki.
Tej nocy do klubu dało się zaprosić dwóch dobrze ubranych Żydów. Od progu zażądali dziewicy, bo tak jak mięso muszą mieć święcone, tak i tancerki muszą być "nietknięte". Ech, te religijne śmiesznostki...Jak jedni się mogą wysadzać za swojego boga, tak innym ten sam staruszek zabrania jedzenia niepoświęconych rzeczy. No, ale do rzeczy.
Dziewice wśród pań się, oczywiście, znajdowały. Panowie posiedzieli, trochę popili, po czym, uiściwszy rachunek za taniec i drinki, wyszli. Zagadnęli wtedy mojego kolegę po raz kolejny, nie zapominając o tradycyjnym dla siebie wywyższaniu się:

- Chłopcze, a czy ty się uważasz za mądrego?

- Nie wiem co uważa pan za mądrość. Ja wiem tylko, że nie wiem wszystkiego.

- Ha ha ha! Twoja mądrość jest wysoka jak to! - mówi pokazując na słupek przy drodze

- A ile mierzy pana?

- O, taka wielka jest moja mądrość! - wskazał na czubek Kościoła Mariackiego, po czym ciągnął dalej - Ty pewnie jesteś jak ci inni! Ile zarabiasz?

- Ok. 100 złotych na dzień.

- To jakbym ci dał swoje pieniądze, ty byś wziął; dla mnie to bez znaczenia, bo mieszkam w Ameryce! Ile chcesz? 100 dolarów? Może 200? Masz!

Żyd sięgnął do portfela i wyjął plik banknotów. Kolega jednak tylko się uśmiechnął.
- Dziękuję, nie trzeba mi. Sam sobie radzę i dobrze mi z tym.

Żyd zmieszał się, ale mimo zaskoczenia nie ustępował z pola:
- Jak to?! Ty nie chcesz moich pieniędzy? Tobie 100 zł na dzień wystarczy?!

- Tak. Nie potrzeba wiele, w dzień studiuję, w nocy pracuję, ale nie narzekam.

- Ooo, to ty jesteś mądry tak! - powiedział z powagą Żyd, wskazując na mniejszą z wież kościoła.


Kobiety Mafii (2018) - oczami nie-Vegofana 2018-03-20

Aktualnie na dużym ekranie mamy aż dwa polskie filmy gangsterskie. Znane i "lubiane" kino Patryka Vegi oraz, odebrana mu przez Pasikowskiego, ostatnia część Pitbulla.

Nim przejdę do recenzji, kilka słów na temat mojego stosunku do twórczości Patryka Vegi, a właściwie jego braku. Nie oglądałem (jeszcze) "Pitbulla: Nowych Porządków" ani jego kontynuacji o podtytule "Niebezpieczne Kobiety". Jedyny film w takich klimatach, jaki do tej pory znałem, to kultowe już pierwsze "Psy" Pasikowskiego. Zwyczajnie jakoś nic nie ciągnęło mnie do zapoznania się z rodzimą gangsterką dużego ekranu.
Teraz, korzystając z karty Unlimited i paru wolnych godzin po zajęciach, wybrałem się na oba wspomniane w lidzie filmy. Dziś zabiorę się za pierwszy z nich: "Kobiety Mafii", albo jak ja wolę go nazywać "Kobiety, za dużo mafii!".

Dłużący się, męczący seans to podręcznikowy przykład na to jak napchać do filmu zbyt wiele wątków z niespójnego scenariusza, pełnego dziur fabularnych i głupot. Już pierwsza scena dowodzi przypływu inteligencji scenarzystów. Oto cała śmietanka mafijna, same łyse "karki" o zakazanych mordach, dają się nabrać na fortel młodej policjantki, która, za pomocą rozesłanych bez zgody jej przełożonych zaproszeń na mundial w Rosji, postanawia przyskrzynić zbirów w jednym miejscu. Niestety sama zamyka budynek od środka i zgrywa zwykłą koordynatorkę organizowanego przez siebie konkursu, co kończy się rozpoznaniem przez jednego z nich, pościgiem i barykadą w ciasnym pokoju. Oczywiście wsparcie przybywa na czas, bandyci zostają złapani a nasza dzielna "Bela" zostaje przeniesiona za niesubordynację.
Napis po ekranie tytułowym głosi "Scenariusz oparty na zeznaniach prawdziwych gangsterów". No cóż, nie wiem z kim się pan Vega konsultował, ale z pewnością nie "dobrał się" do najwyższej ligi kryminalnego półświatka. Wątpię, by którykolwiek z nich był takim idiotą, jak pokazano to w filmie.
Seans podzielony jest na kilka wątków. Śledzimy poczynania "Beli", która po ciężkim szkoleniu dokonuje infiltracji grupy przestępczej niejakiego "Padrina" (w tej roli Bogusław Linda, niestety kolejny zmarnowany potencjał aktora). W tym celu wchodzi ona w romans z "Cieniem", jednym z jego ludzi, czego początkiem jest dobrze wykonana scena tańca na rurze. Do tej jednej chwili Olga Bołądź przygotowywała się chyba najdłużej i widać tego, bardzo dobre, rezultaty.

"Bela" szybko jednak schodzi na dalszy plan, ustępując miejsca Agnieszce Dygant, czyli niani synka "Cienia". Żona gangstera to typowa, łasa na pieniądze i ekskluzywne życie blond "labadziara", która nie potrafi synka wychować, co daje "Niani" pole do matkowania. Jej postać z cichej i potulnej szybko staje się twardą, pewną swego bohaterką, przewyższając wielu facetów o metaforyczne jaja, toteż jej historia podobała mi się najbardziej. O żenadę jednak przyprawiła mnie scena, gdy grozi ona kilku bandziorom z wyciągniętym do nich karabinem, każąc im robić sobie nawzajem "laskę". Jej godne pożałowania okrzyki "Sssij, głębiej, ssij!" do dziś wywołują u mnie poczucie niemożności "odzobaczenia" tych tragicznych dla oczu chwil.
Na czołówkę filmu wybijają się kobiety, a jak kobiety, to i seks, poza rzucanymi bez ładu i składu "kurwami" być musi. I jest go, o zgrozo, zbyt wiele. Jest w filmie taka para, niejaki "Żywy" oraz "Siekiera". Bardzo się kochają. Namiętnie, do szaleństwa. A film, żebyśmy przypadkiem nie zapomnieli, będzie nam o tym przypominał na każdym kroku. Praktycznie za każdym razem, gdy we dwoje występują na ekranie, dostaniemy scenę, gdy para "liże się" bez opamiętania czy przyzwoitości albo gdy "pieprzy się" gdzie popadnie.
Poza nimi, po kątach "walą" się wszyscy inni: jakaś któremuś robi laskę, któryś inną "posuwa" od tyłu...Wiecie, nie mam nic przeciwko pokazaniu seksu w filmie, czego dowód mieliście w mojej recenzji "Kształtu Wody", ale nikt chyba nie jest w stanie spojrzeć na "Kobiety Mafii" i powiedzieć, że tu wszystko jest pokazane naturalnie. Wszystko poza tańcem Olgi Bołądź, to akurat było "zagrane" naprawdę profesjonalnie i zmysłowo, a co ważniejsze: miało swoje uzasadnienie (w końcu chce ona poderwać wybrednego faceta).

Humor...Podobno gdzieś tutaj jest, z tego co słyszałem. Głównie wynika on z relacji "Niani" oraz "Spuchniętej Anki" (naprawdę, nie było lepszej ksywy?). Blondi jest głupia jak but i tak pusta jak nigdy nie było jej konto. Stąd np. żart z  "dawania" dupy za pożyczkę czy pytanie o to, gdzie leży Dania. Choć w filmie po pewnym czasie robi jej się nieco żal przez to jak traktuje ją postać Agnieszki Dygant, to biorąc pod uwagę jej próżność i niedbalstwo, z czasem możemy zacząć jej kibicować na drodze do wszystkiego co najgorsze.
Oliwy do ognia dolewają wspomniane wcześniej dziury fabularne. Nagle wychodzi na to, że jedna postać pomaga drugiej, bo z jakiegoś powodu się znają, potem lądują w łóżku, jeden drugiej oferuje pomoc...Aż na usta cisną się trzy podstawowe pytania, na które widz powinien znać odpowiedź: Co? Kto? Dlaczego? Naturalnie jest to zapewne spowodowane chęcią zrobienia kontynuacji (Losie, uchowaj!), a także serialu, choć fakt ten absolutnie nie usprawiedliwia zabiegów scenariuszowych "Kobiet Mafii".

Jak można było spartolić film z tak ciekawymi wątkami? Produkcja o grach o przetrwanie wśród silniejszych i słabszych kobiet to, moim zdaniem, całkiem udany pomysł. Gdyby nie wszystkie jej mankamenty, jakie wskazałem w niniejszym tekście, wyszedłby z tego lekkostrawny, nader udany seans. A tak, jak to mawiał klasyk, szkoda "szczempić" ryja.


Kształt Wody (2018) - "Seks z rybą?!" 2018-03-07

Oj, rozpętała się burza po niedzielno-poniedziałkowych Oskarach!

- "Shape of Water", opowiadający o seksie niemowy z rybą jest najlepszym filmem?! Kto w ogóle na to wpadł, kto to nominował?! Czy to jest jakiś żart?!

Jak przystało na początkującego kinomana, ostatecznie wybrałem się na seans, przekonany najlepszą z filmowych nagród, jaką Akademia przyznała obrazowi Guilermo del Toro.
I wiecie co? O ile mogę jeszcze zrozumieć dlaczego ludzie są oburzeni, że nie wygrały "Trzy Bilboardy za Ebbing, Missouri", tak nie jestem w stanie pojąć tych wszystkich niepochlebnych opinii na temat "Kształtu Wody"!

Film ten opowiada historię z czasów zimnej wojny, choć nie doszukiwałbym się tu zbyt wielkiego realizmu, biorąc pod uwagę tematykę seansu. Główna bohaterka to Elisa Esposito, niema sprzątaczka, mieszkająca w sąsiedztwie przyjacielskiego starszego  geja. Elisa była sierotą i nie wiemy o niej praktycznie nic więcej, jednak to nam absolutnie wystarcza. Kobieta marzy o prawdziwej miłości, akceptacji w zbliżeniu z kimś, kto ją pokocha. Jej szary, zwykły dzień jest zlepkiem rutynowych czynności:  zaparzenie herbaty, masturbacja w kąpieli, nim jajka się zagotują, babskie pogaduszki z przyjaciółką z pracy. Pewnego dnia do ośrodka badawczego, w którym pracuje, przywieziony zostaje on - dziwna, rybokształtna postać z bagien Ameryki Południowej. Już pierwszego dnia Elisa zaczyna interesować się nowym gościem, którego źli ludzie planują wykorzystać do swoich politycznych celów. Między dwojgiem wyrzutków zawiązuje się specyficzna więź...
"Kształt Wody" to bajka i nikt przed nami tego nie ukrywa. Dobrzy są dobrzy do końca, źli pozostają cały czas zimnymi sukinsynami. Kochankowie czują do siebie miętę od pierwszego wejrzenia i mimo cierpień, serwowanych przez los, znajdują w sobie źródło szczęścia i ukojenia. Fabuła jest więc przewidywalna, ale podczas oglądania nie ma ani jednej chwili, by myśleć nad dalszym jej postępem. Przez cały seans widz zajęty jest chłonięciem przepięknie nakręconych ujęć klimatycznych miejsc i czarujących chwil. Powolnie, niespiesznie, przy akompaniamencie znakomitej ścieżki dźwiękowej (która, tak samo jak film, została nagrodzona Oskarem!). Miód dla uszu, poezja dla oczu!

Film bawi się kontrastem, zgrabnie przeskakując od delikatnie zarysowanego humoru, po delikatniejsze, bardziej zmysłowe sceny, a niekiedy serwując wprost przeciwne doznania, takie jak krótkie obrzydzenie na widok odciętych palców. Wszystko to połączone jest wprost genialnie!
Na obsadę aktorską także narzekać nie można. Sally Hawkins odegrała swoją rolę niezwykle oskarowo! Jej mimika, gestykulacja, zachowania...Od jej postaci aż biła czysta jak szkło  wiarygodność! Michael Shannon jako "ten zły" również nie odbiegał od poziomu filmu, w jakim przyszło mu występować. Richard Strickland, w którego się wciela, to jeden z tych bezwzględnych, na w pół szalonych, sadystycznych gnojków, którym do ostatniej minuty będziecie życzyć jak najgorzej. Richard Jenkins (sąsiad) i Octavia Spencer (przyjaciółka) stanowią z kolei niezwykle sympatyczny i nieraz humorystyczny duet, wspierający Elisę i jej śmiałe plany względem dziwnej istoty z bagien.

Cenię sobie tę produkcję również za podejście do seksu. Nagość bohaterki i niewielkie sceny erotyczne nie są eksponowane i nie traktują ciała jako przedmiotu.
- Ale seks Z RYBĄ...
Po pierwsze: to człowieko-ryba płci męskiej. A po drugie, czy to naprawdę aż tak wielki problem? Jeśli bohaterka, z racji swoich blizn i niezdolności do mówienia, była w stanie wejść w relację z równie dziwną co ona sama istotą, czuła potrzebę, którą tylko on zdołał zaspokoić,  to w czym problem? Czy nagle wszystko według was musi być idealne? 

Wiecie, że nienawidzę filmów o zwykłej miłości, opartych na sztampie "kochają się-coś się dzieje-kłócą się-coś się dzieje-wracają do siebie". W moim sercu zagościły już "Her" i "Miłość Larsa", a teraz do nich dołącza także "Kształt Wody".
Podsumowując, ludzie, rezerwujcie sobie miejsca w kinach, bo szkoda zmarnować szansę zobaczenia tak pięknego widowiska na wielkim ekranie!


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]