Zwi@dowca Elvenoor | e-blogi.pl
Blog inny niż wszystkie
Blogi

"ArcyKat" 2016-08-30

Wytykało mi już wielu, że podpieram tylko ścianę,
Myśli krążą w swoim świecie, kombinując mocno stale
"Raczej cichy, miły chłopak", myślą pewnie z naiwności,
Przyjdzie jednak dzień straszliwy, gdy zobaczą me podłości,
W przód podążam szybkim krokiem, raz pojawiam się, raz znikam
O swych planach myśleć muszę, więc kontaktów też unikam
Niech się cieszą, śmiertelnicy, bo nie wiedzą co ich czeka,
Już niedługo krwawe żniwa i szkarłatna spłynie rzeka!

Myślą o mnie, żem jest cichy, że wśród nich się kiepsko czuję,
Błąd to wielki, błąd zdradliwy: cały czas ich obserwuję!
Znam słabości ich i cnoty, znam tajemnic całe strony,
A o grzechach, tylko wspomnę, można spisać całe tomy!
Mam ja haków całą masę, w garści trzymam Losu korbę,
W każdej chwili jednym ruchem mogę zniszczyć ich na dobre
Nic nie ujdzie mej czujności, zmysły nigdy mnie nie zdradzą,
Z nikim dzielić się nie będę pozyskaną z Piekieł władzą!

Upadnijcie na kolana, niech wam serca zadrżą wreszcie,
Jestem ręką ArcyKata, nie przeżyje nikt w tym mieście!
Znikąd patrzeć wam pomocy, tylko krzyk, cierpienie, ból,
Pozostały tu jedynie gorzkie łzy i mocny sznur
Nie zostanie ślad najmniejszy, pozjadają się bestyje,
Wyschną wody, runą cuda, nikt Pogromu nie przeżyje!
Choć pod stopą jeno piasek, wielkie rzeczy są nade mną:
Śmierć Ludzkości, Zgliszcza Świata i Królestwo moje - Piekło!


GryPamiętne#1 - Dweep 2016-08-27

Siła umysłu

Jeszcze za czasów wzmożonego pecetowego grania u miastowej babci, kiedy jeszcze ciotka tam mieszkała, dostałem (na spółkę z bratem, a jakże) składankę o intrygującym tytule "50 Gier Platformowych". Czegóż tam nie było: Donkey Kong, Mario, Fairy Godmother, Blues Brothers, Jazz Jackrabbit 2 i wiele innych, mniej lub bardziej interesujących, tytułów.


Jednak moją uwagę przykuł na dłużej mały fioletowy stworek, którego ulubionym zajęciem było torowanie sobie drogi do trzech mniejszych kuleczek, równie kudłatych jak on sam. Mili państwo, poznajcie Dweepa!


W 2000 roku studio Dexterity Software wydało na świat swoje jedyne dziecko i wielka szkoda, że poprzestali jedynie na nim. Dweep okazał się bowiem grą niesamowitą, o której słyszało zdecydowanie zbyt mało graczy.


Rozgrywka toczy się na dużej planszy najeżonej pułapkami. W skład śmiercionośnego menu wchodzą takie smakowitości, jak bomby, generatory laserów, pola zamrażające, a nawet sektory z płynnym ogniem. Pod naszą komendę oddana zostaje pocieszna fioletowa kuleczka na dwóch nogach. Jak już wcześniej wspomniałem, cel każdego poziomu jest prosty: dotrzeć włochatą istotką do jej dzieci.
Przeprawę ułatwiać nam będą przedmioty pokroju luster, śrubokrętów i pochodni. Cały myk polega na tym, aby właściwie nimi zadysponować: narzędzia mogą obrócić lustro, ogień na patyku rozmrozi naszego bohatera lub odpali bombę, woda zmoczy futrzaka, by ten przeszedł przez lasery itd.
Zasady są proste, a mechanizmy w miarę logiczne. Im dalej w las, tym więcej różnorodnych zagadek i dłużej trzeba kombinować. W pamięci utkwił mi etap dziesiąty pt. "Badda bing Badda boom" - lasery, lustra i cała masa bomb dookoła!


Oprawa wizualna to paleta jasnych, cukierkowych kolorów. Gra jest miła dla oka, Dweep skacze z radości, wydając odłosy szczęścia, ale w pobliżu zagrożenia na jego oczach maluje się strach. Całej przygodzie wtórują, szybko wpadające w ucho, melodie. Mnie osobiście najbardziej oczarowała dzwoneczkowa nuta z poziomów lodowych (posłuchajcie z resztą sami).


"50 Gier Platformowych" przepadło na zawsze.Nie wiem co zrobiłem z pudełkiem, a nie mogę sobie przypomnieć ani właściwego tytułu, ani wydawcy. Po tym zacnym zestawie pozostały jedynie wspomnienia. Na całe szczęście jest jeszcze możliwość ściągnięcia chociaż kilku zapomnianych gier, z czego też wczoraj wieczorem skorzystałem. Było już po północy, chciało mi się spać, ale mimo wszystko postanowiłem sięgnąć po kilkunastu latach do tej produkcji, by przez dobry kwadrans wysilać swoje komórki mózgowe nad zagadkami. Tak, Dweep ma w sobie tę moc i potrafi wciągnąć!

Jeśli jeszcze nie graliście, polecam nadrobić zaległości. Tym, którzy pamiętają, pozostać muszą miłe wspomnienia i jeszcze jedna rundka - do dobrych czasów warto wrócić!







"Wielka Improwizacja" 2016-08-25

Wzrok pilnie przetrząsa liściaste korony,
Natchnienia wciąż szuka, Poeta spragniony,
Słów szuka właściwych, chce spisać cierpienie
I sięga do wspomnień, bo słyszy ich brzmienie
Wertuje namiętnie kochane stronice,
W nich pokój, historia, nadzieja i życie!
Ze łzami wygłasza wersety tak znane,
Ku serc pokrzepieniu już dawno spisane

Wtem Anioł Poezji wszedł cicho przez szybę,
Promienie księżyca wpuszczając leniwe
"Co czynisz, Poeto? Kim jesteś, do kata?
Zdradź prędko gdzieś porwał drogiego mi brata!"
Zatrwożał Poeta, jak Adam przed Bogiem,
Wzrok tylko odwrócił, zabrakło sił w mowie
"Dar wielkiś otrzymał od Losu, przed laty,
Byś innych zadziwiał twym słowem skrzydlatym!"

"Stać miałeś na czele i ludzi prowadzić,
Przeciętność, brzydotę za sobą zostawić!
Tyś wieszczyć miał, przecie! Sam z resztą wiesz dobrze,
Lecz miłość cię zwiodła i skradła sny szczodre!"
Poeta pięść ścisnął, rozrzucił ksiąg stertę
"Przyjm, proszę, Aniele tę białą kopertę,
W niej wolę ostatnią spisałem już dawno,
Za czasów, gdym jeszcze miał popaść w to bagno"

Otworzyć ją możesz, tam wszystko spisane,
Sumienia rozterki, uczucie złamane,
Pakt z diabłem, przekleństwo, czerń serca i płacz,
(Te wszystkie sekrety, choć świetnie je znasz)
Ma przeszłość, początki, dojrzałość i kres:
Co kocham, czym gardzę, co bliskie mi jest
Powrotu do Wieszcza już mowy być nie ma,
Bom innym człowiekiem i inna dziś wena"

Już świeca dogasła i ciemno dokoła,
Źródełek z krwi duszy nikt dojrzeć nie zdoła,
Otwieram powieki, spoglądam przez okno:
Znów drzewa na deszczu samotnie tam mokną
Zły sen to był jeno, nie było Anioła,
(A może widzenie? Któż zgadnąć to zdoła?)
"Nie będzie powrotu", powtarzam cichutko,
By znów się bez reszty móc oddać swym smutkom


"Pralka-Obżartuch" 2016-08-24

Liczne pralka ma zalety,
Choć mi zżera wciąż skarpety!
Od bokserek ciągnie odór,
Bo już czystych mam niedobór,
A te czyste, tak skurczone,
Że "klejnoty" mam stłoczone!


Wodo wstrętna, gdzieś mi dała
Gacie, których nie wyprałaś?!
Czemu kradniesz mą bieliznę,
Zamiast oddać łachy czyste?
Raz za razem, co dni parę,
Jedną kryjesz nam za karę!


Cóż ci zrobił ludzki ród?
Aż tak ciebie mierzi brud?
Chcesz wykiwać stwórców twoich,
Głupie żarty ciągle stroisz,
Mieszasz pranie i nie zwracasz
Choć to przecież twoja praca!


Z drugiej strony, mądrość rzecze,
Nie musimy prać już w rzece,
Zamiast brudu z rzeki nurtem,
Płynie gówno w ściekach hurtem...
Niech znikają więc skarpety,
Skoro taki twój apetyt


Civilization 4 - od mieściny do mocarstwa 2016-08-23

Jeszcze...tylko...jedna...tura!

Cywilizacja, słynna strategia turowa od Sida Meier'a. Pamiętam z dzieciństwa, jak mój tata zagrywał się w część trzecią: te zawiłe tabelki, małe miasta i masa tekstu skutecznie uniemożliwiały mi próby osobistego podejścia do tematu. Jedyne, co mi się podobało, to ekrany dyplomacji z animowanymi twarzami postaci historycznych z różnych epok.
Swego czasu, wśród jednej z czterech domowych  kompilacji pt. "Stare gry", znalazłem również część drugą, ale po kilku chwilach zrezygnowałem, z racji jeszcze większego zagmatwania.

Jakiś czas temu powiedziałem sobie: "Dość! Muszę dać szansę tej serii!". Wszystkie znaki na niebie i na ziemi sugerowały najświeższą piątą odsłonę, jednak moje oko spoczęło na jej poprzedniczce, bohaterce dzisiejszego tekstu.  Panie i panowie, oto "Civka" 4!

Już na starcie muszę oddać cześć genialnej muzyce. Rzadko zdarza się, bym przez 5 minut siedział w głównym menu z zamkniętymi oczami, o czym mogliście się przekonać kilka wpisów temu, gdy podlinkowałem wam cover przewodniego utworu "Baba Yetu". Naszej uwadze nie ujdą także równie piękne klasyczne nuty, towarzyszące rozgrywce. Nadają one powagi i dostojności, upiekszają proces rozwoju imperium i pobudzają struchlałe serca w czasie prowadzonych wojen.
Sam gameplay opiera się na zarządzaniu wybraną wcześniej cywilizacją. Stawiamy budynki w miastach, szkolimy nowe wojska i prowadzimy intensywne badania. Technologii jest tutaj naprawdę wiele, a każda ma znaczący wpływ na dalsze losy naszego państwa.
Do zwycięstwa prowadzi nas kilka dróg. Prócz klasycznej eksterminacji przeciwników, możemy równie dobrze skupić się na osiedleniu jak największej ilości ziem, legendarnym poziomie kultury, Radzie ONZ, a nawet wyścigu kosmicznym!
Jednak nawet najwytrwalsi wojownicy muszą liczyć się z sąsiadami - pozostali przywódcy nie będą biernie patrzeć na nasze poczynania i z przyjemnością zetrą nas w pył, jeśli zabrakie nam odpowiednich "straszaków".
Nie ma sensu opisywać tu całej mechaniki, z resztą nie jestem żadnym ekspertem. Rozegrałem już dobrych parę kilkunastogodzinnych partii, a zwycięstwo przyniósł mi jedynie Tokugawa (choć ranga dalej na wstydliwym  "Kaczorze Donaldzie").

Szata graficzna jest niezwykle przyjemna dla oka. Najwięcej zasług odnoszą tu tradycyjne okna dyplomacji z bardziej i mniej znanymi postaciami historycznymi.
A propos historii, Civilization 4 to niewyczerpane źródło informacji. Mowa tu nie tylko o wielkich liderach, ale przede wszystkim o systemach prawnych, ustrojach  i nieśmiertelnych Cudach, których budowa przynosi odpowiednie korzyści.

Ta gra to kwintesencja grywalności w najczystszej postaci! Każda rozgrywka przebiega w inny sposób, każda rundka uczy nas nowych taktyk. Do tego dochodzi niesamowita przyjemność z patrzenia na powolny rozwój jednego miasta z lichą produkcją, które już za parę godzin stanie się niepowstrzymanym imperium - od ery kija z gwoździem do czasów broni jądrowej!







Far Cry - piekielny raj w tropikach 2016-08-20

Z rakiety w helikopter!

Far Cry, czyli pierwsza część słynnej serii strzelanin, powstała w 2004 roku, dzięki studiu Crytek. Swoją przygodę z grą rozpocząłem z mocnego kopa, bo na średnim poziomie trudności. Jak się później okazało, "Wyzwanie" okazało się moim poważnym błędem... Ale po kolei.
Jack Carver,  główny protagonista, miał udać się wraz z dziennikarką Vallerie na pewną tropikalną wyspę, celem zbadania pogłosek o tajemniczych eksperymentach. Ostatecznie ich plany krzyżuje sztorm i pocisk z rakietnicy. Nasi bohaterowie zostają rozdzieleni, a pierwszym zadaniem kolesia w hawajskiej koszuli będzie znalezienie towarzyszki.

Pierwsze, co rzuca się w oczy, to genialna oprawa wizualna. Słoneczna i pełna koloru dżungla idealnie komponuje się z drewnianymi chatkami przy brzegu i błękitnym oceanem. Jest to bardzo mocny plus, albowiem każdy poziom na powierzchni to  nie tylko miłe doznanie dla oka, lecz przede wszystkim otwarte pole manewru. Możemy wówczas do woli kombinować nad strategią działania i próbować po parę razy wykonać cel misji.
Niestety, cicha  eliminacja oponentów nie wchodzi w grę. Choć w naszym ekwipunku może znaleźć się maczeta, a John dysponuje nielimitowaną ilością kamieni, do przeciwników i tak najlepiej jest strzelać z racji braku bezszelestnego zabójstwa tudzież skradania się.
Sztuczna inteligencja stoi na wysokim poziomie. Przeciwnicy mogą zajść nas od tyłu, oflankować, a nawet prowadzić ostrzał z helikoptera i dosyłać posiłki. Prawdziwe piekło zaczyna się jednak tuż po wszczęciu alarmu, więc trzeba mieć się ciągle na baczności.
Oczywiście, minimapa wskazuje nam jedynie kierunek docelowy. Wrogowie oznaczani są po użyciu lornetki, jednego z kilku przydatnych akcesoriów młodego dywersanta.

Nasze postępy zapisywane są automatycznie i nie ma mowy o manualnym "sejwie". Na wyższych poziomach trudności (o czym sam się boleśnie przekonałem) trzeba celniej strzelać, szybciej biegać i modlić się o apteczkę, kamizelkę z pancerzem amunicję oraz autosave.
Przy sobie możemy nosić maksymalnie cztery bronie, a każda z dostępnych spluw przydaje się w odmiennej sytuacji. Osobiście najlepiej walczyło mi się strzelbą Jackhammera, do której cennych naboi ciągle wypatrywałem.
Jakby komu było mało, mierzyć się będziemy nie tylko z ludźmi. Od pewnego momentu na scenę wkraczają mutanty różnej maści: wielkie kolosy strzelają rakietami i przyjmują sporo na klatę,"Paszczaki" są szybkie i mają mocne zębiska, a bardziej humanoidalne preferują klasyczną wymianę ognia. Jak widzicie, nie ma łatwo!

Far Cry to, z angielskiego, "duża odległość", zatem tylko głupiec nie skorzystałby ze skrótów. Podróż zdecydowanie ułatwią nam opancerzone pojazdy, łodzie motorowe czy lotnie, a i na tyrolce zjedziemy parę razy! To niesamowicie klimatyczne, gdy lecisz ponad dżunglą i obserwujesz trwającą na dole bitwę, mając nadzieję na bezpieczne lądowanie!

Gra oferuje 20 długich poziomów, więc nie sposób będzie się tu nudzić. Do poważniejszych mankamentów rozgrywki zaliczyć musiałem, niestety, brak napisów. Nie zaimplikowano ich  ani podczas zabawy, ani w czasie cutscenek. Grałem jednak na polskiej wersji dubbingowej i nie byłem zawiedziony. Polskie głosy wpasowały się w gameplay całkiem nieźle, co jest najlepiej słyszalne przy dialogach najemników. Polecam chociaż raz przysłuchać się ich gadkom!

Podsumowując: Far Cry to długa, trudna przeprawa, która wszelkie niedociągłości nadrabia genialnym klimatem i tzw. "feelingiem" strzelania. Polecam przekonać się o tym na własną rękę! :)







Deadpool (2016) - rozrywka na 3+ 2016-08-19

Bring  some chimichangas!

Fani filmów o superbohaterach podzieleni są na trzy obozy: ludzi od Marvel'a, miłośników  DC Comics oraz tych, którym wszystko jedno. Prawdopodobnie większa część widzów nie miała nigdy  styczności z żadnym komiksem, więc filmowcy mają przed sobą nieliche zadanie: dać "świeżakom" przynajmniej namiastkę świata przedstawionego oraz jak najlepiej zaspokoić komiksowych geeków.

W ostatnim czasie sporo na popularności zyskał jeden z Marvelowskich "wryjwalców" - Deadpool. Jest on parodią jednej z postaci u konkurentów, Deathstroke'a. Oryginalnie koleś w luzackim kostiumie zwie się Wade Willson. Miał ciężkie dzieciństwo, przerąbaną sytuację w wojsku (skąd z resztą wyleciał), a na dokładkę życie zafundowało mu raka. Został poddany operacji wstrzyknięcia do organizmu środka o nazwie Healing Factor, dzięki czemu jego rany błyskawicznie się regenerują. Niestety, proces nie przebiegł pomyślnie, niszcząc jego ciało i robiąc mu wodę z mózgu. W skrócie: stał się masakrycznie brzydki i dostał rozdwojenia jaźni. Później zyskał również możliwość teleportacji i zaczął flirtować ze Śmiercią. Jego fani uwielbiają tego anty bohatera za  luzackie podejście do wszystkiego, cięty dowcip i niejednokrotne przełamywanie czwartej ściany (odzywki bezpośrednio do czytelnika).  Marketing zrobił swoje, powołując do życia  w 2013 roku całkiem niezłą grę wideo. Dodatkowo pół roku temu na Walentynki panowie mogli zabrać damy swoich serc na pełnoprawny seans. Dziś rzucimy okiem na rzeczoną ekranizację.

Dzień Zakochanych - idealna pora, by puścić w kinie romantyczną historię, będącą zawsze odpowiednią motywacją do strzelania, siekania i głoszenia Prawdy w epickim stylu. Młody najemnik, Wade Willson, poznaje w barze młodą prostytutkę. Gorący romans przeradza się w wielką miłość, obfitując w codzienne igraszki. Wszystko staje na głowie, gdy Wade dowiaduje się o nowotworze. Jedyną opcją ratunku wydaje się być tajne laboratorium, oferujące biologiczną przemianę. W wyniku mocnych eksperymentów nasz protagonista zyskuje wielką moc, tym samym żegnając się z urodą. Od teraz ma nowy plan: założyć maskę i znaleźć sukinsynów, żeby to odkręcili. Szykuje się więc ostra jazda!


No, chyba że widziało się trailer. Kilkuminutowa zajawka odsłania bowiem wszystkie karty. Sieka, jucha, mordobicie, strzelanina i najlepszy humor. Cała reszta to typowe love story i poboczne, mało znaczące sceny. W filmie  zabrakło również łamania czwartej ściany. Deadpool częściej gada do samego siebie i sporo mu brakuje do sylwetki z komiksów. Nie znaczy to, że jest to produkt zły - wręcz przeciwnie. Podczas seansu mimo wszystko można się świetnie bawić, choć mam szczerą nadzieję, że sequel naprawi błędy "jedynki".







Pieszczoty z przyjaciółką 2016-08-16

Dmucham cały dzień ( ͡°ل͜ ͡°)

Nasz romans zaczął się dwa lata temu, w okresie przedświątecznym. Zobaczyłem ją w Lidlu, była nieco zamknięta w sobie. Na pierwszy rzut oka wydała mi się atrakcyjna - zawsze pragnąłem takiej jak ona! Żadna nie mogła się z nią równać!
Publicznie wydotykałem jej ponętną istotę, tak pragnące bliskości prawdziwego faceta. Gdy wróciłem, od razu wzięliśmy się do roboty. Rozebrałem ją, po czym odpaliłem adekwatny film - przecież musiałem wiedzieć od czego zacząć!
Kolejna strona podała mi kilka ciekawych (pro)pozycji, które niezwłocznie próbowałem z mniejszym lub większym skutkiem. Był to piękny, czarujący wieczór, a ona - idealna!
Gdy tylko przytknąłem do niej swoje usta, czar prysł. Nieco inaczej wyobrażałem sobie nasze rendez vous. Wiele razy oglądałem, jak inni to robią, miałem nadzieję na klasyczny szept, a tu atmosfera ulotniła się jak pieniądze w Amber Gold. To nawet nie był gwizd, raczej jęk żonglera!
Taka piękna, tak kusząca, a jej dziurki tak idealnie dopasowane do moich ust, że nie sposób było odmówić pocałunku! Pomyślałem wówczas "Raz się żyje!" i podjąłem ledwo zaczętą rozkosz.
Było cudownie... Nasz pierwszy raz, mimo pewnych niedociągłości, zapowiadał długą i namiętną współpracę. Jednak po pewnym czasie zacząłem się nią nudzić. Zostawiłem ją, jak ostatni kretyn i oddałem się swojemu światu.

Kilka dni temu dała o sobie znać. Ponętny wzrok, smukłe kształty, słodki posmak... Nie było odwrotu, znów jestem w jej sidłach. Teraz codziennie poświęcam jej przynajmniej godzinę, by dotrzymać niezłożonej jeszcze obietnicy - rozkochać się w niej do reszty, zrozumieć głebię, stać się jej jedynym kochankiem.

Jeśli rozumiecie mnie choć trochę i szukacie nowych recept na upojne wieczory, zapraszam na mój trzeci blog: www.lost-raider.e-blogi.pl . Odpowiedni odnośnik macie z resztą po lewej stronie, na ostatniej pozycji listy. Znajdziecie tam moje własne "przepisy", zdobyte przez doświadczenie i dobry słuch.
Zapraszam raz jeszcze i żyję owocnych "pieszczot"!


Uśmiech w deszczu (aka Jedna Chwila) 2016-08-14

Jestem szczęśliwy.

Tak, niecodzienne uczucie dla kogoś, kto non stop widzi czarne chmury i godzi się  z Losem każdego dnia. A jednak dziś jestem szczęśliwy, przynajmniej przez tę jedną chwilę.

Jestem cały mokry, właśnie wróciłem z wieczornego wyprowadzania psa, ale nic mnie to nie rusza. Mogę wyjść na dwór jeszcze raz, chociażby po to, by stać w tym deszczu i chłonąć każdą jego kroplę.
Ciotka zabrała dzieciaki i wyjechała z powrotem do Rosochatego. Tam, wraz z wujem, będą siedzieć do następnej soboty, a potem wrócą do Belgii.
Ledwo przekroczyłem próg mieszkania babci, a już do mnie przybiegli, jak zwykle tuląc za nogi. Nie mogłem ich powstrzymać, gdy zaczęli śpiewać sto lat, razem z innym młodym kuzynem, przy okazji puszczając mi na twarz całe chmary baniek mydlanych. Oczywiście, w prezencie jakaś kasa + czekoladki, ale o to jakoś nie dbam. Liczyła się ta jedna chwila, gdy byłem w centrum ich uwagi, jako starszy brat-kuzyn.
Lubię z nimi spędzać czas, gdy przyjeżdżają. Czasem razem gramy na kompie, czasem w coś analogowego (Osada, air hockey itd).
Czemu tak jest? Czy w głębi duszy jestem ciągle tym samym zagubionym dzieciakiem? Czy tak naprawdę chcę pozostać myślami w czasach, gdy nic się nie liczyło, a dorosłość była tylko marzeniem?

Nieważne, nie obchodzi mnie to. Pojechali, spędziłem z nimi tyle czasu, ile mogłem. Wrócą pewnie na Wielkanoc, jak zawsze. Dzięki temu cieszę się bardziej z ich przyjazdu i vice versa. I to jest najlepsze.
W rzyci mam miłość, nie wierzę w nią. Guzik mnie obchodzi życie pośmiertne, gdy się od Niego wyzwoliłem. Jedyne, czego teraz chcę, to aby ta chwila trwała wiecznie.

Tako rzecze Elvetustra, amen.


Oto są! #2 - Rauchen verboten! 2016-08-09

Otwieramy bramkę nr 2!

Ostatnio - i tu dziękuję za uznanie - potępiłem ludzkich zwyrodnialców, którzy nie okazywali swoim pupilom należnego szacunku.
Dziś natomiast zagazujemy ludzi, którzy sami nam to robią każdego dnia - w parku, na ulicy czy pod blokiem. Mowa tu o PALACZACH.

Jestem Nazi-Gegen-Zigaretten. Byłem nim w zasadzie od dziecka, gdyż zwłaszcza w tym okresie pilnowałem rodzinki, by nikt nie jarał. Wyleczyłem tatę, wyleczyłem babcię, wyleczyłem dziadka. Jak się później okazało, dziadek nr. 2 (już śp.) również palił,  i to przez 50 lat. W ubiegłym roku  nasiliły się objawy z przerzutów, w związku z czym jego linia życiowa została przerwana. Gdyby nie palił, kto wie? Może przeżyłby jeszcze kilka lat?

Palacze śmierdzą, naturalną istotą rzeczy. Mało tego, widok pięknej dziewczyny, kopcącej szluga, w mgnieniu oka odstrasza nawet najprzystojniejszych mężczyzn. Jeśli palisz w pobliżu osób trzecich, narażasz ich na znacznie większe ryzyko. Nie bez powodu używa się tu terminu "bierne palenie".
Dlaczego papierosy są tak zabójcze?

1) Nikotyna - 0,7 mg/ papierosa. Najmniej szkodliwy składnik, co nie oznacza, że jest ona zdrowa.
2) Cyjanowodór - mój ukochany Cyklon-B, w którym sami będziecie się dusić, drodzy palacze.
3) Benzopireny - substancja odpowiedzialna za powstawanie raka płuc. Wytwarzane są również podczas procesu spalania plastiku. No co? Nie wdychacie wtedy oparów, ale zajarać to już co innego?  Badania i obserwacje problemu potwierdzają szkodliwość palenia, więc radzę uważać.
4) Amoniak - w odpowiednim stężeniu potrafi zabić człowieka, wykorzystuje się go do produkcji materiałów wybuchowych czy nawozów sztucznych.
5) Tlenek węgla - tzw. czad, cichy zabójca wielu rodzin. Nim poczujesz, że coś jest nie tak, już dawno będziesz wąchać kwiatki od spodu. Wytwarza on karboksyhemoglobinę, dzięki której tlen i krew nie mogą się mieszać. Normalnie stężenie tego środka u osoby niepalącej wynosi mniej niż 1%. U palących jest to wartość dziesięciokrotnie wyższa. Jako ciekawostkę potraktujcie fakt, iż ofiary nieszczelnych piecyków gazowych miały do czynienia ze stężeniem aż 50%!
6) Inne składniki, o mniej lub bardziej rozwiniętej szkodliwości. Najważniejsze są jednak te, które wymieniłem.

Kolejną kwestią jest osłabiona odporność. Makrofagi to komórki, żyjące w naszym organizmie. Ich rolą jest neutralizacja wirusów i innych cholerstw, chcących żerować na naszym materialnym wnętrzu. Po "strawieniu" oponenta, informacja o budowie przeciwnika zostanie przekazana do limfocytu T. Nie muszę chyba pisać, jak ważnym jest to elementem dla wewnętrznej obrony biologicznej. Dym papierosowy osłabia walkę i komunikację ze szkodliwymi mikroorganizmami.

Selekcja naturalna w przypadku palących jest, niestety, niesprawiedliwa. Umierają nie tylko skurwysyny, ale i bliscy, którzy po prostu nie mogą przestać palić tudzież odczuwają skutki błędów przeszłości.
Na szczęście dziś palenie odchodzi do lamusa, modne staje się zdrowe odżywianie i tego typu kwestie. Dodatkowo mandat za kopcenie w miejscu publicznym to aż 500 zł, a więc spore uszczuplenie portfela dla przeciętnego Polaka.

Oczywiście osoby palące są z biegiem lat coraz bardziej bezczelne. Nie dociera do nich jak szkodliwy jest ich nałóg. Nie chcą słyszeć o raku, z agresją reagują na dobre rady. "A weź się odpieprz, mam to w dupie, chcę palić to palę, nie twoja sprawa". Tacy MUSZĄ zginąć, choć szybciej ode mnie zajmie się nimi natura, a przyjaciel-papieros wbije takim gagatkom nóż w plecy w najmniej spodziewanym momencie.

Jeśli dostrzegasz problem, działaj. Czy chodzi o ciebie, czy twoich bliskich - nieważne. Staraj się wpłynąć na sytuację, by cieszyć się pełnią życia. A wszystkim innym życzę miłego umierania!^


Warcraft (2016) - tylko dla fanów? 2016-08-08

[UWAGA NA SPOILERY!]

For the Alliance!

Na początek anegdotka. W dzieciństwie uwielbiałem grać w "drugiego" Warcrafta. Nie interesowałem się wówczas za bardzo historią wojny orków i ludzi. Dbałem wyłącznie o rozgrywkę, świetne teksty jednostek, kreskówkową oprawę i szybkie bitwy.
Dziś, ogrywając Reign of Chaos (trzecią część serii RTS-ów) oraz regularnie oglądając kanał Pulchnego Niedźwiedzia, patrzę znacznie szerzej na przedstawione lore. Wspaniałe lokacje, wyraziste postacie i pamiętne wydarzenia - to wszystko, i jeszcze więcej, od lat zrzesza wielu pasjonatów.
Uzbrojony w lekko zaawansowaną wiedzę na temat uniwersum, ruszyłem więc  z kopyta do bram pięknego Stormwind, by zanieść królowi Llayne'owi straszliwe wieści na temat inwazji.

Orkowie, mieszkańcy planety Draennor, zostali spaczeni przeklętą magią Felu, mającą swoje źródła u potęgi Płonącego Legionu, czyli armii krwiożerczych demonów. Jej celem jest szerzenie zniszczenia. Na jego czele stoi Sargeras, upadły Tytan, który niegdyś sam walczył z piekielną hordą. W wyniku knowań Guldana (orkowego czarnoksiężnika) i Medivha (Ostatniego Strażnika Trisfal, opętanego przez władcę Legionu), zielonoskórzy wdzierają się do Azeroth Mrocznym Portalem...
Ech, przepraszam. Większość z was pewnie tylko grała w strategie, więc macie prawo nie rozumieć absolutnie nic z mojego wywodu, a pewnie jeszcze paru z waszej grupki nie interesuje się fabułą aż tak. Niestety, musicie wiedzieć przynajmniej trochę, ponieważ film ma całkiem szybkie tempo, a wątków w nim jest niemało. Z drugiej strony, jako laicy, kompletnie nie zauważycie, że coś nie poszło zgodnie z kanonem Warcrafta, więc nie zrazi was nieco inna scena śmierci Strażnika, przebieg zabójstwa króla przez Garonę czy niezamordowanie Blackhande'a przez Orgrima Doomhammera (nie pytajcie, za dużo do opisywania).

Seans prezentuje się naprawdę nieźle i powstał ewidentnie dla fanów gier Blizzarda (choć to zbyt odważna teza, patrząc na nietrzymanie się głównej fabuły). Postacie orków i ludzi prezentują się iście Warctaftowo, zbroje rycerzy dobitnie przypominają Piechurów z ciągle grywalnej "trójeczki", a magia promienieje najlepszą jakością efektów specjalnych.
Kilka słów należy się również aktorom: rola Kadgara wypadła nawet dobrze, Garona tak sobie, Lothar wiarygodnie, ale Medivh... Gdy zobaczyłem go po raz pierwszy na ekranie, oczyma wyobraźni porównywałem go do obrazu z gry Reign of Chaos: siwobrodego starca z długim płaszczem o kruczych zdobieniach. Początkowo byłem zawiedziony nieco inną prezentacją tej ważnej postaci, jednak z czasem nabrałem do niej zaufania, by oddać się do reszty jego osobowości. Ben Foster odwalił kawał świetnej roboty!

Podsumowując: jest trochę za szybko, czasem sztampowo, nierówno z kanonem świata. Nie mniej te dwie godziny nie poszły na marne, a na kontynuację czekam z niecierpliwością jako fan gier strategicznych i szczątkowy znawca lore. Z pewnością gracze  poczują się tu jak w domu, choć wszystkowiedzące nerdy mogą nie chcieć przebaczyć Blizzardowi, że zgodził się wypuścić film w takiej postaci. Dla takich mam tylko jedną radę: wyjąć kołek z tyłka, obejrzeć, dobrze się bawić, a po wszystkim - zapomnieć i wrócić do WoW-a.


Jechać czy nie jechać? 2016-08-06

Mam zagwozdkę

Od poniedziaku gościmy ciotkę i dwoje kuzynów: 9 i 7 lat. Jakoś zawsze lubię z nimi spędzać czas, choć głównie gramy w coś razem (na kompie lub w moją "Osadę"). W najbliższy poniedziałek wraz z ciotką nr 2 i jej 8-letnim synkiem jadą na tydzień do Poronina. Wiecie, spływ Dunajcem i te sprawy.

No i mają jedno wolne miejsce... Dzieciaki nalegają, żebym jechał z nimi, ciotka jeszcze namawia. Mam zatem dylemat: jechać czy nie?

Argumenty za: spędzę z dzieciakami jeszcze trochę czasu, połażę po górach i wypocznę z dala od domu (jakby pobyt tutaj już nie był sam w sobie odpoczynkiem) przed studiami w Krakowie.

Argumenty przeciw: "pewne warunki" będą mocno ograniczone. A poza tym, to będzie trochę wstyd. Stary chłop jedzie z dzieciakami... Coś tu nie gra, nie?

- Tia... Ale jak z nimi grasz, to jakoś ci nie przeszkadza ich wiek!


To co innego. W moim wieku powinno się jeźdźić na wakacje ze znajomymi, bo rodzina już jest trochę passé.

- Ze znajomymi, powiadasz. A MASZ JAKICHŚ???

Pisałem o tym setki razy: nie, nie mam i dobrze mi z tym. Sam sobie organizuję czas, nigdzie nie muszę się ruszać, mogę robić to, co chcę i kiedy chcę. Jestem domatorem, aczkolwiek po otrzymaniu kasy za ubezpieczenie (nareszcie!) pierwszym moim nabytkiem będzie telefon zdolny obsługiwać aplikację "Pokemon GO". Miałbym konkretny powód do wychodzenia z domu, a zarazem nie musiałbym się rozstawać z cyfrowym środowiskiem!  Poza tym, to przecież łapanie Pokemonów, czysta frajda!

- Czyli co? Nie jedziesz?

Tego nie napisałem. Jasne, na miejscu nikt by się nie interesował #kimjestem (:P), bo każdy ma swoje sprawy. Tu chodzi o moje wewnętrzne poczucie "shamu", wstydu, niezręczności. Muszę wszystko jeszcze dokładnie przemyśleć.

Póki co życzę wszystkim miłego dnia i zostawiam was, tradycyjnie już, z mega pozytywną nutką na otwarcie soboty. Enjoy!







e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]