Zwi@dowca Elvenoor | e-blogi.pl
Blog inny niż wszystkie
Blogi

Gdy Facebook nie wystarcza 2016-07-31

Nasza-klasa... Ktoś się na to jeszcze loguje?

Pamiętam doskonale ten wielki szał, związany z pojawieniem się polskiego portalu społecznościowego, który de facto ułatwić miał znalezienie starych znajomych ze szkolnych lat. Moda ogarnęła jednak szczególnie młodsze pokolenie. Byłem wówczas na etapie nauki gimnazjalnej i korzystałem z tej strony przez kilka lat, aż do końca pierwszej klasy technikum. Potem wprowadzono jakieś udziwnienia, pokroju Pana Gąbki, Śledzika i chyba jakichś małych gier. Gwoździem do trumny serwisu okazał się jednak zagraniczny konkurent - Facebook, złote dziecko Marka Zuckerberga.

"Twarzoksiążka" zawładnęła całą społecznością Internetu - przesyłanie zdjęć, komunikowanie się ze znajomymi, dzielenie się ciekawymi stronami tudzież muzyką, śledzenie życia znajomych czy wreszcie "łapkowanie". Nic dziwnego, że ów portal odniósł gigantyczny sukces. Co prawda później wyszło na jaw, że wszystkie informacje przekazywane są do NSA (amerykańskich służb bezpieczeństwa), ale kogo to obchodziło? "Nic na mnie nie mają, nie jestem terrorystą, więc mi to zwisa".

Po debiucie Facebooka w 2004 roku, jak grzyby po deszczu zaczęły "wyrastać" nowe marki - Twitter (2006), Instagram (2010), Snapchat (2011). Konkurencja kombinowała nad coraz lepszymi pomysłami, by choć w małym stopniu zbliżyć się do sukcesu protoplasty.
Siedzę, dumam i zadaję sobie jedno pytanie: PO CO?

Instagram - zwykłe wstawianie zdjęć, to samo oferuje portal z literką "f" na niebieskim tle.

Twitter - dzielisz się zdjęciami, odnośnikami do konkretnych stron oraz przede wszystkim opiniami na dany temat. "Twarzoksiążka" też to umożliwia.

Snapchat - tu mamy najciekawsze zjawisko. Udostępnianie filmików i zdjęć, czatowanie, przesyłanie pieniędzy innym użytkownikom - standard. Jednak wszystko powyższe działa jedynie przez 10 sekund. Po tym czasie wiadomości, fotki i nagrania są automatycznie kasowane. Wyjątek stanowią tzw. Stories, czyli zbiory zdjęć. Ich żywotność wynosi 24 godziny. Stąd właśnie popularność sextingu na Snapie. Oczywiście, zawsze można zrobić screenshota, jednak osoba udostępniająca dany plik zostanie poinformowana o tym procederze. Czy oznacza to pełne bezpieczeństwo? Nie. Człowiek to rozumna istota i poradzi sobie w każdej sytuacji, np. robiąc zdjęcie telefonu innym urządzeniem.

O ile fenomen pierwszych dwóch aplikacji potrafię zrozumieć, o tyle Snapchat jest dla mnie wielką niewiadomą. Muszę nadmienić, iż nie posiadam kont na żadnym z powyższych serwisów, bo wystarczy mi dość bogata oferta Facebooka. Dodatkowo mój telefon  nie dysponuje systemem iOS ani Androidem, że o Wi-Fi nie wspomnę. Wszystkie informacje zaczerpnięte zostały z poniższych źródeł oraz w miarę luźnego zapoznania się z omawianymi serwisami.  
Ten wpis ma na celu skłonić do zastanowienia. Jesteśmy zachłanni, ciągle nam mało. Zuckerberg dał nam wszystko, czego nam potrzeba, a i tak szukamy dodatkowych atrakcji.
W imię czego? Pieniędzy z tego nie ma, fejm osiągają nieliczni, "followersi" i "łapkowicze" śledzą tylko popularnych. Wstawisz selfie z jakimś mądrym cytatem, ale nie jesteś zbyt lubiany? Możesz pomarzyć o "serduszku", bo nie dostaniesz nawet złamanego "lubię to!". No chyba, że mama ci "lajknie"...

Źródła:
1) http://softonet.pl/publikacje/rzuty_okiem/Co.to.jest.Snapchat.i.jak.go.uzywac-rzut.oka.na.komunikator.internetowy.dla.Ethana.Hunta,521
2) http://rightclick.pl/nowoczesna-edukacja/net-trendy/item/143-co-to-jest-snapchat-10-sekundowe-wiadomo%C5%9Bci-robi%C4%85-furor%C4%99.html
3) https://www.youtube.com/watch?v=NnVVBuGtruI
4) http://gadzetomania.pl/10131,szybki-sukces-w-sieci-poznaj-startupy-owycenie-co-najmniej-100-mln-dolarow


Oto są! #1 - Wakacyjni dranie 2016-07-28

Otwórzcie bramy na oścież, oto pierwsi niewdzięcznicy!
Są takie grupy ludzi, które z miejsca chciałoby się rozstrzelać, wyplenić, rozsadzić...słowem: zmieść z powierzchni ziemi. Oto moja nowa, kontrowersyjna seria wpisów, dotyczących właśnie takich ludzi.

Dziś na tapet bierzemy "kochanych" rodziców, którzy kupują zwierzęta dla swoich pociech. Nie wszyscy jednak dostaliby ode mnie skierowanie do Oświęcimia. Piszę o tych, którzy swoje kotki i pieski wyprowadzają na spacery, bawią się z nimi, a gdy przychodzi czas urlopu taki kundel z puszkiem zostają przywiązani do drzewa, bo "hotele dla milusińskich są za drogie, kumpel się nie zgodził przechować zwierzaka" itd.

Suczymamo i skurwytato: czy wy się z małpami na mózgi nie pozamienialiście? Kupujecie zwierzę domowe dla swojego dziecka, a więc bierzecie za nie pełną odpowiedzialność. Zobowiązuje was to do zapewnienia mu kompleksowej opieki dzień i noc, cokolwiek by się nie działo. A tymczasem traktujecie tę istotę jak jakąś rzecz, zabawkę, której łatwo się pozbyć, gdy się już znudzi.
Znudzić się istotą żywą... Czym są zatem dzieci? Jak się dzieciak znudzi, to też bachora wyrzucicie? No oczywiście, że nie! Od razu media zaczęłyby trąbić, moralność ludzka wpakowałaby was w szambo,  z którego nie wyszlibyście do końca życia, a opinia społeczna nie dałaby wam już spokoju. Czemu zatem tak samo nie są traktowane zwierzęta? Bo co? Bo "nie mają duszy"? Bo "to tylko jakieś prymitywne kreatury, co tylko jedzą, drą się i srają"? A wiecie jak wiele umieją te wasze "kreatury"? Można je wytresować na przewodnika, wykorzystać do różnych zajęć i terapii. Policja wykorzystuje psy do tropienia, a nieraz słyszymy o poświęceniu takiej "bestii". Czym się różnimy od tych zwierząt? Rozumem i wolną wolą, prawda? A to znaczy, że powinniśmy myśleć szerzej, rozsądniej od nich, aby zapewnić nam wszystkim jak najlepsze warunki do życia.

I proszę mi tu nie ściemniać, że wrócilibyście po niego, bo to tak, jakbyście zostawili niemowlę - bez karmienia, w totalnej głuszy i w osamotnieniu nie pożyją zbyt długo. Dlatego niniejszym takim nieczułym draniom od dziś będę wysyłał imienne akty wydalenia ze społeczeństwa, Czas ponownie rozkręcić "biznes", ale tym razem przysługując się społeczeństwu.

Oczywiście, nie będziecie sami. Dołączą do was półmózgi, które na totalnym gorącu zostawiają swoje pupile i pociechy ludzkie wewnątrz samochodu bez choćby minimalnie otwartych okien. Chcecie im zgotować saunę? Nie ma problemu, wam też się przyszykuje gorącą atmosferę, gdy zamknie się was razem w łaźni, podnosząc z czasem temperaturę.




Wszyscy mają kołki w d.... 2016-07-27

Coś w tym jest, cholera...

Wszystko zaczęło się w godzinach porannych w piątek 15 lipca br. W drogę po chamsku wpierdzielił się nam tir, o mało co nie powodując wypadku. Zdarzenie zarejestrowała kamerka samochodowa, jednak ojciec nie chciał wrzucać tego do sieci. Twierdził wcześniej, że widać było jego numery rejestracyjne, a ich zamazanie zmniejszyłoby wiarygodność zdarzenia. Dziś po ostatniej wizycie u dr Bielaka ponownie  zapytałem mojego życiodawcę o nagranie. Powiedział, że nie wstawi tego, bo automatycznie zostało usunięte, a poza tym nie chciał narazić się na krytykę.

Internet to przecież miejsce pełne motylków i kwiatuszków, gdzie nikt nie może cię skrytykować. Doświadczenie to pochodziło z kolei od negatywnej opinii na allegro, gdzie pod krytyką mego ojca ktoś ostro poddał w wątpliwość zakupioną nawigację GPS, bo "ja jeździłem z nią tyle we Włoszech, bla bla bla, gorąc w aucie to i nie dziwne, że się psuje, bla bla bla..." . Tata miał dość, więc postanowił nie tykać gówna. I, cholera, coś w tym jest.

Pod komentarzami broniącymi nasze położenie na autostradzie z pewnością znalazłyby się łajzy, które odbiłyby piłeczkę. Wszystko, co wrzucimy do internetu, prędzej czy później zostanie "zjechane". Czy to źle? W końcu wolność słowa, tu niemal każdy ruch jest dozwolony. Jak nie masz ustawionej prywatności, to mądre argumeny zostaną przykryte odpowiedzią zawierającą twoje stare selfie, aby  udowodnić, że taka łajza nie ma co się wypowiadać.

A co z odpornością na hejt? Nie wszyscy mają na to wywalone. Są osoby, dla których nawet mała dawka "pocisków" sprawi niemałą  krzywdę. Sam mam dość ograniczoną wytrzymałość w tych sprawach, choć z otwartym umysłem przyjmuję konstruktywną krytykę. Z drugiej strony mam pewne wewnętrzne hamulce Po co się napinać? W internecie każdy może pisać co mu się tylko podoba i jest mała szansa na to, by usłyszeć na żywo taki sam (często wulgarny) komentarz.
W sieci możemy mieć swoje kółeczko "wzajemnej adoracji", możemy tworzyć grupy "bólduperskie", ale i tak na każdego przyjdzie w końcu większy rywal. Np. czy jest sens się przejmować jakimś prymitywem, który sądzi, że Woodstock jest świetnym przeżyciem?  Tfu, brud, smród i ubóstwo, a wokół rozpalonych ognisk tańczą ubłocone świnie - no dalej, pokażcie na co was stać!



ISIS - banda nieudaczników 2016-07-25

Było tyle okazji i nadal nic!

Niemal co tydzień słyszymy o kolejnych zamachach terrorystycznych we Francji czy w Niemczech. Ginie wielu ludzi, świat raz po raz staje przed lustrem, pytając "Quo Vadis, domine?", a władze i tak robią swoje.

Jak to się stało, że na święto obalenia Bastylii policja przepuściła do tłumu jedną ciężarówkę "z lodami"? Dlaczego nikt nie kontroluje przebywających na dworcach turystów, zwłaszcza takich, co mają przy sobie nóż i siekierę? Ok, to pierwsze łatwo ukryć, ale siekiera? Dajcie spokój...

Media zalewają nas coraz to nowymi informacjami, potwierdzając narodowość zamachowców oraz ich wyznianie. A jednak, mimo szerokiej działalności pojedynczych jednostek, ISIS nie ma jaj na cokolwiek większego. Czyżby wojna partyzancka: po malutku, ale konsekwetnie?

Był szczyt NATO w Warszawie - nic. Było EURO we Francji - też nic. Mein Gott, jeśli teraz na Dniach Młodzieży nie zdarzy się choć jeden porządny wybuch, to oficjalnie przestaję wierzyć w groźbę ze strony islamistów. Ich armie siedzą na Bliskim Wschodzie i tłuką się z równymi sobie patałachami. Ani jeden oddział nie przedrze się przez Europę. Przynajmniej nie muzułmański...

Wyobrażacie sobie co by było, gdyby Chiny nagle wyszły poza granicę ich bogatego imperium? "Ale jak to? - spytacie - Przecież to Korea Północna jest zła, to Kim Dzongowie chcą rządzić światem!".

Od dziecka moja "miastowa" babcia opowiadała mi o przepowiedniach maryjnych, widzeniach, obłudzie Platformy i komunistycznych korzeniach pana Komorowskiego, Tuska i ferajny. Z tego wszystkiego najbardziej interesowało mnie zawsze pierwsze zagadnienie. Wiecie, nie jestem przesądny, ale to, co można wyczytać w stopniowo ujawnianych dokumentach, ma sens.
Maryja mówiłą: módlcie się na różańcu i odprawiajcie pierwsze soboty, bo ledwo utrzymuję gniew mojego Syna.

Ludzie nie posłuchali - dostali II Wojnę Światową. Kolejne proroctwo dotyczy "żółtej rasy", która ma zalać świat, nawet Amerykę. W Polsce najmniej ucierpieć mają ośrodki Miłosierdzia Bożego. Wielka wojna ma skazić świat, ale z mroków wyjdzie Ten Jedyny, za którym wszyscy podążą, aż nastanie katolicyzm na całym świecie.
"Żółta rasa"... to Azjaci? A może Muzułmanie?
Zapewne coś tu jest podkolorowane, ale biorąc po uwagę obecną sytuację na świecie, jestem skłonny powiedzieć "Klękajcie do pacierza, chołoty, bo nic was nie uratuje!".
Te wizje są nieraz niepotwierdzone przez Kościół. Można w nie wierzyć, można odrzucić - grunt to w 100% ufać Nowemu Testamentowi, bo to on jest podstawą wiary.

Anyway, przepowiednie brzmią złowieszczo, a głodni spiskowych teorii, wróżb Malachiasza czy Baby Wangi z pewnością nieraz przerobili ten temat. Główne przemyślenie na dziś brzmi tak: Państwo Islamskie przyznaje sobie zasługi wszystkich "incydentów", których tak naprawdę nie zaaranżowało, a wszystko i tak pójdzie w diabły jak konflikt światowy osiągnie apogeum. Wówczas będziemy mieli przegwizdane...


*_* 2016-07-24

Cóż pisać więcej? Zamknijcie oczy i posłuchajcie sami...







Krytycznym Okiem - Kamień z napisem "LOVE" 2016-07-23

Krytycznie spontanicznie

Muzyka jest chyba najbardziej rozpowszechnioną dziedziną kultury. Na każdy utwór przypada chociaż kilka remixów, kilkaset coverów oraz minimum jedna parodia. Chcąc skomponować coś nowego, musimy zadbać nie tylko o brzmienie czy aranżację instrumentalną, ale przede wszystkim o tekst. I tak światło dzienne ujrzeć może kolejna ballada o (nie)szczęśliwej miłości, ambitne wersy z drugim dnem oraz totalne nieporozumienia.
Zapraszam do mojej luźnej interpretacji najdziwniejszej piosenki zespołu Enej.

Ref: Dałem ci kamień z wielkim LOVE
No, bo kwiaty szybko schną
Jedyne, co ci mogłem dać
To kamień z napisem LOVE


Ja dałem ci kamień z wielkim LOVE
No, bo kwiaty szybko schną
Jedyne, co ci mogłem dać
To kamień z napisem LOVE


Ok, zaczyna się niewinnie. Jest sobie koleś, który chce okazać swoje uczucie jakiejś lasce. Nie jest nadziany, klepie staropolską biedę po czterech literach,więc musi sobie jakoś radzić. Musi być to albo cholernie ambitny facet, albo totalny debil, bo zamiast kwiatów chce odbarować dziunię jakimś kamieniem. Na oświadczynach zabraknie brylantu i innych diamentów, zamiast tego na pierścionku błyszczyć się będzie świeżo, wyczyszczony przez Makę Pakę, kamień. Ślubu w Bieszczadach udzieli im Remigiusz ROCK Maciaszek, przez miodowy miesiąc będą szukać złota na Alasce , a na górze Rushmore, tuż pod głowami ojców założycieli, każą sobie pierdyknąć napis "LOVE" (wraz z inicjałami, oczywiście).
Jak się bawić, to się bawić! Przecież ona te kwiaty by wyrzuciła po kilku dniach, a w ten sposób nie tylko zaoszczędzi pieniądze, ale przede wszystkim wkupi się w jej pamięć!

1.W jubilerskim dziale
Wszystko drogie tam
Kupiłbym korale jedne, może dwa
I pokochałabyś, i uwielbiałabyś
Lecz na szyi dalej będzie nic

Co takiego?! To on nagle ma pieniądze? SKĄD? Czemu skarbówka jeszcze się do niego nie doczepiła? Darowizna, nie darowizna, płacić trzeba!
No ale dobra, może się dorobił, bo pracuje w korpo jako zastępca prezesa (tę fuszkę mu pewnie załatwił stryjeczny wujek matki). Zamiast kwiatów będą korale, piękny naszyjnik z pereł! Czemu jednak koleś się nie decyduje na zakup? Bo "na szyi dalej będzie nic". Hmm...
A, już wiem! On chce jej dać kamień na linie! Nałoży sobie go na szyję, a potem sruuuu, na środek jeziora! Zbrodnia (prawie) idealna, będzie mógł znowu łazić z kumplami na dupy!

2. Mam już parę złotych
Zbieram drugą noc
Dałbym tobie kwiatów nawet cały kosz
I tak kochałabyś, i pogłaskałabyś
Potem z głodu łokcie będę gryźć


Wait a minute...Że co takiego?! Nie dość, że gościu nie zarabia (zbiera = żebra), to jeszcze nagle kwiaty są dla niego w porządku?! O co tu chodzi? Nagle wybudził się ze snu, że niby jest bogaty, i jako przeciętny polski bezrobotny musi starać się o rękę swojej panny w najprostszy istniejący sposób. Tylko że nasz bohater ma jakiś dziwny fetysz, bo wyobraża sobie jego dziunię radośnie bawiącą się koszem jak kot w wiklince z włóczką! W myślach widzi damę swego serca, rozkosznie rozrzucającą naturalne pachnidełka, z czego wynika wers o bolącym łokciu - ona jest głodna takiej zabawy, tylko tego chce i pokocha każdego, kto jej to zapewni!

3. Ale ta historia ma też happy end
Bo ten zwykły kamień, okazało się
Że on ze złota był
To chyba mi się śni
Jedno wyjście pozostało mi
(Sorry mała)


Zabrałem ci kamień z wielkim LOVE
Teraz mam milionów sto
A tobie dam, co chciałaś mieć
Te kwiaty za złotych pięć /4x

A nie mówiłem, że to zwykły menel? Udało mu się zajumać farby, pomalować kamień i w drodze do swej ukochanej wyłożył się jak długi. Ni stąd ni z owąd skorupa pękła, ze środka wypadła wielka bryła złota, więc teraz można iść na całość. Panowie, mylicie się wierząc, że dla swojej damy moglibyście wszystko i przy wielkim majątku kupilibyście jej cały świat. Biedak z piosenki upiekł dwie pieczenie na jednym ogniu - zarobił fortunę, przechował u siebie (zamiast oddać wypłatę żonie jak ciamajdowaty pantoflarz) a kobicie wręczył kwiatek, który "szybko schnie".  Voilà, oto przepis na sukces, co by mieć kogoś do nocnych igraszek i zostać bogatym! A jednak chłoptasie z Eneja mają łeb na karku!

- Ty się nie znasz, bo tu chodzi o przekaz, żeby patrzeć głębiej a nie tylko z wierzchu, jak ty  możesz tak pisać, ple ple ple ple ple ple ple!!!!!111

No mogę i, że tak się lakonicznie wyrażę, penis walking around you! BOOM SHAKALAKA! ;]


Zabrałem ci kamień z wielkim LOVE
Teraz mam milionów sto 
A tobie dam, co chciałaś mieć
Te kwiaty za złotych pięć 4x


Fallout Shelter - wciągający "klikacz" 2016-07-22

Zabawa w Nadzorcę

Swego czasu grałem w  różne przeglądarkowe pożeracze czasu, począwszy od  Plemion czy King's Age'a, aż po Farmeramę, Wolnych Farmerów i Zielone Imperium. Na wiosnę 2014 roku odkryłem Kapi Hospital, przywodzący na myśl uproszczoną wersję genialnego Theme Hospital. Mechanika nie odbiegała od standardów: przyjmujemy nowych pacjentów, "podlewamy" ich lekarstwami w celu szybszego leczenia, a co pół godziny klikamy na kolejną misję specjalną. Bawiłem się przy tym całkiem dobrze i nawet dzisiaj raz na jakiś czas powracam do swojej placówki medycznej. Mimo wszystko z biegiem lat coraz mniej interesowały mnie onlinowe popierdółki. Do wczoraj...
Niedawno na komputery osobiste zawitała gra Fallout Shelter, ubiegłoroczna świeżynka Bethesdy. Pierwotnie miała być jedynie "poczekajką" na pełnoprawną czwartą odsłonę erpegów postapo, aczkolwiek posiadacze sprzętu z systemem Android/iOs jednogłośnie opowiedzieli się za rozwojem tej produkcji. Jako że się do takowych szczęśliwców  nie zaliczam (a nie chciało mi się bawić w emulację), byłem zmuszony zadowolić się gameplejami Remigiusza "Rocka" Maciaszka. Na szczęście tegoroczne E3 rozwiązało mój problem.
Fallout Shelter stawia przed nami nieliche zadanie. Jako Nadzorca musimy zbudować samowystarczalną Kryptę, idealne schronienie dla wesołych klonów VaultBoy'a. Nieustanne troszczyć się musimy przede wszystkim o trzy zasoby:

-> Prąd (bez energii elektrycznej pracownie nie będą działać)
-> Jedzenie (jego deficyt przyniesie spadek zdrowia naszych Dwellerów)
-> Czystą wodę (której to braki owocują zwiększonym napromieniowaniem)

Surowce pozyskiwane są przez naszych mieszkańców w odpowiednich pomieszczeniach. Każde z nich określa czas produkcji wg odpowiedniej statystyki - elektrownia wymaga Siły, stołówka Wytrzymałości itd. Im wyższe  parametry posiadają pracownicy, tym szybciej wygenerują przychód. Aby zwiększyć ilość otrzymywanych zasobów oraz maksymalną ich pojemność, wystarczy rozbudować dany gabinet za posiadane Kapsle.
Kapsle zdobyć możemy na wiele sposobów, m.in podczas wypraw na Pustkowiu, przy levelowaniu mieszkańców (co podwyższa im poziom zdrowia) oraz dzięki Paczkom z zadań tudzież mikropłatności.
Oczywiście takie klikanie po surowcach i budowanie mogłoby szybko znudzić, gdyby nie kilka ciekawych rozwiązań:

-> Wypadki i Najeźdźcy - praca naszych milusińskich może zostać nagle przerwana przez pożar lub zmutowane karaluchy. Oba zjawiska są również formą kary za niepowodzenie Dodatkowo naszą bazę mogą najechać bandyci. "Krypciarze" poradzą sobie ze wszystkim, pod warunkiem dobrego ekwipunku. Stroje i broń dostajemy znajdujemy w czasie wypraw, generujemy z Paczek lub tworzymy ze schematów i pozyskanych rupieci. Zbieranie lootu jest tu najprzyjemniejszą kwestią.

-> Wyprawy na Pustkowia oraz Questy - wysyłamy ludzi na poszukiwania i co jakiś czas wczytujemy się w ich poczynania. Jeśli zbyt długo pozostaną bez nadzoru, trzeba ich będzie wskrzesić za Kapsle, a im wyższy level, tym więcej kasy wykładamy dla Kostuchy.

-> Questy - po wybudowaniu Biura Nadzorcy dostajemy możliwość dobrania trzyosobowej ekipy do eksploracji jakiegoś budynku. Natknąć się można na Bandytów i karaluchy, ale nasz wysiłek zostanie odpowiednio nagrodzony. Szkoda tylko, że na dotarcie do celu i powrót potrzeba kilku godzin...

-> Tajemniczy Nieznajomy - wyostrz swój wzrok, gdy usłyszysz trzy nutki z pianina! Od tego momentu pozostaje ci kilka sekund na znalezienie nieproszonego gościa. Jeśli go znajdziesz, otrzymasz Kapsle.

Mikropłatności są nieinwazyjne. Paczki zawierają losowe bonusy, w skład których wchodzą dodatkowe surowce, unikalni Dwellerzy, lepszy ekwipunek, Kapsle itd. Nie jesteśmy zmuszeni do wydawania prawdziwej kasy, bo darmowe zestawy dostać można za wykonanie konkretnych zadań. Tak samo sprawa wygląda z zapasami Coli Quantum, które od czasu do czasu wpadają za questy (w nagrodę, a nawet podczas wykonywania zleceń). Nuka Cola potrzebna jest przede wszystkim do natychmiastowego wysłania poszukiwaczy w tę i z powrotem oraz wytworzenia ekwipunku (które normalnie trwa przynajmniej godzinę).

Urokliwa grafika i prosty gameplay jedynie potęgują nieodgadnioną chęć wsiąknięcia na dłużej. Opuść Kryptę na kilka godzin, lecz gdy wrócisz będzie trzeba spędzić kilka minut na poprawienie sytuacji w Krypcie.
Podsumowując: Fallout Shelter to nieprzyjemnie wciągający odklikiwacz, który bezwstydnie kradnie nasze życie. Ale robi to, przyznaję, w diabelnie grywalnym stylu. Fani uniwersum nie poczują tu zbyt wiele Fallouta, za to wielbiciele mobilnych/sieciowych "farm" znajdą tu istny Raj.



Sucharopodajnik #18 - Perypetie Jasia 2016-07-19

1. Pani w szkole pyta dzieci o ich zwierzątka:

- Jasiu, a masz może kotka?
- Miałem kiedyś kota, ale się go pozbyliśmy. Ja mleka nie piłem, matka też nie, a ojciec był uczulony, więc dla jednego kota nie chcieliśmy kupować.
- O matulu... A masz może psa?
- Miałem kiedyś psa, ale się go pozbyliśmy. Ja mięsa nie jadłem, matka też nie, a ojciec był jaroszem, więc nie było sensu kupować mięsa dla jednego zwierzaka...
- Jasiu, co ty wygadujesz?! Jutro masz przyjść z mamą!
- Miałem kiedyś mamę, ale się jej z tatą pozbyliśmy. Ja jeszcze nie bzykam, a tata już nie może. Dla sąsiada nie będziemy trzymać! :D

2. Jasio wchodzi spóźniony do klasy. Rzuca plecak na ławkę, głośno odsuwa krzesło i krzyczy:

- Elo, mordeczki! Co tam?

Na to wychowaczyni:

-  Jasiu, co to ma być za zachowanie?! Proszę wyjść i wejść jeszcze raz, tym razem tak grzecznie, jak twój ojciec wracając z pracy!

Chłopak zwiesił głowę i wyszedł z sali. Po chwili kopnął w drzwi, rzucił plecakiem o ścianę i wydarł się na cały regulator:

- Aaaa, ku*wa, nie spodziewałaś się mnie tak wcześnie! :D


3. Jasio jeździ na rowerze przed blokiem.

- Lowelku, stój! Lowelku, jedź!

Obok niego przechodziła sąsiadka.

- Taki duży chłopczyk i nie umie wymówić "r"...

- Spierrrrdalaj, stara ku*wo! A ty, lowelku, jedź!  :D




4. Pani kazała dzieciom wymyślić jakiś kolor, łącząć podstawowe z jakimś porównaniem. Jasio wymyślił "Niebiański błękit". Las rąk w klasie. Wychowaczyni wybiera czarnoskórego Simbę (tak, to imię istnieje):                                                                             

-  Niebiański błękit!
Jasio zaciska pięści

- Bardzo dobrze! Ktoś ma kolejne?

"Słoneczne złoto!" - myśli Jaś.

- Słoneczne złoto! - mówi Simba

- Bardzo dobrze! No, to może ktoś inny? Jasio, proszę bardzo.

- Pieprzony czarny!  :D


5. Jasio przychodzi do apteki:

- Dobry, proszę prezerwatywy.

- Młody człowieku! Po pierwsze: nie wolno o tym głośno mówić. Po drugie: to nie jest dla dzieci. Po trzecie: powiedz ojcu, żeby sam się pofatygował. Po czwarte: muszę znać rozmiary.

- Panie aptekarzu, po pierwsze: w szkole uczyli mnie, żeby mówić głośno i wyraźnie. Po drugie: to nie ma być dla dzieci, tylko przeciw dzieciom. Po trzecie: to ma być dla mamy, a po czwarte: wyjeżdża do senatorium, więc potrzebuje wszystkie rozmiary! :D


SZOK! POCIELI MNIE NA ŻYWCA!!! 2016-07-16

Skandal, zgorszenie, żałość, dezaprobata

Lubaczów, zadupie oddalone o 3 godziny jazdy. Trzeba było wstać ultra wcześnie, jeśli na miejscu chciałem być o 8:00. Od razu zaskoczenie: szczegółowa kartoteka, badanie EKG i prysznic pod zimną wodą na oddziale. Rok temu miałem być na czczo, a operacja wyszła następnego dnia. Teraz już o 10:00 dostarczono mnie na salę operacyjną (tym razem bez wygolenia).

No i kolejny zgrzyt: operacja NA ŻYWCA. Znieczulenie na prawą rękę, udane po trzecim wkłuciu w dłoń, bo na wcześniejszych aż żyły puszczały - taką mam chudą łapę! Przed samym stołem operacyjnym dogadałem się z miłym anestezjologiem w sprawie znieczulenia. Poprosiłem o uśpienie, ale maska z tlenem nie wprowadziła mnie w narkozę. Czułem, że z moją ręką coś się dzieje, na szczęście zastrzyk złagodził toporność zabiegu. Pół godziny i szlus, ostatnia płytka wyjęta z przedramienia. Teraz znowu 2 tygodnie spokoju, rozruszania ręki i  powrót do masturbacji "na Mańkuta" (albowiem trzeba się przemóc, gdy "strzelać" się chce).

Z takich ogólniejszych informacji, dostałem się na Frycza-Modrzewskiego, do chwili rezygnacji innych pozostaję na liście rezerwowej na Uniwerku Papieskim,  a na Rzeszów muszę jeszcze trochę poczekać. Tak czy siak, trzeba będzie w końcu podjąć śmielsze próby samodzielności, a studia z pewnością mi w tym pomogą. Poza tym, w razie czego "starszyzna plemienna" ma hajs, więc o nic martwić się nie muszę. Nic, tylko iść do przodu, edukować się i jakoś się realizować. Może zainwestuję w kamerkę i załóżę kanał na YouTubie? To nie byłby chyba zły pomysł, nie uważacie?

Wracając jeszcze  do samego szpitala: 0 obchodów, 0 przycisku wezwania pielęgniarki na salę (oj, złamałeś nogę i nie możesz do nich pójść z prośbą o przeciwbólówkę? Tak bardzo nam przykro, że aż mamy to w dupie...), marne jedzenie (standard), no i trzeba mieć swoje sztućce. Czemu? Bo tak! Nie masz? Jedz palcami!
Swoją drogą, na sali leżał ze mną jakiś żołnierz, który miał coś mieć z nogi wyciągane. Oberwał w Afganistanie odłamkami, coś mu się tam porobiło, a teraz musi leżeć do poniedziałku, podczas gdy ja wyleguję się już u siebie. Co ciekawe, podczas jednej z rozmów ów wojak opowiedział o wysokiej klasy obsłudze w wojennym szpitalu koło Warszawy. Cóż, jak widać wszystko się da zrobić...Choć prawdopodobnie to kwestia majętności stołecznego Mazowsza.

Na koniec dołączam fotkę, jak dostaję w dupę od "Janka". Skubany rozgryzł moją "taktykę Chmielnickiego"...




Niekryty Krytyk - Disco Polo, Wiedźmin i gumy kulki 2016-07-13

- NO NARESZCIE, PANIE RECENZENT! PO 3 MIESIĄCACH OD PREMIERY!!!111

Ekhem... Tak, wybaczcie lekkie opóźnienie ;)

Maciej Frączyk, znany również jako Niekryty Krytyk, już od kilku lat prowadzi swój kanał, na którym krytycznie analizuje różne kultowe filmy i seriale z dzieciństwa oraz wszelkie dziwne nowości naszych czasów. "Disco Polo, Wiedźmin i gumy kulki, czyli III RP oczami Niekrytego Krytyka" to czwarta książka autorstwa jednego z protoplastów polskiej sceny YouTube. Stanowi ona sentymentalny krok w przeszłość jak i celny dobór najważniejszych postaci tudzież zjawisk, które ukształtowały nasz świat takim, jakim jest obecnie.


Coś dla siebie znajdą tu zarówno "dzieci PRL-u" (rocznik '84), pamiętające długie zabawy na podwórku, gdzie wyobraźnia czyniła z głupiego kijka broń masowego rażenia, jak i "gimbusy", zaznajomione ze Snapchatem, twórczością Popka czy pozowaniem do selfie. Każdy element został opisany tak, jakby czytelnik trzymał przed sobą pamiętnik starszego kolegi. Jest dowcipnie, sentymentalnie, a czasem całkowicie poważnie. Również i ja mogłem cofnąć się w czasie i przypomnieć sobie piękne czasy zbierania karteczek, długie posiadówki na Gadu-Gadu oraz czasy świetności telewizji muzycznych. Książka okraszona została klimatycznymi rysunkami, świetnie dobranymi pod czytany obecnie tekst.


Lektura nie jest jednak wyłącznie osobistą rozprawką, lecz przede wszystkim porównaniem czasów. Kiedyś dzieciakom nie trzeba było wiele do szczęścia, duże kłopoty ograniczały się do paradoksalnie mało istotnych spraw, a życie bez Zuckerberga jakoś płynęło. Choć dzisiaj nie jest aż tak źle, to jednak zaskakuje nas "fenomen" aplikacji Pokemon GO, czyli wychodzenie z telefonem na ulicę i szukanie wirtualnych stwórów w świecie rzeczywistym...

Polecam każdemu zapoznać się z omawianą pracą, niezależnie czy jesteś fanem Niekrytego Krytyka, czy nie. "Disco Polo, Wiedźmin i gumy kulki" to niezwykła podróż tam i z powrotem - z przymrużeniem oka i zawsze od serca.


- CO?! I TYLE?! TAK DŁUGO KAZAŁEŚ CZEKAĆ NA TAKI KRÓTKI TEKST?! CO TO MA BYĆ??????!!111


Miłego wieczoru ;)


"Wierzyliśmy" 2016-07-11

Wierzyłem, pamiętasz? Wciąż trwałem jak pies
Przy Dobrym Pasterzu, Lekarzu od serc
Wierzyłem, pamiętasz? Pamiątka przy kluczach,
Gdy z dumą głosiłem "Nie zdradzę Jezusa"
Wierzyłem, pamiętasz? Klękałem w pokorze,
"Bo zawsze wybacza i  wspomóc mnie może"
Wierzyłem, pamiętasz? Ufałem niezłomnie,
Do dzisiaj łez szczerych nie mogę zapomnieć
Wierzyłem, pamiętasz? Demonem mi byłaś,
Szczenięcą miłością zatrułaś tą przyjaźń
Wierzyłem, pamiętasz? Dziś jestem skazany,
Choć z twoją pomocą zerwałem kajdany

Wierzyłaś, pamiętasz? Jedyna z rodziny,
Sam Chrystus dodawał ci sensu i siły
Wierzyłaś, pamiętasz? Modliłaś się wiernie,
W kościele oddając swą duszę sumiennie
Wierzyłaś, pamiętasz? Bóg jednak coś znaczył
I wiele mógł zdziałać w tym sercu bogatym
Wierzyłaś, pamiętasz? Choć żyłaś w kłamstw chmurze,
Bóg zdołał twe serce przyciągnąć na dłużej
Wierzyłaś, pamiętasz? On zawsze miał czas,
No chyba, że było to jedno z twych kłamstw...
Wierzyłaś, pamiętasz? A teraz wyzwiska,
Że Kościół, że księża, że ludzkość im bliższa!


Wierzyliśmy przecież...Nie tylko w Chrystusa;
Blask słońca, nadzieja, braterstwo, otucha
Wierzyliśmy przecież...istoto kłamliwa,
Lecz prawdy nie zdoła nikt długo ukrywać
Wierzyliśmy przecież...już czyste źrenice,
Wciąż szklane, przejrzyste, choć brudne w nich życie
Wierzyliśmy przecież...narzekać nie możesz,
Bo żyjesz w dostatku bez serca, Czci Bożej!
Wierzyliśmy przecież...coś woła mnie w duszy
By jednak się przemóc i znowu Mu służyć
Wierzyliśmy przecież...nie wstąpię do kleru!
Ode mnie wciąż lepszych na służbie jest wielu

Wierzyłaś, pamiętasz? Wierzyłem i ja...
Wierzyliśmy przecież...dziś zmienił się świat
Dziś gardzę wszystkimi, nie ufam nikomu
Dziś nie mam własnego tu miejsca ni domu
Jak Kubie z nawiązką, tak nam się odpłaci,
Lecz pierwsza ten ogień piekielny zobaczysz...



Zabłąkany w Mieście Królów 2016-07-08

Jak przed rokiem, lecz już bez Ciebie...

Samotna podróż do Krakowa - musiałem złożyć dokumenty na kilka uczelni. Czas dać studiom drugą szansę, tym razem poważniej, lepiej i wreszcie na dziennikarstwo. Moja pasja może zostać dobrze wykorzystana, a gdzie indziej rozwinę skrzydła lepiej, niż w stolicy europejskiej kultury? Nie mam zamiaru skręcać części w fabryce (z całym szacunkiem dla fizycznych praciwników).
Matura mi w tym pomoże, w końcu 58% z podstawki z WOS-u, 70% z rozszerzenia z "anglika" i 35% na drugim stopniu maturalnym z polskiego (tak, też byłem zaskoczony).

Zaczynam odbiegać od tematu...Miasto Królów - pamiętasz? Upał, mnóstwo ludu, pierwszy dzień wakacji. Nic nie mogło nam przeszkodzić, brnęliśmy przed siebie, mając w pogardzie wszystko wokół. Szliśmy ramię w ramię, włócząc się po mniejszych uliczkach, odkrywając nowe miejsca, ukryte księgarnie, antykwariaty, a nawet knajpę z japońskim żarciem (które to niezbyt mi przypadło do gustu). Pamiętam twój uśmiech, gdy zamawiałaś dla nas ramen. Pamiętam twoje pełne policzki, lekkość i swobodę zwykłych pogaduszek.

No i gdzie to wszystko? Zniknęło, razem z dawną tobą. Potem stałaś się silniejsza, bystrzejsza, bardziej dorosła. Czy to źle? Wręcz przeciwnie, Pernelle.
To miał być nasz dzień, nasze 5 minut. Co poszło nie tak? Czemu teraz jestem sam jak palec?

Koleżanka z "Ekonomika"  powiedziałaby mi, że ja po prostu taki jestem, że odtrącam innych z własnej woli. To jedynie połowa prawdziwych przyczyn.
Czy to inni są źli? Czy wszystkie moje korespondenckie "bratnie dusze" musiały mnie okłamywać? Może to ja je tym zaraziłem?
Pomijając Michalinę, Kim oraz Pernelle okazały się bardziej kłamliwe, niż niejeden polityk, a ja bardziej łatwowierny od typowego fanatyka PiS-u.
Pierwsza chciała...w zasadzie nie wiem czego. Miała wszystko, wystarczyło małemu szczeniakowi z Południa powiedzieć "nie". Druga natomiast po jakimś czasie zaczęła czuć się przytłoczona, więziona, jakby spoczywały nad nią pewne powinności wobec najmniej powołanej do tego osoby.

I stała się przerwa, a później powrót. Czy coś to dało? Myślałem, że tak, że wszystko ok. Ale moja chorobliwa zazdrość również przeszła małą metamorfozę. Zacząłem postrzegać inaczej pewne sprawy, aż wkrótce wyszło na jaw jak bardzo  byłem dla ciebie ważny, gdy obejrzałaś pewien film za sugestią kogoś innego, a moje propozycje od razu lądowały na końcu długiej listy.
Wymiana zdań. Byłaś bardziej opanowana, zbywałaś moje oskarżenia, jakby nic się nie stało. Wszystko się posypało w jednej chwili. Szlus, koniec, żegnaj, odchodzę.

Tak....mam coś w sobie, co nie pozwala mi być z kimkolwiek przez dłuższy czas. Narcyzm? Egoizm? Nie, to nie to. Mam silne pragnienie, chcę być dla kogoś na pierwszym miejscu. Ja i tylko ja.
A rodzinka mówi mi ciągle o żonie i dzieciach, heh..."Poczekaj, jeszcze nie wiesz kogo poznasz". A w dupie to mam, wiecie? Żadna by ze mną nie wytrzymała zbyt długo, a ja sam nie miałbym za bardzo czego zaoferować. Nie jestem "życiowy", nie jestem "praktyczny", nie umiem niczego naprawić, nie znam się na składaniu mebli, nie potrafię zacząć i podtrzymać długiej konwersacji. Do tego dochodzi (od tego pochodzi?) moja zazdrość.

Coś mi mówi "Elvenoor, spieprzyłeś z Karoliną! Kejt...dobra, zejdźmy z niej. Ale PERNELLE?! Zawaliłeś na całej linii".
Byliśmy sobie bliscy, a jednak tak bardzo różni. Pewnie to we mnie (znowu "ja"!) wszystko siedzi. Trudno, taki jestem. Nic mi nie pomoże, nic tego nie zmieni.

To miał być nasz dzień. Czy cię kiedyś przeproszę?  "Nie będę się korzyć"...Paradoks, co nie? Ciagle za coś przepraszam, ciągle komuś się kajam, bo non stop coś psuję, więc wreszcie "powiedziałem sobie: dość". Może kiedyś do tego wrócę, może kiedyś dojrzeję, może takie właśnie jest życie i trzeba w kółko klękać z pokorą.
Tylko obawiam się, że wtedy możesz być już za daleko (fizycznie i duchowo), by chcieć mnie wysłuchać.
To moje przekleństwo - zrażam do siebie ludzi, a jak przychodzi co do czego, jest już za późno. Przynajmniej wina zawsze leży po dwóch stronach. Tylko co to zmienia?


"[CENZURA]" 2016-07-03

Myślę, kurwa, o czym pisać, bo pomysłów mam od chuja,
Lecz tym razem niech się klika, na bok idzie dziś cenzura,
Na rozgrzewkę coś lekkiego, by oswoić was z tematem,
"Bolek" ściska Kaczyńskiego, sierp i młot ma pod krawatem,
Dziwki tańczą na parkiecie, Merkel liże się z Obamą,
Putin ugrzązł w toalecie, dupę nieźle ma obsraną,
Macierewicz tu polewa, Petru wrócić chce do domu,
Kopacz tańczy, Jaki śpiewa, że Kijowski nie zna kodu,
Wbić chce "Kwaśny" na libację, Niesiołowski niesie Bronka,
Dudzie Gowin zwraca rację, że  wyciągnie  Szydło z worka

Ledwo melanż się rozkręcił, a już jadą młodzieżówki,
Koksu mają aż po brzegi, a na pace prostytutki
Będzie jazda po grubości, napierdolą się za kraj!
Nie bądź pizda, muzę zgłośnij i do rana z nami graj!
Znów się Kraśko z Lisem młóci, ja pierdolę, co za syf!
Wypierdalaj, tępy fiucie, nie przy ludziach, jaki wstyd!
Tadla ciągnie komuś  druta, ma kobita istny dar,
Biust okrągły, prężne płuca, za dnia anioł, w łóżku czart!
Pascal drinka zjebał znowu, puszcza pawie Gesslerowa,
Durczok rzucił czymś spod stołu, już się Francuz przed nim chowa

I tak w kółko, całe lata, w dupie mając głos narodu
Lecą w chuja z losem świata, powierzają wszystko Bogu,
Lecz i Stwórca, lekko mówiąc, ma na ludzkość wyjebane,
Ludziom życie non stop trując nic nie poszło zgodnie z planem
Szatan tylko śpi spokojnie, świat się jebie i bez niego
W czas pokoju i na wojnie, dobrze nie jest tu, kolego
Wena poszła w stu procentach, wyczerpawszy swe pokłady
W kontrowersji szponach pęka, ledwo trzymać daje rady
Szukać próżno sensu tutaj, jak szczerości w słowach Kejt
Tworzyć przecież żadna sztuka, najważniejsze olać hejt



Ludzki Kościół - jego grzechy i świętości 2016-07-02

Diabelska świętość?

W 966 roku Mieszko I zdecydował się przyjąć chrzest. Poganie byli wówczas znacznie gorzej traktowani, a niepodległość duchowa skutkowała ogólnoeuropejskim fochem. W wyniku działań polskiego władcy do kraju przybyli uczeni, którzy bardzo szybko zaczęli edukować nawróconą ludność, jednocześnie przekształcając niektóre pogańskie zwyczaje na łatwe do przyswojenia chrześcijańskie obrzędy. Przez lata to właśnie kler kształcił młodych, pomagał  im się rozwijać i krzewił miłość do ojczyzny. Sama  wiara w śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa weszła nam w krew i  zaczęła stanowić nieodzowną sylwetkę prawdziwego Polaka: kochający ojciec, wierny mąż, wielki patriota i zagorzały obrońca wiary.
Z resztą właśnie dzięki Kościołowi utrzymaliśmy głęboko zakorzenioną historię i patriotyzm. Ksiądz Piotr Skarga, Kardynał Wyszyński, ks.  Popiełuszko czy Karol Wojtyła są najjaśniejszymi przykładami ogromnej roli Boga w polskości. To Kościół nas jednoczył, to Kościół nas wspomagał, to Kościół pomógł zrzucić brzemiona komunizmu. Ze względu na spójność tematu pominę dywagacje na temat zdrady, układów, "Bolka" itd. Dla niniejszego artykułu ważny jest sam fakt.
Dziś również są kapłani, którzy potrafią zbliżyć do Boga jak mało kto. Odzyskana w ten sposób wiara może dać człowiekowi pewne wsparcie mentalne. Właściwie wszystko zmieścić można w jednym zdaniu: Nie jesteśmy sami, nad nami jest ktoś potężny, kto nam pomaga, wierzy w nas i zawsze wspiera, obdarzając swoją miłością". Po co martwić się czymkolwiek, skoro Bóg jest z tobą?

Niestety podobnie myślał papież Urban II, gdy zamarzyła mu się chrześcijańska dominacja nad muzułmanami. Wówczas śpiewka brzmiała nieco inaczej: "Zabijaj niewiernych, a będziesz zbawiony!". Dziś taka ideologia wygłaszana jest z kolei przez zwolenników Państwa Islamskiego.
Również Boże Miłosierdzie przeszło sporą reformę. Niegdyś w celu obmycia duszy z grzechów trzeba było zapłacić, jednak w 1515 roku jeden mądry w końcu odważył się powiedzieć, co o tym myśli. Marcin Luter zapoczątkował zjawisko reformacji, które pociągnęło za sobą kalwinistów i anglikan. Kościół potępił zdrajców i wszczął wieloletnią wojnę, zakończoną sukcesem na terenach najbardziej bogobojnych krajów. Obecnie dzięki poczynaniom obu stron wystarczy klęknąć do konfesjonału i wyznać grzechy obcemu facetowi (objętemu tajemnicą spowiedzi).
Kolejnym mankamentem są prawa wewnątrzwspólnotowe. To biskupi decydują o sposobie odprawiania mszy i detalach sumienia, np. w piątek nie można jeść mięsa, ale jeszcze rok temu nie wolno się było również bawić. Jak nie przyjmiesz komunii na Wielkanoc lub Boże Narodzenie, masz grzech. Jak nie będziesz przestrzegać obowiązkowego postu w Wielki Piątek, to samo.
Jakby przykazań kościelnych było mało, są też i boskie. Mojżesz otrzymał od Stwórcy 10 podstawowych powinności wobec Jego i bliźniego, które gwarantują zbawienie. Nie są to szczególnie wymagające zalecenia, albowiem wszelkie prawa w cywilizowanych krajach przestrzegają tych samych przepisów (przynajmniej tych od IV - X, nie zabijaj, nie kradnij itd).
Naturalnie tak przykazania, jak i Pismo Święte, dają nam szerokie pole do interpretacji, czyli otwierają nas na wskazania konkretnego kapłana (bo najczęściej sami po Biblię nie sięgamy).  Niektórzy nie ograniczają się tylko do duszy, ale i konkretna polityka doczekała się od nich bezwzględnego poparcia.
Idźmy dalej: chciwość i pedofilia. Kilka lat temu różne środowiska wrzały o źródłach termalnych Rydzyka i jego maybachu. Z kolei  o księżach "od dzieci" dziś jest tak głośno, że nie trzeba tu niczego dodawać. Tak, życie bez kobity (choć różnie bywa) swoje robi, a "jechać na ręcznym"  duchownemu nie wypada (bo to grzech!). Każdy papież starał się z tym walczyć, ale nawet Franciszek niewiele zdziałał poza skromnością na pokaz i kilkoma słowami oburzenia.
Religia w szkołach? Typowa nabijarka ocen, byle średnią podwyższyć. Można obejrzeć bardziej lub mniej fascynujące filmy, podyskutować, lecz na dłuższą metę każdy ma to w tyłku. Ja w szkole średniej na każdej lekcji błyszczałem wiedzą, z czego korzystała cała klasa, jednak już wtedy moja wiara chyliła się ku upadkowi. Czy ten przedmiot jest potrzebny? Moim zdaniem tak, ale do tej pracy potrzeba ludzi z pasją i otwartym umysłem. Do tego jedna godzina w tygodniu powinna wystarczyć na rozszerzenie poglądów każdego ucznia.

Jak sami widzimy, Jezus nie byłby dumny ze swoich spadkobierców. Zostawił nas z myślą, że zbudujemy na Ziemi trwałą wspólnotę, podatną na ataki obcych kultur, ale zjednoczoną w imię Boga. Tymczasem obecnej sytuacji nie ratują nawet najświętsi kaznodzieje i zakonnicy. Upadek znaczenia władz kościelnych jest procesem, ciągnącym się już od czasów symonii i praw feudalnych. Na pewno wszyscy słyszeli o niesławnym Rodrigo Borgii, który nawet po zostaniu papieżem nie przestał obnosić się z zamiłowaniem do panien i skandali. Czy można to jakoś odratować? Cóż, wszystko się da, tylko potrzeba odpowiednich środków, a w tym przypadku również jaj do postawienia się magnaterii w czerwonych szatach.


The Few - tylko dla orłów! 2016-07-01

Podniebna szarża

"Jeszcze nigdy tak wielu nie zawdzęczało tak wiele tak nielicznym"
Winston Churchill o pilotach RAF, 20 sierpnia 1940r.

Druga wojna światowa to temat rzeka. Kampania wrześniowa, wojna w Afryce, marsz na front wschodni, czy wreszcie sławetna bitwa o Anglię przyciągają zagorzałych historyków oraz militarnych ekspertów. Na temat walki z Hitlerem i Japończykami powstało wiele publikacji naukowych, filmów, a także gier wideo. Wśród tych ostatnich wyróżniły się strzelanki  (np. Call of Duty, Medal of Honor), symulatory lotnictwa (Dogfight 1942, Ił-Sturmovik,Heroes over Europe) oraz czołgów (World of Tanks). Również strategie upodobały sobie ten dramatyczny okres, przytaczając chociażby serię Company of Heroes, Panzer General, Sudden Strike czy Codename: Panzers. No i jest jeszcze The Few.
Ten RTS z możliwością aktywnej pauzy, został  stworzony w 2013 roku przez polskie studio  Black Moon Design. W nasze ręce została oddana nieco uproszczona Wielka Brytania,  na której terenie musimy budować  baterie przeciwlotnicze, montować samoloty, szkolić pilotów i zarządzać obroną.  Rozgrywka skupia się jedynie na walce w przestworzach, więc nie musimy martwić się o zbyt wiele aspektów. Z początku idzie prosto: startowa fabryka pozwoli nam wyprodukować pierwsze maszyny, lotnisko "dostarczy" świeżych kadetów, a pieniądze powoli zaczną spływać do budżetu...Wspomniana wcześniej pauza umożliwi  swobodny dobór kolejnych samolotów i planowanie kolejnych zamówień, a przyspieszenie znacznie skróci czas szkolenia nowych oddziałów.

I tu zaczynają się schody. Pod naszą komendę przydzielono, niestety, wyłącznie dwa typy samolotów: Splitfire'y i Hurricane'y. W każdej dywizji możemy mieć łącznie 8 jednostek, a dwóch oddzielnych grup nie da się łączyć. Jest to element, który znacznie utrudnia rozgrywkę, bowiem nasze ziemie będą odwiedzane przez znacznie potężniejsze siły. Nierzadko kilka bombowców przyleci z dwukrotnie większą obstawą, a zdarzały się nawet dwie "szesnastki"! Trzy wersje głównej kampanii różnią się liczbą dni do wytrzymania, a co za tym idzie, również stopniem trudności. Niemałe pieniądze, włożone  w bazy lotnicze, nowe jednostki oraz radary okażą się wyrzucone w błoto, gdy Heinkel'e i im podobne dotrą do celu. Osobiście w najdłuższej kampanii udało mi się utrzymać przez pełnych 8 dni (z  50 wymaganych), a tuż po północy dnia dziewiątego ostatnie bombowce zrujnowały moją fabrykę.

Bitwy toczą się na nieskończonym niebie. W każdej chwili możemy zatrzymać grę, by wydać jednostkom odpowiednie rozkazy. Samoloty poruszają się samodzielnie lub w dywizjach po wcześniej wyznaczonej  przez nas trasie, biorąc poprawki na promień skrętu. Bardzo łatwo dać się zwabić w pułapkę i pozwolić przeciwnikom na bezlitosny ostrzał, a dopuszczając do rozproszenia niezwykle ciężko przyjdzie nam ogarnąć sytuację. Przesuwanie mapy i dorysowywanie nowych ścieżek dla myśliwców jest niewygodne. Oddziały strzelają wyłącznie po linii prostej, więc umiejętne rozegranie potyczki to podstawa. Skomplikowane manewry możemy w każdej chwili przećwiczyć podczas oddzielnego trybu pojedynków, ale czasem nawet to nie pomaga. Co  bardziej oporni mogą zdać się na komputer,  ale chyba nie muszę dopisywać jak źle to się kończy. Jakby tego było mało, wyłącznie osobiste zwycięstwo przyniesie naszym pilotom doświadczenie, które przełoży się na celniejsze strzelanie oraz pozwoli katapultować się bardziej wyszkolonym żołnierzom. CPU nie da nam nic, nawet jeśli wygra i straci mniej od nas!
Kolejną rzeczą jest niemożność powtórzenia starcia lub chociażby wczytania stanu gry od razu podczas bitwy. Gra zmusi nas do powrotu na mapę i dopiero tam będzie można cofnąć rozgrywkę.
Chciałbym polubić tę grę. Oprawa jest chyba najlepszą jej stroną: rysunkowe portrety pilotów cieszą oczy, podniebny ostrzał prezentuje się całkiem nieźle, a pompatyczna muzyka dodaje otuchy w tych trudnych czasach (chociaż są tylko dwa zapętlone utwory, po jednym na mapę Anglii i batalie w przestworzach). Niestety koszmarny poziom trudności, niełatwa mechanika lotu oraz mały arsenał technologiczny i personalny po stronie angielskiej potrafią zmienić ochotę na wieczorną, spokojną posiadówkę w nerwową i napiętą noc.  Mimo wszystko niezwykle wciągający gameplay niejednokrotnie "ostatnie" minuty zamieni w kolejną godzinę. Ot, typowy partyjkowiec. Może za długo się nie utrzymasz, ale przynajmniej będziesz będziesz próbować.

A co tam, niech sobie Hitler bierze tą Anglię. Co zestrzeliłem, to moje!


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]