Zwi@dowca Elvenoor | e-blogi.pl
Blog inny niż wszystkie
Blogi

(Nie)poprawnie politycznie 2016-02-28

Czarni bez Oskarów?! Och, jakże mi przykro...

Niektórym "Afroamerykanom" wydaje się, że nadal żyją w epoce rasizmu, a na targowiskach wciąż można dostać świeżego niewolnika. Już tyle razy słyszałem o białych policjantach, którzy "z zimną krwią" mordowali czarnoskórych obywateli. I co z tego, że ostatecznie to czarnuchy robiły problem, by się wylegitymować? Nikt nie słucha zeznań funkcjonariusza, który w obronie własnego życia musiał zastrzelić awanturującego się dzieciaka ulicy. Rasizm, dyskryminacja i wieczna niesprawiedliwość!

Czy faktycznie ludzkość niczego nie wyciągnęła z historii? Czy nadal nie umiemy szanować siebie nawzajem w multikulturowym społeczeństwie?

A może to druga strona ma problem ze swoją naturalną dzikością? Może to wieś nie umie przystosować się do cywilizacji?

Przecież murzyni nie są jedyną "mniejszością dyskryminowaną"! Mamy jeszcze muzułmanów i islamistów, o których niemal każda telewizja boi się powiedzieć wprost. Nawet o Żydzie nie wolno mówić otwarcie, bo to przecież nacja skrzywdzona, wpływowa i niezwykle ważna dla społeczeństwa!

Niestety żyjemy w czasach poprawności politycznej, która przesiąknęła nas do reszty. Teraz to biali są poniżani, białych się dyskryminuje. A gdy tylko podniesiemy głowę i ośmielimy się zaprotestować, zwolennicy nowej choroby do reszty zatrują nasze życie.

Tak bardzo pędziliśmy do przodu, tak mocno chcieliśmy zważać na słowa, że teraz utknęliśmy we własnych wnękach i nie można już niczego nazywać po imieniu. Co bardziej cwani wykorzystują naszą głupotę, by sami mogli zarobić, więc siłą rzeczy dołączają do przesadnej obrony godności człowieka.

Nienawiść mamy we krwi. Musimy komuś dogryźć od czasu do czasu, chcemy przelać na kogoś swoją frustrację i rozczarowanie. Na nasze nieszczęście poprawność polityczna dokonała drastycznych zmian w hierarchii społecznej. Kiedyś to my polowaliśmy na czarnych niewolników. Kiedyś to my zbieraliśmy armie, by walczyć z niewiernymi w imię Chrystusa. Kiedyś to nasza biała cywilizacja królowała na świecie, a wszystkie niekontynentalne ludy były skazane na naszą łaskę. Nawet ludy amerykańskie musiały w końcu ulec: Majowie, Inkowie, Aztekowie, a nawet Indianie, który podczas wojny secesyjnej opowiedzieli się po stronie Konfederacji.

Kiedyś to biały człowiek rządził światem, obracając w ręku złotą klepsydrę i bawiąc się ludzkim życiem. Teraz jesteśmy mądrzejsi, wyuczeni, mamy za sobą całe tysiącletnie doświadczenie. Paradoksalnie nieumiejętne wykorzystanie nabytej wiedzy przyniosło "ciemnym ludom" bezkrwawe zwycięstwo.

Teraz to muzułmanie stawiają warunki. Teraz to czarni domagają się naszych bogactw. Możliwe, że bardzo uogólniam, ale w dzisiejszych czasach na opinię o danym problemie największy wpływ ma właśnie jego najgorsza część. Nieważne jak wielka. Przecież nawet Żołnierze Wyklęci są pogardzani tylko dlatego, że niewielkie bandyckie oddziały grabiły całe wioski, zrzucając całą winę na swoich szlachetnych towarzyszy. Dzięki temu wielu Polaków wciąż nie chce słyszeć o walce za niepodległość, prześladowaniach i egzekucjach.

Z pozycji liderów biali zostali strąceni pod nogi służących. A służba wiedziała jak im odpłacić. Stąd wziął się tak groźny fundamentalny Islam. Właśnie dlatego w Baltimore jest tylko trochę niebezpieczniej, niż w całej Ameryce.
Jak to się skończy? Mam bardzo złe przeczucia.

P.S: Poza buntem różnych ras są również roszczenia Planety Kobiet, jednak nie warto się nad nimi rozwodzić. Cywilizacja Feministek skazana jest na wyginięcie, a batalia o równouprawnienie była, jest i będzie walką z wiatrakami!







"TW Bolek" 2016-02-26

Siekiera, motyka, wielka draka
Przetrząsnęli dom Kiszczaka,
Siekiera, motyka, pusty śpiew
Winy niech ujawnią swe!

Siekiera, motyka, zbój SB-cki
Na każdego trzymam teczki
Siekiera, motyka, świstków las
Na lustrację przyszedł czas

Siekiera, motyka, czcze gadanie
Nikt tu nie jest "czysty", panie
Siekiera, motyka, IPN
A co na to ojciec-Kreml?

Siekiera, motyka, ksywa "Bolek"
Pluć na siebie nie pozwolę
Siekiera, motyka, boski cud
Jam wyzwolił polski ród!

Siekiera, motyka, baran-Prezes
W jego świętość coś nie wierzę
Siekiera, motyka, brzydki ja
Niech się zacznie nowa gra!



Niewdzięczność i upór 2016-02-25

"Rodzina jest jedna, tylko jedna na szczęście"

Od czasu do czasu odwiedzam swoich miastowych dziadków. Niebawem trzeba będzie również pofatygować się do samotnej babci. Spieprzyłem sprawę, nie zdążyłem przed śmiercią odwiedzić dziadka, więc trzeba to naprawić.
Od zawsze lubiłem jeździć po rodzinie. Za dziecka byłem nawet skory do chodzenia z babcią do kościoła na różańce, majówki itp. Kiedyś chodziło się również z dziadkiem na wakacyjny spacer z małym kuzynem. Fajnie było spędzać z nimi ten czas. Przy okazji można było dobrze zjeść, napić się czegoś, dostać coś  na deser, a raz po raz małe sumy wpadały do skarbonki. Zawsze wobec pieniędzy miałem jedną zasadę: dają to bierz. Biją - uciekaj. Jak ktoś chce mi coś sfinansować to nie widzę problemu. W końcu rodzina i te sprawy.
No właśnie. Rodzina. Ostatnio jednak po wizytach u dziadków (przy okazji powrotu z urzędu) dostawałem również dofinansowanie dla brata, który ma totalnie w dupie odwiedziny u babci. Dziś jednak postanowiłem zamknąć temu szczeniackiemu gimbusowi dodatkową futrtkę pieniężną.
Pieniądze, gdy je ma, wydaje na pizzę, kebaby i tego typu fast foody. Jak mama ugotuje coś, co mu nie smakuje (a zupą się nie naje) to oczywiście nie ma mowy o "pierogowym" zastępstwie. On pierogów też nie będzie jadł. On się woli nażreć nie wiadomo czego, a potem się dziwi, że go brzuch boli. A jak niedawno tata przez przypadek zjadł dużą część jego kebaba, to wielmoża obraził się i postawił ultimatum - albo zwrot 15 złotych jakie wydał na żarcie, albo nie pójdzie z psem na dwór!
"Bo ja jestem taki biedny, mnie rano brzuch boli i nie mogę wcześnie wstawać, taki biedny mój żołądek...". Rozumiem, co czuje. Wrażliwość jelita cienkiego jest u nas rodzinna. U mnie, jak i u całej familii przejawia się ona niemożnością spożywania białka o poranku oraz szybką toaletą po obudzeniu się. To normalne. Ale brat, oczywiście, musi zgrywać cwaniaka. Jemu rodzinka idzie ostro na rękę.
Musicie wiedzieć, że całe dnie spędza na graniu z kumplami w "rakotwórczą" produkcję MOBA o wdzięcznym tytule League of Legends. Do szkoły nie chodzi. Rok temu zrezygnował z Ekonomika, bo "nie będzie się uczył niepotrzebnych rzeczy, a egzaminu nie ma zamiaru pisać". Najpierw było indywidualne w szkole, potem w domu. To samo po przepisaniu się do "Kwiatka", choć jego grafik nie pozwalał na późniejsze rozpoczęcie zajęć, niż o godzinie 8:00. Teraz "uczy się" sam w domu, a co  parę miesięcy wyjeżdża z rodzinką do Warszawy na egzaminy w jakimś "Salomonie". Mama wszystko za niego robi, napisała mu nawet całe stronice do nauki i siedziała z nim po 2 godziny dziennie.
Ale mój brat to niewdzięczny, zadufany w sobie buc, który by tylko brał, "a tak w ogóle to ja MAM kolegów, nie to co ty". Tak, zjebanych kolegów, którzy powtarzali pierwszą klasę liceum. Ale ma. Oczywiście...
I ten burżuj, wyobraźcie sobie, nie poczuwa w sobie nawet krztyny odpowiedzialności. Ok, ja też mam wiele wad, ale przynajmniej dbam o to, co ważne! A on, taki wyrachowany, bezczelny dzieciak, zamiast dorosnąć woli napieprzać w LoL'a czy inną grę z kumplami.A jak trzeba iść z Bąblem na dwór to "za godzinę", "nie teraz", "sami z nim idźcie, to nie mój pies"!
Teraz, gdy dokładniej znacie jego sylwetkę, można wam przytoczyć wczorajszą rozmowę. Jak zwykle nie chciał iść z psem, "bo nie". Niby poszedłby później, ale on nie rozumie, ze pies też ma ograniczony pęcherz. Przecież mamy czas. Tuż po partyjce w LoL'a coś w kuchni zaczęło się przypalać. Ziemniaki, naturalnie. "Dobra - pomyślałem - Kefir zostawiamy na jutro, a dziś tylko rosół i pierogi".
O, przepraszam. Mości książę rosołu nie je, bo to tylko jakaś woda, a do pierogów czuje nieopisaną odrazę. On jest "mężczyzną", ćwiczy na sztangielkach, dba o kalorie, musi porządnie jeść. Dlatego zamówił kebaba. Powiedziałem mu, żeby podziękował babci za te 50 zł, którymi zapłacił. Zaproponowałem, by choć raz się przeszedł, odwiedził ich. Ale nie, oczywiście, po co? Przypomniałem mu więc, że przynosiłem mu tyle razy kasę od dziadka. I wiecie co on na to?

- Ja nie wiem o czym mowa, ja nie dostawałem żadnych pieniędzy.

Co za parszywy, niewdzięczny gnojek! A przecież już dawno powiedziałem sobie: "Dosyć! Jak dziadek będzie chciał przekazać kasę dla niego, to nie bierz!". Ale nie, musiałem o tym zapomnieć, jak ostatni baran!
Pieniądze, jak kiedyś matkazwioski raczyła zauważyć w komentarzu pod jednym z moich wpisów (link poniżej), są często przejawem dziadkowej miłości, w parze z odwiecznymi słodkościami i dobrym obiadkiem. To naturalne, gdy wnuczek dostaje od dziadków drobną zapomogę, rodzice często patrzą na to przez palce.
Jednak jesteśmy zobowiązani do pewnych rzeczy, jeśli dostajemy coś od kogoś za darmo (zwłaszcza w przypadku pieniędzy od krewnych). Szanujemy darczyńcę, staramy się robić wszystko, by mu się odwdzięczyć i nigdy go nie zawieść. Wielokrotnie jest to dla nas pomocna dłoń, oznaka sympatii, zaufania.
Ale taki typ, jak mój brat nigdy tego nie zrozumie. Jemu zawsze jest dobrze, zawsze wyjdzie na jego. Nawet na pogrzeb dziadka nie chciało mu się jechać, bo "źle się czuł"! Ok, trochę było po nim widać, że też mu przykro. Ale ja, do jasnej cholery, przez całą ceremonię musiałem trzymać łzy na wodzy, aby nikt nie widział, że płaczę. Babcia płakała. Ciocia płakała. Tata miał kamienną twarz. Wszyscy byli poważnie smutni. Ale ja musiałem być silny i trzymałem płacz aż do Rzeszowa, choć kilka łez wyciekło już w niemal pustym autokarze. Ja musiałem się trzymać!
Mój brat to nikt więcej, jak rozpieszczony gnojek, zwykły gimbus pozbawiony jakiegokolwiek poczucia obowiązku! Mama widzi go nieco inaczej, mówi że niby się stara, bo czasem pomoże jej przy obiedzie. Ale w przeważającej części to niewdzięcznik, który musi podnosić sobie ego przez obcowanie z kolegami tego samego sortu, co on sam.
Koniec z pieniędzmi. Koniec z łaską. Chyba już pora, by ktoś go porządnie kopnął w dupę. Tylko kto, skoro mama idzie mu na rękę, tata tylko czasem mu internet na krótko wyłączy, a ja nie mam nic do gadania?

Notka Majątkowe zawiłości: http://www.elvenoor.e-blogi.pl/komentarze,214432.html


O "Pan(i)owaniu" i dzieciach 2016-02-23

Scenka w sklepie, stoję w kolejce. Przede mną niedawno poznana młoda kasjerka (absolwentka Ekonomika, która o dziwo mnie kojarzy) kończy inkasować jakiegoś gościa. Za plecami słyszę:

- Przepraszam, pan tu stoi w kolejce?
- Tak - uśmiechnąłem się do małej dziewczynki, na oko z nauczania początkowego.
- Bartek, chodź! Stoimy za panem! - odzywa się do równego wiekiem braciszka, wciąż szukającego paczki cukru.

Podszedłem do lady, dziewczyna zaczęła przeliczać moje zakupy, a dzieci zniknęły za regałem. Odstawiłem koszyk, zapłaciłem, spakowałem wszystko od siatki i pospiesznie udałem się za dziećmi, uparcie szperającymi za "kruszcem słodkości".

- Dalej szukacie tego cukru? - spytałem. Podszedłem do nich, sięgnąłem do najniższej  półki i chwyciłem czerwoną paczkę, ustawioną odwrotnie, niż być powinna.

- A to co jest? - znów uśmiechnięty podałem im cukier.

- Dziękuję panu - skinął chłopiec. Zadowolony udałem się do wyjścia. Podziękowania otrzymałem również od kasjerki, dzięki czemu mogłem w spokoju iść dalej.

Nadal czuję się trochę dziwnie z tą dorosłością i związanymi z nią tytułami. "Proszę tu podpisać", "Niech Pan się stawi tu i tu", "Czy przygotował Pan wszystkie dokumenty?"...Nie mniej ja sam do wszystkich obcych dorosłych od dziecka zwracałem się per "pan" / "pani", więc było mi trudno przemóc barierę towarzyską niemal rok temu na spotkaniu Grupy Poetyckiej "Albatros" ( która swoją drogą teraz przeżywa mały rozłam z przyczyn logistyczno-czasowo-miejscowych). Przecież na "ty" byłem tylko z moimi rówieśnikami.
Dzieci, jak te z dzisiejszych zakupów, uczone są od podstaw, aby zachowywać wszelką grzeczność wobec osób starszych. Rzadko słyszy się o braku kultury ze strony najmłodszej części społeczeństwa. Gdy już się stopniowo oswaja z dorosłym życiem,"panowanie" staje się normą społeczną i biurokracyjno-urzedową. Nie czujemy niczego szczególnego w takim traktowaniu siebie nawzajem. Ale nie ma nic milszego, niż spojrzenie niczego nieświadomej dzieciarni, która widzi kogoś znaczącego w każdej wyższej od siebie. Wypowiadane przez nich "Pan" / "Pani" nabiera w ich wymowie nieco wznioślejszej wymowy, niż gdy mówi to jakaś zołza z urzędu.
Z resztą formy grzecznościowej możemy użyć do wszystkich, jest ona swoistym zabezpieczeniem przez ewentualną wpadką. Jeśli nie jesteśmy pewni, czy młody koleś z teczką jest studentem czy może dopiero zaczął liceum, zawsze możemy odezwać się do niego używając niepisanej, lecz eleganckiej formuły.

Temat prosty, przemyślenia banalne, ale przyznajcie się przed sobą, czy choć raz nie czuliście się "Kimś", gdy jakiś smarkacz spytał się was o cokolwiek słowami: "Czy wie Pan / Pani gdzie leży to", "Przepraszam Pana / Panią, która godzina?" itp?
Nawet ludzie bardziej wycofani z życia towarzyskiego i społecznego muszą co jakiś czas rozmawiać z innymi ludźmi. Jakby nie było spisanie papierów w urzędzie, załatwienie kredytu bankowego czy choćby nadanie przesyłki na poczcie wymagają od nas wejścia w komunikację interpersonalną z obcym człowiekiem. Często potem czujemy się zażenowani, zirytowani przez wzgląd na papierologię, dokumentację itd.
A dzieci? Nie dość, że nie muszą się przejmować tym, co dorośli, to jeszcze używanie przez nich form grzecznościowych przynosi pewnego rodzaju poważanie, świadomość swego rodzaju wyższości. Dlatego też nie wierzę, by choć raz ktoś z was nie poczuł się tak, jak to opisałem.

Bo tak to już jest z człowiekiem, że lubi czuć się ważny, wyróżniony, doceniany. Choćby przez chwilę, choćby tylko w oczach zwykłych dzieci. Ale po prostu musimy mieć to poczucie przynajmniej małego prestiżu. Zwłaszcza, że często w myślach wprost bluzgamy na trochę ambitniejszych sąsiadów i nader rządzącego się szefa.

P.S Przemyślenie bardziej prywatne: Mam dobre podejście do dzieci. Umiem się z nimi bawić, rozmawiać itd. Pewnie nigdy nie będę mógł sprawdzić tego na własnym przypadku ojcostwa. Może to i szkoda, ale z drugiej strony nawet lepiej. Żeby być prawdziwym ojcem potrzeba czegoś więcej, niż komunikatywność z młodszymi i sprawny penis (choć nie mam pewności co do drugiej kwestii).







"Rozbić Barierę" 2016-02-22

1.Tak wielu ludzi, tak ważne zdanie
Opinie wszelkie znam już na pamięć
Tu świetna praca, tam studia dobre
Rzesza uczonych, każdy śpi z Noblem
Te wymagania, wciąż zapętlone,
"Zobaczysz jeszcze, będziesz miał żonę"
Każdy jak mantrę jedno powtarza
Każdy z tradycji System pomnaża
Bo trzeba robić, bo idą studia,
Już na mnie czeka praca tak żmudna
A ja to chrzanię, ja mam to w rzyci,
Na mnie za bardzo nie ma co liczyć
Lemingów dumnych stoją szeregi
Co roku nowe wchodzą w obiegi
Kartkę chcą dostać z pustym tytułem,
Mnie się nie widzi plan ten w ogóle


Ref: Przełamać System i uciec pragnę
Zbudować łódkę i pędzić z wiatrem
Za sterem zasiąść, w nieznane płynąć
Choćbym na dobre po drodze zginął


2. Bywajcie tedy, uciekam od was!
Bez sensu w System wchodzić tak co dnia
Schemat jak pacierz, jeden do końca
Uczyć się, robić, gubić w miesiącach,
Płacić podatki, plemię rozmnażać
Wszystko bez celu non stop powtarzać
Mnie to nie kręci, nie chcę, nie mogę,
Czasu już mało, ruszyć mam w drogę
"Co to za bzdury?! Wracaj do książek!
Jak chcesz zarabiać w życiu pieniądze?
Głowa przeciętna? Ręce niezdarne?
Pracuj więc w barze, stawki tam marne!
Jak się nie umie, trzeba więc kuć!
Przestańże znowu tyłki nam truć!"
Rozum znów snuje wersy jak rzeka,
Serce tłumione szepcze: "Uciekaj!"


Ref: Przełamać System i uciec pragnę
Zbudować łódkę i pędzić z wiatrem
Za sterem zasiąść, w nieznane płynąć
Choćbym na dobre po drodze zginął


3. Myśl ta niezmiennie życie mi psuje
Że ja kompletnie tu nie pasuję
Chciałbym na dobre móc stąd odlecieć,
Coś mnie, wbrew woli, trzyma w tym świecie,
Jestem z daleka, domu nie pomnę,
Cierpieć katusze mam tu ogromne
Piekło to moje, świat pod Barierą
W kotle zmieszany z czernią i bielą
Słońce mym katem, Noc mi ostoją
Nocy tu ciągle wszyscy się boją
Widzę w ich oczach wzgardę i strach
Z krzykiem się budzą, toną we łzach
Mimo słabości rządzić chcą wiecznie
Duszą okrutnie ciężkie ich kleszcze
Losem mym wiecznie obcy kierują
Uciec stąd muszę lub umrzeć próbując


Ref: Przełamać System i uciec pragnę
Zbudować łódkę i pędzić z wiatrem
Za sterem zasiąść, w nieznane płynąć
Choćbym na dobre po drodze zginął


Dedykowane Karolinie "Pernelle". Nie jesteś sama, moja miła.







"Mistrz i uczennica" 2016-02-19

Na początku było słowo: drętwe, puste i nieskładne
Miało cele i ambicje, choć w swym kształcie wręcz szkaradne
Dziś inaczej to wygląda, znacznie lepiej, gdy dojrzało
Trzyma formę, dba o przekaz, by go wiecznie doceniano
Jak narkotyk działa słowo, kiedy stuka w swoją sziszę
Godzin pracy, zabaw treścią, nawet wierszy już nie zliczę!
Zawsze z serca, zawsze z głową, jeśli wena znów nawiedzi
Lecz wyzwanie wielkie czeka, nad nim długo się już biedzi

Oto z ucznia stał się mistrzem: uczennicę Los powierzył,
Ma ją wspierać doświadczeniem, wskazać ścieżki, które zwiedził
Karcić srogo, dobrze radzić, przy upadkach czuwać wiernie
Bo ma talent ta dziewczyna i chce uczyć się ode mnie!
Staż jej krótki, choć znaczący, bo mój debiut przypomina
Raz się śmieje, raz jest smutna, lecz w niej drzemie upór, siła!
Nie poddaje się zbyt łatwo, idzie śmiało wciąż do przodu
Wiersze tworzy równym tempem, bo nie zazna weny głodu!

Zawsze znajdzie w nim otuchę: jest jej mędrcem, Dubledorem,
Choć raczkuje, wciąż się uczy, by podążać za mentorem
Raz nie wyjdzie, znów coś nie gra, porad lecą całe stosy
Lecz pod niebo mistrz jej skacze, gdy kolejną perłę stworzy!
Trudno sklecić dobre dzieło, nie jest łatwo na początku
Jednak lepiej jest współdziałać w ramach serca i rozsądku!
Trzeba wiedzieć, gdzie tkwią błędy, lepszą formę podpowiedzieć
Aby w końcu dnia pewnego o jej sławie opowiedzieć!

---------------------------------------------------------

Końcówka z przymrużeniem oka, ale nie zmienia to faktu, że miło jest wspomóc raczkującą poetkę na jej drodze pisanej. To, czy będzie ona jedynie jej przelotnym romansem, krótką przygodą, czy jednak czymś więcej - zależy tylko od niej samej ;)


Ona (2013) - definicja miłości 2016-02-15

Walentynki - cóż to był za cudowny dzień!

Specjalnie na "święto miłości" serwis Pornhub udostępnił nam, życiowym przegrywom, konto Premium na jeden dzień totalnie za friko! W zasadzie nawet i bez konta można oglądać niezliczone treści "miłościopędne", ale jak dają, to korzystać trzeba! ;)

A tak bardziej na poważnie: spojrzę dziś na uczucia pod nieco innym kątem.
Czy miłość - przy całym moim surowym poglądzie na nią - może rozbłysnąć między człowiekiem i systemem operacyjnym? Czy uczucia doznawane przez człowieka w takim cybernetycznym związku są prawdziwe? Wielu pewnie stwierdzi, że to nienormalne, bo komputer nigdy nie nauczy się ludzkich emocji, nigdy nie będzie rozwijał się tak, jak człowiek. A gdyby jednak była to prawda i taki związek dawałby szczęście, zaspokojenie i wzajemne zrozumienie?

Theodore żył w świecie nieco lepiej rozwiniętej cybertechnologii. Na co dzień zajmował się pisaniem listów na zlecenie. W życiu prywatnym nie wiodło mu się najlepiej. Samotność, spowodowana jego rozchwianym życiem emocjonalnym i niepewnym podejściem do spraw sercowych dawała o sobie znać na każdym kroku. Ciągle nie mógł sobie wybaczyć rozstania z żoną, nadal zwlekał z podpisaniem papierów rozwodowych. Mimo stałego wsparcia Amy, jedynej przyjaciółki nasz bohater pozostawał nieszczęśliwym, zamkniętym na własne problemy zabłąkanym romantykiem.
Aż na rynek cyfrowy wszedł spersonalizowany system operacyjny, kierowany cudnym głosem pięknej aktorki - Scarlett Johansson.
Relacja między pisarzem a komputerem zaczęła się niewinnie, prowadząc tych dwoje od wielkiego zaskoczenia sobą nawzajem, po fascynację, rozterki i poczucie szczęścia. Samantha, jak nazwała się cyfrowa partnerka diametralnie zmieniła życie Theodore'a na lepsze.

Widać to w urzekających scenach wieczornego spaceru "na ślepo", zabawie w ganianego od metra do plaży, czy choćby na pikniku, wśród słonecznych, letnich krajobrazów. Dla wielu z nas widok roześmianego faceta, który kręci się w kółko, a potem łazi z zamkniętymi oczami z jakimś urządzeniem, wydawałby się dziwny, nietypowy. Dziś pomyślelibyśmy, że gość jest zwyczajnie szalony, że zakochał się w jakimś komputerze i jest zbyt dziecinny, by na poważnie wejść w długotrwały związek.

Samantha dzień po dniu rozwija się wraz z bohaterem, towarzysząc mu przy każdej czynności, przy każdej rozmowie, a nawet w łóżku.Uczy się ludzkich emocji, tęskni za cielesnością, chce jak najlepiej kochać tego pogubionego, zwykłego człowieka.

Chwile szczęścia ulegają jednak załamaniu, chwilom niepewności, przez co zaczynają kwestionować swoją prawdziwość. Czy to ma sens? Czy Theodore rzeczywiście jest zbyt słaby na prawdziwy związek? Czego tak naprawdę chce?

Film kończy się dość smutną sceną, która jednak sugeruje nam nieco jaśniejszy, lepszy obrót spraw. Czy cyfrowy związek był jedynie szczęśliwym romansem dwóch bratnich dusz? W końcu dzięki niemu nasz romantyk naprawdę dojrzewa, stara się uporządkować tak złamane serce, jak i własne oczekiwania.

Nienawidzę cukierkowych love story, w których szczęśliwa para przeżywa efekt paraboli, od cudownie spędzanych chwil, po kryzys, zdrady i dramaty, aż po happy end. Nienawidzę patrzeć na zakochane pary, z ciężkim sercem znoszę ich obecność. Moje spojrzenie na miłość już znacie. Nie mniej pomyślałem, że na Walentynki trzeba choć raz odpalić jakiś film o "miłości", jednak nie mógł on być byle gównem o uczuciach.

Dwie godziny spędzone z "Nią" nie były zmarnowane. Seans zadaje nam wiele pytań, poddaje w wątpliwość to, co serce i rozum serwują nam każdego dnia. No i dzięki temu mogłem jeszcze raz przejrzeć dawno zakopane wspomnienia sprzed pierwszego, usuniętego już bloga. Ci, którzy znają mnie od początku elvenoora wiedzą do czego piję.

Tak czy siak serdecznie wam polecam randkę z obrazem Spike'a Jonziego. Wzruszycie się, uśmiechniecie, a być może nawet stawicie czoła wszystkim problemom, jakie "Ona" porusza w swej urzekającej okazałości.







Supercow - lekko, prosto i przyjemnie! 2016-02-12

Tak. Superkrowa...
Będąc jeszcze małym, wkurzającym dzieckiem miałem przyjemność zagrać w wiele kultowych gier: Diablo, Worms 2, Heroes of Might and Magic 2 i 3 itd. Całą moją historię growego dzieciństwa opiszę z resztą w osobnej notce, bo to wielce ciekawy i nader sentymentalny temat. We wszystkie tytuły grało mi się zacnie, lecz spośród kilku wybranych jest jeden, o którym warto się rozpisać, gdyż niedawno do niego powróciłem. A był to powrót dziwny i nieoczekiwany...
Mowa tu o darmowej grze platformowej o bardzo ambitnej nazwie: Supercow!
Zły profesor Duriarti uciekł z więzienia, uwięził kilku przyjaciół naszej bohaterki i napadł na bank. Naszym "superkrowim" zadaniem będzie przejście 10 poziomów (każdy podzielony na kilka etapów), aby przeszkodzić antagoniście w zniszczeniu świata i skopać tyłki naszym wrogom.
A wrogów jest niemało! Głupkowate ślimaki, szalone psy, krety miotające kamieniami, denerwujące wrony, plujące żaby, czy wreszcie mięsożerne roślinki. Na wszystkie wraże bestyje mamy  klasyczny, ale zawsze skuteczny sposób: siłę skoku (choć np. jeże możemy unieszkodliwiać jedynie mając Podkowy - jeden z krótkotrwałych bonusów, standardowych dla tego typu gier). Czasem napotkamy nieco większe odmiany przeciwników, którym trzeba dosłownie naskoczyć więcej niż raz. Po drodze do wyjścia będziemy szukać sekretów, zbierając monety i kosztowności, które szalony profesor "ukrył" po całej Słonecznej Dolinie. Raz po raz, zanim zakończymy dany etap, będzie trzeba znaleźć wszystkie klucze lub pozbyć się gromady przeciwników. Wieńcząc cały poziom uwalniamy kolejnego, charakterystycznego jegomościa: dystyngowanego gąsiora, troskliwą kwokę i jej kurczątko, rezolutnego zająca czy osła, który marzy o karierze muzycznej. Rozmowa z każdym z nich jest lekko humorystyczna, tak jak opisy na mapie całej przygody.
Od poziomu do poziomu nasza Superkrowa zapisuje w swoim notesie nowe przemyślenia. Pisze nie tylko o odpowiedzialności, superbohaterstwie i trosce o farmę. Wśród jej myśli możemy odczytać np. "Tak się spieszyłam, że zapomniałam zabrać swojej MP3-ki. Ale nieważne. Dźwięk wiatru i płynącej wody to najlepsza muzyka. P.S: najbardziej lubię Pink Floyd i Eminema".
A jeszcze gdzie indziej czytamy: "Życiowe Motto - Żyj tak, aby rankiem nie żałować minionego dnia". Albo to: "Życie jest dziwnym przepływem okoliczności. Ale superbohater nie potrzebuje podążać za prądem!!!". Gra jest oczywiście po angielsku, ale jest tu tak prosty język, że średnio obeznany poliglota powinien dać sobie radę. A zaręczam, że warto.
Gra jest prosta, na jej przejście potrzeba jedynie kilku godzin. Nie trzeba się nawet wiele wysilać, by zdobyć wszystkie z trzynastu niezbyt szczególnych osiągnięć. Ciekawe i kolorowe plansze będziemy przemierzać w rytm całkiem dobrej, lekko pompatycznej muzyki. Ale najlepszy kawałek tego dźwiękowego tortu zostawiam wam poniżej, tuż po adresem stronki, z której za darmo możecie pobrać grę. Krótki to utwór, ale trudno jest się oderwać od mapy przygody, gdy ta kojąca melodia zapętla się w tle.
Podsumowując: choć na pierwszy rzut oka to zwykła platformówko-zręcznościówka dla dzieci, to jednak trzeba jej przyznać, że cholernie wciąga. A teraz, znając język obcy, mogę bardziej wczytać się w świetne teksty i delikatne nawiązania do popkultury.
Tak. Supekrowa. I KOPYTO Z TYM!

Grę możecie pobrać stąd: http://www.myrealgames.com/download-free-games/supercow/





"Dziwna Zima" 2016-02-11

Dziw nad dziwy, niesłychany
Wieczór był nadzwyczaj biały!
Tyle śniegu nasypało!
Gdziem nie spojrzał: wszędzie biało!
Śniegu wielkie, lekkie płaty,
"Pójdą, myślę, w ruch łopaty!"
Zaspy ciężkie po kolana
Tak też było...aż do rana

Termometrze, królu złoty,
Dziwne ciągle masz ciągoty!
Wczoraj miałeś dziesięć kresek,
Zaś pod wieczór stopień jeden
Teraz nagle stopni pięć:
Chyba masz na wiosnę chęć!
Spałem słodko, wstałem żwawo
I spojrzałem w okno, w prawo:

Gdzie te zaspy? Gdzie te góry?
Gdzie zniknęły ciemne chmury?
Resztki śniegu na chodniku,
Zima poszła, już po krzyku!
Jakby dziewczę, zamiast kwiatów
Miała koszyk zimnych płatków
I lubieżnym młodym pląsem
Rankiem zimną siała rosę!

Kiedyś wiało silnym mrozem,
Dziś bez czapki śmiało chodzę!
Kiedyś bałwan za bałwanem,
Dzisiaj wszystko błotem zlane!
Kiedyś może przyjdzie dzień,
Gdy odejdzie zima w cień
A dzieciaki, o jej licach
Będą jeno z książek czytać!


Hitman (2007) - czyżby dobra ekranizacja? 2016-02-10

Hitman jak z obrazka!

Ten sam lektor, co w Max Paynie. W roli głównej nieznany mi Timothy Olyphant oraz niezbyt mile kojarzona Olga Kurylenko, śliczna aktoreczka, która ni piersi ni tyłka nie skąpi na ekranie. Pierwsze sceny filmu zapowiadały się dobrze, choć miałem mieszane uczucia. "Hitman" z 2007 roku wzbudził we mnie obawy, czy aby nie jest kolejnym skokiem na kasę, gniotem żerującym na znanej marce. Zawiodłem się. Pozytywnie.

Na początek szkolenie armii klonów wyspecjalizowanych zabójców, ciekawy zabieg dla wszystkich obytych z fabułą przynajmniej pierwszej części gry. Jeszcze tylko adekwatny tatuaż w postaci kodu kreskowego i już po chwili oglądamy odcięcie ręki w wykonaniu watażki. Na jego nieszczęście jego ofiara pod presją Agenta 47 została zmuszona do połknięcia bomb C4. 3..2..1 - zadanie wykonane!

Podczas seansu uświadczymy mniej lub bardziej subtelne podejście do tematu: głośna strzelanina w barze, widowiskowa walka na noże w wagonie metra, ale również finezyjne podłożenie trucizny do napoju i zręczna zmiana przebrania.  Jest nie tyle dobrze, co adekwatnie do tytułu. Cieszy mnie naprawdę solidnie napisana postać samego zabójcy. W grze zawsze pozostawał on twardym, pozbawionym emocji zawodowcem. Okazjonalnie wyrażał współczucie, ale na dłuższą metę nie bawił się w żadne romanse ani przywiązanie. Cel był zawsze prosty: wejść po cichu, zrobić swoje i zniknąć bez zostawiania śladów.

Moje zastrzeżenia wobec Olgi Kurylenko okazały się również nieco przesadzone. Może nie jest to wybitna aktorka, ale do odgrywanej przez nią postaci nie miałem żadnych obiekcji. Nie zabrakło co prawda kilkukrotnej pokazówki nago, ale jakoś mi to specjalnie nie przeszkadzało (nie jest to brzydka kobieta, choć widywało się lepsze kształty...przynajmniej w filmach kategorii zakazanej) .

Fabuła opowiada o wielkim spisku. Kolejne, wydawać by się mogło, proste zadanie wymyka się spod kontroli. Prezydent Rosji cudownie ocalał publiczny kontakt z kalibrem snajperki, a nasz cichy zabójca zostaje namierzony. Jego celem jest dojście do prawdy oraz ochrona jedynego ważnego świadka całego zajścia - Niki Boroniny, niedawnej "własności" prezydenta Belicoff'a. Normalnie między naszymi bohaterami wywiązałby się romans. Jednak scenarzyści nie zatracili się w swojej wizji, więc między głównymi postaciami, mimo sympatii płci pięknej, nie dochodzi do żadnej eksplozji miłosnej. Nawet cielesne zderzenie, ku mojej satysfakcji, zaczęło się i skończyło uśpieniem samej zainteresowanej. No cóż, Agent 47 się nie pieprzy ( ͡°v ͡°) nawet z piękną kobietą ;)

Historia jest sztampowa, prowadzi do jednego zakończenia, choć osobiście w ogóle nie byłem w stanie się połapać po co to wszystko. Prezydent zleca zabicie samego siebie. Podstawia swoją kurtyzanę, by stała w konkretnym miejscu. Okazuje się, że Hitman zabił prezydenckiego sobowtóra, ale musi jeszcze zlikwidować pannę Kurylenko. Gdy już ma wyjąć pistolet nagle dostrzega jej obojętny wzrok, jakby widziała Agenta po raz pierwszy. W tym samym momencie inny płatny zabójca czeka na dachu sąsiedniego budynku, celując w pana 47. Interpol walczy o zdemaskowanie sprawy, podczas gdy rosyjski wywiad całą sprawę chce zatuszować. Wybaczcie, ale za cholerę nie mogę się połapać o co w tej sprawie chodzi i czemu prezydent chciał wrobić Hitmana.

Dobra, dość o fabule. Przecież nie jest specjalnie ambitna, a stanowi jedynie pretekst do pokazania Agenta 47 na dużym ekranie! A wyszło im to naprawdę dobrze. Film nie urywa tyłka, ale w porównaniu do Max Payne'a jest to znacznie lepsza ekranizacja growej produkcji Eidos Interactive. "Hitman" z 2007 roku to kawał dobrego "średniakowego" kina akcji.

Ode mnie leci ocena: 9.

Przy okazji, moja skala ocen nieco się różni od "normy":

10 - mistrzostwo, warte obejrzenia nawet po kilka razy. Coś, co "zrobiło mi dzień", mocne, epickie, niezapomniane.
9 - jest bardzo dobrze, świetne doświadczenie, doskonała zabawa, ale zabrakło tu tego "czegoś".
8 - ani to dobre, ani to złe, zawsze mogło być gorzej. Ot taki zabijacz cza
6 i niżej  - film, który wart jest jedynie krótkich , zwięzłych ocen: dezaprobata, zgorszenie, żałość i smutek.


(Nie)duży "interes" 2016-02-09

Czy rozmiar ma znaczenie?

Mam już dość tej niepewności! Z jednej strony Seksmasterka w filmie poniżej mówi, że liczy się technika (choć w tym z niedawna twierdzi kompletnie co innego). Z drugiej zaś "nieważna jest długość, tylko ruchy fal", jak żartobliwie mówi Patryk "Rojo" Rojewski. Wszystko zależy od faceta, od gry wstępnej, miłości między kochankami, pieszczotami, rozkoszą chwil - pieprzą romantyczki.

A to wszystko prawda! Nie ma czegoś takiego jak miłość, ludzie! Przecież kobieta w moment potrafi się odwrócić od faceta, gdy stosunki łóżkowe są totalną porażką!

Jak to jest, moje panie? Jak naprawdę wygląda sytuacja? Czy my, "białe fajfusy", mamy zazdrościć murzynom ze względu na ich biologiczne "uwarunkowania genetyczne"? Ponoć to właśnie mężczyźni z małymi penisami potrafią oddać się współżyciu najlepiej, ale nie jest to często spotykane. Facet z małym penisem zawsze, ale to zawsze będzie czuł podczas seksu niemałą presję: oto jest ta chwila, gdy zaciągnął do łóżka dziewczynę i teraz musi udowodnić jej swoją męskość, staje na wysokości zadania. Próbuje, stara się, mocno "naciera", ale na jego nieszczęście osiąga efekt odwrotny do zamierzonego. Stres bierze górę i zamiast skupić się na autentycznej przyjemności ze wzajemnego zbliżenia obie strony odczuwają niesmak, rozczarowanie, a nawet zniechęcenie do siebie nawzajem. I później, taka zdradliwa suka poszukuje "lepszego modelu",  substytutu nieobejmującego małżeńskiej przysięgi, bo wielka pannica nie czuje się zaspokojona...

- Ale z kolei facet z dużym kutasem może czuć się zbyt pewny siebie, przez co jego egoizm wychodzi podczas ostrego stosunku. Często kobieta jest wówczas traktowana przedmiotowo.

Słusznie, choć nie zmienia to faktu, że już lepiej być zbyt pewnym siebie, niż niedowartościowanym.

- A kobiety?! Wy, faceci, już tacy jesteście, patrzycie tylko na własne penisy - ten za mały, ten za duży, tamten nie staje...Ale jak już wybieracie kobietę do łóżka, to koniecznie z ładnym tyłkiem, fajnymi cyckami i śliczną buzią!


No dobra, tak też niestety jest. Są wyjątki, ale powiedzmy sobie szczerze: jak dziewczyna nie jest ładna, to facet nawet nie podejdzie. Są różne gusta, każdy preferuje co innego, niestety dziewczyna musi wstrzelić się w preferencje fizyczne, by odpowiedni kawaler raczył się nią zainteresować. Bo taka prawda, że lubimy sobie popatrzeć, podotykać, pomiętosić to i owo! Chcemy czuć was tak, jak wy czujecie grubość męskiego członka w trakcie stosunku!

Oczywiście, są niby sposoby na powiększenie penisa i polepszenie erekcji, jak choćby żele i kapsułki.  Tak na dobra sprawę, to właśnie kobiety powinny czuć się poszkodowane, bo to facet wybiera partnerkę, a wytyczne, jakimi się kieruje, dla wielu panien są nieosiągalne. Można przejść na dietę, zacząć ćwiczyć, zrzucić parę kilo, ale dalej coś może być nie tak i "z pomocą" przyjdzie już tylko operacja plastyczna (których to jestem zagorzałym przeciwnikiem).

Nieważne z kim uprawiasz seks - każda "miłość" może ucierpieć przez jego słabe wykonanie.
Nieważne jaką technikę stosujesz, nie mów o grubości - kobiety nie zainteresują się "paróweczką".
Nieważne czy kochasz, bo miłości nie ma. Są, co najwyżej, jedynie ludzkie hormony, popęd płciowy.

Seks...tak przyjemny temat, a tak trudny. Pozycje, techniki, kwestie długości i trwałości stosunku...A rozchodzi się przecież tylko o to, by penis dobrze wykonał swoje zadanie!

Ech...I wy się dziwicie czemu obstaję przy masturbacji. Choć wypadałoby ją przynajmniej ograniczyć, bo na horyzoncie jawią się poważne, doniosłe plany, które doprowadzą mnie do upragnionego końca. Ale o tym cichutko, nobody heard anything.










To jak to wreszcie jest? Naprawdę im dłuższy, tym lepszy?


"Odliczanka" 2016-02-07

Sro-czka  kasz-kę  wa-ży-ła
So-wie-tów  nie  lu-bi-ła
Dyktaturą pogardzała,
Demokrację wywyższała,
Chciała szukać wszędzie ropy
By zamieniać ją w banknoty
W słusznej sprawie kasę dała
Lecz się doigrała

Sro-czka  kasz-kę  wa-ży-ła
Bun-to-wni-ków  kar-mi-ła
Tamtym dała amunicję,
Zawiązała koalicję.
Temu dała karabiny,
Zakopała wszędzie miny,
Buntownicy, choć wygrali,
Walczyć nie przestali

Sro-czka kasz-kę wa-ży-ła
Bi-go-su  na-ro-bi-ła
Nauczyła jak się bić,
Miała hajs, by z wojny żyć
Teraz siedzi zapłakana,
Zastraszona, biedna, sama
Na gałęzi ciągły strach,
Nagle głośne "Bach!"

Sro-czka kasz-kę wa-ży-ła
Bom-ba  lu-dzi  za-bi-ła
Temu czaszkę rozłupała,
Temu kości połamała,
Temu gardło poderżnęli
I obrączkę z palców zdjęli
Słychać, że to w imię Boga
Świat objęła trwoga

Sro-czka kasz-kę wa-ży-ła
I-sla-mi-stów  stwo-rzy-ła
Wielkich panów gdy zabiła
Wściekłe pieski wypuściła
Rasa dzika, mięsożerna,
Dość leniwa i pazerna
Zabijają w imię wiary
Wszystko przez dolary


"Spowiedź Hitmana" 2016-02-04

Klękam przed tobą, Ojcze łaskawy,
Przed Twym obliczem padam do stóp
Tobie oddałem wszystkie swe sprawy,
Tobie przysiągłem wierność po grób,
Zszedłem zbyt pewnie w ciemną dolinę,
Próżno na ślepo drogi szukałem
Przywróć do siebie grzeszną dziecinę,
Przyjmij człowieka, którym się stałem

Boskość przygasła, pieniądz mi świeci,
Ludzi uśmiercam prosto i szybko
Mdleją kobiety, płaczą ich dzieci,
Czucie na sercu dawno zanikło;
Płaszcz swój zrzuciła wieczna Kostucha,
Kosą już dawno ludzi nie zbiera:
W modnym krawacie pracy dziś szuka,
Ostrzem garoty dusze wydziera

Przebacz mi, Ojcze, winy tak liczne,
Przebacz pociski często tłumione,
Przebacz zabójstwa, ciężkie i śliczne,
Przebacz, choć jeszcze żądzą krwi płonę
Bronisz zabijać, nawet gdy trzeba,
Kryjesz kapusiów, chronisz bluźnierców;
Nie chcesz ich nigdy wpuścić do nieba,
Chociaż każdego ciągle masz w sercu

Czemu ich kochasz - nie chcę się głowić
Twoja to sprawa, Twoje sumienie;
Ludzie przynajmniej dają zarobić
Plewiąc parszywe Diabła nasienie;
Teraz pokornie modły zanoszę,
Świadom, że ciężko będzie mnie zbawić
Tylko o jedno Ciebie dziś proszę:
Czyny, choć grzeszne, racz błogosławić







e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]