Zwi@dowca Elvenoor | e-blogi.pl
Blog inny niż wszystkie
Blogi

Islandzki Wiatr Niepokoju 2016-01-31

Zrozumieć siebie, zrozumieć ją

Karolina...już tyle o niej pisałem, tyle z nią przeszedłem, ale dopiero teraz jestem w większej kropce.

Pernelle to badaczka, szuka różnych nowości, próbuje wszelkich smaczków z wszelakich dziedzin życia. Sama jednak jest kłębkiem różnych mentalnych odczuć, emocji. Nie potrafi sobie poradzić z uczuciem zawodu, gdy ktoś nie dotrzymał obietnicy. Nie potrafi zapomnieć, gdy ktoś zaczyna ją olewać bez konkretnego powodu, bez podjęcia choćby jednej dyskusji na ten temat.

No i to nieznośne, dojrzewające odczucie, że świat nie jest jej domem. To niepokojące wrażenie, iż chciałoby się opuścić świat bez samobójstwa. Może nowotwór załatwiłby sprawę i nie musiałaby szukać dróg ucieczki?

Islandia - piękna, malownicza wysepka, którą moja bratnia dusza upatrzyła sobie za ojczyznę serca. Tam właśnie pragnie wyjechać, by już nigdy nie powrócić. Zerwać kontakt ze światem, móc odejść na zawsze od ludzi, którzy bez przerwy od niej czegoś oczekują, zwłaszcza od rodziców. Praca? Studia? To świat zbyt pokomplikowany, za bardzo schematyczny i konwencjonalny. Niby nierealny, ale jednak chciałoby się od niego uciec.

Czasem, kiedy wydaje mi się, że rozumiem ją w 100%,  nadchodzi moment, w którym sam nie jestem tego pewien. Bo jakże tak się zabijać? Szkoda by jej było, szkoda życia, przecież nie trzeba być koniecznie kimś zwykłym, szarym prostym Polaczkiem, wracającym z całodobowej zmiany! Można znaleźć swoją drogę, wybić się z monotonii, pokazać innym środkowy palec: "Widzicie? Mnie się udało, a wy nawet nie chcecie spróbować!"

Z jednej strony mamy mnie - osobę, która od dziecka poucza, gdy widzi "zło". Kiedyś były to jedynie papierosy. Dziś, z nieco szerszym umysłem, owa mroczna siła skupiła się na śmierci. Pamiętam jedną blogerkę, którą kiedyś, wraz z inną blogerką, próbowaliśmy pocieszyć, uchronić przed samobójstwem. W chwili obecnej najpierw próbuję zrozumieć, wczuć się w drugą duszę, a następnie znaleźć dla niej przekonujące argumenty. Ale z Karoliną może nie pójść tak łatwo.
Z drugiej strony mamy mnie - osobę nieidealną, pod każdym względem. Kogoś, kto sam przecież dąży do śmierci. Choć mną kierują inne siły, inne cele, to jednak mam przed sobą tylko jedną wizję zejścia z tego świata. Być może kiedyś dojdzie ona do skutku, być może po prostu zniknę gdzieś w głębi lasu. Być może minie jeszcze parę lat, ale w końcu dopnę swego, to nieuniknione.

A Karolina? No właśnie...to jest ten orzech, którego rozłupać nijak nie mogę. Nie mam pomysłu, co by do niej mogło przemówić, co wpłynęłoby na zmianę spojrzenia na przyziemne kwestie.

- A nie lepiej po prostu pozwolić jej umrzeć tak, jak chce? W końcu my też "niedługo" porzucimy ten świat!

Nie! Przecież nasz duch czuje coś innego, jesteśmy połączeni z Karoliną pewną tajemniczą, niezwykłą więzią.I nie chcę, by "zniknęła"!

Wiem, co mogło na nią aż tak drastycznie wpłynąć. Nie chodzi jedynie o nabytą wiedzę czy doświadczenia. Cała kwestia spoczywa na osobach, z którymi miała styczność. Nie mam tu na myśli siebie - choć miałem na nią pewien wpływ, to z pewnością nie aż tak potężny! - lecz bardziej jej rodziców: wartościowych, znanych w okolicy, poważanych, na dobrych, ważnych stanowiskach.

Dodajmy do tego "grzechy przeszłości", czyli grzebanie w jej rzeczach, wyrzucanie cennych dla niej przedmiotów, czytanie listów i negowanie zainteresowania Harrym Potterem, mangą  i tego typu " japońskimi pierdołami". Wiem, że mój 4 lata młodszy kuzyn też nie miał w dzieciństwie lekko, ale wujek i ciotka, w porównaniu z państwem X, to mały kaliber! Dyscyplina - jak najbardziej. Ale dyktatura rodzicielska to już gruba przesada.

Ponoć już jest lepiej, rodzice nieco zmienili spojrzenia na różne sprawy i dali jej wolność choćby w chodzeniu do kościoła, ale ja nie jestem do końca przekonany.

Ech...sam już nie wiem co mam robić. Czy w ogóle jest sens bronić innych i "brać na siebie" cały syf? Nie jestem wzorem dla naśladowania, mogę jedynie mówić, ostrzegać, doradzać, choć na boku dalej ciągnę po swojemu. Co dalej, mój Losie?

Co jeszcze przyszykujesz, nim wreszcie pozwolisz mi wcielić mój plan w życie?







 


Fides et ratio - naukowo o moralności 2016-01-30

Nauka vs. Moralność

No, to teraz, po wczorajszym gorszym dniu możemy wreszcie powrócić do dyskusji. Tym bardziej, że jest o czym pisać.
Co nam mówi "normalna" moralność? Seks tylko między kobietą i mężczyzną, małżeństwa tylko mieszane, masturbacja jest zwykłym aktem przeciwko zdrowemu sumieniu...Tak przecież księża mówią z ambony. Tak myśli "zdrowy" katolik. Bo nie liczy się człowieczeństwo, ważniejsze jest od tego to, co jest miłe dla Boga, co Jemu się podoba.

- Jesteś gejem, czujesz naturalny pociąg do facetów? Jak śmiesz zatem chodzić do kościoła, ty cudzołożniku! Jak im prawem się modlisz, skoro Bóg potępia takich zwyrodnialców jak ty?! Tfu, homosie zawszone! Pieprzą się po krzakach i jeszcze chcą się żenić, bezwstydnicy!


Co odpowie nam na to nauka? Ano, że może nie do końca homoseksualizm jest zależny od człowieka, albowiem jest szansa, że za wszystkim stoją geny. Tak mówiła nam babka od biologii, to też zostało częściowo potwierdzone przez poniższe artykuły, z którymi zachęcam się zapoznać. Oczywiście, jak wynika z wielu badań nie można skojarzyć  występowania specyficznego znaku na kobiecym chromosomie X z orientacją seksualną. Nie można też potwierdzić, czy mamy taki gen od urodzenia czy też zaczyna się on kształtować w ciągu dorastania. Nie jesteśmy w stanie jasno zdefiniować homoseksualizmu jako choroby. Cały badany przypadek jest zbiorem wielu teorii, opartych na nieprecyzyjnych badaniach. Nie widzimy wszystkiego, ale również dlatego, że nie zastanawiamy się na co dzień nad tym problemem. Nie czytamy, nie szukamy informacji. Po prostu wydaje nam się to albo dziwne i niezrozumiałe albo naturalne i akceptowalne. Zaczynamy bronić poglądów, "czci wiary", dobra instytucji rodziny itd.
A jednak naszej ignoranckiej postawie nieraz towarzyszy jad i nienawiść, opluwanie "innych", niż my. O ile w przypadku np. pedofilii czy zoofilii można mówić o wynaturzeniu (choć i tu należy postawić znak zapytania nad chorobą), to równie mocno krytykujemy "odmieńców". I wbrew nakazom Jezusa nie poprzestajemy na potępianiu czynów.

- O, nie. Nam to nie wystarczy. My musimy się żreć, bo my musimy zrównać z błotem każdego bezbożnika! - powiedziała babcia, po czym poszła z koleżankami obgadywać sąsiadów.

Hipokryzja, nie?

Z drugiej strony, zezwolenie na małżeństwa dla homoseksualistów dałoby im prawo pretensji do umożliwienia im również adopcji. Skoro są legalnym małżeństwem, to czemu nie mogą założyć rodziny? Dziecko przecież powinno być wychowywane pod nadzorem, choć przy otwartej furtce na świat, aby wierzyło w kogo tylko chce, spotykało się z kimkolwiek chce i kierowało się tym, co dla niego najistotniejsze. Jednak wszystko to pod warunkiem zdroworozsądkowego wychowania, które nauczy go
najprzydatniejszej umiejętności na świecie: myślenia.

No, to inny przykład. Masturbacja.

- Plugastwo, grzech, nieczystość, samogwałt, obraza piękna współżycia!!!!

Tyle moralność. Moralność zawsze pluje. Nauka odpowie ci inaczej [patrz: artykuły od nr 5 oraz poniższy filmik]. Koniec końców argumentacja przemawia na korzyść "grzesznego" procederu. Można się uzależnić, jasne. Ale dzisiaj od wszystkiego można się uzależnić, nawet od modlitwy (a bywają przypadki, w których ludzie przedkładają spotkanie z Bogiem nad wspólną niedzielną wycieczkę z całą rodziną).

- Ale to się Jemu podoba! On chce mojej obecności, mojej modlitwy!

No i fajnie, ekstra. Ale nawet On by ci powiedział: "Stefcia, nie dość już się namodliłaś? Może byś wróciła do rodziny, zamiast ślęczeć na kolanach kolejną godzinę?".

Wracając do tematu: masturbacja, jak widać, niesie przede wszystkim pozytywy. Ale dlaczego chcemy się rozwodzić nad Opatrznością w tak błahym wypadku jak onanizm? Traktujemy ją nieraz zupełnie tak, jakby niosła z sobą samego Lucyfera.
Ech, ludzie...Jak chcecie się dopatrywać w takich pierdółkach diabła, to polecam zacząć szukać we własnym lustrze. Często chcemy bowiem siłą wydrzeć z kogoś drzazgę, nie widząc belki we własnym sercu.

To tylko dwa przykłady. Myślę jednak, że w zupełności wystarczą one do zastanowienia się, czy w każdym momencie możemy być zaufanymi obrońcami moralności? Czasem to tylko takie KOD-owe szczekanie, czasem faktycznie musimy warczeć w obronie lepszych idei.

Jednak przy całej wierze i sumieniu musimy mieć na względzie inne prawa, kierujące tym światem. Fizyka, chemia i biologia to główne siły napędowe tak flory jak i fauny. Zarówno dla łąkowej stokrotki jak i rozwiniętego umysłowo człowieka są one podstawowymi racjami bytu. Bez nich nie byłoby mnóstwa innych liczących się dziś dziedzin, bez nich nie poznawalibyśmy ich zasad ani nie rozwijalibyśmy własnych!
Dlatego właśnie tak ważne jest umiejętne połączenie  dwóch komplementarnych czynników: fides et ratio - wiara i rozum.

Zostawiam was z bardziej naukowym podejściem do zagadnień. Życzę owocnej lektury i kilku dłuższych chwil owocnej refleksji.

I pamiętaj, drogi czytelniku: jesteś człowiekiem, a nie marionetką religii, sekt czy jakichś większych istot pozaziemskich. Sam stanowisz swój los, bez względu na wszystko.

Pomocne źródła:
1) http://www.nauklove.pl/czy-istnieje-gen-homoseksualizmu/
2) http://www.homoseksualizm.edu.pl/index.php/co-mowi-nauka/homoseksualizm-geneza/173-homoseksualizm-jako-predyspozycja-wrodzona-teoria-biologiczna
3) http://www.biotechnolog.pl/czy-geny-wplywaja-na-orientacje-seksualna
4) http://neuroskoki.pl/homoseksualizm-wrodzony-czy-nabyty/
5) http://zdrowie.gazeta.pl/Zdrowie/1,105817,15157827,Masturbacja_dla_zdrowia_i_przyjemnosci_.html
6) http://www.poradnikzdrowie.pl/seks/sztuka-kochania/masturbacja-nie-jest-zla-prawdy-i-mity-o-onanizmie_35872.html
7) http://www.facetemjestem.pl/masturbacja-vs-religijnosc-i-orientacja-seksualna/







Płonący Wąż 2016-01-23

"Chcę być dobry, o tym wiem,
Ale we mnie jeszcze płonie gniew"


Miałem dość dziwny sen. Wczoraj widziałem, że Karolina jest na gg. Normalna sprawa, zwykle piszemy przez Facebooka, postanowiłem więc się nie wtrącać, nie rozpisywać z nią zbytnio, odsunąć się aż do rana, aż płomień wygaśnie.
Jednak dziś rano jestem jeszcze bardziej niespokojny. Wszystko przez sen. Dopiero wstałem, więc beż śniadania ani porannej toalety musiałem szybko go opisać.
We śnie pisałem z Karoliną na gg. Byłem nieco wzburzony, jak to u mnie bywa w chwilach niepojętej zazdrości. W końcu odszedłem od kompa i wyjąłem gazetę.Zacząłem po niej się kreślić o tym, że mam już dość itd. Zacząłem wyrażać swą wściekłość, furię, gniew i nienawiść. Cały płonąłem. Do gazety dołączona była jakaś szmaciana lalka, więc przelałem w nią wszystko, co najgorsze i wysłałem do Karoliny w tajemnicy, aby przesiąknęła moją wściekłością.Lalka napełniona była również czymś innym, jakąś małą iskierką czegoś pozytywnego, ale stanowiło to zaledwie ok 1% całości.
Sen dziwny, nadal serce mi się ściska. Dziwne uczucie.Na wpół lekkie wzburzenie agresji, na wpół dziwne drżenie.Jakbym dopiero co się wypalił potężnym płomieniem i jeszcze dobrze nie ostygł.

Nie rozumiem tego, co wyprawia moja mentalność. Raz na dłuższy czas potrzebuję wieczora smutku, by przy smutniejszej muzyce drogą optyczno-nosową wycisnąć z siebie to przykre uczucie. Ale niekiedy zamiast smutku czuję gniew. Czasem następuje to bezpośrednio przed chwilowym dołem, ale zawsze mój płomień zaczyna jarzyć się od zazdrości.I to całkiem niepojętej!

Czy mam prawo zazdrościć, gdy bliska mi osoba pisze z kimś innym, przy okazji dzieląc czas również ze mną? Czy miałem prawo niegdyś niemal histerycznie się wściekać z błahych powodów, przywiązywać do siebie wszystkich bliskich, jakby ich wyjazd, wiążący się z brakiem kontaktu przez jakiś czas, był dla mnie udręką? Czy miałem prawo perfidnie udawać różne stany, niecnie wpływać na najbliższych, by dostać pożądane przeze mnie uczucie boleści, cierpienia, troski i niekiedy poczucia winy?

Nie.I tak, jak przy jasnym umyśle wydaje mi się to głupie, o tyle moja zazdrość nieraz objawia się jako poważne utrapienie. Zarówno dla mnie jak i pokrewnych dusz.

Irracjonalność, głupota, w zasadzie nie ma co robić problemu. Przecież nie mogę być jedynym znajomym osoby, która i tak najbardziej ceni sobie kontakt ze mną. Wg Karoliny jestem przecież "najgorszą i najlepszą znajomością, jaka kiedykolwiek jej się przydarzyła".

Nie mniej moje mentalne palenisko działa wg reguły Pawłowa.Wystarczy jeden sygnał, by mała iskierka w sekundę roznieciła potężny płomień.

Pernelle, jak sama przyznała, czuła się niekiedy osaczona i przywiązana, niczym książę Rilian w "Srebrnym Krześle" (czwartym tomie podań narnijskich). Między innymi z tego powodu miewaliśmy przeróżne kryzysy.Teraz jest w miarę normalnie, spokojnie.Co było, minęło. Aczkolwiek mój sen i sytuacja z wczoraj pokazują, że nie zmieniłem się w przynajmniej jednym aspekcie.

Ogień był, jest i najwyraźniej do ostatniego oddechu będzie mi towarzyszył. A po ziemskim życiu czeka mnie wieczna kąpiel w jego prawdziwych "wodach", kilka tysięcy metrów pod ziemią.

Tylko czemu towarzyszy mu ta pieprzona zazdrość? Ech...gdybym miał prawdziwą dziewczynę, nie miałaby ze mną lekko. Tym bardziej, że pewna znajoma nauczyła mnie jak doskonale grać i wymuszać pewne zachowania od drugiej strony, co miało swe zastosowanie przy objawach mojej zazdrości.

O, tak. Potrafię być dwulicowy, perfidny, myśleć jedynie o swoich pobudkach, o swoich potrzebach.

Może zamiast Lwa w zodiaku powinienem mieć Węża? Choć taki symbol nie istnieje, to z pewnością dużo bardziej pasowałby mi dwugłowy wąż.







Definicja dobrego małżeństwa 2016-01-19

Jak się żenić, to tylko raz!

Brawo, księże Natanku! OTÓŻ TO!

Tak.Przyklaskuję Natankowi. A to z tego względu, że w końcu walnął z ambony mocną rakietą typu V-2, wycelowaną w małżeństwa.
Och, ileż to ja o tym pisałem...Ile się rozwodziłem...Wystarczyło jedno, ciężkie kazanie, by oddać wszystkie moje wpisy "miłosne" w jednej wypowiedzi!
Zaczyna się w klubach, jak zwykle. Podbijanie, szuru-buru, giętki język, złote usta i jedziemy z tematem...A potem się, kurwa, żenią, dla pokazówki, żeby dziecko wychowywało się w normalnej rodzinie...Jak ja GARDZĘ takimi ludźmi!
Miłość to przecież piękno! To zrozumienie, współdzielenie trudów codziennego życia! Wzajemna pomoc, czasem mniejsze bądź większe sprzeczki. W czasie małżeństwa na jaw wychodzi wiele ciężkich tematów, uczymy się siebie jeszcze bardziej. Ale w dzisiejszych czasach coraz częściej słyszy się o rozwodach.Niestety, te spowodowane przemocą i patologią w rodzinie nie należą do najczęstszych.
A o co idzie zazwyczaj? O "różnice charakterów". Bo nagle nie umiem się z małżonkiem dogadać, bo już nie ma tej "chemii", co na początku, bo nagle mi się znudziło.
A ja się ciebie pytam, bezmózgi hipokryto:  To po coś się, kurwa, żenił?! Po coś za niego wychodziła?!
I się zaczyna...szukanie "zastępstw", "dobrych przyjaciół" [czytaj: kochanków], nagle wszystko się sypie, choć jeszcze kilka lat temu wszystko było ok.
Wiecie, o czym to świadczy? Mówi nam to, że dana para nie ma zasad, nie jest silna w postanowieniach, nie posiada żadnych wartości, odpowiednich do stworzenia normalnej rodziny! Para, która małżeństwo kojarzy TYLKO i wyłącznie z piękną ceremonią ślubu!
Nie zawsze będzie dobrze.Będą kłótnie, przyjdą gorsze dni, zwątpienie. Ale takie jest życie! I mimo wszystko trzeba żyć dalej, trzeba się starać przejść kryzys. Moi rodzice są przykładem, że jednak można. Bo chcieli. Bo mieli zapał. Bo mimo wszystko się  prawdziwie kochają. I w tym tkwi wasz problem, wy "miłostkowe podlotki"!
Wszystko przychodzi wam na raz, już po roku-dwóch się żenicie (czasem szybciej), już pragniecie być legalnym małżeństwem, choć i tak się wcześniej pierdolicie po kątach. To ostanie złe nie jest, bo faktycznie przyda się obeznanie w... nie, moment, wróć.
To też nie jest dobre!  Jeśli kogoś naprawdę kochasz, to nauczysz się z nim żyć i razem dopasujecie nawet sprawy łóżkowe! A wy co? Od razu spodziewacie się fajerwerków, czekacie na oklaski, jakieś fascynujące uniesienia...Kurwa, czy tylko tym jest seks? Czy chodzi o to, żeby tylko MI było dobrze? Czy nie staram się może zbyt mocno uczynić z siebie mega kochanka, który doskonale "posuwa"? Czy tylko tego się spodziewacie i gdyby seks był żenadą, to wszystko znika?
Co to ma być, ja się pytam?! Gdzie jest dyscyplina, przywiązanie, relacje znane czasom mojego śp. dziadka?
Co się teraz, kurwa, dzieje? I czemu jest mi z tym aż tak źle? Czemu chcę o tym mówić, ", nawracać", szerzyć definicję dobrej miłości?

- No właśnie! Ty się zamknij, bo akurat nie jesteś żadnym autorytetem! Phi, 20-latek, który od końcówki gimnazjum się masturbuje i nigdy nie miał dziewczyny ma NAS pouczać, jak jakiś dziadyga w sutannie? Tfu! Co za bezczelność!

Nie. To ty się zamkniesz. Bo choć nie jestem bez grzechu, choć to wszystko jest prawdą, choć z własnej słabości i poddaństwa żyję w nałogu, to jednak mam coś konkretnego do powiedzenia tym, którzy zamierzają osiągnąć coś więcej, niż ja. Kieruję te słowa do tych, którzy chcą zrobić pierwszy krok w stronę, w którą ja nigdy nie będę podążał, o którą wciąż z samym sobą się kłócę.

Och, wy wszyscy, którzy macie miłość, a jej nie doceniacie...jak głupim trzeba być, aby ją stracić? Aby wszystko zniszczyć, nie pielęgnując tego, co dobre? Tęsknię do niej.Myślę o niej.
Rozum mówi: "Przestań, miłość to słabość, ona przecież nas wyniszcza, odsłania na ataki! Nie można kochać, rzuć to!"
Moje serce wyje z bólu, świadome swojej pustki i beznadziejności.Bo brakuje mi tego uczucia.Na siłę pakuję w siebie kolejne filmiki erotyczne, odtwarzam po raz n-ty wszystkie "ulubione".
One muszą mi wystarczyć, ja nie jestem godzien niczego więcej.Potrzebuję swoich krat, w pewnym sensie na nie zasłużyłem swoją pychą, arogancją, skrytym egoizmem. Dlatego właśnie wołam do was, którzy cieszycie się wolnością: Nie idźcie tą drogą, opamiętajcie się, każdego dnia dbajcie o wasze cenne serca!
Żyjcie w miłości tak, jak ja nigdy nie będę w stanie.







7 Przykazań Blogowicza 2016-01-18

 


Od blogera dla blogerów

Słuchajcie, słuchajcie, aspirujący blogerzy! Pojawia się was coraz więcej, piszecie o wszystkim i o niczym.Żalicie się, chwalicie, dzielicie przemyśleniami.Dziś postanowiłem wyjść wam , robaczki wy moje,  z pomocną dłonią i udzielić kilku cennych porad.Pomogą wam one doprecyzować techniczną stronę waszych wpisów.Wiem, że przynajmniej jedna osoba wykorzysta je mądrze, zatem bez zbędnej zwłoki zabieram się do pisania!

1. Pisz poprawną polszczyzną i nie "dyslektykuj" mi tu!


Tak, to jest podstawa.I nawet, gdy macie już tę pieprzoną dysleksję, to i tak nie usprawiedliwia was to, by sadzić byki! Na krew Wyższych Elfów, przecież jest tyle sposobów sprawdzania pisowni! Słownik języka polskiego na internecie, podkreślnik błędów w Wordzie i innych programach do edycji tekstu, że już nawet o książkach nie wspomnę! Chcecie, żeby was się dobrze czytało? Więc przy każdej wątpliwości googlujcie właściwe zapisy, a w razie dysleksji piszcie w dobrym programie tekstowym.To znacznie ułatwia życie waszym odbiorcom! A, no i dużo czytajcie.Dzięki temu podłapiecie wiele nowych słów, a poprawny zapis graficznie wryje się wam w pamięć!
Natomiast ci, którzy wymawiają się i obrażają, "bo jestem dyslektykiem", mówię wprost: WON Z BLOGOSFERY!


2. Między Bogiem a prawdą, to w każdym bądź razie...

Poprawność dotyczy nie tylko poszczególnych słów, ale również zwrotów.No właśnie, misie kochane.Ile to już się rozmnożyło błędnych form? Czy w ogóle jesteśmy zainteresowani ich właściwym kształtem? Jeśli nie, to radzę zacząć oglądać proste filmiki na YT, robione przez znawców tematu.Radosław Kotarski i Tomasz Kammel nagrali kilka filmów o kilku najczęściej popełnianych błędach, a Paulina z kanału MówiącInaczej co jakiś czas daje nam nowe porady językowe - w końcu dziewczyna bryluje w języku polskim!
A poniżej macie jedynie namiastkę błędnych wyrażeń.

Między Bogiem a prawdą - ŹLE!
Bogiem a prawdą - DOBRZE!

Brać coś na tapetę - ŹLE!
Brać coś na tapet - DOBRZE!
(tapet to stół sędziego, na którym wyłożone są wszystkie rozprawy; stąd powiedzenie)

W każdym bądź razie - ŹLE!
W każdym razie - DOBRZE!
Bądź co bądź - DOBRZE!

Inna sprawa to oczywiście zapisy typu "jak by" i "jakby", rozróżnianie "przynajmniej" od "bynajmniej", użytkowanie "ilości" oraz "liczby", czy kultowe już pleonazmy , typu "spadać w dół", "poprawiać się na lepsze", "dzień dzisiejszy", czy "kartka papieru".


3. Jedna czcionka, równy odstęp


Proponuję nie szaleć z doborem dużych liter.Najlepiej czyta się notki uporządkowane małym, ale czytelnym pismem.Jeśli poczujecie potrzebę, możecie podkreślać, pogrubiać, używać inne kolory.Ale zabiegi te mają mieć jeden cel: urozmaicenie i wzmocnienie niektórych treści przekazu.
Ponadto należy pamiętać o szkolnym podejściu do zapisu, czyli ukochane akapity.Starajcie się izolować poszczególne części kolejnymi odstępami.Najlepiej tekst sporządzać w Wordzie, Wordpadzie czy innym programie, bo pisanie wprost w polu tekstu często przynosi zgubne skutki.
Pamiętać: CTRL+A, CTRL+C, CTRL+V!
Przerwy należą się również budowom zdań.Jeśli znak interpunkcyjny, to spacja po jego użyciu! Jak nawias, to pierwsze i ostatnie słowa "przyklejamy" do łuków, jak strzałę do cięciwy!
Aha, jeszcze coś: Nieumiejętne wklejanie tekstów, cytatów i tego sortu ścian tekstu, bez odpowiedniej edycji, skutkuje publiczną pogardą.

4. Króciutkie zapiski do pamiętniczka

Boże, widzisz i nie grzmisz! Jak będziecie tak "skraciać wszyściutkie wyraziki, to blogowiunie mogą nie traktować was poważniutko! Za dużo cukrzyku nigdy nie jest w porządeczku, nawet w układanku tekścików!"
Panimajetie, tawariszczi? Następna taka "cukrowinka" będzie pierwszym "kandydacikiem" do "wywoziku na Syberyjkę"!

5.Nie daj się ponieść emocjom!

To cholernie ważne, by panować nad sobą w trakcie pisania.Przyczyna jest prosta: często załamana dziewczyna ze łzami w oczach pisze o kolejnym rozczarowaniu i złamanym sercu.Takie wpisy też są dobre, choć za chwilę poruszę jeszcze istotniejszą kwestię.Chodzi mi o to, by nie powstawały zdania wielokrotnie złożone, typu:

"Bo on mnie zostawil, jak on mógł??! przecież go kochała,m a on mi odwinął takie coś, czemu mężczyźni to takie sukinsyny,,,nienawidzę życia, idę isę pociiać!!!!!"

Każdy za młodu miał swoje dylematy miłosne, każdy przeżył choć jedną bolesną chwilę.Ale jeśli chcecie o tym napisać, wyrzucić to z siebie, to najlepiej napisać taki tekst, ale wstrzymać się ze wstawieniem.Gdy serce wznowi normalny rytm, a świadomość wytrzeźwieje, możecie zabrać się za edycję, korekty i dopieszczanie wpisu.Uwierzcie mi, to znacznie poprawi odbiór waszych emocji i sprawi, że więcej osób będzie wam współczuło, pomagało i takie tam.

6.Nowy rok, prawdziwy/a ty!

Nie udawaj.Nie kryj się za kimś, kim nie jesteś.Pisz otwarcie, używaj swojego słownictwa.Bądź szczery w każdym przekazie, pisz o tym, o czym chcesz.Ustal własny tor, skonkretyzuj CZYM ma być twój blog.Pamiętnik? Przemyślenia? Recenzje? Tablica twórczości? Projekt szkolny? Może wszystko po trochu?
Ważne jest, abyś tak jak ja łączył/a  wszystko w sprawną całość i nie miksowała zbyt wielu gatunków.To twoje okno na cyberświat.Na jego cyfrowym szkle rysujesz odbicie samego siebie.Rób to z pasji, szczerze, prawdziwie.Nie zmuszaj się, nie pisz na siłę, nie wymagaj od siebie czegoś, na co nie masz ochoty.Blog to lustro, w którym być może za parę lat, jeśli wytrwasz, prześledzisz swoje stare odbicia, powspominasz upadki, wzloty, chwile szczęścia i te bolesne.

7. Porady dla recenzentów:


Jeśli chcesz polecić coś czytelnikom, nie baw się w upychanie wszelkich możliwych szczegółów na temat autora filmu, producenta gier, czy (nie)znanego pisarza.
Mówisz o grze? Wspomnij gatunek, firmę, krótko opisz czy jest to produkcja AAA, indie, czy Bóg wie jeszcze jaka, czy jest kontynuacją itd.Postaraj się rozpisać możliwie nad każdym szczegółem: muzyka, grafika, fabuła i aspekty techniczne.Wspomnij o ciekawostkach mechaniki, aspektach, które sprawiły ci przyjemność oraz tych, które deprymowały.Nie musisz bawić się w próżne cyferki przy skali oceniania.Czytelnik chce wiedzieć o grze jak najwięcej, ale niespecjalnie kieruje się numerkiem.
Piszesz o filmie albo książce? Ta sama śpiewka.Tytuł, możliwie krótko o autorze (jeśli są jakieś ważniejsze informacje z jego twórczości) oraz opis gatunku literackiego.Fabuła, narracja, bohaterowie, opisy miejsc, klimat, a przy filmach również praca kamer, gra aktorska, zabiegi świateł i cieni wraz z wszystkimi tego typu kwestiami.To ma być TWOJA recenzja, TWOJA opinia.TY dzielisz się SWOIMI wrażeniami i masz pisać tak, by czytelnik nie tyle wiedział, o co chodzi, ile sam zechciał zapoznać się bliżej.Pamiętaj: nie sil się na sztuczną powagę dziennikarską.Kieruj się tylko swoim stylem!

I to by było na tyle! Na koniec doradzam, byście zawsze po wstawieniu notki przeczytali nowy wpis.W razie czego poprawicie wszystko w mgnieniu oka.Stosujcie się do tych porad, a możecie zajść daleko.Pamiętajcie jednak, by olać hejterów i cenić konstruktywnych krytyków, którzy wskazują: "to jest dobrze, to źle, tamto popraw w taki sposób, bo to i to". Właśnie tacy ludzie kształtują wasz warsztat!
Życzę powodzenia w prowadzeniu bloga, a zainteresowanych odsyłam do poniższych linków lub na http://www.cdaction.pl/artykul-43773-1/akademia-cd-action-sciezka-grammar-nazi-poznaj-swoich-wrogow.html

P.S. A w razie chęci możecie sami zgłaszać się do mnie po jakieś wskazówki.Z miłą chęcią wspomogę wszystkich, którzy faktycznie coś chcą osiągnąć.Nie będzie łatwo, czasem padnie surowa krytyka, lecz dostaniecie przy tym wielką motywację z konstruktywnym podejściem! Z resztą Czarna30 już coś o tym wie ;)


EDIT: Nikt nie jest idealny i każdy z was, tak jak ja, będzie popełniać błędy, których czasem nie zauważycie.Mimo to nadal kierujcie się tym, co wypisałem powyżej, a gwarantuję wam znacznie lepszą formę warsztatu.I najważniejsze: nie zwracajcie uwagi na przesadne czepianie się.Malkontenci są wszędzie ;)

















Jedyna sprawiedliwość 2016-01-16

Na początek krótka historyjka.

Knight of The Old Republic, planeta Manaan.Sunry, przyjaciel Joliego Bindo, jednego z  moich towarzyszy, został oskarżony o morderstwo emisariuszki Sithów w hotelu.Zarząd planety podtrzymywał neutralność i pozwalał funkcjonować wrogo nastawionym do siebie frakcjom.Jako, że Sunry był bohaterem wojennnym Republiki, wyrok skazujący obciążyłby również naszych sojuszników, którzy obarczeni embargiem na cenny leczniczy surowiec byliby skazani na pewną porażkę w wielkiej wojnie.
Przesłuchanie dwóch świadków przyniosło rezultaty.Jeden pod wpływem Mocy zdradził, że zamordowana dziewczyna była Mrocznym Jedi i szpiegiem Sithów, zaś drugi przyznał się do podłożenia ofierze skradzionego medalu Republiki, własności oskarżonego.
Elora potwiedziła romans męża, z którym to procederem nasz gagatek obiecał skończyć, z kolei właściciel hotelu wyjawił swoją wersję wydarzeń: gdy dziewczyna wynajmowała pokój nasz Sunry był u niej nader częstym gościem.W dzień jej morderstwa usłyszano strzał, a po chwili domniemanego mordercę, wybiegającego z pokoju denatki.
Jakby tego było mało jakiś tajemniczy jegomość zdradził, że to grubsza sprawa, niż się wydaje i doradził przeszukanie ambasad Republiki oraz Sithów.O ile w tej drugiej oględziny nie wniosły niczego wartościowego, o tyle w systemie Republiki trafiło się nagranie morderstwa.Sunry był winien jak cholera!
Konfrontacja dowodów przed oskarżonym dała jasny obraz sytuacji: starszy jegomość dał się zwieść młodej i atrakcyjnej kobiecie.Z czasem jego żona się dowiedziała, obiecał jej z tym skończyć i prosił o wybaczenie.Zdrowo się jednak wkurzył, gdy dowiedział się, że jego kochankę bardziej interesują informacje, niż gorące uczucie.W swojej głupocie, nie zważając na konsekwencje, Sunry zastrzelił Elassę podczas jej snu, po czym wybiegł z hotelu i o wszystkim powiedział szpiegom Republiki.Oni już wiedzieli jak zatrzeć ślady i "zabezbieczyć" wszelkie urządzenia nagrywajace.
Sithowie jednak uprzednio opłacili jednego ze świadków, by wcisnął do łapy dziewczyny medal ewidentnie wskazujący na jej zabójcę.
I tak rozpoczyna się Proces Stulecia.W swojej karierze rycerza Jedi miałem już okazję rozwikłać zagadkę jednego morderstwa, by dojść do nieszablonowego, ciekawego rozwiązania.Tutaj jednak nie mogłem ukarać winnego!
Jeśli odpowiednio pokieruję dysputą w czasie rozprawy mój klient może zostać uniewinniony, skazany na śmierć lub posadzony za kratki na 20 lat.W dwóch ostatnich przypadkach Republika również zostanie ukarana - w końcu zabójstwa dokonał bohater wojenny, który na swoim koncie ma już niejednego Sitha, a prawo Selkarów jest jasne: neutralność ponad wszystko, równość dla każdej ze stron.
Co ciekawe gra najbardziej zapunktowała uniewinnienie - 500 punktów doświadczenia, ukaranie Sithów embargiem oraz zmniejszenie cen u handlarzy dla mnie i całej Republiki.I nie bardzo mi się to podobało!

Opisałem wam tę historię, by poddać nas rozmyślaniom: czy dla większych celów może zostać "zapomniana" każda wina? Czy mniejszym złem będzie uniewinnienie zimnego mordercy, by ratować dobro całej nacji? Czy jesteśmy w stanie patrzeć w lustro, gdy sytuacja zmusza nas do zdecydowania wbrew sobie?

Sprawiedliwość ponad wszystko? Chciałoby się zadziałać harmonijnie - zachować twarz całości i ukarać winowajcę, pomimo napiętej polityki.Neutralność daje największe ryzyko - nie tylko ma się przeciw sobie wszystkie strony konfliktu, lecz przede wszystkim prawo nie działa sprawiedliwie, obarczając ogół za czyny jednostki.

Wojna...ona zawsze jest równa i przy okazji niesprawiedliwa.

Równa, bo po dupie dostają wszyscy: mężczyźni, kobiety i dzieci.Starzy i młodzi.Prości ludzie i wykształcone "ważniaki".Każdy za decyzję władz musi zapłacić życiem: swoim lub kogoś bliskiego.A jeśli już się wycwanisz, to każdy kolejny dzień będzie obfitował w paniczny strach o przetrwanie.Naloty, przemarsze wojsk, okupacje, łapanki, wywózki do obozów pracy bądź koncentracyjnych.W jedną chwilę tracisz wygody i codzienność: dom, pracę, książki, ulubione szklanki i porcelany...Wszystko idzie się walić.
Pomyślałbyś, że ty niczemu nie jesteś winien, niczym nie uchybił twój partner, dziecko, rodzice,  przyjaciele...Nie popełnili aż tak ciężkich grzechów, by teraz równie mocno pokutować, a jednak tak się dzieje.
To jest właśnie równość.To jest prawo i sprawiedliwość.To jedyna słuszna władza - dogodzić się wszystkim nie da, więc niech wszyscy cierpią.

Ponoć Bóg jest najwyższym i nieomylnym sędzią.Patrząc na to, co się dzieje na świecie, śmiem wątpić czy i On zdołałby znaleźć dla każdego sprawiedliwe rozwiązanie każdej kwestii.


Wierny jak pies 2016-01-14

Ks. Twardowski, Czekanie

Popatrz na psa uwiązanego przed sklepem
o swym panu myśli
i rwie się do niego
na dwóch łapach czeka
pan dla niego podwórzem łąką lasem domem
oczami za nim biegnie
i tęskni ogonem
pocałuj go w łapę
bo uczy jak na Boga czekać

Podczas wtorkowej kolędy całe 5 minut przegadaliśmy z księdzem o psach.Wówczas to duchowny przytoczył powyższy wiersz i tak sobie myślę...coś w tym musi być.

Bąbelek - mały, rezolutny maltańczyk, mieszkający z nami już bodajże od 2-3 lat.Gdy w domu nie ma jego ukochanego pana, pies nudzi się, łazi za pozostałymi domownikami do kuchni albo najczęściej śpi.Ale co się dzieje, gdy ojciec wraca z pracy...szaleństwo, radość, euforia! Ogon lata w tę i na zad.Jak coś jeść, to tylko na spółkę z psem.Jak się bawić, to tylko w rzucanie mu piłki z późniejszą gonitwą po "dużym" pokoju (bo raz capniętej rzeczy, nigdy nie odda po dobroci).
A jak jest między Bogiem a człowiekiem? Teoretycznie powinniśmy się cieszyć z modlitw, szaleć z ekscytacji po wejściu do kościoła, a psalmy powinny być wyśpiewywane z nieukrywaną przyjemnością, bez zwracania uwagi na czystość naszego głosu.
Czy tak jest? Owszem, choć u bardzo małej grupki osób.
Co więc się takiego stało, że nie pałamy radością pierwszych chrześcijan, którzy to z radością byli gotowi nawet oddać życie za swoją wiarę? Czy podążanie za Bogiem to na pewno manipulacja duchowieństwa, któremu chodzi tylko o kasę?
Kogo chcemy wyznawać? Boga czy Kościół?
Jeśli wierzysz w istnienie Nieba i wszystkiego, co wieczne, to doczesna instytucja nie powinna w niczym przeszkadzać.Ty praktykujesz,ty chodzisz do komunii świętej, modlisz się w domu i na nabożeństwach.Przy konfesjonale to Bóg cię rozgrzesza, nie ksiądz.Kapłan nie musi być utalentowanym kaznodzieją, czasem zdarzą się nieco surowsi, ale co z tego? Już po wszystkim, znów masz łaskę uświęcającą, znów się możesz cieszyć!
Nie wszyscy są dobrzy.Pedofilia, nadmierne bogacenie się, pycha...Ale czy można oceniać ogół na podstawie pewnej jego części? Tak się dzieje, tak już jakoś się przyjęło, lecz jest to zachowanie niewłaściwe.To, że jeden ksiądz ujawnił swoją orientację seksualną nie udowadnia, że wszyscy są gejami.To samo z każdym innym zarzutem.
Zdaję sobie sprawę ze swoich grzechów.Jestem świadom swojej postawy wobec Boga, być może niesłusznej.Jednak dziwię się tym, którzy chcą praktykować, wyznawać poglądy chrześcijańskie, a nie rozumieją tak prostych spraw, o których wspomniałem wyżej!
Nie chcę moralizować, nie będę wywyższać się ponad "śmiertelnych grzeszników". Może jednak mój wpis zaburzy bierność choć jednej osoby? Może choć jeden/jedna z was poważnie się zastanowi, zanim dalej się będzie "obrażać" na cały Kościół?
Rozumiem, że ktoś może mieć takie, a nie inne zdanie na podstawie jakichś zranień, przykrych doświadczeń.Ale, na litość boską, czas żyć dalej, otrząsnąć się i zacząć myśleć "po ludzku".


Filozofia domowego gimbusa 2016-01-12

Kolęda...Nie mogło być normalnie!

A to wszystko przez brata! On jest niereformowalny!

Wyobraźcie sobie! Ze względu na radykalny pogląd wolnej woli od Boga chce siedzieć w  swoim pokoju w czasie kolędy.Niestety, rodzice nie wyrażają na to zgody.Bo przecież to głupio tak, a księdza przyjąć chcemy wszyscy, tylko nie brat.Jako, że Patryk nie chce nigdzie wychodzić, więc znów nastała kłótnia.On nie rozumie, że trzeba uszanować wizytę duszpasterską!
Nie chodzić do kościoła - ok.Nie modlić się, mieć wyrąbane na duchowość - pewnie.Ale przecież można przyjąć księdza na te 5 minut, pocałować ten "głupi" metalowy krzyż, odmówić modlitwę, choćby nawet okazując wyłącznie szacunek.
Ale nie, Patryk ma tak nasrane w głowie, tak się we wszystkim buntuje, że nie uszanuje nawet prośby rodziców, którzy ganiają za nim i idą mu na ręke we wszystkich sprawach.Cały dzień nic, tylko siedzi na kompie, od czasu do czasu się ucząc na egzaminy.Szkołę opuścił, zważywszy na niedyzpozycyjność nauczycieli przy indywidualnym nauczaniu.Mój braciak nie może mieć lekcji wcześniej, niż o 9:00.Rano zazwyczaj boli go brzuch, ze względu na zaburzenia jelita.To normalna dolegliwość, po prostu rano trzeba wcześniej wstać, unikać nabiału i udać się do toalety.To chyba dziedziczne w naszej rodzinie.
Ale nie.Brat musi swoje odstawiać.Niemal cały czas ślęczy przy kompie, prawie cały czas gada z kumplami, gdy zjawiają się na Team Speak'u.Śniadania i kolacyjki podawane mu są na tacy, bo samemu robi tylko drugie śniadania, dbając o odpowiednią ilość kilokalorii i białka.
W końcu doszło do ugody - ojciec bierze brata na przejażdżkę, gdzieś do sklepu i do babci.Księdza przyjmować będziemy tylko ja i mama, choć i to jest w ogóle cud.Po kłótni dostałem nakaz wygaszenia świateł, by nikt nie widział, że jesteśmy w domu.
Aby było zabawniej, po kilku minutach dostałem 2 x 5zł, żeby wymówić się kolędnikom nagłą chorobą babci, że niby wszyscy pojechali się nią opiekować.Boże, w jakim otoczeniu przyszło mi żyć!
W zasadzie wszystko byłoby normalnie - gdyby nie mój bezmózgi brat, który pozjadał wszystkie rozumy świata! W rozmowie z nim nie da się usiedzieć spokojnie, nie da się skonfrontować z nim racjonalnych argumentów!
Dziś na przykład gadaliśmy o jednej biednej kobiecinie, która od rana do wieczora zbiera puszki ze śmietników.Wg braciaka ta kobieta jest chora psychicznie i trzeba ją zabić, bo niesprawni i bezużyteczni ludzie zasługują jedynie na śmierć.Co więcej, w rozmowie o więzieniach również zaszczycił mnie przebłyskiem intelektu mówiąc, że kara dożywocia powinna się opierać albo na pracy albo na śmierci.Jak ktoś nie chce pracować, niech ginie.
Jak tylko słyszę jego wypowiedzi na tematy polityczne, religijne i społeczne, to  niedobrze mi się robi.Informatyzacja, komputeryzacja, głosujący na PiS to 100% katole, a każdy ksiądz to "jebany" pedofil.Nie muszę chyba komentować jego debilizmu!
Ledwie 3 lata młodszy, a taki wyszczekany...W tym roku osiągnie pełnoletność, a nadal siedzi w nim gimbus.Nawet mój młodzieńczy bunt od klasy szóśtej do początków gimnazjum nie wyglądał tak ostro! Ok, też były kłótnie, też niemało się nawrzeszczałem, ale w technikum złagodniałem.Dorosłem nawet emocjonalnie, w czym pomogła mi pewna osoba, dzięki której otrzepałem się ze szczenięcych westchnień!
Ja nie mam więcej słów do tego gnojka.Jak gadamy o grach czy jakichś pierdołach, to jest nawet znośny.Ale gdy tylko zaczyna filozofować o swoich poglądach, to...Argh!!!!
Przecież takich szkodliwych ludzi powinno się eksterminować na miejscu! Jezu Chryste, jak wielu jeszcze debilom pozwalasz chodzić po Ziemi i jak wiele jeszcze dyskusji przyjdzie mi z nimi przeprowadzić? :/


Przez bloga, o blogu i na blogu 2016-01-09

E-blogi...ach, ileż z nimi wspomnień!

Na początku było słowo, a słowo było u Poety i z Poetą było słowo.Mimo swojej lichej formy, słowo chciało się ujawnić.I tak nastały e-blogi, a Poeta wiedział, że to było dobre.

Zwi@dowca wzorem swojego kumpla ze szkoły, śp. Dawida, pragnął podzielić się z innymi swoją twórczością przez bloga.Szukał na wielu domenach, niestrudzenie przebierał wśród mnogich portali.Aż w oko wpadł mu szybki, łatwy i prosty w obsłudze serwer e-blogów.

I nastał wreszcie 6 czerwca, godzina 18 z hakiem, gdy Zwi@dowca poznał Kim."Nie wiedział, co go czeka, a to właśnie on miał wszystko odmienić". A zapał młodzieńczy był w nim jeszcze dziewiczy i dał się ponieść zbyt wielkim emocjom.Związek, który trwał do początków 2013 roku, mimo swojej kuriozalności i niewiadomym istnieniu przyniósł Poecie wiele zmian: pierwsze rozbicie sercowe, konflikt między Bogiem a człowieczeństwem, wstępne konszachty z Diabłem.

A Lucyfer był w nim silny! Podtrzymując w nałogu, zaczął burzyć młodą duszę i kierować Zwi@dowcę na autostradę do Piekieł.Jedno było pewne: uczucia i zaufanie stanęły pod znakiem zapytania.

Aż nadszedł dzień, gdy moc diabelska zaczęła w nim opadać, pochłaniając jestestwo Poety.Tak umarł Zwi@dowca.

I narodził się Elvenoor.Ten sam, który dziś patrzy przez pryzmat czasu, wspominając wszystko, co zapisał jego poprzednik.Lecz nadszedł czas to usunąć, uśmiercić siebie sprzed niedawna.Zapomnieć o tym rozbitym emocjonalnie dzieciaku.Odrodzić się w dojrzałej odrazie od wszelkich uczuć, do wypaczenia z propagandy miłości i wyzwolenia spod boskiej niewoli.Poeta wreszcie stał się wolny.Pogodził się z nałogiem.Pogodził się ze swoją kruchością.I dopiął swego!

Wiersze, przemyślenia, cały dorobek młodego blogowicza, aspirującego dziennikarza.Refleksje, poezja, recenzje,  ambicje, plany, emocje  żale i bóle - wszystkiego dorobił się samodzielnie, choć nie bez małej pomocy innych.Osiągnął poziom, w którym przyszło mu dzielić się wiedzą i poradami z małą blogerką, jeszcze raczkującą Czarną 30, dla której to jest niczym Obi Wan Kenobi dla młodego Luke'a Skywalkera w IV części "Gwiezdnych Wojen".

Blog był jest i już na zawsze będzie dla Elvenoora jego prywatnym sanktuarium, formą kontaktu ze światem.

- Kiedy piszesz coraz więcej, zaczynasz się wciągać.Kiedy się wciągasz, zostawiasz tu coraz więcej siebie - zwykł mawiać.

To e-blogi go ukształtowały, to e-blogi pozwoliły mu zaistnieć i pokazać siebie! To e-blogi nauczyły go wielu rzeczy, zaznajomiły z kilkoma innymi blogowiczami, dawały jego liryce i tekstom coraz lepszego wyglądu.Poeta naostrzył pióro, podkuł serce, przemył oczy i otworzył umysł.Nadal nie było idealnie, ale w końcu zaczęło to wyglądać naprawdę zacnie,

Tak Poeta Elvenoor dobrnął do chwili obecnej, by podzielić się kolejnym kęsem ze swojej mentalności.E-blogi to wspomnienia.

I aż szkoda patrzeć, jak upadają! Gdzie podział się polityczny syzyf, niegdyś lider w każdej topce? Jak długo jeszcze administracja zamierza spać spokojnie, pozwalając komercyjnym blogom mnożyć się w nieskończoność? Czemu dawny kontakt adminów z innymi blogerami zerwał się zupełnie ot tak?

Boli mnie to.Nie wkurza, ale boli.Jakby mój fundament zachwiał się w posadach! Jakby pleśń wyżerała pękające ściany w moim rodzinnym domu.

A przecież dom to nie tylko budynek.To przede wszystkim jego mieszkańcy, bliscy, rodzina.Ale co my, domownicy, możemy zrobić, kiedy główny właściciel nie dba o naszą kamienicę?

Życzę sobie i wam, kochani współlokatorzy, abyśmy wspólnie dożyli odrodzenia najprostszej polskiej platformy blogowej.Tu są nasze wspomnienia, tu jest nasz majątek twórczy.Tu są wspaniali ludzie, z którymi warto dzielić się poglądami.

Stracenie tego byłoby czystą głupotą


Uwierz lub nie 2016-01-03

Południe pełne emocji
Niedziela.Nienawidzę niedziel.W niedziele co tydzień trzeba wracać do Rzeszowa, męczyć się z uczelnią, która zdążyła mi już udowodnić jak bardzo mną gardzi.Święta pomogły mi zapomnieć, wyciszyć się, zaplanować strategię...
...i wszystko szlag trafił, dziś po południu.Gadałem już wcześniej z rodzicami na temat studiów, że zamierzam po świętach wybrać papiery, wyprowadzić się ze stancji i znaleźć jakąś małą pracę, by w połowie roku podjąć studia dziennikarskie lub politologiczne.Aby wreszcie móc zrobić coś więcej w kierunku redaktorskim.Ale nie, nie mogło pójść tak łatwo.
W zeszły poniedziałek ciotka z Belgii doradziła, bym przeniósł się na inną uczelnię, skończył rok i potem podjąć docelowe studia.Podobno podczas rekrutacji lepiej traktowani są aktualni studenci, a tak zaczynałbym od poziomu maturzysty.
Łzy.Ciężkie, srogie łzy, gdy musiałem wyrzucić z siebie ten stres, to zagubienie związane ze zmianą uczelni, a przede wszystkim - to zniewolenie, w którym przyszło mi żyć, niemożność podjęcia samodzielnej decyzji bez niepochlebnych komentarzy rodziców.To źle, tamto niedobrze, a co innego byłoby do dupy...Wiecznie to samo.Wiecznie narzekania.
Chcą pomóc.Wspierają.Doradzają.Ale ja już swoje postanowiłem.Nie będę się przenosił, to nie ma sensu.Nie będę tracić czasu na ledwie przelotny kierunek, jedynie podtrzymujący mnie w statusie studenta! Nie mam zamiaru głowić się nad studiami ekonomicznymi na prywatnym WSiZ-ie czy innych uczelniach! Mam powyżej uszu ekonomii! Wciąż mam przed nosem te niezrozumiałe zadania, popierdzielone wykresy, izokoszty, izokwanty, schematy zarządzania w poszczególnych jednostkach...I jeszcze te słowa  wielkiej pannicy prowadzącej z mikroekonomii:



- Proszę państwa, ja nie będę niczego tłumaczyć! Od tłumaczenia to są wykłady!



Serio? Naprawdę? Przecież dobrze wiesz, blond labadziaro, że na wykładach jest kompletnie co innego, że profesor nie tłumaczy zadań, a w bibliotece nie ma ani jednego zbioru z ćwiczeniami! Poza tym, większość z tych podręczników to jeden wielki zbiór teorii, który nie wytłumaczy żadnych prawidłowości, których ten wydział oczekuje od studentów!
Podstawy zarządzania? Proszę, nie bądźmy śmieszni! Pan Griffin w swojej książce nie ujął nawet połowy tego, co było na zajęciach, a profesor na wykładzie porusza kwestie niezwiązane z tematem przedmiotu! Syntezy białka, przekręty lekarzy i korporacji farmaceutycznych i tego typu biologiczno-zdrowotne kwestie.Ciekawe to, bardzo pouczające, ale nie pomoże nikomu w zaliczeniu sesji!
Z resztą pieprzyć te egzaminy.Ostatnimi czasy miałem tak wielki mętlik w głowie, że zacząłem systematycznie olewać temat.Nie chodzę na zajęcia już jakieś 3 tygodnie.Nie wiem nawet, czy zostałem dopuszczony do sesji, ale jebać to.Walić Politechnikę, jak i całą ekonomię."Najstarsza ze sztuk, a najmłodsza z nauk" nie dostanie ode mnie drugiej szansy.Prowadzący skuteczni wybili mi z głowy tak głupi pomysł!
Nie chodzi o naukę.Wiem, że na każdym kierunku są przedmioty bardziej i mniej istotne.Wiem, że pewnie nieraz przyszłoby mi wiele razy podchodzić do egzaminów.Ale, na litość boską, nie katujcie mnie tym dłużej!
Tata opowiadał o różnych młodych pracownikach, którzy z nim pracują.Pokończyli mnóstwo różnych szkół, tułając się od uczelni do uczelni."Najpiękniejszy etap życia" zajął im dobrych kilka lat.
Tylko czy jest sens studiować, gdy sprawy uczelniane kojarzą mi się wyłącznie ze złem koniecznym, niekończącym się bagnem, w które wpadłem z własnej, błędnej decyzji?
Ech...Tak chciałbym skoczyć do przyszłości choćby na godzinkę, spotkać samego siebie i wypytać o wszystko.Tylko, czy udzieliłbym sobie  wtedy właściwych odpowiedzi?







SW: KoTOR - spontaniczna recenzja 2016-01-02

KoTOR - mój nowy nałóg!

Jakoś tak w okolicach świąt zainstalowałem pierwszą część Star Wars: Knights of The Old Republic.Chciałem wreszcie wypróbować gry RPG w uniwersum Gwiezdnych Wojen, no i pobudzić swój kosmiczny hajp.Obejrzałem ponownie całą serię filmów Lucasa, tydzień temu byłem w kinie na najnowszym "Przebudzeniu Mocy" (z czego z resztą napisałem recenzję). Niedługo planuję wziąć się za serial "Wojny Klonów", który niegdyś wyrywkowo zdarzało mi się oglądać.Okazuje się jednak, że to wszystko jest niczym, w porównaniu do pierwszego KoTOR'a! Już pierwszego dnia rozgrywka pochłonęła mnie na dobrych kilka godzin, a teraz licznik na stanie zapisu wzrósł aż do 30.Spośród kilku dostępnych planet zaliczylem dopiero Taris, Dantooine, Tatooine i Manaan (na które jeszcze z pewnością powrócę), a ostatnio mój "Ebon Hawk" zakotwiczył na Kashyyk, ojczyźnie Wookieech.

Ale zacznijmy od początku.Wybieramy jedną z trzech klas, personalizujemy statystyki, umiejętności startowe, twarz postaci, wpisujemy imię i ruszamy! Wita nas właściwe dla uniwersum intro w formie wielkich liter, przesuwających się w górę.Nasz statek zostaje zaatakowany przez Sithów, a nasz kumpel wzywa nas do walki.Etap na statku to typowy samouczek.Krok po kroku uczymy się jak hakować komputery, otwierać zamki, programować droidy oraz prowadzić starcia.Wszystkiego jest tak wiele, że każdemu aspektowi trzeba poświęcić osobny akapit.

DRUŻYNA.W czasie rozgrywki naszej postaci towarzyszy dwóch kompanów.Możemy ich dobrać spośród dziewięciu bohaterów, spotykanych podczas podróży.Każdy specjalizuje się w czymś innym, każdego poprowadzić możemy w inny sposób.Ich pomoc nieraz okaże się nieoceniona podczas walki.W razie problemów możemy w każdej chwili zmienić ekipę (o ile znajdujemy się w otwartej lokacji).Bastille i Juhani, wojowniczki Jedi. Carth, żołnierz Republiki. Canderous, najemnik i były Mandalorianin. Mission, dziewczyna rasy Twi'lek oraz jej kumpel Zaalbar, typowy Wookiee.Oprócz tego dwa droidy oraz Jolee Bindo, kolejny rycerz Jedi.Każdy z nich (oprócz robotów) ma własną przeszłość, osobistą historię.W trakcie wypraw nasi towarzysze często będą zagadywać nas lub drugiego kompana.Nieraz przyjdzie nam osądzić sporne kwestie, a równie gęsto nasze poczynania będą chwalone lub ganione.Z każdym załogantem naszego statku gwiezdnego można się utożsamić, polubić, zrozumieć.KoTOR to jedna z tych gier, która oferuje coś więcej, niż zwykłe puste relacje drużynowe.

QUESTY.Fabuła oscyluje wokół tajemniczej Gwiezdnej Kuźni, którą oprócz naszej ekipy usiłuje znaleźć również mroczny Darth Malak.Oś głównych zadań naprawdę wciąga.Historia owiana jest tym niezwykłym klimatem Star Wars'ów.Questy poboczne również nie pozostają dłużne.Można odnieść wrażenie, że to typowe  "fedexy" - zabij tego, przynieś to, poszukaj tamtego.Dalsza rozgrywka może nas jednak nie tyle zaskoczyć, co zaintrygować.Wszystko ma tu sens: w Undercity musimy znaleźć trzy dzienniki, opisujące mityczną "Ziemię Obiecaną", na powierzni Taris lekarz poszukuje antidotum na chorobę rakghouli, a koło rozbitego pojazdu pustynnego na Tatooine wredna żona wpędziła męża w pułapkę, między cztery oszalałe droidy.Ponadto wiele zadań wymaga od nas logicznego matematycznego myślenia lub bazuje na pamięci niedawno przeczytanego datadysku, opisującego właściwą kolejność.Choć side-questów nie ma zbyt wiele, to często stanowią odrębną częśc głównej przygody.

LIGHT/DARK SIDE.Wykonując zadania możemy zachować się jak prawdziwy sukinsyn, zwykły najemnik lub nieskazitelny heros, który niechętnie przyjmuje zapłatę (a jako, że sprzedawcy mają cholendarnie ceny za dobre przedmioty, każdy Credit jest na wagę złota). Czasem mamy do wyboru dwie opcje: dostaniemy zniżkę, jeśli opowiemy się po stronie konkretnej persony lub pójdziemy na łatwiznę i otrzymamy jednorazowy większy zastrzyk gotówki.Nasze wybory wpływają nie tylko na otoczenie, lecz przede wszystkim na punkty Jasnej i Ciemnej Strony.Działają one na zasadzie odwrotnej proporcjonalności.Im więcej punktów Dobra, tym mniej trzeba punktów  na rozwój umiejętności Mocy z tej dziedziny.I na opak - im bardziej jesteśmy "źli", tym łatwiej przyjdzie nauka Ciemnej Strony.Osobiście najbardziej spodobała mi się zdolność wpływania na innych za pomocą "magii" Jedi.Jeśli moja retoryka zawodziła, zawsze można spróbować sztuczki ala "To nie są droidy, których szukacie".

WALKA.Starcia toczą się w czasie rzeczywistym, ale z wykorzystaniem aktywnej pauzy.Możemy wybrać cele, rodzaje ataku, zmienić broń, użyć Mocy, rzucić granat, podstawić minę...opcji jest wiele.Sam oręż dzieli się na kilka rodzajów, każdy odpowiedni na różne okazje, np. bronie jonowe oraz vibroostrza poskutkują na droidy bojowe dużo lepiej, niż nieskuteczne miecze świetlne.Blastery, miecze, dzidy dwustronne, jednoręczne lub dwustronne miecze Jedi...Nie ma sensu rozpisywać się nad tym, bo tekst i tak już jest długi.Wspomnieć należy natomiast o możliwości dodawania i usuwania ulepszeń z niektórych broni i pancerzy.

ŚWIAT.Cudowne Taris, przypominające Coruscant, stolicę Republiki.Wodna planeta Manaan, zamieszkana przez "ryboludzi" Serkathów.Morze piasku na Tatooine, po których Ludzie Pustyni prowadzą swoje banthy.Wielka dżungla zamieszkana Wookieech na Kashyyk...Różnorodna flora, fauna, miasta, rasy czy rozmaite droidy potrafią przenieść na  monitor cały klimat kinowego ekranu.

Mógłbym  się rozpisywać w nieskończoność, ale sami widzicie jak mocno wsiąknąłem w Rycerzy Starej Republiki.Jeśli szukacie porządnej fabularnej gry, z tak świetnie odwzorowanym klimatem, nie wahajcie się sięgnąć po ten tytuł.Gra ma już ponad 10 lat, na nowszych systemach może nie działać dobrze.Na moim leciwym już domowym Windowsie XP raz na parę godzin gra się crashuje.Mimo to wady tej produkcji zdecydowanie nie przeszkodzą wam podzielić mojej fascynacji! Polecam z całego serca! :)



Wiedźmin.Dzieci Lisicy - tylko dla fanów? 2016-01-01

Jest lepiej.Dużo lepiej!

"Dzieci Lisicy" to już drugi duży zeszyt komiksowy o przygodach Geralta z Rivii.Poprzedni ukazał się w grudniu 2014 roku.Zakupiłem go i oceniłem na w miarę dobrą pozycję.Powiem szczerze, że z lekkim niepokojem czekałem na kolejną zamkniętą opowieść.
Moje obawy zostały szybko rozwiane.Rysunki bazują na stylu znanym z "Domu ze szkła", choć widać w nich wyraźną poprawę.Naprawdę miło przewracać kartki, ot nawet bez czytania dialogów.Już sama okładka wygląda świetnie.W porównaniu do poprzedniej części jest znacznie lepiej zaprojektowana.Pokraczny i karykaturalny Geralt z pierwszego tomu został zamieniony na dużo bardziej podobnego do siebie wojownika.

Fabuła kręci się wokół  rasy Aguar, kobiecych istot obdarzonych niezwykłą mocą.Są to lisice, które potrafią przybrać ludzką formę oraz stworzyć wszelkiego rodzaju iluzje.Aby wydłużyć swój gatunek, Aguary porywają córki elfów.Geralt występuje tu w roli eskorty.Wraz z krasnoludzkim przyjacielem Addario i grupką najemników muszą dostarczyć złapaną Aguarę do miasta, płynąc przez niebezpieczne i zwodnicze bagna.Historia opisana jest tu naprawdę ciekawie, nie brakuje bluzgów ani typowego dla całego uniwersum brudnego klimatu zaszczucia, niepewności i dziwnych maszkar.Sama postać Geralta jest nawet lepiej odczuwalna, niż miało to miejsce w poprzednim komiksie.
W krótkim wywiadzie z Paulem Tobinem (scenarzystą komiksu) i Borysem Pugaczem-Muraszkiewiczem (tłumaczem na angielszczyznę w CD Projekt RED) sam autor przyznaje, że zarówno gry jak i powieści Sapkowskiego wpłynęły na wykreowanie nowej historii.Szczególnie sama rozgrywka dała mu jeszcze szerszy obraz Geralta, jego charakteru, motywów wpływających na wiele decyzji.W komiksie zostało to naprawdę dobrze odwzorowane.

Wywiad ów, choć zawarty ledwie na jednej stronie, zawarł jedno, zasadnicze pytanie od fanów: Po co Geralt wykrzykuje nazwy znaków, gdy ich używa?

Niektórzy pewnie pamiętają, że w "Domie ze szkła" bardzo mnie to denerwowało.W "Dzieciach Lisicy" jest dokładnie to samo, a wyjaśnienie zawarte w odpowiedziach obu panów nie umniejszyło tej wady.Zapytani odpowiedzieli, że była to najłatwiejsza opcja.Mogli, co prawda, umieścić symbol danego Znaku w momencie jego wykorzystywania, jednak trzeba byłoby dodać jakąś legendę z oznaczeniem owego symbolu, nazwy i efektu, jaki daje.Mówiąc Bogiem a prawdą (tak, to jest poprawna wersja!) w całym komiksie używany jest przeważnie Igni, ledwie raz czy dwa na zmianę z Aardem.Poza tym, czy to tak trudno rozpoznać, że po rzuceniu Aardu przeciwnik leci do tyłu, a Igni go podpala? Mało tego! Paul Tobin zasugerował, by przyjmować to jak inkantację zaklęć! Ludzie...Znaki wiedźmińskie to NIE czary! To bardziej umiejętność, jak stwierdził sam wiedźmin w jednym z dialogów.Ogromnie irytuje również to, że nawet sam Borys z CD Projekt RED, mimo pierwotnej dezaprobaty dla tego pomysłu, stwierdził: "W grze wiesz, którego znaku używasz, a gdy czytasz powieść, masz to w opisie, ale w komiksie by to zaginęło, zwłaszcza w wypadku czytelników niezaznajomionych z możliwościami Geralta, a zatem te kwestie wyjaśniają, co widzisz". Niby tkwi w tym ziarno logiki, niby medium komiksowe stoi na innych filarach, ale osobiście nie trawię takiego tłumaczenia.

Stronę dalej mamy wisienkę na torcie - Galerię z kilkoma rysunkami oraz grafikami z Wiedźmina 3: Dzikiego Gonu.Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że są dużo lepsze, niż te z tomu pierwszego.Jest na czym zawiesić oko!

Podsumowując: Czy kolejna część z nowej serii komiksów Paula Tobina i Joe'go Querio dała radę zaspokoić mój wiedźmiński zmysł? Jak najbardziej!
Czy w porównaniu do dobrego, lecz niedoskonałego, "Domu ze szkła" stanowi lepszą przygodę w świecie Sapkowskiego? Bez dwóch zdań!
Czy warto kupić, jeśli nie jest się miłośnikiem Wiedźmina? To już zależy od was.Z pewnością Wiesiek wyróżnia się na tle innych uniwersów dark fantasy.Jeśli lubicie dobre komiksy, nie powinniście żałować.Przy pierwszym tomie miałem dylemat.Tutaj nie mam już żadnych większych zastrzeżeń, oprócz poruszonej wyżej kwestii.

Jak dla mnie "Dzieci Lisicy" zdały egzamin.Mam tylko nadzieję, że kolejne zeszyty będą się jeszcze ukazywać początkiem grudnia każdego roku.No i przede wszystkim liczę, że autorzy pójdą o krok dalej i stworzą coś jeszcze lepszego!


Recenzja "Domu ze szkła": http://www.elvenoor.e-blogi.pl/komentarze,216309.html


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]