Zwi@dowca Elvenoor | e-blogi.pl
Blog inny niż wszystkie
Blogi

Bilans Elvenoora 2015-12-31

Czas na podsumowania!

Północ, przyciemniony pokój.Za oknem strzelają fajerwerki, ogłaszając wszem i wobec nadejście Nowego Roku 2016.Elvenoor, jak co roku, siedzi przy parapecie, ze szklanką szampana.Przy energicznych nutach z jego ulubionych playlist zastanawia się nad tym, co było, co jest i co ma dopiero nadejść.
Zaiste, ten rok był dobry.Nauka w szkole średniej dobiegła końca, matura zaliczona na bardzo dobrym poziomie 70% z polskiego i matematyki oraz 100% z angielskiego.Egzaminy ustne również nie były stratne - 100% z ustnej polonistyki oraz 97% z angielskiego (do ekstazy brakowało ledwie 1 punktu). Tak właśnie zakończył się najlepszy etap w moim życiu, bo nie sądzę, by mogło być lepiej.
W czwartej edycji konkursu poetyckiego "O Bocianie Pióro", ostatniej z moim udziałem, udało mi się zdobyć wreszcie upragnione pierwsze miejsce na  podium.Oczywiście, jury mogło po prostu uznać "No, w sumie to pisze coraz lepiej, próbuje już czwarty raz, więc dajmy mu tą nagrodę", ale nie obchodzi mnie to.Czułem wówczas dumę, wielkość i szczerą zasługę dla mojej wciąż rozkwitającej twórczości.

Zacząłem coraz mocniej wsiąkać w świat cyfrowej rozrywki w myśl nowych tytułów i doznań.Ukończyłem nareszcie Risena, zakochałem się w Max Paynie, posmakowałem Hitmana, Wiedźmina oraz wielu mniej znanych produkcji jak choćby UnEpic czy Nihilumbra.Poznałem świat drugiego Fallouta oraz odświeżyłem sobie kultowe trzecie "hirołsy" pod kątem modyfikacji HD oraz Horn of The Abyss.
Prócz tego zacząłem poszukiwać nowych lektur.Urzekł  mnie świat "Folwarku Zwierzęcego", "Rok 1984", narnijskie opowieści, tolkienowskie klimaty czy wreszcie uniwersum Sapkowskiego.Udało mi się rozpocząć przygodę z Bondami, na razie w wykonaniu Craiga i Brosnana.Poznałem wiele ciekawych westernów, w tym "3:10 do Yumy", "Śmierć jeździ konno" czy "Niesamowity Jeździec". Najwyższym uznaniem nagrodziłem "Człowieka ze Stali", "Kingsmanów", "Matrixa" i wiele innych klasyków.Wreszcie przyjrzałem się również serialom, a laur zwycięzcy zdobył "Breaking Bad".
Mój blog rozwinął się bardzo znacząco.Odwiedziny, komentarze, pozycjonowanie...to wszystko niby tylko liczby, ale za każdym kolejnym numerkiem stoi cała masa ludzi.Dla tych, którzy wolą czytać moją twórczość, stworzyłem szarego-kruka.Pod jego skrzydłami rozwija się całe moje literackie jestestwo.

Elvenoor wzbogacił się również o kilka nowych znajomości z blogosfery.Mało tego, po pomoc zgłosiła się również jedna z nich, niejaka Czarna30.Młoda, zdolna dziewczyna, w której upatruję siebie sprzed lat.Jej wiersze, odpowiednio poprawione, ukazują jej pierwsze kroki w stronę poezji.Cieszy mnie jej praca, zapał, zaangażowanie i upór.Mimo moich wskazówek, nierzadko ostrych korekt i szczególnych uwag, ona idzie przed siebie i robi swoje, co czyni mnie dumnym nauczycielem! Daleko jej jeszcze do następnego poziomu, ale dopiero wszystko nią!
Kończąc o blogu, wspomnieć należy o niesławnej dramie między mną  i Haliną Gąsiorek-Gacek.Na ten temat nie mam zamiaru więcej się rozpisywać, wiecie jak było, wiecie jak się skończyło.Amen.Już wystarczy, że na własne życzenie mój kontakt z pewną osobą uległ rozpadowi.
Niespodziewanie inna znajomość uległa odnowieniu - Karolina.Nie jest już to codzienna pisanina 24h/7 dni w tygodniu z przerwami na sen i gadanie przez telefon, ale myślę, że teraz nawet jest jeszcze lepiej! Gdybamy nawet nad małym tajemnym spotkankiem w Krakowie na wakacjach, ale niczego nie mówimy na 100%. Zobaczymy jak to wyjdzie, choć nie pogniewałbym się, gdyby to wypaliło ;)

Doświadczenia? Dwa, bardzo odmienne.Jedno, specyficzne.Smak ust Karola, to uczucie przytulenia przez równie wrażliwą osobę, choć tej samej płci.Nie czuję żalu.Nie jest mi z tym źle.A wręcz przeciwnie.Nie jestem gejem, bo jednak nadal większą uwagę zwracam na kobiety.Zresztą z Karolem nie mam już  kontaktu, po miesiącu spotkań postanowiłem utrzymać się na dystans od wszystkiego, co mnie otacza.I tak podążyłem w samotność.Drugie to śmierć wielkiego-małego człowieka.W listopadzie odszedł jeden z moich dziadków, rozpraszając tym samym "idealną" wizję wieczności.To musiało nadejść, ale nie spodziewałem się, że stanie się tak szybko.
Północ, nowy rok przed nami.To będzie najtrudniejszy rok w moim życiu - szybkie zerwanie ze studiami ekonomicznymi, poszukiwanie pracy i w połowie roku ubieganie się o studia dziennikarskie.Taki plan będzie czasochłonny, z pewnością  jeszcze pewnie co nieco ulegnie modyfikacji, ale przynajmniej nie będę się codziennie modlił o jak najszybszy koniec na każdym wykładzie czy zajęciach z nietrafionego kierunku.Nie, studia na FiR-ze były złym pomysłem.To mnie przerasta, nie radzę sobie, zbyt trudno mi się w tym odnaleźć.Niby jestem wciąż zachęcany do starania się, że nieraz przyjdzie coś poprawiać, ale to nie dla mnie.Niedobrze mi się robi na myśl o czymś związanym z mikroekonomią, zarządzaniem i tego typu pierdołami.Wystarczy mi to, co dał mi Ekonomik, choć wielkiej kariery biznesowej dla siebie nie widzę.
Pierwszy kwartał 2016 będzie tym najgorszym.Jak będzie później - zobaczymy.Choć mam dziwne nieodparte wrażenie, że ten rok może być moim ostatnim.
Lecz cicho! Oto nastał czas zabawy, szaleństwa, zajebistej muzyki - ostatków swobody.Cieszmy się chwilą, cieszmy się nocą, bo ranek i tak nas odpowiednio przywita: kacem lub zmartwieniami.
Do siego roku, kochani! A na ostatek mała statystyka:

Notek: 361
Komentarzy: 255
Wpisów do księgi gości: 5
Odwiedzin: 41398


Dziękuję wam! To wy tworzycie dla mnie inspirację! Ja jedynie daję wam odrobinę swego serca i duszy, co już od kilku lat sprawia mi niewysłowioną przyjemność! Dziękuję za to, że byliście i że nadal jesteście! Nie zmieniajcie się! :-)







SW VII: Force Awaken - Wielki powrót Mocy! 2015-12-27

Recenzja bez spoilerów!

Rzadko kiedy chodzę do kina, ale staram się zaliczyć jakiś seans przynajmniej raz w roku.Tym razem padło na nowe Gwiezdne Wojny! Dzięki uprzejmości taty, który sfinansował bilety, udaliśmy się do dębickiego "Kosmosu" na film w 3D.Na sali było chyba ok. 100 osób, więc i tak prawie połowa miejsc.Dwie lokalne reklamy (Sylwester na rynku oraz jakiś "rewelacyjny" spektakl), trzy trailery i zaczynamy! Swoją drogą, taki mały "Kosmos", mimo warunków dużo biedniejszych niż "Multikino" czy "Helios", potrafił zaserwować widzom dużo mniej zbędnych komercyjnych pierdół.Trzeba było jedynie dopłacić 5 zł za okulary 3D, ale później stawały się one naszą własnością! Moim zdaniem to naprawdę uczciwe warunki - uboższe od wielkich sieci kinowych, ale nadal bardzo przyzwoite.
Wracając jednak do filmu: Działo się, moi drodzy, oj działo! Oto na naszych oczach powstaje nowa trylogia Gwiezdnych Wojen! Pierwsze wrażenia? Jak najbardziej optymistyczne!
Fabuła rozgrywa się 30 lat po zniszczeniu Imperium.Na jego zgliszczach powstała jednak nowa siła, kierowana Ciemną Stroną Mocy - Nowy Porządek, który wytacza wojnę Republice oraz Ruchowi Oporu.W tym samym czasie Luke Skywalker znika w tajemniczych okolicznościach, po rozpoczęciu szkolenia pierwszych nowych Jedi.Nowi bohaterowie - dezerter Finn oraz samotna zbieraczka złomu Rey - muszą dostarczyć siłom dobra pewnego droida, który wskaże kryjówkę Skywalkera.Mógłbym - i chciałbym - rozpisać się nieco więcej, ale wystarczy, że to ja zostałem zaspoilerowany przez durny komentarz pod pewnym obrazkiem na kwejku, w niczym nienawiązującym do Gwiezdnych Wojen.To, co wam opisałem, zawarte jest jedynie w pierwszych scenach filmu, w tym w wielkich napisach w znamiennej dla uniwersum czołówce.
Akcja rozgrywa się w dość szybkim tempie.Nie lecimy z prędkością Sokoła Millenium, ale też film nie stoi biernie na taśmociągu, więc jesteśmy na bieżąco z wszelkimi nowinkami.Całość przypomina mi jednak epizod IV: "Nową Nadzieję", tyle że w znacznie lepszych, nowocześniejszych szatach, no i z odświeżonym scenariuszem.Nowi bohaterowie jednak wydają mi się trochę nieszczególni.Rey to doskonała pilotka, która powoli odkrywa tajniki Mocy, a Finn pagnie jedynie na dobre uciec przed destrukcyjną siłą Nowego Porządku.Nierówność tkwi również w "nowym Vaderze", czyli Kylo Renie, który próbuje na siłę być tak wielki, jak niegdyś Anakin Skywalker.Jest silny, włada Mocą, ma kozacki miecz, ale tak naprawdę jest zwykłym zarozumiałym gogusiem.Nie ma w nim ani krzty Dartha Vadera.Ponadto nosi kostium, którego w zasadzie nie potrzebuje.Kombinezon Anakina podtrzymywał młodego ucznia Imperatora przy życiu, ale dla Kylo Rena kostium stanowi wyłącznie coś w rodzaju zbroi.
Oprócz nowych  postaci spotkamy tutaj również starych znajomych - Hana Solo, generała Leię oraz przy samej końcówce również samego Luke'a, który bezsprzecznie pojawi się w następnej części, razem z Chewbaccą.Ten wcale się nie zmienił, ale czego oczekiwać po Wookiem? ;)
Han Solo pojawia się mniej więcej w 1/4 filmu i towarzyszy nam prawie do samego końca.Leia odgrywa swoją rolę dużo później, ale też nie naoglądamy się jej za wiele.O Skywalkerze powiem tyle, że pojawia się na chwilę i nie wypowiada ani jednego słowa.Bardzo miłym akcentem okazał się również powrót C-3PO oraz R2-D2.Fajnie się ich słuchało, choć w poprzednich częściach nie byli tak niepotrzebni jak tutaj, a wręcz przeciwnie."Tam" mieli zdecydowanie więcej do powiedzenia w znacznie szerszych kwestiach fabuły.
Porównując znajomych ze starej trylogii czuć pewien niedosyt.Upływ czasu zmienił ich wszystkich diametralnie, a w ich rozmowach czuć było, że to już nie to.Jakby tym razem niechętnie zgodzili się na rolę w nowym filmie.Moim zdaniem to trochę dobrze, że fabuła zaowocowała tak mocnym twistem fabularnym.
- Być może było to trochę brutalne, ale przynajmniej wielcy miłośnicy nie będą już się dopytywać, co się stało z ich ulubieńcami - pomyśleli scenarzyści
Cała międzygwiezdna otoczka została zrobiona całkiem nieźle.Lokacje upodabniają się do tych, które znaliśmy wcześniej z poprzednich części, od gęstych, rozległych lasów po wielkie pustynne tereny.Technologia, okręty kosmiczne i  gwiezdne myśliwce bazują na tym, do czego zostaliśmy już przyzwyczajeni, wnoszą jedynie kilka kosmetycznych poprawek.
Tak, jak poprzedniczki, tak i tu dialogom nie brakuje humoru, akcja obfita jest w pompatyczność nowej trylogii, a zmianę klimatu odczuwałem jedynie na początku filmu.Miałem wrażenie, jakby to były nowe Gwiezdne Wojny, a zarazem coś zupełnie odmiennego.Miałem rację - to nowe Gwiezdne Wojny i nie żałuję tak dobrze zainwestowanego czasu!
A jeśli ktokolwiek myśli o piraceniu najgorszej możliwej wersji kinowej, to serdecznie takie osoby pozdrawiam.Na to koniecznie trzeba iść do kina!


Max Payne (2008) - Payne czy Pain? 2015-12-26

Samosprzedająca się marka?

Max Payne był cudowny! Strzelanie w spowolnionym tempie, mroczny klimat noire, schizowe wstawki umysłu głównego bohatera i wciągająca, brudna historia zemsty na wielkiej korporacji.I ten niezapomniany widok spadającego helikoptera, kiedy ta ruda suka Nicole Horne wydaje ostatnie tchnienie, a Max klęczy na dachu wieżowca, wieńcząc swoją krwawą ścieżkę.To było po prostu piękne!

Niestety, nie można tego samego powiedzieć o filmowej produkcji z 2008 roku."Max Payne" w reżyserii Johna Moor'a próbuje czerpać z gry wszelkie smaczki, choć z mizernym skutkiem.Zacznijmy od zmiany imienia i okoliczności śmierci siostry Mony Sax.Z Lisy Punchinello zrobiono Natashę Sax.Wątki zabójstwa żony Max'a i całej siatki Projektu Valkyria kompletnie pomieszano, okraszając je kilkoma z dupy wyjętymi postaciami, które w zasadzie mało wnoszą do całej akcji.Spodziewałem się, że ekipa filmowa zmieni to i owo, ale naprawdę szczerze się rozczarowałem.Komentarze pokroju "To nie tak, przecież w grze to było inaczej" często przejawiały się podczas seansu.O grze aktorskiej nie ma specjalnie co się rozpisywać.Nieco drętwe dialogi, starające się coś tam przekazać, otaczając komunikat w barwy czarnych skandynawskich aniołów - Valkyrii.
Efekty odurzenia specyfikiem firmy Aesir zostały naprawdę dobrze zaprojektowane.Problem w tym, że miały one potencjał na coś dużo lepszego i mogłyby się sprawdzić, gdyby wszystko inne nie kulało tak bardzo.
Scenarzyści pomieszali niemal wszystko, poukładali pod siebie i przez całą godzinę filmową pozwolili sobie nie oddawać ani jednego strzału.A potem, gdy raz czy dwa coś się dzieje, zwolnione tempo całą sprawę jeszcze bardziej zepsuje, zamiast ją ratować.Zostało ono zaimplementowane naprawdę partacko.Za mało, za słabo, zbyt ignorancko - bo nie wierzę, że za tak miałkimi scenami akcji stoi osoba, która wcześniej grała chociaż w pierwszą część Max Payne'a!
A jest to chyba prawda, albowiem sam Mark Wahlberg, wcielający się w głównego protagonistę, przyznał się do niegrania w produkcję, na której bazuje film (bo nie można tego nazwać wzorowaniem się)! Zgaduję, że Mila Kunis (vel Mona Sax) ani cała reszta również nie chcieli sięgnąć po dzieło od Remedy.
Ja rozumiem, nie każdy musi uwielbiać gry komputerowe.Ale wypadałoby, do jasnej cholery, żeby przynajmniej scenarzyści przysiedli do komputerów.Moi drodzy, znajomość fabuły i mechanik gry nie dadzą wam tego, co najlepsze - klimatu, który powinniście przenieść na kinowy ekran!
Ale czy faktycznie omawiana egranizacja (przeniesienie gry na film) to aż taki gniot? Nie do końca.Choć na każdym kroku wyłapywałem wiele lepszych bądź gorszych odwołań do gry, to film nie odrzucił mnie ani na chwilę.Ot, taki sobie, bezpłciowy filmik na zabicie czasu.
Czy warto zobaczyć? Niekoniecznie.Fani gry mogą znaleźć kilka smaczków, porównać spojrzenie jednego z wielu twórców filmowych na jedno z najlepszych dzieł branźy cyfrowej rozrywki, choć uprzedzam: nie spodziewajcie się fajerwerków z ledwie małych petard, kupionych na parafialnym odpuście.Jeśli macie ochotę na film akcji, to zawsze znajdziecie przynajmniej dwa tytuły, które lepiej umilą wam czas."Max Payne" to wyjątkowo mizerny jednostrzałowiec.Obejrzysz, niczego nie poczujesz i wrócisz do czegoś bardziej wciągającego.

Na koniec tej jakże motywującej recenzji należy zastanowić się nad sensem produkowania słabych filmów na podstawie gier.Niegdyś pisałem już o ekranizacjach książek.Rozważałem wówczas, na podstawie przykładu "Hobbita", oczekiwania, jakie wobec scenarzystów wysnuwają miłośnicy danego uniwersum.Ale jak to jest, że na podstawie przynajmniej dobrej gry musi powstać ledwie przeciętny film? Jak to jest, że z przynajmniej średniej jakości filmu musi powstać niezwykle badziewny crap? Oczywiście, chodzi o pieniądze, bo jak ktoś grał/oglądał, to z chęcią obejrzy/zagra w coś znanego, aby kolejna marka mogła się rozkręcić.Tylko, na litość boską, jeśli już chcecie zdzierać kasę, to nie stawiajcie wszystko na PR produkcji, na której bazuje wasz produkt! Film, książka, czy gra - wszystko jedno.Jeśli coś jest dobre, a wy chcecie to przenieść na inną formę, to sami sobie kopiecie grób.Od waszej kreatywności zależy, czy fani was do niego wrzucą, czy wyciągną z dołka.

Ech...Można mówić o tym nawet cały czas, można trąbić, krzyczeć, uświadamiać, chociaż "i tak znajdą się frajerzy, co na to pójdą, więc w sumie to nie trzeba się starać - tu skopiować, tu przerobić komputerem i hajsy niech lecą!".Smutne, ale prawdziwe.

A film? Mocne 6/10


Merry Christmas everyone! :-) 2015-12-24

Kochani!

Z okazji świąt Bożego Narodzenia życzę wszystkim swoim czytelnikom wiele ciepła, radości i zwykłej ludzkiej dobroci! Niech ten wyjątkowy, magiczny czas naprawdę upłynie pod znakiem zgody, pokoju i wesela!
Życzę wam wszystkim, bez względu na wyznanie, aby rodzinna atmosfera zapanowała nawet wśród tych, którzy w tym roku nie będą obchodzić świąt w tak licznym gronie.Może warto wreszcie stanąć przed lustrem, pogodzić się z samym sobą i odnowić rodzinne więzy? Może warto zadzwonić do dalekich krewnych, przyjechać jutro  choćby na obiad?
Nie mam przyjaciół, nie mam wrogów.Pozostają mi tylko znajomi i czytelnicy, tak więc wszystkim wam życzę tego, co najlepsze!

Zdrowia - bo bez niego nic nie można zrobić!
Pieniędzy - tyle, by starczyło na dobre życie i jeszcze trochę!
Miłości - aby znaleźli ją wszyscy, którzy naprawdę tego pragną!
Sukcesów w pracy i nauce - by wasze starania zostały pewnego dnia dostrzeżone i po stokroć wynagrodzone!
Oraz - a jakże - szans i możliwości do spełnienia najskrytszych snów i marzeń!

Miniony rok podsumujemy sobie w noc sylwestrową, dokładnie o północy.Ale tymczasem nawet pierwsza gwiazdka jeszcze nie wzeszła! Zatem radujmy się wszyscy!
Do szopy, hej pasterze, bo dzisiaj w  Betlejem wesoła nowina!

Wasz Zwi@dowca Elvenoor!







Modlitwa 2015-12-20

"Będę się za ciebie modlić"...ale po co?

Tyle razy już to słyszałem, lecz jaki w tym sens? Czy modlitwa nie daje nam, ludziom, jedynie wewnętrznego spokoju, motywacji, nastawienia? Czy nie chodzi tylko o ukojenie nerwów, przemyślenia nad własnym życiem? Czy nie przywraca nam równowagi duchowej?
Ile czasu spędzamy na modlitwie? Jeśli już się modlimy, to 5-10 minut dziennie, czasem po dwa razy na dobę.Dodajmy do tego całe godziny, spędzone w świątyni i już mamy niemałą ilość
Przecież "Ten-Z-Góry" i tak nas nie słucha (o ile w ogóle istnieje). Modlisz się o wsparcie, choć wynik twoich starań zależy tylko od ciebie.Jeśli ty będziesz gotowy/a, nic nie pójdzie źle.Parafrazując cytat ze "Zwiadowców": Jeśli myślisz, czy przegrasz, to przegrasz na pewno.
Modlitwa...w domu, kościele, ale nawet w drodze do pracy.Na leżąco, na klęczkach, leżąc krzyżem.Możemy korzystać z wyuczonych prostych tekścików, wyszukać dłuższe formuły, wczytać się w Pismo Święte lub po prostu pozbierać myśli w kompletnym wyciszeniu.
Patrząc pod tym kątem, mamy furtkę wyjścia, z której coraz rzadziej korzystamy.Przy zbyt gwałtownym trybie życia, ciągłej pogoni za hajsem, wydaje się to całkiem dobrym, kojącym sposobem.
Ale wierzący chcą czegoś więcej.Chcą, by ich Bóg zaczął działaś, podjął konkretne kroki swej zbawczej natury.Modlimy się, ufamy...i nic się nie dzieje.Jak sukces, to tylko dzięki nam.Jak porażka, to wyłącznie nasza wina lub niesprzyjające okoliczności.Jednak Bóg nie przynosi nam niczego - nie wynagradza nam zupełnie niczym!
Życie? Nie, życie to jedynie skutek współżycia mężczyzny i kobiety, nie zawsze dla nich piękny, nie zawsze...wygodny.
Modlimy się więc, nie zyskując niczego, poza częściowym odzyskaniem spokoju, przemyśleniami itd.Modlimy się, by następnego dnia usłyszeć o jakiejś tragedii: tutaj statek się rozbił, tam kolejni ludzie są mordowani przez chorych na umyśle fanatyków.Na drogach znów wypadki, kolejne ofiary katastrof lotniczych.Masa rodzin, żyjąca w niedoli, niejednokrotnie walcząc o przetrwanie każdego dnia.Choroby, ubóstwo, głodujące dzieci w Afryce...
A On nie słucha.On się tylko przygląda, patrzy na każdego, by jedynie sądzić ludzi po śmierci oraz w dniu Końca Wszechrzeczy.Czemu tak jest? Czemu Stary Testament opisuje wyłącznie jakieś opowieści o Jego cudownej współpracy z człowiekiem, na zasadzie: "Ty bądź mi wierny, a ja ci rozstąpię Morze Czerwone, z nieba spuszczę mannę, a z kamieni odkręcę mineralną" ? Do czego to zmierza? By pokazać, jak Bóg jest dobry i wszechmocny? Przecież to nieprawda! On może być co najwyżej "Sędzią Sprawiedliwym, który za dobro wynagradza, a za zło karze" [czytaj: stałeś o mojej stronie i byłeś dobry, to pójdziesz do nieba].
Ostatnio modliłem się gdzieś koło matury ustnej.Nie wyglądało to jednak , jak zwyczajna modlitwa.Znak krzyża, uklęknięcie, szybkie wyjaśnienie moich stosunków z Bogiem i skupienie się na celu modlitwy: Baśce.Mówiłem wówczas "Boże, jeśli istniejesz, to wiesz dobrze, po co tu jestem.Basia to mądra dziewczyna, ale będzie się stresować.Jeśli faktycznie jesteś wszechwiedzący, to z pewnością jej pomożesz.Sam to wiesz doskonale.Chciałbym ci tylko o tym przypomnieć, to wszystko.Dla mnie się nie liczysz, ale dla niej jesteś Kimś.Ja już zrobiłem, co mogłem.Mam nadzieję, że ty jesteś równie rozsądny".
I tyle.Prosty komunikat do Boga, od którego kiedyś udało się wyzwolić jednemu, małemu, ale równie odważnemu człowiekowi.Zakładając, że istnieje moc wyższa, tego właśnie On oczekuje - prawdziwych nas.Chce naszego buntu, niezadowolenia, wyżaleń i łez.
Pójdźcie moim śladem.Jeśli wierzycie, jeśli nadal praktykujecie modły - nie bójcie się.Może nie wszyscy będziecie buntownikami, jak ja, ale z całą pewnością pozwoli to wam się wyzwolić choć w pewnym stopniu.


"RESET" 2015-12-17

1.Mam takie chwile, masz je i ty
Powraca w myślach jeden z tych dni
Decyzja trudna,  znów coś nie wyszło,
Na twoich oczach płonie dziś wszystko
I nie zapomnisz, bo twoja wina,
"Po co właściwie chciałeś zaczynać?!
Wiedziałeś dobrze jak to się skończy,
Efekt twych zmagań to dziennik płonący!"
W drobiazgach leżą pracy twej tony,
Wspominać nie chcesz godzin straconych
Nieubłaganie mija zły czas
Wciąż nieustannie  śmiejąc się z nas!
A choćbyś błagał, on nie przestanie,
Biec wciąż do przodu - to jego zadanie!
Odwrotu nie ma, wszystko przepadło,
Nic, tylko duszę zaprzedać diabłom!

Ref: Nacisnąć reset, by móc wybrać inaczej
Wspomnienia bliskie z chęcią wypaczę
Cofnę zegar tu i teraz, wszystko wróci do porządku,
Znowu będzie tak, jak trzeba, kiedy zacznę od początku

2. Mam takie chwile, masz je i ty,
Kiedy przychodzą znów kiepskie dni
Kolejna wtopa, znowu zły krok,
I znów ci przyszło uciec gdzieś w mrok,
Przeczekać pragniesz, przeżyć zły sen,
Rozproszy chmury kolejny dzień
Nie chcesz skończyć z tym, wciąż nadzieję masz,
Nie poddajesz się, chociaż w sercu strach
Wyrzutów masa, wszystkie do siebie,
Pociechy próżno szukać na niebie
Już nie chcesz wstawać, wiesz, co się stanie,
Scenariusz przecież znasz już na pamięć!
Z życiem się zmagać nadal byś chciał,
Za przycisk "RESET" wiele byś dał
Przewinąć smutek, przyspieszyć koniec,
Niech wstyd i błędy Nicość pochłonie!

Ref: Nacisnąć reset, by móc wybrać inaczej
Wspomnienia bliskie z chęcią wypaczę
Cofnę zegar tu i teraz, wszystko wróci do porządku,
Znowu będzie tak, jak trzeba, kiedy zacznę od początku


Sucharopodajnik #14 - Kwestia wzrostu 2015-12-17

Dzieciaki kłócą się na podwórku:

- A mój tata, jest taki wysoki, jak to drzewo!
- Tak? A mój to jest taki duży, jak tamten blok!
- Za to mój to jest taki wysoki, że sięga do chmur!

Pozostali chłopcy czuli, że już niczym lepszym nie mogą przebić swojego kolegi, więc wrócili do domów.Do zwycięzcy podszedł jeden z gapiów:

-Ej, to twój tata jest taki wysoki do nieba?
- No jasne!
- A jak on tam jest przy tym niebie, to czuje coś miękkiego?
- Pewnie!
- No właśnie.To jaja mojego ojca! :D


"Chrzest Ognia" 2015-12-15

Dalej, bracia, hej do przodu!
Miecze w górę, usiec wroga!
Wbrew zmęczeniu, mimo głodu,
Choć szaleje w krąg pożoga!

Razem wszyscy, dalej w płomień!
Za rozkazem, dla honoru,
Nam nie obcy skwar i ogień
Dla mieszczanek i dla dworu!

Pewnie stawiać, chłopcy, kroki!
Kiedy Piekło ciało zżera,
Gdy przed nami czarta mroki,
Choćby przyszło nam umierać!

Wyrżnąć biesów co do nogi!
Rąbać głowy, chlastać ręce!
Wejdą z nami w diabła progi,
Zdani równo naszej męce!

Zatem w ogień, przyjaciele!
Niech nas Płomień podda próbie,
Tak nam każe Przeznaczenie
Wiodąc w chwale wprost ku zgubie!







"Cyberia" 2015-12-14

1. Co dzień walczysz o przetrwanie, urojenia chore w głowie,
Chcesz odgadnąć co się stanie, jaką Życie da odpowiedź
Gdzie sens leży, gdzie nadzieja, jest stabilnie, choć do rzyci,
Wszak pytałeś o to nieraz, dni okrutnych już nie liczysz
Pragniesz uciec gdzieś daleko, móc oderwać się na wieki,
Tam, gdzie słodkie płynie mleko, w szwach pękają białe rzeki,
Gdzie powietrze cię poniesie dokądkolwiek chcesz się udać
Maj króluje w każdym lesie i po zmroku czyni cuda
Myśl nie wróci z objęć raju, nie chce patrzeć na to bagno,
Nienawidzi tego kraju, w którym wszyscy ciągle kradną,
Żyć nie może pośród ludzi, bo nie dają mu wytchnienia
Serca nie ma po co budzić, już od lat się nic nie zmienia
Beznadzieja sięga granic, podaj rękę, czas ucieka!
Walka nie zda się tu na nic,  tego nie da się przeczekać!
Mam ucieczki tajne plany, przyszła pora, czas nam w drogę
Wyrzuć maskę, zdejm kajdany i samemu stań się bogiem!

Ref: Dziś zapraszam cię do świata, w którym wszystko jest możliwe
       Tutaj w każdym znajdziesz brata i wieść będziesz dni szczęśliwe
      Wkrocz do miejsca niezwykłego, poczuj wieczne ukojenie
      Wobec świata parszywego cudem będzie nam więzienie!

2.Wejdź przez Bramy Zapomnienia, tutaj wszystko jest możliwe
Wreszcie wyrwij się z cierpienia, odnajdź w sobie wieczną siłę
Wprowadź w życie swoje plany i powołaj nowy świat
Otwórz celę, zdejm kajdany, nowe życie już bez krat
Wreszcie wszystko w twoich rękach, a w umyśle planów stosy
Dziś się kończy twoja męka, wraz śpiewają wszystkie głosy,
Niech to wiedzą, śmiertelnicy, że pisana tobie chwała,
Niech się znajdą zwolennicy, niech podąży Ziemia cała
Nowe Jutro tuż za rogiem, dzień odkrywa Nowy Blask
Wzgardź postępem, pogardź Bogiem, nowa era - to twój czas
Wszystkich królów tyś cesarzem, przewodnikiem i nadzieją
Płoną miasta i ołtarze tych, co dziś się już nie śmieją
Na twój rozkaz świat zapłonie, wymrze wszystko, co bolesne
Jedno słowo - wzejdzie koniec, z dawnym żegnasz się jestestwem
Kilka sekund, portal znika, bez powrotu, już na wieki
Niech nam zagra dziś muzyka, niechaj przeszłość spływa w ścieki

Ref: Dziś zapraszam cię do świata, w którym wszystko jest możliwe
       Tutaj w każdym znajdziesz brata i wieść będziesz dni szczęśliwe
      Wkrocz do miejsca niezwykłego, poczuj wieczne ukojenie
      Wobec świata parszywego cudem będzie nam więzienie!


"Hipokryzja" 2015-12-13

Piękne słowa, zapewnienia,
Przed innymi udawanie
A to zwykłe przemyślenia,
Zakłamane własne zdanie

Deklaracja wielka w słowach,
Ale w czynach zaniedbana
Mimo tego się podoba,
Mimo tego szanowana

Mówisz, piszesz, głosisz jedno
Małe kłamstwo, ale jednak;
W tym tkwi właśnie sprawy sedno,
Co na wiele ci się nie zda!

Nawet kiedy gra się toczy,
O coś jakże normalnego,
Ty i tak wciąż mydlisz oczy
Unikając "czynu złego"

Choćbyś nawet źle nie czynił
Nadal będziesz grać anioła
Choćbyś wszystkich o coś winił
Siebie sądzić już nie zdołasz

Tak więc drogi Hipokryto
(Hipokrytko, gdyś kobietą)
Niech świat ujrzy twarz zakrytą
Czyś jest majstrem, czy poetą!

Niechaj widzi każdy człowiek,
Niech poczuje twą obłudę
Niech się prawdy każdy dowie
Bo ci szczerość idzie z trudem!


"Wampir" 2015-12-12


Wreszcie północ wybiła, obudziłem się w nocy
Wstałem w pełni gotowy i otwarłem swe oczy
Twarz przed lustrem obmyłem, choć nie chciałem w nie patrzeć
Wnet przeniknę wgłąb nocy, zapolować, jak zawsze
Szczelnie płaszczem okryty ofiar szukam podtępnie
Na krew czekam spragniony, aż gdzieś serce znów pęknie
Spijam każde cierpienie, jak ambrozję bogowie
O prawdziwej naturze nikt się nigdy nie dowie

Lecz cierpliwość ulotna i nie może trwać wiecznie
Mój organizm złakniony znów powtarza ten bezsens:
Żyję po to, by ranić; ranię po to, by żyć
I dobijać ofiary, co nie już wierzą w nic
Dla mnie każda łza cenna, mym nektarem jest krew
Choć wstrzymuje mnie ranek, głodu silny jest zew
Gdy pokarmu nie starcza, szybko robię się zły
Dumne prężą się rogi, ostre jak brzytwa kły

Serce dawno nie bije, bo otacza go lód;
Choć oblekło się szronem i panuje w nim chłód,
Chociaż życia już nie mam, wciąż zabijam po zmroku
Niosę śmierć zagubionym, oferując im pokój
Sam się zguby nie boję, mi Kostucha nie straszna
Mogę mijać ją co dzień, bez pozbycia się płaszcza
A gdy rozkaz przychodzi i umierać potrzeba
Znów się martwy odrodzę, by powtarzać swój schemat


Błogosławiony Czwartek 2015-12-10

Sam już nie wiem...

Z jednej strony dobry znajomy z mojej grupy (obecnie piąty rok prawa i  pierwszy ekonomii) doradza mi prawo, bo przyda mi się znajomość przepisów, jeśli chcę pracować jako dziennikarz w opiniotwórczych mediach.Z drugiej strony rodzice, którzy widzą prawo jako przyszłych sędziów, prawników i notariuszy bez "znajomości i aplikacji.
Z jednej strony chcę pieprzyć te finanse, zacząć studiować coś innego.Nie mówię o zerwaniu nauki, tylko o odizolowaniu się od świata ekonomii.Pierdolą mnie te zadania i wykresy z mikroekonomii, jebią mnie podstawy zarządzania, w dupie mam matematykę! Po chuj mi to, nie nadaję się do tego! Wystarczą mi podstawy, wyniesione z Ekonomika.Przynajmniej mam papiery: Europass oraz świadectwo potwierdzające kwalifikacje zawodowe.Puk-puk, chodziłem przecież do TECHNIKUM!
Z jednej strony rodzinka doradza mi języki.Skoro znam się na angielskim i lubię go, to czemu nie iść w tym kierunku? Przynajmniej będę miał kolejne dokumenty o znajomości języka...Tylko nie uśmiechają mi się zajęcia prowadzone po angielsku.Za szybko i za dużo obcojęzycznych treści naraz  i pogubię się już po kilku chwilach!
Filologia? Dziennikarstwo? Kierunki humanistyczne wymagają kreatywności, więc to coś dla mnie! Mój kolega imiennik twierdzi, że dziennikarstwo to kierunek "do pisania rozprawek" oraz że jeszcze się nauczę pisać artykuły.
Studia...Nie każdemu są potrzebne.Ludzie posiadający już jakieś doświadczenie, udzielający się i robiący coś więcej, spełniający się w swojej pasji, są często ciepło przyjmowani przez pracodawców.Czuję, że studia mi się przydadzą, że odpowiednia wiedza byłaby mi przydatna.Bo w istocie chcę się uczyć czegoś, co mi się przyda! Mam dość babrania się w finansach i ekonomii! Wystarczą mi te 4 lata w ZSE, koniec tego dobrego! Czas otworzyć okno i trochę przewietrzyć.Czas zmienić klimat.
Niektórzy nawet bez studiów idą ciężko zapierdalać, bo nie da się tego lżej ująć.Brak doświadczenia, niskie ambicje, mała przedsiębiorczość, niewystarczająca kreatywność, niemożność znalezienia lepszej pracy...opcji jest wiele.Do takich ludzi nic nie mam, praca w końcu jest pracą i nie każdy będzie siedział za biurkiem.Ponadto pracownicy w 99% nie spełniają się tam, gdzie by chcieli, nie mają (lub nie umieją znaleźć) możliwości rozwoju.
A ja? Ja tylko chcę się czegoś nauczyć, przy okazji szukając sposobów na poszerzenie mojego doświadczenia i portfolio.Chcę pisać, bo to kocham.Chcę tworzyć coraz lepsze teksty, mnożąc ilość dobrze przemyślanych prac.Ciągle doszukiwać się lepszych metod, porównań, sposobów na dobry tekst.Jak mi wychodzi? To oceniacie wy.
Ech...Kurwa, czemu nic nie jest takie proste, jakby się wydawało? Póki co powinienem skupić się i zaliczyć chociaż pierwszy rok finansów i rachunkowości, bo tak czy siak jedynie od połowy 2016 roku będę mógł racjonalnie zmienić kierunek.Te kilka wolnych miesięcy byłyby tylko straconym czasem, żadna praca nie wchodziłaby w grę.
Ja już nie wiem, po prostu opadam z sił.Przeklinam niedziele, wyjeżdżając do Rzeszowa, by każdego dnia modlić się o jak najszybsze nadejście czwartku bądź piątku, zależnie od tygodnia.
Moja psychika coraz bardziej wariuje, przez co opuszczam wykłady, a ostatnio nawet dwa zajęcia.
Wiecie co? Mam proste rozwiązanie: dajcie mi pistolet i skończmy to wreszcie... :/







Sucharopodajnik #13 - LaZima/ZiLato 2015-12-10

Mały chłopczyk został zabrany do psychiatry:



- Jak masz na imię, dziecko?
- Jasio, proszę pana.
- A ile ty masz lat?
- Siedem, proszę pana.
- Ok, a jaką mamy porę roku?
- Lato, proszę pana.
- Lato? W środku zimy? Powiedz, czy jeździłeś wczoraj na sankach?
- Jeździłem, proszę pana.
- A lepiłeś wczoraj bałwana?
- Lepiłem, proszę pana.
- No, to jakie my mamy lato, co?
- Gówniane, proszę pana   :D


"FeLiNa" 2015-12-06

Szczyt zdobyłem, piąc się żwawo
Stosy trupów tuż pode mną
Płonie miasto, płonie krwawo
Kres jest bliski, wiem na pewno
Tak daleko mnie ścigałeś,
Tak usilnie chciałeś zabić
Kilka razy już mnie miałeś
Lecz nie mogłeś nigdy trafić

Świat umiera w nocnej marze
Ty zaś stoisz naprzeciwko
Już mnie w piekle Diabeł skaże
Starczy strzelić, oby szybko
Tego chciałeś, po to żyjesz
Wymierz dobrze, celuj w serce
Niech do reszty całkiem zgnije
Czas się oddać w czarta ręce

Krwawe wieki naznaczone,
Serce przebił pocisk mały
Krew pokryła cienkie dłonie
Już pode mną lecą skały
W dół mnie ciągną diabły chciwe,
Dech ostatni w paszczy ognia
Dziś zapłacą mi godziwie,
Dziś mnie pożre własna zbrodnia

Patrzysz teraz z samej góry,
Twój pistolet syczy jeszcze
Nad zenitem krwawe chmury
Świat pogrzebią łzawym deszczem
Zasłużyłem na cierpienie,
Przecież po to krew przelałem
Paląc wszystko wraz z korzeniem
Już na starcie się skazałem

Na dół schodzisz, myśląc o mnie
W sercu litość, w głowie wzgarda
Twego czynu nie zapomnę
Nawet będąc więźniem Diabła
Nikt nie weźmie mnie w obronę
Po mnie tylko pozostało
Kamieniami przygniecione
W pół spalone nagie ciało
-------------------------------------
Fe  - żelazo (we krwi)
Li   - lit (w metamfetaminie)
Na  - sód (we łzach)


Walter "Heisenberg" White 2015-12-06

Fanowski trybut.Refleksje psychologiczne.

Walter Hartwell White - 50 letni, spokojny, zrównoważony, sympatyczny mieszkaniec Albuquerque w stanie Nowy Meksyk.Nauczyciel chemii, pasjonata i mistrz w swoim fachu.Ma żonę Skyler oraz syna Waltera Juniora.Na przestrzeni serialu pojawia się również córeczka Holly.Poczciwy, trochę "ciapowaty" jegomość wiódł spokojne, szczęśliwe życie, do czasu, gdy zemdlał podczas pracy w myjni.Wówczas rak płuc otworzył przed nim zupełnie nową, ryzykowną, ale i całkiem intrygującą drogę.Drogę, którą dzisiaj razem z wami, wiernymi miłośnikami serialu, postaram się zanalizować, by nakreślić sylwetkę jego alter ego - Heisenberga.Jeśli obejrzałeś/aś już serial lub nie chcesz samodzielnie poznać historii pana White'a, zapraszam do lektury!

Rak płuc - od tego wszystko się zaczęło.To było pierwsze z wielu kłamstw, jakie Walter musiał uknuć, by chronić bliskich, których stawiał na pierwszym miejscu w całym swoim życiu - choć tak mu się wydawało.Wiedział, że jego czas się kończy.Ze słusznych pobudek zaczął więc szukać źródeł finansowych, które pomogłyby jego rodzinie.Leczenie, chemioterapia, utrzymanie, opłaty za edukację...to wszystko spoczywało teraz na starszym jegomościu, obciążonym nowotworem.Strach przepełniał go z dnia na dzień.Szybko jednak znalazł jedyne słuszne rozwiązanie: zarobić na tym, co umie najlepiej.

Szybka decyzja, gotowanie najczystszej mety na świecie.Do pomocy zgarnął swojego upartego, dupkowatego ucznia Jessie'go Pinkmana, o którym również można rozpisać cały elaborat.Skupiając się na Walterze możemy śmiało zgodzić się z jego planem.Robił to z troski o innych.Oczywiście, tajemnica choroby wyszła na jaw.W spółce z siostrą Skyler, Marie (kleptomanką, borykającą się ze słabą psychiką) oraz jej mężem Hankiem Schrederem z DEA (policyjnego wydziału ds. narkotyków, moją ukochaną postacią,  o której znowuż można co nieco napisać) White'owie zaczęli wspólnie obmyślać kolejne kroki w leczeniu, jednocześnie martwiąc się o środki pieniężne.

Żeby nie streszczać serialu: Walter gotował, Jessie zajmował się dystrybucją.W końcu doszli do Tuco Salamanki i od tej pory zaczęły się ich problemy.Pobicie ucznia i odebranie towaru rozbudziło w starszym chemiku nową, nieokiełznaną siłę - Heisenberga.

Kim jest Heisenberg? Bezkompromisowy geniusz, który swoje cele jest gotów uzyskać za wszelką cenę, dokładnie wg swojego planu.Nie zawaha się otruć rycyną małego chłopca, jeśli zajdzie taka konieczność.Nie będzie szedł na kompromis i pozwoli innym umrzeć, gdy stawka jest zbyt wysoka.Co najlepsze, jego priorytetem jest z kolei własne narkotykowe imperium, prowadzone wraz z Pinkmanem, jego oczkiem w głowie, najlepszym uczniem i wspólnikiem, którego chce utrzymać przy sobie bez względu na środki.Jak wiemy, popycha go to wielu niemoralnych posunięć, które nieraz prowadzą go na skraj własnego grobu.

Walter White z czasem umiera.Karty wychodzą na stół, małżeństwo się rozsypuje, Skyler przeradza się w konkretną sukę, znienawidzoną przez "Flynna"  Juniora, który większość czasu opowiada się po stronie rozpieszczającego ojca (o Flynnie też mógłbym wiele się rozpisać, tak swoją drogą).Rozwód wisi w powietrzu, a cała sprawa z gotowaniem wychodzi na jaw.To jest ten moment, w którym 99% widzów pod każdym odcinkiem pisało "Skyler to suka!".Jej sytuacja jest niełatwa do rozgryzienia, bo patrzymy na nią z perspektywy Waltera i samej zainteresowanej. Problem goni problem, lecz jakoś w końcu się układa.Gustavo Fring wkracza na scenę, otwarcie myjni itd.Mimo wszystko miłości już tu nie znajdziemy.

Nasz bohater dalej robi pieniądze, lecz w zachowaniu coraz bardziej widać w nim umierającą duszę.Gotowanie dodawało mu sił, wzbudzało adrenalinę, pęd prawdziwego życia.Balansował na krawędzi, "Przekraczając Zło", jak głosi tytuł serialu.Heisenberg szalał na całego, pozwalając zamilknąć dawnemu Walterowi.Wydawało mu się, że nadal robi to wszystko dla rodziny.W końcu nowotwór dał za wygraną, radość stopniowo wracała.Niestety, im więcej pieniędzy wpływało panu White'owi, tym bardziej ich pożądał, tym więcej chciał pracować, tym większe intrygi działy się wokół.Gdyby nie jego rozbudowane działania, przeżyłoby znacznie więcej osób.Gdyby pozostał pierwotnie przy Gusie Fringu i wedle słów Mike'a Ehrmantrauta robił swoje - nie zdarzyłoby się to, co w sezonie 5, który zmiażdżył totalnie, mimo że w poprzednim wszystkie wątki właściwie się zamknęły.

Wygórowana ambicja, pociąg do ryzyka i wizja świetlanej kariery, niespełniona przez małżeństwo Gretchenów (dawnych przyjaciół, którzy go wydymali) zmieniło oblicze spokojnego i ustatkowanego mężczyzny.Stał się niebezpiecznym szaleńcem, który mówł o rodzinie, gdy stał z nożem w ręku przed synem, broniącym zapłakanej matki.A jednak cząstka Waltera w nim pozostała.Heisenberg dominował, ale stary White jeszcze nie umarł.Dowodem na to może być chociażby ostatni odcinek, jego ostatnia rozmowa z żoną, podczas której sam przyznał: "Zrobiłem to dla siebie.Podobało mi się to.Byłem wtedy...Naprawdę czułem, że żyję!".

Śmierć przyszła do niego podczas podziwiania laboratorium, w którym więziony był Jessie.Sukinsyn, który zabił Hank'a, nie żyje.Jego ludzie również zostali wyrżnięci, a Lydia umiera od rycyny.Niestety, podczas wymiany ognia został postrzelony przez własny mechanizm broni automatycznej. Walter w końcu dostaje krwotoku, opadając bezwładnie na ziemię, z wyrazem satysfakcji.

W końcu żył tak, jak chciał.Robił to, co faktycznie mu się podobało, robił to dla siebie, robił to, bo naprawdę ŻYŁ! Nie zawsze jego postępowanie było moralne.Nie każdy uczynek można było pochwalić.Ale koniec końców Walter na zawsze połączył się z Heisenbergiem, w tej jednej chwili ostatniego oddechu.

Czego nas miała nauczyć ta postać? Co miała nam pokazać? Interpretacja dowolna, jak wszystko wszędzie.Na koniec napiszę wam tylko moją interpretację: róbmy swoje, nie ważne, co mówią inni.Jeśli czujemy, że coś jest dla nas ważne, istotne, sprawia nam niewysłowioną frajdę, to nie można przestać tego robić pod żadnym pozorem! To nas właśnie zabija, od środka, jak złośliwy nowotwór - poprawność, "etyka", poukładanie, reguły! Któregoś dnia wszyscy umrzemy jak psy, ze łzami w oczach, że nie czuliśmy w sobie życia, bo nie robiliśmy tego, co nas pociągało.Nie wszystko co zrobimy będzie dobre, ale przynajmniej powinniśmy zachować szczerość wobec samych siebie - "może i to nie jest specjalnie "ok", ale JA nie mogę bez tego żyć!"







Breaking Bad - Krystalicznie czysty odlot! 2015-12-05

Vince Gilligan, mój ty geniuszu <3

"Walter White, dotąd spokojny nauczyciel chemii dowiaduje się, że ma raka i postanawia gotować metamfetaminę wraz z byłym uczniem" - tak najczęściej określany jest serial, kręcony od 2008 do 2013 r. Niestety, nic nie jest w stanie oddać geniuszu tej produkcji, świetnie napisanych postaci, rozbudowanych, intrygujących dialogów, błyskotliwych dowcipów, trzymających w napięciu scen akcji i wartkiej historii z wieloma wątkami pobocznymi!

Walter White, zasłużony chemik, wybitny naukowiec, wydymany przez swoich najbliższych przyjaciół z Grey Matters, dowiaduje się o swoim nowotworze.Na jego leczenie potrzebna jest kasa, o którą nasz bohater nawet nie zamierza prosić.Dotąd spokojny, opanowany, nieco lękliwy człowieczek musi stanąć przed nowym celem i - jednocześnie - odkryć w sobie pokłady prawdziwego życia.Towarzyszyć mu będzie ukochana Skyler, młody Walter Junior, Hank Schredder - szwagier z DEA - jego żona Marie oraz oczywiście Jessy "Bitch" Pinkman.Każdy z tych bohaterów ma własną, niepowtarzalną osobowość.Zostali zagrani przez świetnych, wiarygodnych aktorów, przez co naprawdę da się utożsamić z każdym po trochu.Jedną będziemy nienawidzić, innemu współczuć i kibicować...Z wielką chęcią napisałbym wam co nieco o każdym z nich, ale wówczas z recenzji zrobiłby się elaborat naukowy, rozpatrujący psychologiczne podejście serialu i siedzielibyście nad tym tekstem do nocy!

Świetnie zagrane barwne postacie doskonale komponują się z rewelacyjnym scenariuszem.Fabuła, kręcąca się wokół choroby Walt'a, z czasem zaczyna obierać inne, ważniejsze lub mniej istotne priorytety.Dzięki pięciu sezonom możemy doskonale zobaczyć przemianę absolutnie wszystkich  bohaterów, staramy się zrozumieć ich postępowanie oraz motywy nimi kierujące.W rzeczywistości na daną sprawę nie da się patrzeć z perspektywy tylko jednej strony, co serial pokazuje na każdym kroku.Historia jest jedną wielką pizzą ze wszystkimi możliwymi dodatkami.Jest przez to kolorowa, interesująca i niezwykle smaczna.Reguła malejącej użyteczności krańcowej mówi, że im więcej czegoś spożywamy, tym mniejszą mamy z tego frajdę.Niestety, ekonomiści nie przewidzieli chyba istnienia tak niesamowitych produkcji, do których z pewnością zalicza się Breaking Bad! Jeden odcinek to mało, wciąż chcemy więcej i więcej.Szczególnie, że wiele odcinków zostawia nas przy wielkim niedopowiedzeniu, co jest sprytnym zabiegiem marketingowym, aby widz sięgnął po następny epizod.Ach, jakie to jest piękne i niebezpieczne zarazem! Serial mówi ci "Chodź, weź mnie, zobacz co będzie dalej", a ty akurat musisz wyjść do szkoły, pracy czy na uczelnię! Dlatego już teraz radzę wam dobrze rezerwować sobie wolny czas!

Breaking Bad to majstersztyk, który jednak wbrew naszej woli robi nam psikusy i aktualnie podziwiana postać robi coś, czego my za cholerę nie pochwalamy."Kurde, czemu ty to robisz, przecież możesz wyjechać, zostawić wszystko w diabły! No, po coś ty tam wchodził?!" - takie komentarze wymskną się spod nosa każdemu z nas.Wciąga jak jasny pieron.Robi to zwłaszcza pod koniec i na początku sezonów, ale wszystkie środkowe epizody są przynajmniej dobre.Zaprawdę, powiadam wam, nie ma tu miejsca na nudę!

Na koniec, jak zwykle zapomniałem wspomnieć o WYBITNEJ scenie drugoplanowej, w której retrospekcje, pozornie nieistotne rekwizyty oraz nie mniej intrygujące zajawki stanowią drugie dno i dodają bieżącym wydarzeniom znacznie większy sens! Dokończyć trzeba wzmianką o wyśmienitej ścieżce dźwiękowej, składającej się z perfekcyjnie dobranych piosenek! Tak więc jest na czym oko i ucho zawiesić!

Zatem, czytelniku, rezerwuj czas, szykuj wygodną kanapę, coś do jedzenia i ewentualnie drugą osobę! Jeśli jakimś cudem jeszcze nie oglądałeś tego genialnego dzieła Vince'a Gilligana, radzę ci szybko nadrabiać zaległości...bitch!







"Do Sukinsyna" 2015-12-04

[Pierwszy Wiersz z mojej "Trylogii Dziecięcej"]

Niech uderzą cię te słowa, zwykły tchórzu bez honoru,
Gdzie pieprz rośnie zwiałeś prędko, zamiast wroga przyjąć w polu
Bezstresowy prymitywie, tylko melanż cię obchodzi,
Nową pannę stukasz teraz, gdy twe dziecko już się rodzi!
Zapominasz o godności, żeś mężczyzną jest, do kata!
Dawniej strzały co imprezę, dziś ucichła twa armata
Dziś ukrywasz się przed światem, sprawiedliwość zbyt łaskawa,
Popijając litry czystej wśród znajomych słyszysz brawa,

Znów polujesz, znów zagadasz, znów na nockę masz lalunię,
Dziś bajera, dziś "numerek", jutro znikniesz cicho w tłumie
Lecz nie zawsze wszystko błyszczy, czasem pęknie twój balonik
W głowie mętlik, serce wali, od dziewczyny wówczas stronisz
Chcesz uciekać na skraj świata, by nie mieszać się do dziecka
Nie to życie, nie ten schemat, twoja droga jest bezpieczna!
Czas nadejdzie, nic się nie bój, owłosiony małpi członku
Twa kobieta nie jest sama, wkrótce dojdzie do porządku

Zero życia, marna praca, lecz o dziecko dobrze zadba:
Da mu wszystko, co potrzebne, chociaż obca będzie prawda
Nie uchowa się przed losem, gdy podrośnie zacznie pytać,
Gdy zmądrzeje, zwątpi w bajki, gdy dojrzeje - zacznie ścigać
I bądź pewien, sukinsynu, że odnajdzie cię bez trudu
Choćbyś ślady zdołał zatrzeć i otrzepać z ciężkich brudów!
Choćby matka wybaczyła, choćby dała tobie spokój
Ty jedyny bój się wyjrzeć za próg domu tuż po zmroku


"Zguba" 2015-12-03

 Zbudź się, zbudź się, czarci synu,
Zegar mówi, że już czas
Po przespanych latach tylu
Niech powstanie Rzesza mas!
Niech twe imię się odrodzi,
Niech twe kroki ruszą Ziemię
Niech cię wielbią starzy, młodzi,
W proch obrócą twe więzienie

Niech na nowo twoje znaki
Przyozdobią nam ulice
Niech na nowo krwawe szlaki
Zgubią nędzne, ludzkie życie
Wskrześ sojusze, wyrżnij wrogów,
Twój porządek niech nastanie!
Ponad ludzkość, ponad bogów
Pełną męki unieś czarę!

Niech zapłaczą krwawym deszczem,
Niech się wiją wszyscy z bólu!
Nie umarła Ciemność jeszcze,
Gdy na czele stoisz, królu!
Dziś zapłonie twe ognisko,
A po ogniu przyjdzie Zguba
I gdy spłonie wokół wszystko,
Piekło zacznie czynić cuda


Sucharopodajnik #12 - Niesprawiedliwość 2015-12-03

Reaktywacja serii! ;)



Umarł bardzo ceniowy papież, niestroniący jednak od nadmiernego przepychu.U bram święty Piotr powitał go słowami:
- Witaj, Sługo Pański! Jako, że wiernie służyłeś Bogu Naszemu przez całe swoje życie, dziś możesz poprosić o jedną rzecz.Cokolwiek sobie zażyczysz, zostanie spełnione!
Nie namyślając się zbyt długo, papież odpowiedział:
- Chcę dostać Porsche.Ale nie takie zwykłe! To ma być najlepszy, najszybszy i najwygodniejszy samochód, o jakim śmiertelnicy mogą jedynie pomarzyć! Karoseria jak nowa, tapicerka jak w limuzynie...słowem: chcę mieć super furę!
Święty Piotr pstryknął palcami.Na jego rozkaz przed papieżem pojawił się jego wymarzony samochów.Papież wsiada, odpala silnik i zaczyna śmigać go niebiańskiej autostradzie.Nagle z zawrotną prędkością wymija go jakiś owłosiony, zarosły wysoki mężczyzna w złotym kabriolecie.Papież wpadł w szał, zawrócił i rzucił pretensje do Piotra:
- Co to ma być?! Miałem mieć najlepszy samochód w całym wrzechświecie, a tu jakiś  menel spod krzaka w jakichś tanich ciuchach ma jeszcze lepsze auto, niż ja?! Nawet mimo swoich licznych zasług i wiernej służby dostaję ledwie namiastkę tego, co ten lump?!
Na to  Piotr mu odpowiada:
- Co zrobić....SYN SZEFA! :D


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]