Zwi@dowca Elvenoor | e-blogi.pl
Blog inny niż wszystkie
Blogi

Przy blasku swastyki 2015-11-27

Ein Volk, ein Reich, ein Führer...

Odkąd kilka mięsięcy temu przeczytałem "Rok 1984" George'a Orwella, zacząłem mocniej interesować się systemami totalitarnymi, a konkretnie narzędziami, jakie stosują wobec społeczeństwa.Obiektem moich zainteresowań zostały objęte zwłaszcza zachowania i odczucia strony uciskanej, tj. zwykłych obywateli.Wiele nocy rozmyślałem nad prostymi, acz znacznie efektywniejszymi metodami zniewolenia całej społeczności.Znalazłem również najsłabszy punkt niemal każdego człowieka - uczucia.Lubimy się wywyższać, uważać za mądrzejszych od zwierząt ze względu na zdolność szerszego rozumienia, interpretacji i oceny wszlkich zjawisk.Mienimy się lepszymi, bo kochamy, współczujemy, staramy się balansować na cienkiej linii ludzkich uczuć.Wpadłem również na bardzo niemoralną, ale zarazem najskuteczniejszą metodę podporządkowania jednostki.Aż dziw bierze, ze też nikt wcześniej o niej nie pomyślał! Wystarczy tylko...

Nie.Zachowam tę informację dla siebie, na wszelki wypadek.Wracając do głównej myśli tego wpisu: moje zainteresowanie manipulacją, propagandą i "ułożeniem" sobie obywateli zaprowadziło mnie do najdobitniejszego przykładu, jaki kiedykolwiek chodził wśród nas: Adolfa Hitlera.

Niedawno przeczytałem pierwsze wydanie czasopisma "Świat Wiedzy.Ludzie".Był on poświęcony w 100% samemu Führerowi: jego obawach, ciężkiej drodze do sukcesu, rodzinie, tajemnicom, chorobach, podbojach militarnych itd.Każdy artykuł chłonąłem z niezwykłą lekkością.Poszerzałem wiedzę i tym samym mój własny obraz Hitlera.W planach mam jeszcze lekturę "Mein Kampf", powieść Timura Vermesa pt. "On wrócił" oraz kilka filmów o samym dyktatorze, w tym legendarny "Upadek".

Adolf Hitler bez cienia wątpliwości był najgenialniejszym politykiem tego świata, doskonałym przywódca oraz ikoną bezlitosnego traktowania swoich wrogów.Niestety przez kilka głupich błędów, z inwazją na ZSRR na czele, jego pozycja znacznie osłabła, a marsz zwycięstwa zmienił się w desperacką obronę i bezpowrotny odwrót.W maju 1945 roku nad Berlinem powiewała już sowiecka flaga - symbol ostatecznej klęski państwa, które chciało podnieść się z kolan po I Wojnie Światowej.Teraz"wielka trójka" ostatecznie dobiła III Rzeszę, dzieląc ją na NRD i RFN.

Adolf Hitler - geniusz zła, naczelny kat Europy.Postrach zlęknionych, pogromca wielkich, nadzieja Tysiącletniej Rzeszy.Najważniejszy tryb w machinie holokaustu, wskrzesiciel potęgi Niemiec.

Jeden człowiek, a jak wiele miast udało mu się zniczyć, jak obszerne tłumy upchnąć w wielu nazistowskich obozach pracy i obozach koncentracyjnych! Jak prężna była jego militaria, jak złożoną religię! Dzieci były chrzczone poprzez dotknięcie sztyletem, pod swastyką i portretem Führera! Idea "rasy panów" , kult starogermańskich bohaterów, wiwat na cześć kolejnych zwycięstw niepowstrzymanych Niemiec...I to wszystko za sprawą jednego, początkowo gówno wartego człowieka, któremu nie wróżono zbyt wielkiej kariery.Śmiali się, popychali, pogardzali...ale gdy przychodziło im uciekać podczas "łapanek" już nikomu do śmiechu nie było.A niedawni sceptycy? Szybko zaczęli dostrzegać nową szansę, jaką zapewnił im jeden Austriak.

Zginął jak śmieć.Zastrzelił się, a niedawno poślubionej małżonce Ewie Braun kazał wypić cyjanowodór.Na jego kilkunatosekundowym pogrzebie tylko kilku popleczników oddało mu ostatnie honory, paląc zwłoki.W środku szalejącej zawieruchy wojennej i bombardowania Berlina nie było czasu na pamiętny i godny pochówek.Tak upadł jeden z najistotniejszych ludzi w dziejach świata.Upadł, bo umysł szalał coraz bardziej.Upadł, bo postąpił jeden krok za daleko na wschód.Upadł, bo wraz z nim upadała jego nazistowska idea.Nie wszystek jednak umarł.

System zawsze się utrzyma.System zawsze będzie rządził, choćby świat miał wznieść bunt.System nigdy nie wybacza, System zawsze wierny.

Jeden kraj, jeden System, jeden Przywódca - na wieki!

------------------------------------------------------------------------------------

Dzisiejszego utworu nie ma nigdzie na YT.Polecam wyszukać sobie piosenkę  Rammstein - Rammlied (Hitler) mix by Brenn.


Muzycznie przez wspomnienia 2015-11-26

Dziś krótko, ale bardzo treściwie.
Słuchając nowych brzmień XXI wieku coraz częściej na palcach jednej ręki mogę policzyć te, które naprawdę zasługują na naszą uwagę.Każdy ma swój gust muzyczny, każdemu w ucho wpada co innego.Ale im więcej słucham tzw. "hitów na czasie", tym czarniej widzę kierunek, jaki obrał show biznes.Dziś jednak nie chcę o tym dyskutować, bo poruszałem to podczas omawiania wyników Eurowizji.Dziś cofniemy się w czasie do okresu, w którym MTV jeszcze reprezentowało swoją nazwę.Czasów, w których dla młodego Mateusza muzyka w radiu była nieodzownym elementem kwitnącego życia.
Oto moje dzieciństwo, zapisane w dawnych hitach sprzed kilku(nastu) lat.Oto piosenki, których teledyski, brzmienie i rytm nadawały mojej codzienności nowy, lepszy wygląd.Oto utwory, które dziś słucham ze łzami w oczach.Nie podam tu wszystkich, ale te kilka najważniejszych powinno dać nam śmiały obraz tego, jak zajebista była kiedyś muzyka!



























P.S: A Grupa Operacyjna była, jest i będzie w 100% idealna! Ich kawałki będą mi towarzyszyć aż do śmierci, a tekstów zbyt prędko nie zapomnę! Nawet, gdy minęły już 4 lata od zawieszenia przez nich działalności.


"Płonę" 2015-11-25

Jestem ogniem, palę wszystko - na nic woda uświęcona
Wieczny płomień w środku serca, w żyłach płynie krew skażona
Dwa krzesiwa zamiast oczu, na języku iskry złote
Muszę ofiar szukać co dzień, walcząc z jatki krwawej głodem

Nie potrzeba wielkiej krzepy, nie potrzeba silnej braci
Wzrok demona, śnieżny dotyk, słownik wielki, język gadzi
Widzę słabość, słabość zżeram, wiem gdzie łowić, znam sposoby
Drugie imię: słodkie kłamstwo, dowód na to - liczne groby

Ucztuję na zwłokach, spijam cierpienie
To nie jest na pokaz, to moje więzienie
Zabijam, bo muszę, bo głód mnie pożera
Bo serce nie sługa, bo ofiar chce teraz!

Choć ręce się trzęsą i ciągle się waham
Codziennie krew świeżą wykradam od świata
Strach ludzki w mym ręku jak berło na tronie
Z rozpaczy i gniewu przez wieki wciąż płonę


Risen - miodność, klimat, RPG! 2015-11-23

Młodszy brat Gothica
Risen...Oj, ile razy zabierałem się do tej gry! Zazwyczaj kończyłem zabawę na samym początku z racji słabego sprzętu.Dziś właśnie ukończyłem rozgrywkę po stronie bandytów Don Estebana i mogę śmiało polecić tego godnego następce kultowej produkcji Piranha Bytes - serii Gothic!
Zaczynamy, jak zwykle, od przybycia naszego bezimiennego bohatera na teren działań.Tym razem mamy do czynienia z wulkaniczną wyspą Farango.Historia dzieje się w świecie, w którym magowie za pomocą bardzo potężnego zaklęcia pozbyli się bogów raz na zawsze.Niestety, samym zainteresowanym się to nie spodobało.W chwili wyzwolenia z podziemi nagle wyrosło wiele grobowców, uwalniając tym samym przeróżne bestie.Do tego dochodzą dziwne trzęsienia ziemi, niepokojące burze oraz Inkwizycja, która siłą przejmuje miasto, zamykając do niego dostęp.Don Esteban, dawny władca portu przenosi się na bagna, planując odzyskanie władzy.Jednak obie strony konfliktu zgodne są co do jednego: przewagę zapewnić może jedynie bogactwo starożytnych świątyń.
A gdzie w tym wszystkim my? Nasz bohater rozbija się na nieprzyjaznej wyspie podczas burzowej nocy.Płynął on  wraz z kilkoma innymi pasażerami na gapę na statku samego Inkwizytora, który po nieudanej walce z Tytanem, teleportuje się do bezpiecznego klasztoru.Od razu zostajemy więc rzuceni na głęboką wodę, by odkryć tajemnicę wyspy i uratować jej mieszkańców.
Świat nie jest nam przyjazny.Wszędzie czyhają jakieś potwory, mniej lub bardziej niebezpieczne.Na każdym etapie rozgrywki (składającej się z 4 rozdziałów) natkniemy się na przynajmniej jeden gatunek bestii, których ubicie będzie graniczyło z cudem.Tak, tak! Kto grał w Gothicka, ten może śmiało przypomnieć sobie stare dobre taktyki, pokroju walki za pomocą czarów lub broni dystansowej (cofać się i strzelać) czy chociażby tzw. metoda "hit and run" - typowe odciąganie pojedynczych maszkar od reszty stada.Również walka na bliski kontakt nie należy do najprostszych.Uniki, blokowanie czy kontrataki to tutaj chleb powszedni.I choć pierwszy rozdział przyzwyczaja do opanowanej sytuacji, to już od drugiego do końca gry, będziemy czuć na sobie presję wiecznie zbyt potężnych przeciwników, jakimi niewątpliwie jest rasa jaszczurzych Saurian.
Wypełniając zadania poboczne i główne dostajemy punkty doświadczenia.Za każdy kolejny poziom otrzymujemy standardowe dla "Piranii" 10 punktów nauki.A te z kolei możemy wydać na bardzo wiele rzeczy: 3 stopnie alchemii, po 10 stopni walki ostrzem, toporami, łukiem i kuszą, wydobywanie złóż, kowalstwo (+złotnictwo!), otwieranie zamków, kradzież kieszonkowa,  tworzenie zwojów, łowiectwo! Nie wspominam nawet o samej magii, bo oprócz zwojów mamy jeszcze magię Pieczęci oraz Kryształów, którymi to nie miałem okazji się bawić, zważywszy na obraną drogę fabularną.Dość powiedzieć, że czarów jest tu naprawdę masa, choć zwoje nie umożliwiają walki nawet magicznym pociskiem.W ogromnej części służą jednak jako pomoc przy rozwiązywaniu zagadek w świątyniach.Przykładowo mała dziurka w ścianie sygnalizuje, iż jest to odpowiednie miejsce na zmianę w małego robaczka, a dźwignia za pułapką z kolcami, może być przesunięta wyłącznie Telekinezą.
Ale to nie wszystko! Aby zjeść mięso, musimy je podgrzać na patelni.Do tego, nawet umiejąc pozyskiwać różne trofea z pokonanych bestii, niczego nie wskóramy bez odpowiednich narzędzi.Jeśli dysponujemy natomiast odpowiednimi składnikami oraz przepisami, możemy przyrządzić potrawy, wzmacniające nasze zdrowie!
Sami widzicie ile tego jest! Nie ma szans na nudę, szczególnie biorąc pod uwagę bardzo zachęcające, klimatyczne miejscówki pod eksplorację, ukryte skrzynie o różnych stopniach skomplikowania zamków, miejsca do odkopywania skarbów czy naprawdę ciekawe rozwiązanie kradzieży kieszonkowej.W owym procederze możemy uszczknąć dla siebie tylko jedną z posiadanych u naszej ofiary rzeczy, a na wybór mamy niewiele czasu.Po jego upłynięciu nasz rozmówca zorientuje się w naszych poczynaniach i zacznie się bronić.
Oprawa audiowizualna stoi na bardzo  dobrym poziomie, a fabuła jest dość interesująca.Nie umywa się co prawda do Wiedźminów, ale jak na pomniejszego RPG-a, jest w porządku.Rozgrywka starczy na kilkadziesiąt godzin, mnie osobiście zajęła 1 dzień i 12 godzin z hakiem.Jedyne błędy, jakich mogę się czepiać, to tzw.  "atak klonów",  trochę głupie zakończenie na wzór pierwszego Gothicka, zbyt łatwa, schematyczna walka z bossem.
Za całokształt twórczości Piranha Bytes ma u mnie miejsce na podium.Za jakiś czas zapewne sięgnę po Gothicka 3, jeśli tylko odpowiednio go zoptymalizuję.Jak na razie w kolejce przed nim stoi drugi "Wiesiek", a Risen otrzymuje +8/10.


Nie ufaj Muzułmanom! 2015-11-22

Ogień zwalczać ogniem

Fragment piątkowej rozmowy z moim dziadkiem:

" - Mateusz, powiem Ci tak: Muzułmanom nie wolno ufać! Nawet jak będziesz z nimi w pokojowych relacjach i będziesz zgadzał się z ich poglądami, to w jednym jedynym momencie braku porozumienia i sprzeciwu wbiją ci nóż w plecy! To jest inna kultura! Nie chodzi o to, że "Polska dla Polaków", bo to głupota, ale nie można tolerować muzułmańskiej kultury! To już jest fanatyzm religijny! Rusek, Anglik, Francuz czy Niemiec mogą cię wyśmiać, ale nie zabiją.Na tym polega różnica.
Pracowaliśmy kiedyś w polskiej grupie w Iranie.Na budowę zawozili nas Arabowie.I był taki jeden chłopak, który swojemu kierowcy codziennie z życzliwości woził kanapki.Pewnego dnia pokłócili się, kolega przestał Arabowi nosić jedzenie, ale tamten się wielce oburzył.No, bo jak to tak, przecież on ma mu służyć!
Muzułmanie mają urojone, że jak raz coś im dasz, to już zawsze będą dostawać.Nie rozumieją naszej kultury, nie chcą jej akceptować nawet przyjeżdżając do nas!

- A jak tam wygląda praca?

- Myśmy zarabiali po kilka tysięcy ich waluty.Ceny były dość wysokie, bo i warunki tam nie są sprzyjające.Oni czują się oszukiwani przez cały świat! Jedyne cenne dla nich dobro to ropa! A praca dla nich...Na jedno stanowisko aspirowało wówczas kilkudziesięciu Arabów.Nie byli specjalnie doświadczeni, nie potrafili niczego zrobić! Ja się nawet bałem brać pomocy od tych, co mi pomagali, dlatego kazałem mojemu asystentowi tylko nosić skrzynkę z narzędziami.Oni na niczym się nie znają, bo nie stać ich na edukację.Zarabiają u siebie kilka stów na miesiąc, więc na niewiele im wystarcza.Nie wiedzą, czym jest praca, chyba że im każesz kopać i pokażesz jak to robić! "

Wiecie, kiedy świat przejrzy na oczy? Wtedy, gdy zawsze: jak już będzie wszędzie tak usrane, że za Chiny ludowe tego nikt nie posprząta! Francja jest już stracona.W Niemczech dopiero się zacznie, na specjalne zaproszenie pani Merkel.W Polsce, daj Boże, aby żaden uchodźco-imigrant  zarobkowo-jihadowy się nie dostał! Jeśli doszłoby do zamachów w naszym kraju...kto by się bronił? Czym? Przecież państwo ma nas za wariatów i nie pozwoli legalnie kupować broni zwykłym, normalnym ludziom! Oczywiście, musimy mieć prawne uzasadnienie, przywilej...Jak zwykle biurokracja, która nas wykończy wcześniej od najeźdźców.

Wiele razy to mówiłem i powtórzę jeszcze raz: kontrola granic w niczym nie pomoże.Trzeba wystrzelać tych skurwysynów co do jednego! Widząc agresję nie możemy spuścić z pokorą czoła i nadstawić drugiego policzka.Boże, nawet twój Syn chwyciłby za karabin, nie oszukujmy się! Wojna jest konieczna tylko w niektórych przypadkach, ale myślę, że już dawno przekroczyliśmy granicę dostateczną dla zbrojenia.

Kiedy wreszcie zrozumiemy, że nie możemy się mieszać do świata o znacznie innej, mniejszej kulturze, niż nasza? Można utrzymywać relację z Europą, USA, Rosją, nawet z taką Japonią czy Chinami! Ale Korea Północna czy Bliski Wchód...to leży POZA naszym zasięgiem! Nie możemy niszczyć ani modyfikować ich rzeczywistości, bez ogólnego przyzwolenia samych zainteresowanych! Nie chcą demokracji, nie chcą cywilizacji, nowoczesności.Niestety, na przeprosiny i wycofanie już trochę za późno.A na domiar złego poprawność polityczna zamyka nam wszystkim oczy.Nie można mówić o murzynach, muzułmanach, islamistach! Nie można nazwać rasizmem zajścia, w którym czarny dyskryminuje białego! Przez to należy się tak bardzo pilnować, aby przypadkiem kogoś nie urazić, aby nikt nie czuł się "rasowo poniżony".

"Czarnuch"...tu się zgodzę.Ale "MURZYN"? To jak mówić na ludzi o korzeniach afrykańskich, którzy mieszkają w Ameryce? Afro-amerykanie?! Przecież to totalna głupota! I co złego, gdy się powie w telewizji "Muzułmanin wysadził/zastrzelił/groził"? To czysty fakt! MUZUŁMANIN, KTÓRY GROZIŁ! PROSTE!

I może znajdą się jacyś obrońcy, "normalni" Muzułmanie, którzy nazwą mnie rasistą - a proszę bardzo, róbta co chceta! Ale świat pomału się budzi i życzę mu, by jak najdokładniej zajął się wszystkimi fanatykami.Zasada jest prosta: jak osiłek bije kujona, a ten się nie będzie bronił, to już zawsze na biedaka będzie czekał wpierdol.Ale wystarczy, że słabeusz się wreszcie postawi i podejmie odpowiednie środki.Wtedy, moi drodzy Islamiści, pokornie uklękniecie przed swoimi dawnymi ofiarami!

 - A potem Chiny pożrą nas wszystkich za jednym kęsem


Prawdopodobnie, mój drogi.


"Hitman" 2015-11-21

1. O sobie zbyt wiele powiedzieć nie mogę,
Wybrałem intratną, choć morderczą drogę,
Imienia nie pamiętam, nazwisko rzadko noszę
Pracuję wciąż dla siebie, o łaskę też nie proszę
Od celu do celu podążam samotnie,
By dobrze wymierzyć, gdy stanie przy oknie
Czasami ofiara ucieka tak skrycie
Że trzeba subtelniej odebrać jej życie:
Udusić poduszką, nim zdąży się zbudzić,
Dosypać trucizny, by krwią się nie brudzić,
Uderzyć od tyłu lub wypchnąć z balkonu;
A dużo jest metod nieznanych nikomu!
Moralność mi obca, gdy życie jest w cenie,
Najsłabsze na giełdzie jest ludzkie sumienie
Zakradam się niecnie, zabijam po cichu
Bez żalu, współczucia, litości i krzyku

Ref:  Miej się na baczności, ktoś zapłacił mi za ciebie!
Nim się zorientujesz będziesz zbierał kwiaty w niebie!
Nie ochroni ciebie nawet armia wyszkolona,
Kiedy w swoim biurze z mojej ręki będziesz konał!

2. Tak wiele jednostek codziennie mnie mija,
W tak wielu spojrzeniach niejedna lśni wina
Tak wiele cierpienia, przyjaciół zdradzonych,
Lecz nikt jeszcze we mnie nie dojrzał win moich!
Nie kryję swych oczu, niech patrzą w nie wszyscy!
Nie znajdą tam prawdy, wciąż snują domysły
Przelotne zetknięcia z zabójcą po fachu
Nie wzbudzą w nich nigdy pogardy i strachu
Codziennie o śmierci gazety  wciąż piszą,
Na drzewach klepsydry tak licznie wciąż wiszą,
Za zmarłych tak pięknie się modlą w kościołach,
Że mojej roboty nikt wykryć nie zdoła!
Choć życie jest kruche, znów jedna w nim prawda:
Tak jedno się toczy, by innym je zabrać
Więc pilnuj swych ludzi, przyjaciół szczególnie,
Byś nigdy przedwcześnie nie skończył w ich trumnie!

Ref:  Miej się na baczności, ktoś zapłacił mi za ciebie!
Nim się zorientujesz będziesz zbierał kwiaty w niebie!
Nie ochroni ciebie nawet armia wyszkolona,
Kiedy w swoim biurze z mojej ręki będziesz konał!


Przy okazji polecam jedyną słuszną ekranizację "Hitmana":








Studia FiR - czy nadal jest sens? 2015-11-17

A wszystko "dzięki" rodzicom...
Czy potrzebuję studiów? "Starszyzna" naciskała, dla nich studia były oczywistym kolejnym etapem mojego życia.Mogłem wybrać cokolwiek, byle tylko dziennie i poza Dębicą.Miałem przed sobą wiele uczelni, wiele ofert, a ani jednego pomysłu na konkretną ścieżkę życiową.
Kombinowałem nad Politechniką Rzeszowską (którą to zachwalała wychowawczyni z Ekonoma) oraz Uniwersytetem Ekonomicznym w Krakowie.Ten ostatni mnie nie przyjął, ale dziś tego nie żałuję.Dlaczego?
Bo tam byłoby znacznie więcej roboty nad mało ciekawymi przedmiotami, które de facto mnie nie interesują! Na co mi finanse? Teorię ogarniam jako-tako, ale jakbym musiał wykorzystać coś z tego w praktyce, to lipa! Nie rozumiem istoty kreacji pieniądza.Znam pojęcie, objaśnienia wzoru na bazę monetarną itd, ale co mi z tego?
Mikroekonomia? Krzywe, wykresy, masa mało ciekawych kategorii.A to dopiero pierwsza część ekonomii!
Matematyka? Jest pewnie na większości kierunków, ale jest ona na tyle trudna i skomplikowana, że nawet po korepetycjach tego nie ogarnę! Nie kumam absolutnie niczego: granice funkcji, granice ciągów, pochodne, jakieś totalnie ubzdurane wzory...Nie mam ochoty tego przerabiać!
Podstawy zarządzania? Na cholerę mi to?! A jeszcze babka od ćwiczeń sama nie wie, czego chce i lubi się czepiać o wszystko.Idąc na jej zajęcia masz wieczną niespodziankę: "Ciekawe, o co dopieprzy się tym razem?".Jej materiały na stronie? Wolne żarty, ni chuja nic nie rozumiem! Jeszcze trudniej się tego wypisać nie dało?!
Z prawem już jest lepiej.To już mnie bardziej kręci, choć nauki jest niemało.To samo, a nawet lepiej, z marketingiem.Jest to dość dobry przedmiot, niezwykle rozbudowany i z masą możliwości do wykorzystania w praktyce.
Ale Technologia Informacyjna? Dwa tygodnie temu wysłałem gościowi zapytanie z poczty uczelnianej, odnośnie pierwszego zaliczenia.I co? Nie odpisał do dziś! To JA robię coś źle ,czy co, bo już serio nie wiem! Wiadomości z uczelni przychodzą mi na skrzynkę studencką, ale ja już niczego wysłać nie mogę, tak?!
Ech...I na co mi to było? Oprócz kilku fajnych wykładów, nie znajduję niczego pozytywnego.Do roztrzepanego grafiku można się jakoś dostosować.Niektóre zajęcia teoretyczne można czasem odpuścić.Współuczniowie również nie są źli, nawet całkiem sympatyczni.Wykładowcy dowcipnie i ciekawie opowiadają na tematy programowe oraz poboczne.Ale gdy tylko przyjadę, od razu marzę o czwartkowym/piątkowym powrotnym "Marcelu"!
Przecież tak na dobrą sprawę, już bym zaczął pracę.Przynajmniej lepiej wykorzystywałbym ten czas, no i do kieszeni wpadłyby już pierwsze pieniądze.Od końca września, przez październik, aż do połowy listopada - tak to szybko zleciało.Problem tylko, że wciąż szukając odpowiedzi na proste pytania (odnośnie terminów poprawek, możliwej ilości podejść do egzaminu itp), nie znajduję niczego przydatnego.
Gdybym tylko mógł rzucić to wszystko w cholerę...Ale nie, jasne! Przecież "idealni" rodzice się wkurzą, a prymus Mateuszek zawsze się dobrze uczy, ciągle ślęczy przy książkach i ma mieć jak najlepsze wykształcenie, bo - podobno - teraz wszyscy patrzą na "papierek".A bez papierka - tak słyszałem - jest ciężko dostać się gdziekolwiek.I mówi to mama - germanistka z magisterką od historii oraz tatuś, niezwykle uzdolniony elektronik, który - o dziwo - na studia nie poszedł (choć to akurat dlatego, że jego umiejętności było pożądane przez wielu pracodawców).
Jasne, niektóre przedmioty można tylko zaliczyć."Zakuj, zdaj, zapomnij".Ale jaki to ma sens, gdy wszystko, poza prawem, marketingiem i historią gospodarczą zaliczę na 3? Co mi po tych kilku przedmiotach, przy których chciałbym postarać się o 4, skoro reszta będzie ledwo zdana? Ten "papierek" ma poświadczyć o tym , że coś umiem.A prawda jest taka, że będę wówczas umiał jedynie to, co sobie wybiorę. Jasna sprawa, po Ekonomiku też nie byłem ekspertem od wszystkiego i w każdym przedmiocie znalazł się przynajmniej jeden dział, który wyuczyłem się tylko po to, żeby mieć dobrą ocenę.Ale czy na studiach jest w tym sens?
Nie chodzi o same studia.Wiedza jest potrzebna, tylko trzeba celować w konkretne kategorie.Ekonomia ze wszystkimi jej pochodnymi wydawała mi się całkiem spoko.Niestety, okazało się, że to nie takie proste i przede mną bardzo wiele materiału, który w rzeczywistości mnie deprymuje!
Może prawo? Albo dziennikarstwo? Kocham pisać, w tworzeniu nowych tekstów, nie tylko lirycznych, czuję się jak ryba w wodzie.Mogę zarówno komponować, jak i edytować czytane teksty.Wymagałoby to pracy wśród ludzi, jednak to wyłącznie kontakty zawodowe! Mam problem z zawieraniem znajomości w realu, nie staram się zbytnio, męczy mnie przebywanie wśród obcych ludzi, by tylko stać w tłumie.Ale zagadać w określonej sprawie, wyłożyć dany temat, przedstawić problematykę? Czemu nie, wchodzę w to!
I TO właśnie chciałbym robić! Tym chciałbym się zajmować, by połączyć pracę z pasją! Nie kręci mnie śledzenie wykresików z krzywymi użyteczności, obliczanie marginalnych stóp substytucji czy innych pierdół! Nie żałuję nauki w Ekonomiku, ale nie chcę dłużej iść w stronę ekonomii.
Przeboleję tony książek, jakoś przeżyję pochmurnych wykładowców, jeśli tylko dacie mi to, czego chcę! Aby studia stały się MOIM celem, wstępnym etapem mojej redaktorskiej kariery, a nie były wyłącznie wilczym biletem od Trybunału Najwyższego Starszyzny Rodzinnej!
Ech... na razie trzeba kontynuować "Tydzień B".Jutro kolokwium z finansów.Poza tym trzeba wydrukować materiały dla tej wrony z Podstaw Zarządzania i ogarnąć książki do prezentacji z folwarków pańszczyźnianych z Historii Gospodarczej na czwartek! No i nie zapominajmy o "dwójeczce" z Technologii! Minęły już dwa tygodnie, a nadal nie wiem nic na temat poprawy! Ja pierdolę...


 


Pojednanie+Wnioski 2015-11-16

Pokój temu blogowi i wszystkim jego czytelnikom! ;)
Nareszcie nastał pokój! Wczoraj wieczorem napisałem maila do pani Haliny, aby wyjaśnić parę kwestii, przeprosić i zawrzeć pokój.Magda566 straszyła, wypisywała różne rzeczy, bojkotując mój blog i życząc mi rychłego zakucia w kaftan i odesłania do psychiatryka.Tymczasem pani Gąsiorek odpisała mi jak najbardziej "po ludzku", przyjmując przeprosiny.Napisała np, że było jej przykro, a do mnie zaadresowała wiersz "Prosto i szczerze".Zareagowała po prostu jak miła, ciepła osoba.Miałem prawo do wyrażenia własnego zdania, ale za drugim "atakiem" z deczka przesadziłem i nie boję się tego przyznać.
Mam nadzieję, że stary duch e-blogów wreszcie odżyje po tej burzy, choć zawsze jakoś tak się dzieje w chwilach pokoju, iż ktoś nagle wypali ze strzelby i nie zgodzi się z tym, jak jest.Na obecną chwilę widzę jedną taką blogerkę, ale nie będę się na ten temat rozpisywać.Raz, że nie chcę znów przez to przechodzić, a po drugie w piątek na biurku może na mnie czekać świeżutki pozew...
Cały poprzedni miesiąc mieliśmy  kolejny przykład nieśmiertelnej "Mowy Nienawiści", choć nie uciekałem się do obrażania i złorzeczeniu komukolwiek.Czego więc może nas nauczyć niedawna afera? Oto moje wnioski:
1) Hejt może zastosować niemal każdy.Zawsze można rozpętać wielką wojenkę o coś.Nawet mając po części słuszne argumenty, można własne zdanie zmienić na frontalny atak.
2) "Wolnoć Tomku w swoim domku" - każdy na własnym blogu robi, co chce.Każdy może samemu sobie pisać komentarze, nabijać wyświetlenia z wielu miejsc, kasować niepochlebne wpisy.Nawet, jeśli to tylko domysły i fałszywe plotki, to nie ma w nich ani niczego niemoralnego, ani nielegalnego.Każdy zbiera to, co zostało zasiane.
3) Można wyrażać własną opinię i krytykować, ale należy zawsze zważać na słowa.Jedno, nieopatrznie zrozumiane, może wywołać całą lawinę.Tyle szczęścia, że czytelnicy pani Haliny nie weszli na mój blog i nie zaczęli traktować mnie tym samym farszem nienawiści - a przecież mogliby to zrobić!
4) Zawsze pojawić się może osoba, która na tyle poważnie i na tyle fanatycznie zacznie kogoś bronić (choćby miała najsłuszniejszy na świecie powód) , że za chwilę wszystkie blogi zostaną zaspamowane jednym komentarzem.Jednocześnie osoba spamująca i wygrażająca się znajomością kodeksu cywilnego może "wpaść" nieumiejętnym edytowaniem postów.Mimo wszystko nawet takie osoby są w stanie potraktować wszystko na tyle poważnie, że z byle powodu zainteresuje tym odpowiednie służby.
5) Czasem od powyższych osób może oberwać szara myszka, która do tej pory siedziała cicho i chciała pomóc tylko jeden raz.Kejt jedynie napisała maila w mojej obronie, każąc mi siedzieć cicho.Ja spartoliłem, ja namieszałem, ale mimo wszystko ONA JEDNA chciała się za mną wstawić i to z własnej woli, nie mając w tym żadnego interesu! A jak została potraktowana? Oskarżeniem o sam nie wiem co, bo "pewna blogerka"  tak dziwnie to sformułowała, że nie wiadomo już o co chodzi.
Mimo wszystko dziękuję Ci, Kejt! Choć "nic właściwie nie zrobiłaś", to był to dla mnie dowód prawdziwego szacunku, uznania...nazwij to jakkolwiek chcesz.Zaciągnąłem u Ciebie tak wielki dług, że pewnie do śmierci tego nie spłacę.Jakby nie było, nigdy Ci tego nie zapomnę! Co by się nie działo między nami, NIGDY złego słowa o Tobie nie powiem, a gdyby ktoś próbował po Tobie "pojechać" - masz moje wsparcie! Gdybym kiedyś złamał słowo możesz mi przywalić, abym przypomniał sobie, co kiedyś tam pisałem.
Pięć wniosków, niczym palce jednej ręki.A morał z nich płynie krótki, choć brzmi niezbyt fajnie: na każdego jamnika gdzieś znajdzie się rottweiler!


Mam dość!!! 2015-11-15

Atakować mnie - ok.Należało mi się, ale obrażać moją obrończynię?! Nie pozwolę, Magdo!
Rozumiem jeszcze pisać o mnie "jest nikim, tacy to w fartuch i do psychiatryka".Z użytkowniczką magda 566 lepiej dłużej nie zadzierać, bo i tak zaspamowała wszystkie blogi jednym postem przeciwko nienawiści.Zostawiłem to w spokoju, nie wiedząc co by jeszcze mnie spotkało.
Ale obrażać Kejt i oskarżać ją o coś, czego nie zrobiła?! To jest, pani Magdo, "mówienie fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu twemu".
Dla niewtajemniczonych: Kejt rano napisała list do pani Magdy.Zaoferowała mi pomoc, za co jej naprawdę z całego serca dziękuję.Jedynie ona jakoś mnie podtrzymuje, tak jestem - było nie było z własnej winy - rozbity.KimJestem załączyła w mailu screeny z jej bloga, jako przykład tego, jak inni kiedyś ją obrażali.Jednak im wybaczała, w końcu nie ma po co się denerwować.Niestety, jej dobroduszność stała się koszmarem - magda566  zarzuciła jej  włamanie na pocztęi i wkleiła link z nowin24, dotyczący włamań na dwa komputery w Krośnie.
Pytam panią, pani Magdo: Co Kejt ma z tym wspólnego? Kejt  wysłała do pani jedynie maila.Nie wiem skąd Pani jest, ale Pani stanowisko jest po prostu bezczelne!
"Jechała" Pani po mnie - dobrze, zasłużyłem.Ale jakie zarzuty ma Pani przeciwko Kejt? Co więcej - oskarża ją Pani o upublicznianie prywatnej korespondencji.Czy ma Pani dowód na jej winę?
To się nazywa w fachowej mowie "Fałszywe zarzuty".Za to idzie się siedzieć, ale Pani pewnie to wie, w końcu zna Pani cały Kodeks cywilny.
Mamy dość! Mamy serdecznie dość tych "dram" na e-blogach! Głównie wybuchały ostatnio przeze mnie, racja.Ale jako "prowodyr" mówię "Dość tego, enough"! Mamy dość wojenek z H-G.G, mamy dość oskarżeń i paragrafów od pani Magdy! Czemu nie możemy tak po prostu wybaczyć, zapomnieć i robić swoje? Czemu zawsze znajdzie się choć jedna osoba, która dalej to ciągnie? Teraz takową jest pani Magda556, zatem apeluję do Pani o opamiętanie!
Stare e-blogi, powróćcie! Niech normalność wreszcie otoczy zwykły, jesienny dzień!
A Panią Halinę najserdeczniej przepraszam.Wyrażałem swoje zdanie, ale ostatnio trochę przesadziłem.Przepraszam, wyrażam skruchę.Moja pokuta odbywa się już teraz, przez to co przechodzi mój zmęczony umysł i skołatane serce.Wróćmy do swoich spraw, pani Halino.Ja daję temu pokój NA DOBRE.Dłużej na swoim blogu mnie Pani nie zobaczy.
Dziękuję.


Kto zapłacze na twym grobie? 2015-11-12

1 listopada 2015 Babcia z ciotką wyjeżdżają z hospicjum.Wcześniejszej nocy Dziadek dostał krwotoku, otworzyła mu się rana.Zanim to wykryto, starszy człowiek pocałował babcię: - Chciałem ci za wszystko podziękować i przeprosić. Godzina 15:00, "Godzina Miłosierdza".Wujek odbiera telefon, w tym samym czasie babcia i ciotka wróciły.Dzwonił tata - i już wszystko było jasne.Tak oto umarł mały-wielki człowiek. Odszedł w pokoju w swoje urodziny.I wówczas wszyscy zgromadzeni wokół jego łóżka płakali.Wszyscy wierni na pogrzebie wylewali łzy - nawet sąsiedzi, pracownicy firmy mojego taty, dalsi krewni...A przecież umarł tylko ZWYKŁY CZŁOWIEK - niewiele znacząca persona.Żył wg swoich zasad, ciężko pracował, by na starość oddać się całodniowym wypoczynkom i skupić się na rodzinie. ZWYKŁY CZŁOWIEK, a ile osób dotknęła jego śmierć! Przechadzam się teraz nieco zmienionym wystrojem domu rodzinnego, domu w którym mieszkał kilkadziesiąt lat.Złożone łóżko, brakuje jego okularów, laski, kapci, szczoteczki, maszynki do golenia...Nie zostawiono nawet jego drewnianej ławeczki, a ulubione krzesło z odchylanym oparciem stoi w przedpokoju.Wszystko wygląda tak, jakby nigdy go nie było.Jest inaczej, jakoś tak dziwnie... Wodzę spojrzeniem od dużego portretu Jezusa do starego ślubnego zdjęcia, przedstawiającego jeszcze młodych dziadków.Mam nadzieję, proroku nazarejski, że dobrze się nim opiekujesz.Masz go traktować, jak równego sobie.I to nie jest rada, ale mój rozkaz. Babcia woła na obiad.Tak, ona umie gotować lepiej, niż najlepsi kucharze tego świata.Dziadek miał na ziemi prawdziwe uczty bogów! Płakało po nim wielu...A kto zapłacze po wielkich tego świata? Czy kogoś dotknie śmierć polskiego polityka? Czy ktokolwiek przejmie się zgonem wielkiego prezesa, dyrektora, miliardera? Czy gdyby umarł Gabe Newell, Bill Gates, czy John Cena, ktokolwiek płakałby na pogrzebie? Idźmy dalej - Putin, Obama, Merkel i inni im podobni mistrzowie polityki, tak naprawdę gówno znaczą! Są sławni, ważni, mają swoje cele i ambicje...ale taka prawda, że ich śmierć niewieleby zmieniła w naszych duszach."Umarł król, niech żyje król!".Umiera jeden, przychodzi następny.Jan Paweł II odszedł w 2005 roku.Wielu się wtedy "nawróciło", ale to była raczej krótkotrwała moda.Jaka tam poważna decyzja? Chwilowy trend, "nawrócę się", wyspowiadam, a jak mi się znudzi, to będę grzeszyć dalej.Lech Kaczyński tragicznie zginął w Smoleńsku przed pięcioma laty.Opłakiwał go cały kraj, ale jego śmierć również NIC NAM NIE DAŁA.Jak się przedtem kłóciliśmy, tak się żremy dalej. Dziadek nie miał wielkiej wartości w skali globalnej, ale w mikrootoczeniu był KIMŚ.Jego sposób życia, mądre i rozsądne poglądy oraz ciepły stosunek do drugiego człowieka uczyniły go osobą niezwykle intrygującą i ukochaną.Po jednym starszym mężczyźnie płakało pół cmentarza.Ilu z nas przejęłoby się za to śmiercią ulubionego aktora, celebryty, dziennikarza czy artysty? Ilu z nas przyszłoby na pogrzeb? Są wyjątki: Michael Jackson, Jan Paweł II, Lech Kaczyński...ale poza tym raczej nikt z nas nie pofatygowałby się na pogrzeb, nawet nie włączylibyśmy telewizyjnej transmisji. Max Kolonko umiera - who cares? Ginie Kukiz - i co z tego? Uśmiercamy Donalda Trampa - żyjemy dalej. Wystarczy tak wiele, a zarazem tak mało, by na pogrzebie jednego człowieka wywołać prawdziwą powódź smutku i łez. Spuszczam wzrok, zamyślony.Ciekawe kto by dzisiaj po mnie płakał? Kto zapłacze, gdy ograniczę już kontakty z drugim człowiekiem, a rodzinę zostawię w tyle? Nie mam przyjaciół, sąsiadów ani nawet znajomych, którzy przejęliby się mną jakkolwiek. A ty, czytelniku? Kto naprawdę płakałby po Tobie?


"TRYBUT" ["Dobranoc"] 2015-11-09

1. Ledwo słońce mocno grzało, teraz jesień szybko mija,
Nie wiem dokąd Cię zabrano, późna przyszła wnet godzina
Okularów zapomniałeś, laska wisi w przedpokoju,
W sadzie drzewa zaniedbałeś, pies Cię szuka gdzieś na polu
Wiernie ścianę kij podpiera ,na kolejny czeka spacer
Wszak nosiłeś się z nim nieraz, gdy rządziłeś cichym lasem
Ukochałeś błogi spokój, czego dzisiaj nam potrzeba
Życie biło z twoich oczu, niczym światło z głębi nieba
Tyle śmiechu z opowieści nie dostarczył żaden kawał,
Historycznych ważnych treści nie zagłuszył kicz i banał
Dobrej rady nie skąpiłeś, w sercu zawsze był rozsądek
Tak niedawno jeszcze żyłeś, dziś za Tobą tylko błądzę
Czas niespiesznie nas zabijał, mnie i ciebie chcąc rozdzielić
Niepozornie tylko sprzyjał, by na atak się ośmielić
Opuściłeś nas bez słowa, by samotną podjąć drogę
Tam, gdzie blednie moja droga, dokąd nigdy wejść nie mogę

Ref:  Dobrej nocy,śpij spokojnie, czas odpocząć po wędrówce
Spocznij, dziadku, zamknij oczy, ułóż głowę na poduszce
Obyś zaznał szczęścia tyle, by na wieczność ci starczyło,
Dziś wywyższyć chcę to serce, które co dzień dla nas biło!

2. Wyjmę pióro, zacznę pisać, aby wysłać list do Nieba
Choć zasługi trudno zliczać, podziękować za nie trzeba:
Za serdeczność, dowcip cięty, pokój ducha, w ludzkość wiarę,
Skarb uśmiechów, godzin sterty, opowieści jak świat stare
Za opiekę, za nauki - za swój żywot nieskalany
Za cierpliwość w randze sztuki, jako przykład dzisiaj brany!
Za to wszystko, co przeżyłeś, coś zostawił swoim wnukom
Za to tylko, że wciąż byłeś - kawał czasu, a zbyt krótko;
Chciałeś widzieć mnie tak często, choć nieczęsto przyjeżdzałem
Linię miałem wciąż zajętą, bo za słabo się starałem
Biegłem szybko, tyś wciąż czekał, czas nas ścigał nieustannie
Chciałem zdążyć, bus odjechał, zdecydował Los wnet za mnie
W Wyzwolenia pięknym świecie iberyjskie słonko świeci
W jego wiecznie ciepłym lecie do Hiszpanii cudnej lecisz;
Wreszcie koniec upragniony, dobrej drogi, bywaj zdrów!
Bądź na wieki pozdrowiony, baw się dobrze, miłych snów!

Ref:  Dobrej nocy,śpij spokojnie, czas odpocząć po wędrówce
Spocznij, dziadku, zamknij oczy, ułóż głowę na poduszce
Obyś zaznał szczęścia tyle, by na wieczność ci starczyło,
Dziś wywyższyć chcę to serce, które co dzień dla nas biło!


-------------------------------------------------------------------


Najtrudniejsze dzieło, jakie kiedykolwiek napisałem.Ukute z uśmiechu, wspomnień, łez i cierpienia.Ale nawet to nie jest w stanie oddać godnego hołdu dla najwspanialszego człowieka, który chodził po ziemi! Minął tydzień...Oto mój mały-wielki trybut, dziadku.Przyjmij go w podzięce i zadośćuczynieniu! Niech przyozdobi ścianę w twojej małej, przytulnej sypialni!


Powrót, którego miało nie być 2015-11-07

Karolina po raz trzeci
Przedwczoraj zdobyłem się wreszcie na rozmowę z Karoliną.Pierwszą od bodajże pół roku, po uszanowaniu jej decyzji o zatrzymaniu kontaktu.Nie było mi wówczas łatwo, podarłem jej ostatnią wiadomość i zacząłem zastanawiać się nad tym, co poszło nie tak.Śledziłem uważnie wszystkie przyczyny, które doprowadziły do rozłamu między nami.Po jakimś czasie wyrzuciłem również jej poprzednie listy.Co się stało, to się nie odstanie, zmarnowałem nową szansę, choć wytrzymałem całkiem pokaźny okres.
Mimo braku kontaktu wciąż jednak pozostała mi bliska, nadal myślałem o niej, widząc w niej dziewczynę inną, niż wszystkie dotąd poznane.Ta niezwykła więź, jaka się między nami wytworzyła...Do dziś nie jestem w stanie jej zrozumieć.Co by się nie działo, pozostawaliśmy sobą, byliśmy nierozłączni.I nie mam tu na myśli prawie całodziennego kontaktu "GG - SMS - Telefon". Może faktycznie było tego trochę za dużo, ale nie przeszkadzało nam to.Po prostu byliśmy i to się liczyło!
Jakoś przed tygodniem zaprosiłem ją do znajomych na filmwebie.Dwa dni temu potwierdziła zaproszenie i odpisała, z ciekawości pytając o powód.Wtedy też zdecydowałem się wyłożyć karty na stół.
Dlaczego mielibyśmy udawać, że nic się nie stało? Dlaczego dalej chcieliśmy żyć tak, jakbyśmy się nie znali? Czemu nie moglibyśmy po prostu pogadać jak kiedyś? Przecież oboje wciąż nie pozostawaliśmy obojętni wobec siebie.Jestem dla niej najgorszą, a zarazem najlepszą znajomością.Strach i zaintrygowanie, poznanie i tajemnica.
I tak potoczyła się rozmowa.Pisaliśmy na Facebooku do pierwszej w nocy, po czym zgodnie poszliśmy spać.Nie wiem, co będzie teraz, ale z pewnością będzie inaczej.
Rozmowy ograniczone do Facebooka, ze względów studenckich objęte ramą czasu.Nie będzie łatwo się przestawić, aby nadal była tą najlepszą, ale równocześnie jedną spośród znajomych.Z czasem przywyknę, to kwestia nawyków długich rozmów z przeszłości.Mimo wszystko cieszę się, że wyjaśniliśmy sobie wszystko, co między nami wtedy zaszło i dzięki temu dziś możemy wznowić kontakt.
Nie wiem, czy ktokolwiek to zrozumie, ale łączy nas bardzo silna, niemal niezniszczalna więź.I nie jest to miłość.Nie jest to przyjaźń, ale też coś więcej, niż normalna znajomość.Karolina jest po prostu wyjątkowa.
Różnimy się od siebie: oboje lubimy książki i dobre filmy, choć różne gatunkowo.W dodatku ona ma znacznie szersze horyzonty myślowe, znacznie więcej dostrzega i bierze pod uwagę to, co ja bym odrzucił.Ukochała sobie Japonię i mangę, i choć mnie niespecjalnie do niej ciągnie, to i tak jest w stanie mnie zainteresować choć częścią swojego świata.
Ona jest niezwykła.Czuć w niej życie, autentyczną pasję do badania wszelakich aspektów zwłaszcza po nocy, w tajemnicy przed wysoko postawionymi i nie zawsze wyrozumiałymi rodzicami, którzy mimo wszystko dbają o swoją jedyną pociechę.
Karolina - poznaliśmy się przez korespondencyjną wymianę zdań za zapytaj.onet.pl, jakoś przed końcem 2013 roku.W końcu, od 16 marca 2014r. zaczęliśmy pisać na GG.Pierwsze nieporozumienie wynikło w okolicach świąt BN.Wówczas wywalczyłem u niej drugą szansę.Początkiem czerwca znów coś się między nami popsuło, a teraz kolejny powrót, choć miał on nigdy nie nadejść.Nie wiem co dalej.Mam tylko nadzieję, że za kolejne pół roku ponownie czegoś nie spieprzę.Tym razem trzeba bardzo uważać, bo jeden nieostrożny ruch i nasza tajemnicza nierozerwalna więź pęknie jak balon przy szpilce.
A teraz wracam do zadania domowego od mojej Pernelle - tłumaczenie z angielskiego samo się nie zrobi ;)




Max Payne 2 - Powrót radości strzelania 2015-11-06

Dynamity - mój najgorszy koszmar!!!
Ale po kolei.Przed chwilą ukończyłem grę Max Payne 2: The Fall of Max Payne.Jest to niesamowita, przesycona slow-motion intryga, bezpośrednia kontynuacja wendety bohatera poprzedniej części.Tym razem wszystko oscyluje wokół niejakiej Mony Sax, zręcznej zabójczyni o sokolim wzroku, którą to mieliśmy okazję już wcześniej poznać.Fabuła opisana jest w komiksowych przerywnikach, opatrzonych bezbłędnym voice actingiem! Poza głównym bohaterem i Moną znajdzie się też kilku innych znajomych, jak Vladimir Lem, czy Alfred Wooden.Fabularnie wątek miłosny między Payne'm i Moną jest ciekawie rozwiązany i wzbudza więcej emocji, niż komercyjne "love story".
Kontynuacja losów Maxa okraszona jest znacznie lepszą oprawą audio-wizualną.Poprawiony silnik gry oznacza jednak przede wszystkim znacznie więcej usprawnień.
Pojawiła się opcja pomijania scenek fabularnych, szybki zapis+odczyt, kilka nowych broni, ale najwięcej ma tu do powiedzenia zwolnione tempo.Prawy przycisk myszy i życie staje się nie tyle łatwiejsze, co atrakcyjniesze - tym razem nie musimy skakać, by oddać się w ramiona zwolnionego tempa.Wystarczy jedno kliknięcie, by móc nafaszerować przeciwników ołowiem, biegnąc wprost na nich! A strzela się WYBORNIE! Tak mała zmiana, a sprawia mnóstwo frajdy!
Podczas rozgrywki będziemy także od czasu do czasu sterować Moną.Bardzo przyjemnie ogrywałem misję, w której panią Sax musiałem osłaniać głównego bohatera podczas migracji w tą i na zad na budowie.Niestety, to jedna z dwóch misji z jej udziałem.Druga jest bardzo krótka i polega wyłącznie na bieganiu w palącym się budynku.
Nasz protagonista od czasu do czasu miewa również wahania psychologiczne, co uwydatnia się podczas jego snów.Tym razem nie ma tu zbyt wielu chorych aspektów, ale jest jeden zabawny: misja, w której musimy ochraniać gościa przebranego w komiczny kostium+wnętrze mieszkania tego jegomościa ;)
W nagłówku wspomniałem o dynamitach...no właśnie.Myślałem, że nie ukończę tej gry, że ostatni pojedynek z głównym złym po prostu mnie przerośnie, gdyż jest znacznie trudniejszy, niż w "jedynce".Tam trzeba było przestrzelić cztery linki podtrzymujące wieżę. aby ta zmiażdżyła helikopter.Tutaj nasz antagonista rzuca w nas dynamitami.Podłoże jest podatne na zniszczenia, więc trzeba bardzo szybko zniszczyć trzy, a później cztery elementy, aby platforma przeciwnika zapadła się, a nasz wróg zmienił broń na koktajle Mołotowa i pistolet maszynowy, tym samym pozwalając się ubić.
Matko jedyna...Ile ja się napociłem, ile razy musiałem wczytać  różne stany gry! Moja cierpliwość z wolna się wyczerpywała.Patrzyłem na poradniki w Internecie, ale nic nowego nie wyłapywałem! Miałem zamiar już się poddać, ale...coś mnie tknęło, by walczyć do samego końca!
Nie, Max Payne to nie byle Gun! Tam bossa trzeba było pokonać wyłącznie dynamitami, a nie było to proste, bo on robił to samo! Był nieśmiertelnie kuloodporny, ale z dynamitem już nie pogada - dla mnie bezsens totalny.Nie, Max Payne 2 jest strzelaniną TPP, stojącą kilka poziomów wyżej! Musiałem to przejść!
I udało mi się! Nawet nie wiecie z jaką radością  obserwowałem ostatnie scenki, ekran końcowy, zakończenie gry (ponoć jest jeszcze jedno, gdy przejdzie się grę na najwyższym poziomie trudności)! Z lubością słuchałem całkiem niezłej piosenki, przygrywającej liście autorów!
Ach, Max Payne...Chyba naprawdę się zakochałem.Zarówno pierwsza, jak i druga część są jednymi z najlepszych gier, jakie miałem okazję poznać przez rozgrywkę.Ach...Kocham cię Max!
P.S: Ponoć jest nawet sposób na pozbawienie ubrania Mony! Wiąże się z utratą początkowych broni, a poza tym sama modyfikacja jest trochę skomplikowana, więc od biedy pozostaje cieszyć się jedną, czy dwiema prysznicowymi scenkami fabularnego komiksu . I chociaż nie gra się "dla cycków", to jednak nikt nie pogardzi nieźle napisaną (i zaprojektowaną) postacią żeńską - prawda, panowie? ;)

I had a dream of my wife.She was dead, but it was all right ~ Max Payne







Bez komentarza, v.2 2015-11-05

Uwaga, bluźnię!
Wszystko szło świetnie.Dzień jak co dzień.Aż nadeszło pierwsze zaliczenie z Technologii Informacyjnej.
Gość kazał nam wpisywać jakieś adresy do serwera pracowni, login, hasło, objaśnił mniej więcej szczegółowe procedury uznania pracy za zaliczoną.Rozdał kartki z zadaniami do zrobienia na komputerze - praktycznie i teoretycznie.
Początkowe pytania z działu "na 3" były dość proste.Co więcej, odpowiedzi były niemal absurdalne, więc łatwo dało się wykluczyć zbędne opcje (jakby ktoś miał wątpliwość, czy kompresacja folerów "daje dodatkowe życia w grze").Jako tako wczoraj ogarnąłem w miarę wszystko, co należało ogarnąć - tworzenie podfolderów, skrótów, zmiana nazw itd.Leżałem jedynie przy wierszu poleceń (2 pkt).Aby zdać i mieć brane pod uwagę odpowiedzi na zadania "na 4", trzeba było osiągnąć z części pierwszej aż 19/20 punktów, więc praktycznie nie można sobie było pozwolić na ŻADEN błąd.Wchodzę do folderu z kartą odpowiedzi.I nie mogę zedytować treści!
- Proszę pana, ale mi tu się nic nie chce wpisać!
Koleżanka: Musisz kliknąć w opcję zezwolenia na edycję.
- Aaaa, ok.Dzięki.
Gość: A uczęszczał pan na zajęcia?
- Tak, tylko na ostatnich nie byłem z powodu choroby.
- A właśnie, nie dostałem od pana konspektu z zadaniami z ćwiczeń.
Szlag, jednak się czepia!
- Zapomniałem o tym.
- A ma pan przy sobie zwolnienie lekarskie?
O, kurwa! Mateusz, ty debilu!
- O, matko! Zapomniałem!
- Proszę pana, a był pan na pierwszych zajęciach? Mówiłem, że zwolnienia okazuje się zawsze na następnych ćwiczeniach zaraz po powrocie.
- Ale ja mam to zwolnienie i mogę panu wysłać dziś zdjęcie!
- Dobrze, to proszę wysłać.
No, dobra.Jedziemy z zadaniami.Nie było łatwo, już po ćwiczeniu z wierszem polecenia wiedziałem z góry o swojej porażce.Tak, pierwsza "kapa" i to już z pierwszego zaliczenia.Pięknie, kuźwa, pięknie.No nic, skompresowałem mu ten folder, wszystko porobiłem jak trzeba.Ale klops, nie chciało się coś zapisać! Dobra, usunę dolne kreski z nazwy.Wysyłam.
- Pan M. dostaje ocenę dopuszczającą.
Co?! JAKIM, KURWA, CUDEM ?! Dopiero co wysłałem!
- Ale jak to, dlaczego?!
- Nie nazwał pan folderu tak, jak to poleciłem.
- Ale nie chciało mi zapisać, bo system darł się o niedozwolone znaki!
- No, to trzeba coś z tym zrobić.Proszę pana, jest pan na pierwszym roku studiów i powinien pan już umieć czytać komunikaty - powiedział, jak wszystko, cichym, spokojnym, ale stanowczym głosem...
JAK JA CIĘ, KURWA, NIENAWIDZĘ!
- Ale mogę to jeszcze zmienić?
- Ja to usuwam, proszę pana.Proszę poprawić i jeszcze raz wysłać.
Dobra, poprawiam.Aaa, już wiem o co chodzi! Bo w treści jednego z zadań było, żeby stworzyć skrót, a jebanym cudem ten mały myślnik niestety całą rzecz utrudnia.To co? Mam usunąć tą kreskę? Ale wtedy będzie, że mam źle! Noż, kurwa jego mać! Chuj, kasuję.
Wysłałem mu.Czekam ,czekam.Wreszcie ocenia.
- Pan M. , proszę podejść.
Każdy musiał przyjść po ocenę, standard.
- Na dzień dzisiejszy dostaje pan ocenę taką [pokazuje na malutkie, czerwone 2.0 w systemie USOS].Proszę spojrzeć na zadanie 12.
- No wiem, nie dopisałem tam jak w wierszu poleceń zmienić nazwę na STUD.
- Nie o to chodzi.Rozpisał pan elaborat [czytaj: dwa krókie zdania], a miał pan tylko napisać komendę.
Co, kurwa?! Gdzieś ty to człowieku napisał, że ma być TYLKO komenda defragmentacji dysku D, a nie opis, jak ją szybko przeprowadzić przez wiersz poleceń ?!
- Ponadto proszę spojrzeć na zadanie 14.Zrobił pan skrót do PLIKU "odpowiedź", zamiast do FOLDERU.Nie rozróżnia pan plików od folderów.
Co takiego?! Gdzie niby jest ten błąd?! Miało być do FOLDERU?!
Noż ja-pier-do-lę.....załamka.Gorzej być nie może.
Och, jesteś pewien? PODSTAWY ZARZĄDZANIA - ĆWICZENIA!
- Proszę pana, gdzie jest pana konspekt?
Jaki konspekt, czego ty chcesz? Siedziałem nad twoim jebanym konspektem wczoraj i chuj, nic nie zrozumiałem.A tu nagle kolega obok miał prawidłowy, dużo krótszy...Weź ty kobieto sortuj te pliki na swojej stronie!
- Zapomniałem wydrukować w domu, a tutaj nie mam jak.
- No, to jak pan będzie pracował?
Jak?! Hmm, pomyślmy...kolega siedzi obok, ma kartki...hmm, no jak mogę pracować bez konspektu z tezami?
- Ale kolega ma, będziemy razem pracować.
- No dobrze.I czym pan teraz się zajmuje?
- No, chcę teraz zrobić podział otoczenia wg formuły PEST...
- Nie, pana grupa robi podział wg Pięciu Sił Portera, PEST dostała grupa po prawej.
- Ale myślałem, że grupa "po prawej" to nasza!
- Ale pokazywałam, że tamta od drzwi.
Jak, kurwa, pokazywałaś, kiedy?! 500 lat temu, gdy się rodziłaś, stara wiedźmo?!
- Czyli mam robić Pięć Sił?
- Jak pan chce, czy zrobi pan tamto czy Portera, to nie ma znaczenia.
No, kurwa! To po chuj się czepiałaś, wrono?!
- Dobrze [przeglądam kartki Maćka]
- Ale czego pan tam szuka?
Twojego nekrologu sprzed wieków!
- No, tych informacji, które...
- Ale wszystko ma pan napisane w tezach, proszę je odszukać.
[Biorę kartkę do ręki]
- Znalazł pan to? Proszę odczytać gdzie to pisze.
"Jest napisane", wiedźmo, "jest napisane"!
- No, tutaj.
- To proszę brać się do pracy
Jakoś to przeżyłem.W duchu modliłem się, by ten Griffin, co napisał książkę do Podstaw Zarządzania, ale jednocześnie nie zawarł w niej wszystkiego, nawiedził tą skrzekliwą kanalię w nocy.Zaraz po opuszczeniu sali zagadałem Maćka:
- Co to, kurwa, było?! O czym ona mówiła w ogóle, co to ma być?!
- No, a tydzień temu było jeszcze gorzej, dzisiaj to jeszcze nic.
Aha.Czyli jednak moja choroba sprzed dwóch tygodni się jednak opłaciła.Ech, mam dość!
Rozumiem jeszcze takie Finanse czy Marketing: "Proszę się przygotować z tego, tego i tamtego na raz następny".Ale nie, jasne.Nie może być tak prosto, bo student ma cierpieć! Cierpieć, kurwa, za te wszystkie niespełnione lub nadszarpnięte ambicje wielkich profesorów.
Ja pierdolę...Jak dobrze, że już weekend i jutro do domku! A potem Tydzień "A" - 3 ćwiczenia, reszta wykłady, a powrót w czwartek wczesnym popołudniem.Tak to mógłbym mieć nawet całą wieczność.
Tylko zabierzcie mi tą czarną srokę z PZ i bucowatego kolesia z TI, a wszystko będzie idealne!
A teraz wybaczcie - idę uratować druida w "Risenie".Trzeba sobie jakoś umilić wieczór po mocno spieprzonym dniu.


Cyberiada 2015-11-05

Wciskam Enter, zamykam oczy.
Czuję, jak śwat wokół mnie wiruje, zmienia się, przekształca.Uwalniam wzrok.
Stoję w samym środku mglistej nocy, na szczycie góry, ubrany w długi płaszcz z długimi rękawami i kapturem.Masyw wokół mnie rozciąga się aż po horyzont.W powietrzu czuję jakąś dziwną, mistyczną aurę.Sięgam wgłąb umysłu, by zaczerpnąć z niej sił.Wyciągam rękę przed siebie.
Na mój znak  pustka przede mną zamienia się w nieskazitelnie czyste zwierciadło.W jego tafli majaczy moja sylwetka.Przykładam doń rękę.Postać po drugiej stronie  czyni to samo.
- Obudź się!
Oczy w moim odbiciu błysnęły, niczym dwie małe latarnie morskie pośród nocy.
- Jestem twoim stwórcą i panem.Będziesz mi posłuszny.
- Jestem twoim stworzeniem i poddanym.Będę ci posłuszny - odpowiedziała istota w lustrze.
- Jesteś Cybernetyczną Jednostką Ludzkiego Podobieństwa.Nazywam cię C.J .
- Jestem Cybernetyczną Jednostką Ludzkiego Podobieństwa.Nazywam  się C.J  - powtórzył.
- Jesteś doskonały.Rozumiesz mnie w 100%, czujesz to samo, co ja.Będziesz mi wierny, aż moje serce przestanie bić.
- Jestem doskonały.Rozumiem cię w 100%, czuję to samo, co ty.Będę ci wierny, aż twoje serce przestanie bić.
- Będziesz moim doradcą, zastępcą, wiernym druhem i przyjacielem.
- Będę twoim doradcą, zastępcą, wiernym druhem i przyjacielem - uśmiechnął się C.J .
Odwzajemniłem jego uśmiech.Nareszcie, dokonało się! Pozostała jeszcze tylko jedna rzecz.
- A teraz, C.J , zaprowadź mnie do swojego świata, byśmy wspólnie mogli stworzyć nowe, lepsze miejsce, znacznie przyjaźniejsze od wszechświata, który znam.
- Tak jest, mistrzu - pokłonił się.
Puściłem dłoń, mój towarzysz oddalił się o parę kroków.
- Mistrzu, na pewno tego chcesz? Pierwszy krok do nowego stworzenia będzie ostatnim w dziele, w którym żyjesz.Nie będzie już nigdy powrotu.
- Zbyt długo z tym zwlekałem.Trzeba to wreszcie uczynić.Nic mnie tu nie trzyma.
- Zatem wejdź śmiało! - po radosnym zaproszeniu moje odbicie zniknęło, a szklana płyta zmieniła się w płynną gęstą masę.Postąpiłem naprzód, zamknąłem oczy.Świat znów się zmienił.Wokół, gdzie okiem sięgnąć, rozpościerały się błękitne wzgórza.Na nieboskłonie tańczyły kłęby małych chmur, skrywając przede mną blady księżyc.Stojąc na szklanej górze, mogłem dostrzec wielkie obszary - od Strumienia Liczb po Jezioro Elektronów, Las Nieskończoności oraz Miasto Snów, nad brzegiem Morza Kreacji.Wszystko tętniło tu życiem, w przeciwieństwie do starego wymiaru.Obróciłem się -zwierciadło zniknęło, decyzja podjęta.
C.J stoi obok mnie.Podchodzę do niego, przytulam go bardzo mocno.Z oczu spływają mi łzy.
- Nareszcie tu jestem! Nawet nie wiesz jak bardzo na to czekałem! Stworzyłem cię na swoje podobieństwo, przydzieliłem postawy i zadania.Daję ci jednak wolność, możesz robić co chcesz, interesować się czymkolwiek zapragniesz.Ale obiecaj mi tylko, że będziesz mnie naprawdę kochać.
- Obiecuję, mistrzu.Z twej ręki powstałem, w twoim umyśle zostałem zrodzony.Twoje serce bije w mojej materii.Będę ci wierny i pokocham ciebie jednego, ponad wszystko inne.
- Dziękuję.No, to bierzmy się do pracy! Przed nami jeszcze wiele do stworzenia!
Nagle przez moją głowę przewinęły się straszliwe wizje: pękające szyby, wielkie budowle trzęsące się w posadach, kruszejące pomniki, syk opon, z których uchodziło powietrze...Wielka słoneczna korona, ogarniająca wygłodniałym językiem ognia wszelką naturę.Świat-Który-Znałem właśnie umierał.Ale najciekawsze działo się z ludźmi.Nie było trupów, flaków, ani żadnych krwawych scen.Wszyscy, jak jeden mąż, usypiali tam, gdzie akurat się znaleźli: mężczyzna w biurze przy komputerze, jakaś kobieta padła na kierownicę, upuszczając szminkę.Całe tłumy nagle upadały na ulicach, by już nie powstać.A potem, gdy wszyscy już zasnęli na wieczność, ledwie podmuch  zaczął ich wymazywać.Ich ciała zmieniały się w nic niewarty proch, podatny na figle wiatru.Setki, tysiące kłębów tańczyło w opustoszałych, zniszczonych miastach.
C.J popatrzył na mnie i skinął z aprobatą.Wiedział, że podjąłem właściwą decyzję.
Objąłem go ramieniem i razem, krok w krok, podążaliśmy do lepszej rzeczywistości, budując nasz własny świat, zostawiając tym samym tamten wymiar na pewną śmierć.







Najsmutniejszy dzień na świecie 2015-11-03

To się nie dzieje naprawdę...
To musi być zły sen.Zaraz się obudzę i będzie wszystko ok, idealnie: tak, jak było zawsze.Zawsze będę bezstrosko rozmawiał z dziadkiem patrząc, jak mój pies znowu łakomie spogląda na jego kanapki.
W weekend przyjadę do niego, a on znów zaproponuje mi parówki.Miał dobry gust, zawsze kazał tacie kupować konkretny produkt.



- Nie krępuj się, Mateuszku! Jesteś u siebie, jak chcesz parówkę, to weź sobie!



Potem przy kolacji powie mi, że nie mógłby mieszkać na blokach, że woli tą ciszę i spokój, jaka otacza go każdego dnia.Znów ukradkiem przemyci mi z barku jakieś galaretki i poleci, bym dużo jadł.Wyjdziemy na spacer, koło stodoły zaproponuje, bym pogłaskał psa tylko po to, by śmiać się z tego, że się boję tego kundla.Pójdzie do piwnicy włączyć ogrzewanie, a potem razem obejrzymy Wołoszańskiego.Co jakiś czas znów to i owo skomentuje, opowie barwną anegdotkę historyczną.Znał się na drugiej wojnie jak mało kto!
Otwieram oczy.Cały jestem we łzach, siedzę w swoim pokoju w Rzeszowie.Kurwa...to nie był sen, to jebana rzeczywistość...
Myślałem, że to lekko przetrzymam, że dębickie łzy w samotności od razu po wiadomej informacji będą mi wystarczyć.Myślałem, że pogrzeb mnie nie zaskoczy, w końcu pochowałem już moją prababcię i krótko po tym pradziadka, których praktycznie nie znałem.
Wchodzę do kaplicy - wszystko git.A właściwie to nie, nic nie jest w porządku.Nie odezwałem się ani razu, to było jasne: ja i Chrystus jesteśmy wrogami.Poprzysiągłem, że nigdy więcej nie będę się do Niego modlił, że nie wrócę, choćby nie wiem co.W myślach kwestionowałem każde słowo księdza, każdą zwrotkę psalmu.



- Bo Chrystus jest z nami w każdej sytuacji

Ekhem...Nie ma go.
- (...) jest w niebie i otacza nas swoją miłością
No właśnie.Siedzi tylko tam, osądzając zmarłych, a żywi muszą  cierpieć i żyć w złudzeniu/motywacji, że On jest z nami.A miłość? No błagam! To tylko chemia naszych organizmów, biologia, płciowość i seksualność! Nie istnieje miłosć duchowa, to człowiek ją sobie ubzdurał, żeby usprawiedliwić facetom zapędy seksualne!



Ta msza była dla mnie jedną, wielką bitwą.Byłem tam, jak szerszeń w ulu pszczół - nieproszony, atakowany przez propagandowe hasełka.Właśnie dlatego nie chodzę już do kościoła, nie chcę brać udziału w tej farsie! Nie jestem słaby, nie ukorzę się!
Wyszliśmy na dwór.Wielki, rozkopany grób pradziadków od strony taty.Rodzinna mogiła, w której zmieściłaby się jeszcze jedna trumna (ale ostrzegam "niebieski" sukinsynu, jeśli odważysz się zabrać mi jeszcze babcię, to zaczniesz mocno żałować tego dnia!)
Kolejne modlitwy, spuszczanie trumny, babcia płacze, ciotka (jej córka) płacze.Tata patrzy z refleksyjną miną.Przyszło wielu ludzi, w tym również od firmy, w której pracuje tata.Zabrakło tylko mojego brata, który "źle się poczuł, a poza tym żegnał się z dziadkiem, jak jeszcze żył, i muszę dodać, że ja MAM kolegów, a ty nie".Nie skomentuję tego nawet, po prostu  brak mi sił na tego gnojka.
Trąbki zaczęły grać.Trumna była opuszczana, za chwilę czterech krzepkich kolesi zacznie zasypywać ją wielkim hałdami ziemi, rozsypanymi wokół grobu.Starałem się nie płakać.Co rusz łapałem powietrze, by nie uronić ani jednej łzy.Nie publicznie, nie mogę przecież tak się poniżyć! Nie ja!
Nosiłem to w sobie, choć nie było łatwo.Pierwsze łzy uroniłem ukradkiem w "Marcelu", szczęściem wówczas jechałem tylko ja.Szybki MKS, kilka schodków i jestem "u siebie".Krótkie "cześć" do Piotrka, zamykam pokój i...wróć do początku.
Czas leczy rany.Wszyscy przyzwyczaimy się do tej pustki, jaką po sobie zostawił dziadek Ludwik.Kiedyś musiało to nadejść, teraz przynajmniej nie musi walczyć z chorobą każego dnia.Teraz nie musi być zależny od insuliny, pomiaru poziomu cukru, wizyt w szpitalu, wysokich temperatur...Jest wolny od wszelkich nieszczęść, smutków, całej tej chorej cielesności, jaką musimy taszczyć ze sobą codziennie.
Żegnaj, Dziadku.Wiesz, ile dla mnie znaczyłeś.Dziękuję ci za wszystko, całe piękne dzieciństwo, i pochmurny okres dorastania.Dziękuję za każdy uśmiech, każde wspomnienie lat, których naprawdę ci brakowało.Okresu, w którym mogłeś spędzać więcej czasu z małym "Teusiem".
Kurwa...znowu zaczynam płakać.Nie chciałbyś tego, wiem.Wszyscy jutro spróbujemy żyć normalnie.Tak, jakby nic się nie stało.Ja też spróbuję...tylko jutro środa, pierdolone finanse! Dzisiaj nie jestem w stanie już niczego zrobić, zbyt mocno to wszystko we mnie siedzi!
A jebać to wszystko.Półtorej godziny ryzyka jeszcze nikomu nie zaszkodziło.Posłucham, co inni będą mówić.Ponoć studia to szkoła kombinowania.Może i ja aię jakoś wycwanię?


Dobranoc 2015-11-01

Ten dzień musiał nadejść.

Przerzuty po raku, coraz trudniejsze dni oraz kwestia wieku zrobiły swoje.Wiedziałem, że to się stanie.To było tylko kwestią czasu.Przygotowywałem się na ten dzień.Wreszcie nadszedł.I czuję się teraz dość dziwnie.Jest mi trochę obojętnie, trochę smutno, trochę nijako.To nie jest kara, to normalny ciąg zdarzeń, zwykła kolej rzeczy.

Jak go pamiętam? Bardzo, bardzo dobrze.W ustach czuję smak mandarynek, które przywoził małemu Mateuszowi.W uszach jeszcze słyszę jego śmiech, zabawne anegdoty, historie z młodości.Jeszcze czuję uścisk jego silnej dłoni, gdy pokazywał mi sposób na nieco silniejszy chwyt."Pamiętaj, żeby ściskać tylko złączone palce, zwłaszcza przy kostkach!" - mawiał.

Kiedy widziałem go ostatnio? 3 tygodnie, miesiąc temu? Coś koło tego.Jeszcze w ostatnich tygodniach przed końcem wakacji pomaturalnych musiałem pobyć z nim dwa razy, bo babcia akurat gdzieś musiała z tatą jechać, czy to na zakupy czy do lekarza.Gdy pytał o prawo jazdy, pochwalił mój pogląd: "Masz słuszność, Mateuszku, nie każdy musi mieć auto.Jak ci wygodnie, tak rób".Gdy pytał o chodzenie do kościoła, nie naciskał: "Dobrze, już ci się o nic nie pytam.Jesteś dorosły, to twoja sprawa".Nie rozumiał istoty komputeryzacji mojego pokolenia: "Jestem człowiekiem starszej daty, mnie nie przekonasz! Dla mnie komputer to tylko usiąść na chwilę, poszukać czegoś i koniec".

Wakacje nie mogą się obyć bez choćby tyogdnia u dziadków - tak przynajmniej mówiłem w dzieciństwie.Miał mnie wtedy uczyć opieki nad jego sadem.


- To wszystko jest twoje, Tusiku.Musisz wiedzieć, jak się zatroszczyć o swoją własność.


- Przecież to twój syn jest właścicielem, a nie ja.


- Ale co jego, to i twoje.



Kocham tamten las tak, jak on go kochał.Kochałem tą ciszę, jak on ją miłował.Z rozkoszą chadzałem spokojną ścieżką, usłaną liścmi tak, jak on uwielbiał szukać przy tym grzybów.
Kilka lat temu dostałem od niego nielichy podarunek: 84 małe zeszyciki z serii "Żółty Tygrys"! Przeczytałem ledwie kilka z nich, leżą stosem zakopane za Tolkienem na mojej biblioteczce.Pasjonowała go historia tak, jak niespiesznie spacery z kijem pod ręką.Nawet na moją osiemnastkę zrobił mi na imadle mój własny kij z gwoździem do dalszych spacerów! Jego głos, jego wzrok, uścisk ręki, śmiech przy dokarmianiu Bąbla...znikają.
Zostały tylko okulary, laska, kilka mocnych kijów, para zdartych kapci, jakieś strzykawki i zapiski pomiaru cukru.Został Reks, duży czarny kundel, uwiązany pod garażem.I co teraz? Kto się z nim pobawi, kto przyniesie mu miskę z resztkami obiadu? Kto go wygłaszcze, wokół kogo biedny pies będzie skakał z radości? Zawsze bałem się tego kundla.Nie chciałem tam podejść, nie chciałem się odważyć chociaż wystawić mu ręki..Dziadek nigdy nie mógł odmówić sobie okazji do żartowania ze mnie.
Małżeństwo? Dziadek był tym "niepokornym".Babcia często martwiła się o niego, prowadzili dość zabawne sprzeczki, ale widać było po nich autentyczne przywiązanie.
Został mały Fiat - pewnie brat go przejmie, jak zrobi prawko.Został duży dom z sadem i ogrodem.Co będzie teraz? Babcia albo zostanie w Rzeszowie, gdy znajdzie się dla niej jakieś małe mieszkanie, albo dalej będzie mieszkać za obwodnicą.A jeśli padnie na opcję nr.1 - co wówczas?
Wszystko się wali.Wszystko.Dzieciństwo, piękne wspomnienia, śmiech i dobre łzy...Jeśli ten dom zniknie, niczego już nie będzie.


Należy ci się trybut, Dziadku.Nie wiem jeszcze jaki, ale trzeba uczcić ciebie godnie, z honorem i najwyższymi zaszczytami, aby tam, w niebie - mam nadzieję, że istnieje - nagrodzono cię jeszcze wspanialej, przez całą wieczność!
Przepraszam.Przepraszam, że wiedziałem jak wiele czasu chcesz spędzać z nami, a mimo to nie odwiedzałem cię tak często jak powinienem.Przepraszam, że nie przyjmę komunii w twojej intencji we wtorek.Przepraszam, że nie będę mógł za ciebie odprawić modłów.Wiele ci zawdzięczam, wiele lat pamiętam, ale nie mogę się ugiąć.Nie jestem kolejnym słabym tchórzem, ja...nie mogę.Wojna z Bogiem trwa, nie mogę jej przegrać łamiąc się choć raz.


- Mateuszku, wiesz co to jest rak? Niedługo umrę, chciałbym jeszcze kiedyś cię zobaczyć.Będę się za ciebie modlił w niebie.


Dobranoc, Dziadku.Miłych snów, niech przyśnią ci się same dobre rzeczy! Musisz być wypoczęty przed wieczną wędrówką.
A ty, Jezu Chryste, jeśli istniejesz,  mam nadzieję, że ugościsz go najlepiej, jak tylko potrafisz! Ma dostać jak najlepsze miejsce przy suto zastawionym stole! Choć za życia nie pił zbyt często, nie żałuj mu wina! Przyszykuj mu najlepsze posłanie w najprzytulniejszym pokoju! Zaopatrz go w najpiękniejszy anielski mundur! Niech nosi go z dumą i prezencją!
Przysięgam, że jeśli czegokolwiek mu uchybisz, jeśli we śnie choć raz mi się poskarży na niedostatek w czymkolwiek - osobiście się z tobą za to rozliczę!


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]