Zwi@dowca Elvenoor | e-blogi.pl
Blog inny niż wszystkie
Blogi

Nagły przyrost wiary? Nawrócenie na pokaz 2015-10-31

Im szybciej grób, tym bliżej Bóg?
Zbliża się święto Wszystkich Świętych - czas zakorkowanych ulic, przepełnionych parkingów w okolicach cmentarza  (a nawet trochę dalej), kilkudniowych straganów z kwiatami, stroikami i zniczami z Myszką Miki lub aniołkiem (w zależności od preferencji).Księża znów będą pewnie pieprzyć o zadumie, refleksji, przemijaniu i kruchości ludzkiego żywota.
Każda rodzinka znów. jak co roku, będzie organizowała co najmniej dwa wypady na groby, oddalone o wiele kilometrów.Wszystkich Świętych - bo ponoć każdy, kto trafi do nieba, z automatu jest świętym, zbawionym.
Śmierć.Im bliżej człowiekowi do grobowej deski, tym częściej chodzi do kościoła, odprawia modły, angażuje się w lokalną społeczność religijną.Bo to już taki czas, że warto pomyśleć o swoim zbawieniu, żeby nie musieć przez całą wieczność zapierdalać na galerze po Ogniu Piekielnym.Mniejsza z tym, że Bóg będzie patrzył na "całokształt twórczości" pojedynczego "malarza", a nie tylko na wycinek jego prac.Jak zobaczy, że przynajmniej ostatnie lata życia były OK, to może jakoś złagodzi karę i w ramach pokuty trzeba będzie zapieprzać społecznie w Czyścu? Pomęczy się człowiek i schluss, windą do nieba!
Ponoć Bóg bierze pod uwagę również ostatnie słowa człowieka, zaraz przed śmiercią.Wystarczy tylko szczere "Wybacz, Jezu" i z automatu otrzymujesz bilet na ciągnięcie anielskiej karety przez "x" lat z gwarancją odbicia sobie tego na wiecznej imprezie w niebie.
Tylko jak to świadczy o takim człowieku? Jak prezentuje się wówczas ktoś, kto konsekwentnie brnął w swoje i nagle zmienił zdanie z obawy przed piekielnym BDSM? Co kieruje takimi ludźmi? Rozsądek? A może zwykły strach przed wyrokiem bądź nieznaną przyszłością pozagrobową?
Zwykli tchórze czy jednak mądrzy, poczciwi staruszkowie? "Tylko krowa nie zmienia zdania, a wszystko nabiera kształtu z biegiem lat" - ileż razy to słyszałem? Monotonne, nudne, sztampowe hasełka, równie smętne jak te o "miłości".
Widziałem to chodzenie do kościoła "dla równowagi wewnętrznej i wyciszenia".Siedziałem z przodu - same dewotki.Siedziałem pośrodku - całe rodzinki, przeciętni słuchacze, normalni ludzie.Stałem z tyłu - najmniej zainteresowani "spokojem wewnętrznym", zamyśleni nad powszednim życiem, sądząc po ich minach.Wyszedłem postać na zewnątrz - mężowie-pantoflarze, wychodzący podczas komunii, chwilę po wypaleniu papieroska.Ja i mój kumpel, "rundkujący" wokół kościoła i gaworzący o tym, co aktualnie porabiamy.Jakieś dziewczyny z chłopakami, którzy przyszli sobie postać, również do komunii...
I jak tak pomyślę, że przed śmiercią mieliby nagle się nawrócić, na nowo uwierzyć, to jakoś nie chce mi się dawać wiary.Nawet mnie samemu nie śni się nawrócenie, szczera spowiedź z całego życia, wyrzeczenie Szatana, czy jakieś modły odczyniające Pakt...Ba, nie wyobrażam sobie siebie bez masturbacji! "Elvenoor żyjący w czystości" to oksymoron, a "Miłość" i "Mateusz" to przeciwieństwa, które nigdy się nie przyciągną!
O Wierze pisałem już nieraz.Tutaj powiem tylko tyle: niektórzy przed śmiercią mają skłonność do słabości, ulegania mitowi o tym, że jednak może istnieć coś poza życiem ziemskim i wartałoby "zaklepać" sobie niebo.Tak na wszelki wypadek, w razie jakby Bóg jednak istniał.No cóż, "Rychło w czas!", jakby to powiedziała profesorka od rachunkowości z Ekonomika.Tak czy siak szykuj się grzeszniku, bo kible w czyśćcu same się nie wyszorują.I może nie będzie tak źle, bo już gorsza jest wieczna galera z Morza Piekielnego, ale nadal czekają cię roboty publiczne.
Bez względu na fakt nawrócenia, pozostaniesz jedynie tchórzem, który wyparł się swoich przekonań, nawyków, założeń i jak zbity pies podkulił ogon przed ewentualnym Bogiem. Załóżmy jednak, że faktycznie dusza ludzka istnieje.Wiesz, co ja Mu powiem? Zanim umrę - w samobójstwie bądź nie, bo już i tak wszystko się komplikuje, nawet własna śmierć - w moim ostatnim tchnieniu i z dumą na piersi wykrztuszę tylko jedno słowo:
Wygrałem.



Max Payne - jazda, schiza, bullet-time! 2015-10-30

Słodki smak wygranej
Zaczęło się od kupienia "Antologii Max Payne" z Pomarańczowej Kolekcji Klasyki.Krótka instalacja, dogranie polonizacji i...dupa! Brak dźwięku otoczenia, nie słychać muzyki ani odzywek głównego bohatera w trakcie gry, poza cutscenkami na silniku programu (a i te były koszmarnie udźwiękowione, z głównym udziałem Radka Pazury)! Brak narracji i dialogów w komiksowych przerywnikach, jedynie głuche stąpania kierowanej przeze mnie postaci.Internet pomógł mi w zdiagnozowaniu przyczyny - potrzebny był sound patch.Jednak, jak na złość, nigdzie nie mogłem takowego odnaleźć.Wszystkie linki były niedostępne!
Zbawienne okazało się CD-Action z propozycją anglojęzycznego Max Payne'a.W dodatku na płycie z grą zamieszczona była również łatka naprawiająca mój kłopot.Odpaliłem, wdrożyłem się w historię i przeżyłem tak świetną jazdę, jakiej dawno nie odczułem podczas rozgrywki!
Max Payne był gliniarzem.Wiódł szczęśliwe życie w amerykańskim śnie - kochająca żona, śliczne dzieciątko i spokojna okolica.Niestety, sielanka zostaje zakłócona, gdy po powrocie z pracy nasz bohater zastaje w domu naćpanych bandytów, którzy brutalnie mordują jego rodzinę.Od tej pory Max zaczyna śledztwo wokół niebezpiecznego narkotyku o nazwie "Walkiria". Jakby tego było mało, podczas spotkania ze swoim przyjacielem, który dostarczał mu informacji, jego kompan zostaje zastrzelony, a Payne od tej pory będzie głównym podejrzanym.W obliczu wrobienia w zabójstwo nasz protagonista zacznie prywatne śledztwo, nakrapiane brudem, potem i krwią.
Nie będzie to jednak typowa strzelanka  "masz pistolet, idź przed siebie, wyrżnij wszystkich".O, nie...To będzie naprawdę mocna jazda! Na swojej drodze Max natknie się na mniej lub bardziej niebezpieczne postacie - sojuszników, zdrajców i wrogów.Wśród tych ostatnich zwróciłem największą uwagę na schizowego kolesia, któremu szajba odbiła od okultyzmu.Nawet teraz jeszcze słyszę tekst "I see the flash of the Fallen Angels!"
Raz po raz staniemy przed koszmarami zbuntowanego mściciela.Chora, złowieszcza muzyka, błądzenie po długich korytarzach, balansowanie na cienkich linkach krwi, przerażający płacz dziecka...psychoza pełną gębą!
Misje, jak już wspomniałem, nie zawsze opierają się na strzelaniu w oponentów.Ucieczka wśród płomieni, zręczne przeskakiwanie laserów, ostrożne poruszanie się w sali ognia w fabryce - wszystko to dodaje smaku rozgrywce i nie skazuje gracza na nudę.Co więcej, nawet idąc przed siebie wciąż jesteśmy zaskakiwani przez niespodziewane zdarzenia: a to nagle dwaj goście zlecą z sufitu na linie, a tu granat wyleci z windy, samochód eksploduje - jest tego naprawdę masa, a nieprzewidywalność ich występowania nierzadko zmusza do wczytania ostatniego zapisu (oby ostatni nie był sprzed godziny, a przy wciągającej zabawie jest to więcej, niż możliwe!).
Nie można również pominąć tzw. trybu "bullet-time", czyli swoistego zwolnionego tempa.Pozbawiając starć dynamiki, możemy nadać jej znacznie lepszy styl.Nic tak nie cieszy , jak strzelanie z rozpylacza podczas spowolnionego padu w bok, do tyłu lub do przodu! A czym strzelamy? Możemy wybierać od zwykłych pistoletów z podwójnymi Berettami na czele, po ręczne karabiny maszynowe (podwójne Ingramy <3 ), aż po strzelby, granatniki, koktajle mołotowa i snajperkę.Zdrowie odnawiamy klasycznie swoistymi apteczkami, których rolę przejmują tu środki przeciwbólowe (Painkillers...PAYNE-KILLERS ?).
Do dyspozycji mamy jeszcze dwa poziomy trudności - każdy odblokowuje się po przejściu poprzedniego - a także tryb "New York Minute", czyli na oczyszczenie poziomu mamy określony czas.Jeszcze się w to nie bawiłem, ale coś czuję, że nie będzie łatwo.
Podsumowując powiem krótko: Jeśli lubicie nieco ambitniejsze strzelanie w brudnej, niejednokrotnie schizowej otoczce, przy znakomitej muzyce i historii upadłego gliny, bierzcie Max'a w ciemno! Jedyną poważniejszą wadą jest brak możliwości pominięcia przerywników filmowych, dlatego zalecam zapisywać grę od razu po ich zakończeniu.To znacznie ułatwi ewentualne wczytanie rozgrywki, gdy trzeba zacząć od szybkiej wymiany ognia.Gra ma już 14 lat i choć nie posiada tak nowoczesnej grafiki jak dzisiejsze produkcje, to nadal zasługuje na znacznie więcej, niż niejedna strzelanka TPP.Polecam jak jasna cholera!


They were all dead. The final gunshot was an exclamation mark to everything that had led to this point. I released my finger from the trigger. And then it was over. To make any kind of sense of it, I need to go back three years. Back to the night the pain started ~ Max Payne


ElvenWar: H. G-G. 2015-10-23

"Pisze wiersze od lat paru
Krótkie, proste, zgrabne dość
Jednak pośród piękna, czaru,
Czyha wzgarda, pycha, złość!
Niby sławna, niby wielka,
Pisareczka "z bożej łaski",
Mierzi ją krytyka wszelka,
Nieraz rodzi to niesnaski

Usuwanie komentarzy,
Wypieranie własnych błędów
Gdy pomyłka się wydarzy,
Chce wywyższać się z obłędu!
Komentarze, kiedy pisze,
Takie same pod wierszami,
Takie same treści liczę
Pod liryką, piosenkami,

Po co czytać? Ma być sława!
Ma być zasięg i odbiorcy!
Dzisiaj biję dla niej brawa:
Przykład głupstwa to najprostszy!
Wiecie dobrze, o kim mówię,
Sama sobie ciągle schlebia
Do rozsądku nie przemówię,
Grosz talentu, w mózgu bieda!"
---------------------------------------------------
A teraz "po ludzku": Pani Halino, jak to jest? Niedawno  zgapiła Pani od mojej notki temat na wiersz: ok, mogła się Pani wówczas zainspirować, to zrozumiałe.Wtedy niesłusznie na Panią najechałem.Ale to, co miało miejsce przedwczoraj, zwaliło mnie z nóg.
Komentarz wstawiony przez Panią (bądź człowieka, któremu Pani płaci za prowadzenie bloga i pisanie komentarzy), zrzucił mnie z krzesła w konwulsjach śmiechu."Świetny wiersz! Tak trzymać! Pozdrawiam!"
I choć wyjaśniła Pani, że "to tylko błąd, o jejku, nie ma co się obrażać, już poprawiłam, że chodziło mi o tekst pisany wierszem", to wciąż nie mogę temu wierzyć.
PIOSENKA ma tekst.Może być on pisany wierszem, ale nie musi.Poza tym "pisany wierszem" nie musi oznaczać, że mamy do czynienia z utworem lirycznym.
WIERSZ natomiast ma zupełnie inną strukturę, inaczej nazywamy jego poszczególne części składowe.Doświadczona poetka powinna to wiedzieć.Wstyd!
Idźmy dalej: usunęła Pani mój komentarz, w którym wytykam Pani błąd.Ok, kiedyś też tak robiłem, gdy jakaś krytyka mi się nie spodobała.Teraz jednak, po metaforycznym skoku z "Ósmego Piętra", jestem przygotowany na wszelkie najgorsze słowa.Krytyka jest, była i będzie.Ale mam odwagę, by zostawić ją udokumentowaną.A co prywatnie z nią zrobię, to już moja rzecz.
Spojrzałem też na Pani oficjalną stronę.Powiem tak: "Poetka"? Krótkie, banalne wierszyki, które każdy może sobie wyskrobać. "Malarka"? Jeśli to faktycznie są Pani obrazy, a nie przekopiowane z internetu, to moje gratulacje.Ale "Rzeźbiarka" ?! Proszę wybaczyć, ale od kiedy grawernictwo napisów i malunków na nagrobkach jest rzeźbiarstwem? To się nazywa fachowo "kamieniarstwo", rzeźbienie to zupełnie inna para kaloszy.Płaskorzeźby, posągi...to jest rzeźbienie.
Ponadto istnieje pewna pogłoska dotycząca komentarzy, ale nie będę tego rozwijał (pominę także jej źródła).
Z mojej strony to będzie tyle.W odpowiedzi zapewne dostanę wiersz pokroju "Zarozumialca", ale dobre i to.W końcu forma odpowiedzi również o czymś świadczy.
Pozdrawiam serdecznie.



Sztuka pieniądzem mierzona 2015-10-22

Liryczna płynność...finansowa?
Temat zarabiania na pasji został już chyba przez wszystkich dogłębnie poruszony.Szczególnie tyczy się to twórców w serwisie YouTube, którzy coraz częściej stają się celem wielu sponsorów.I jest to posunięcie naprawdę sprytne, bo nie dość, że reklamy w TV robią się coraz bardziej nudne, uporczywe i nieznośne, to jeszcze młodzi ludzie wolą kontent gromadzony w Internecie.
Sam product placement jest najbardziej widoczny w programach telewizyjnych, czego podręcznikowym przykładem są seriale Telewizji Publicznej.Na YouTubie różni twórcy angażowani są w bardziej lub mniej ciekawe projekty.Często dzięki sponsorom moga zrealizować dość kosztowne przedsięwzięcia, pokroju zagranicznej wyprawy w celach nakręcenia kolejnych materiałów.Lokowanie produktu na ogół jest mniej inwazyjne w niskobudżetowych filmikach, które w ciągu miesiąca osiągają znacznie więcej wyświetleń, niż telewizyjne kanały przez cały rok.
To tyle słowem wstępu.Głównym celem dzisiejszych rozważań będzie zarabianie na tomikach poezji.
Książki? Spoko.Materiały filmowe? Jasne.Ale co z poezją?
I zadając to pytanie mam na myśli tomiki poezji lokalnych twórców.Krzysiek Kędzior jest tu bardzo dobrym przykładem.Ma za sobą juz kilka publikacji, w tym sławne w naszej gminie "Listy z Dębicy", napisane wespół z kilkoma innymi osobami, które miałem okazję poznać podczas trzeciego (a mojego pierwszego) spotkania "Albatrosa" (aktualnie grupa nie ma gdzie się spotykać, dopiero jedna znajoma skołowała pewną salkę na koniec listopada).
Jest to dla mnie trochę niezrozumiałe.Podczas wstępnej korespondencji mailowej z Kaśką, założycielką Grupy Poetyckiej, poruszyłem kwestię wydania własnej twórczości.Nie dowiedziałem się właściwie niczego szczególnego, prócz początków, jak doszło do ich współpracy.
Nie powiem, trochę zazdroszczę.Szczególnie, że kilka miesięcy temu do grona wydawców dołączyła Paulina, również poznana na "Albatrosie".Oczywiście nie chodzi mi o pieniądze, bo doskonale zdaję sobie sprawę, iż koszty publikacji znacznie przewyższyłyby zyski.Nie czarujmy się, niewiele osób lokalnej społeczności interesuje się miejscową kulturą.Na dodatek równie mało księgarń jest zainteresowanych sprzedażą tomików mało znaczących poetów.Szymborska, Miłosz, ks. Twardowski, nawet Słowacki...Wszyscy, byleby to były znane nazwiska.
Zatem rodzi się kolejna kwestia: jeśli koszty nie zwróciłyby się, to po co wydawać swoją twórczość? Czyżby chodziło o naczelną zasadę Młodej Polski: L'art pour l'art - Sztuka dla sztuki?


- A co z tobą? Po co właściwie publikujesz swoją twórczość?



Nic na tym nie zarabiam, niczego również nie tracę.Mam za to możliwość podzielenia się tym z innymi.Jedyne, co dostaję, to pochwały, uwagi i konstruktywne opinie.Robię to z pasji, ponieważ CHCĘ to robić.


- A gdyby ci przyszło wydać własny tomik? Załóżmy, że ktoś by ci jednak to zaproponował...co wtedy?



Hmm...W zasadzie dwa moje wiersze są już wydane w Almanachu, pamiątce po Galicyjskiej Jesieni Literackiej, która niedawno miała miejsce (niestety, mimo chęci nie byłem w stanie się zjawić, zważywszy na studia).Ale nadal to tylko dwie prace spośród wielu innych, polskich i ukraińskich poetów.Mimo to, gdybym dostał propozycję wydania własnego tomiku lub dołączenia do zbiorowej pracy kilku lokalnych twórców, musiałbym się poważnie zastanowić.



- Taaa....Ale pisząc piosenki po cichu sobie wyobrażasz, że kiedyś mógłbyś zrobić karierę w muzyce, wstrzelić się w niszę, zebrać grupkę wiernych fanów i zyskać przynajmniej 5 minut sławy.Mam rację?


No co? Pomarzyć zawsze można  ;)
 
 


"Paranoja Serc Natchnionych" 2015-10-20

1. Jeden pisze o Zbawieniu, gdy go wiara w trans wprowadza,
Drugi skrobnie w okamgnieniu, że go mierzi polska władza
Trzeci trąbi wszem i wobec, że go zycie nie oszczędza,
Jeszcze inny da mu wzorzec, by sam sprawdził co to nędza
Każdy jeden coś wymyśli, aby ulżyć swemu bratu
Każdy nowe ma pomysły, które chce ogłosić światu
Ale jedno się powtarza, jedno w kółko o tym samym
Jak to miłość nas obraża, wciąż zadając nowe rany
Tu dziewczyna z bólu wyje, tylko po to, by się wzruszyć,
Bo nareszcie serce żyje i od razu lżej na duszy
Za czas jakiś znowu smęty, bo ją zdradził cham niemyty,
Nastrój przyjdzie dekadenty i porzuci precz zachwyty!
Nie to jednak jest najgorsze, jeszcze głębiej problem leży:
Zacznie pisać, że to nonsens, by z miłością chcieć się zderzyć!
Jednak minie jej ta smuta, słonko mocniej znów zaświeci,
Nie jest dobre to dla ducha,  gdy amorek znów przyleci

Ref: A poezja to rzecz piękna,  jedno  tylko mnie w niej złości,
Coraz nowe wciąż powstają puste wiersze o miłości!

2. Zaczynają się gdybania, filozofie niestworzone,
Znów kolejne serca łkania, znów jest miłość czyimś domem
Raz o stracie, o zazdrości, o rozstaniach w różnej treści
Uśmiech szczery dzisiaj gości, jutro rzeki łez nie zmieścisz
Tak to życie igra z nami, zmusza często do pisania,
Każe bawić się słowami, podczas smutków wylewania
Zanim powiesz "To normalne, po to słowa są stworzone,
Formy często niebanalne rodzą wersy uświetnione!"
Ja odpowiem ci na szybko, że zbyt dużo jest miłości,
Białych wierszy, moja rybko, ciut za wiele w książkach gości
Choć na nowo, wciąż to samo, lecz nie tylko na papierze,
Wielu przecie już śpiewało o miłości równie szczerze
Jak mielone w mikrofali komercyjnie odgrzewane
Pełne szczęścia, smutków, żali co piosenka powtarzane
Ledwo widać w tym różnice, inne nuty, rytm bliźniaczy
Tak to mnożą się wersety, chociaż serce nic nie znaczy!

Ref: A poezja to rzecz piękna,  jedno  tylko mnie w niej złości,
Coraz nowe wciąż powstają puste wiersze o miłości!
A muzyka to rzecz cudna, choć z tym jednym mankamentem,
Gdy kolejna ckliwa zwrotka będzie tylko serca błędem!


Podkarpacie zawsze gorsze 2015-10-16

Rzeszów - nowoczesne zadupie?
Ludzie lubią stereotypy.Od dłuższego czasu utrzymuje się zwłaszcza jeden: południe jest mniej ciekawe od Mazur, Pomorza, Wielkopolski, czy Podlasia.Jeśli już ktoś mówi o "dolnej" części Polski, to ma na myśli Zakopane, Śląsk, czy Kraków, ale mało kto wspomina choćby o Rzeszowie.
Rzeszów - jest stolicą województwa podkarpackiego.To miasto stołeczne posiada bogato rozwiniętą infrastrukturę komunikacji miejskiej, wiele innowacyjnych rozwiązań kulturowych (począwszy od nowoczesnych, kilkupiętrowych galerii oraz doskonale funkcjonujących kin i klubów) oraz ogromną gamę dobrze prosperujących firm (w tym kilka zagranicznych). Poruszając się w zadbanych MKS'ach przemierzam naprawdę rozległe przestrzenie.Jak na dłoni widać postęp, w którego kierunku Rzeszowianie idą coraz śmielszym krokiem.Oczywiście, w godzinach szczytu ludzi jest nawet zbyt dużo i tworzą się korki, ale to jedna z nieuniknionych wad rozwoju XXI wieku.
Rzeszów = innowacja, bezpieczeństwo, postęp: możliwość rozwoju osobistego, również przy wsparciu bardzo dobrych uczelni.
A jednak, jeśliby spytać taką "Warszawkę" lub Ślązaków, niewielu potrafi wskazać stolicę Podkarpacia i jej umiejscowienie na mapie."Aaaa, bo to takie mało uczęszczane miasteczko na południowym-zachodzie, nic ciekawego, pewne jakieś kompletne zadupie".
I chuj, że mamy tam lotnisko, dobrą linię kolejową "Podkarpackie", wiele ośrodków wszelakiej branży i świetny szpital.Kogo to obchodzi, że do takiego dr Bielaka do Rzeszowa zgłaszają się ludzie z całej Polski, że to Politechnika organizuje ponoć najlepsze Juwenalia? Jacyś artyści raz na jakiś czas przyjadą w ramach trasy koncertowej, ale w mediach Rzeszów ciągle jest jednym wielkim "Nic".
Kraków? Duże miasto, stolica kulturalna Europy, dobre szkoły, Wawel i inne zabytki...Ale nadal to nie to.
Warszawa? Duże możliwości, stolica Polski, istna metropolia.Ale dalej zbyt wielki smród i tłok!
Nie chcę wyjść teraz na jakiegoś mega patriotę wobec swojej tzw. małej ojczyzny, ale nie mogę dalej bezczynnie stać, gdy Podkarpacie raz po raz uznawane jest za "tą gorszą część Polski".
A gówno prawda, mili państwo.Co tam wasze Gdański, Warszawy, Katowice, Krakowy, Poznanie i Bydgoszcze? Co mi mówicie o jakimś Toruniu, Łodzi, Lublinie?
Te i inne miasta, jak każde, mają swoje plusy i minusy.Ale zawsze przy nich Rzeszów będzie odstawał, bo tak jest dziś kreowany.Naprawdę wielka szkoda.
Jeśli nie wiesz, o czym mówię, zapraszam cię na spacer.Jako student nie znam jeszcze zbyt dobrze wszystkich rzeszowskich dróg, ale śmiało mogę ci pokazać te najbardziej istotne.
Podkarpackie też ma głos.Tylko nie bójmy się go używać!
------------------------------
Dziś notka kompletnie natchniona, spontaniczna.Jutro kontynuujemy moje psychologiczne wywody nad samym sobą, więc proszę o wyrozumiałość względem mojej małej samoterapii ;)


[AP] Serce bez serca 2015-10-15

Analizując Psychikę, cz.2
Temat: Miłość i jej brak.
Przykład: Jeden z wielu przejściowych etapów między jednym miejscem a drugim.Droga upływa w miarę znośnie, zwłaszcza gdy mam przy sobie słuchawki.Jednak nawet one nie pomagają, gdy ujrzę chłopaka i dziewczynę, trzymających się za ręce i  zmierzających w moją stronę lub przytulających się czule na przystanku.
W takich chwilach staram się nie patrzeć, odwracam wzrok na niebo, jakbym czegoś tam szukał.Ale serce zaczyna szybciej bić, a w umyśle kotłuje się jedna myśl: coś jest ze mną nie tak.
Co z tego, że jeszcze przed chwilą tkwiłem u siebie w pokoju, nie przejmując się związkami? Jakie ma znaczenie mój pogląd o miłości jako zwykłym biologicznym hormonie, pobudzanym w ramach instynktu rozmnażania? Za chwilę moja "stabilność" i tak pójdzie w diabły dzięki jednemu, głupiemu spotkaniu na ulicy.
Kiedyś przechodząc koło jakiejkolwiek dziewczyny, starałem się wypaść "OK", zrobić dobre wrażenie wizualne...Tak, wiem.To było idotyczne.Kiedyś nawet starałem się pojąć istotę zauroczenia w tej jednej jedynej, piękniejszej od innych, wyróżniającej się czymś szczególnym (oczy, usta, nos  itp.)Teraz patrząc na którąkolwiek z was, drogie panie, nie widzę niczego szczególnego na zewnątrz.Wszystkie jesteście równie piękne.Oczywiście, to wnętrze jest tu kwestią kluczową i nie mamy do tego żadnych wątpliwości.Ale mimo wszystko również ten czynnik jest u mnie nieco zniekształcony.
W dawnych czasach Kejt pomogła mi się otrząsnąć z zakochania.Doznałem szczęniackiego uczucia, robiłem różne pierdoły pokroju śpiewania przez telefon, czy pisania wierszy...Teraz, gdy o tym myślę, mogę tylko roześmiać się i zakryć dłoń ze wstydu.Dzięki temu doświadczeniu zmieniło się moje  postrzeganie spraw duchowych: miłość, wiara, zaufanie...
I wszystko to przepadło.Odwiedziny w kościele, modlitwy wyłącznie za innych, nie tylko pokazały mi brutalną prawdę na temat dawnej "gierki", ale przede wszystkim doprowadziły mnie do obłędu.Wyparłem się Boga i złożyłem Pakt.Bóg nadal ingerował w moje życie, dopóki nie powiedziałem mu delikatnie "odpieprz się" podczas pogrzebu prababki.Teraz nie ma na mnie żadnego wpływu, uwolniłem się!
I wszystko to uleciało.Nigdy już nie uwierzę w "prawdziwą miłość". Faceci i kobiety czują ten sam popęd hormonalny, choć wyrażają go w inny sposób.Panie wolą być zapewniane o bezpieczeństwie, otoczone silnym, pewnym ramieniem.Wolą wtulać się w gładki męski tors, wiedząc, że są kochane, a ich przyszłość jest stabilna.Faceci natomiast poszukują piękna zewnętrznego.Wnętrze jest nieco mniej istotne.Ważne, aby kształty się zgadzały, a twarz emanowała kobiecością.Wszystko u wszystkich sprowadza się i tak do jednego: instynktu macierzyńskiego u kobiet.Facet chce "zaliczyć", a kobieta pragnie nie tyle dopieszczenia w łóżku, co posiadania dziecka.
I wszystko to pękło.Nie zaufam już nikomu w taki sam sposób.Zawsze będę sprawdzał, węszył, doszukiwał się  każdego oszustwa.Ludziom można ufać tylko na krótką metę, ale tylko pod warunkiem ciągłej kontroli.Teraz jestem czujny, myślę dwa razy na przód, aby nie wpaść w głupi sposób.
Tak to właśnie jest z moją duchowością od strony psychologicznej.Poruszyłem zapewne wiele spornych kwestii, ale przekazałem tym samym myśl główną: przedstawienie swojej emocjonalności.
A jutro...jutro czarna strona Elvenoora da o sobie znać i dowiecie się wreszcie dlaczego tak bardzo trąbiłem o samobójstwie w imię bezpieczeństwa ludzi.


[AP] Uśmiech Elvenoora 2015-10-14

Analizując Psychikę, cz.1
Temat:Problem natury uśmiechu.
Przykład:  dziś, 17:00, Sala S-1.
Wchodzę zdyszany do środka.Podchodzę jak zwykle do pierwszego rzędu.Proszę dwie dziewczyny o zrobienie mi miejsca.Profesor F. nagle zwraca się do mnie:
- A gdzie to się pan tak przeciska? Gdzie się pan szwędał?
- Aaaa, tu i tam.
- No, to proszę teraz tutaj.Nazwisko?
- M____
- Imię?
- Mateusz.
- "MM"! Małe Mieszkanie! Bez dopłaty! [ cała aula, wraz ze mną, w śmiech] A skąd pan jest?
- Z Dębicy.
- A żeby cię, a do Tarnowa nie było bliżej ?!
- Rzeszów lepsze miasto!
- Lepsze miasto, tak? No, czyli lubi pan podróżować na wschód, przynajmniej wraca pan na zachód przez autostradę! Tylko żeby pan rowerem uważał na miśki, bo stoją i pilnują!
- Eee, da się ominąć.

Żeby nie było, nie obraziłem się! Wraz z innymi śmiałem się do upadłego.Co jak co, ale wykładowców mamy w miarę w porządku.Ech...tylko co zrobić z mimiką, gdy uśmiech zanika?
To moja pierwsza "mania", choć najłagodniejsza.Mam ogromny problem z przywróceniem wyrazu twarzy  do poprzedniego stanu, przed rozbawieniem.W takich chwilach czuję się zakłopotany, jakby wszyscy na mnie patrzyli.Głęboki wdech, poprawienie fryzury, błądzenie wzrokiem i próba powrotu wzrokiem na rozmówcę.
To samo z resztą, gdy długo duszę w sobie jakąś wypowiedź: najpierw powiem to niewyraźnie, powtórzę kilka razy, czasem zgubię parę słów i w końcu, gdy już się zamknę, zaczynam się obwiniać:

- Kretynie, po coś ty się odzywał?! Jadaczki pod kluczem trzymać nie umiesz?! Następnym razem zamknij ryj, oczy w zeszyt i słuchasz! Jasne?!

I godzę się na to.Czasem moja druga jaźń pozwala mi coś powiedzieć, gdy jestem w lepszym nastroju, ale mój wewnętrzny głos wie, co dla mnie najlepsze: skupić się na swojej robocie, nie wdawać w większe konwersacje (choćbym chciał, to o czym tu gadać?) i iść przed siebie, bez zastanowienia nad celem.
Ale wracająć do uśmiechu, najdziwniejsza rzecz dzieje się w niespodziewanych sytuacjach: przechodząc przez ulicę, słuchając wykładów, a nawet kiedyś w szkole podczas sprawdzianów zdarzało mi się uśmiechać OT TAK, po prostu.Bo nagle przypomniałem sobie o śmiesznym komentarzu kumpla, filmiku z neta, czy sytuacji, którą naprawdę miło zapamiętałem.To mój tik, choć już coraz rzadszy.Zwykle staram się go szybko ukryć, dosłownie zetrzeć z ust.Ostatnio to pomagało, jednak kiedy to było dokładnie, nie jestem w stanie powiedzieć.
Cóż...o uśmiechu to byłoby na tyle.Od dziś przez jakiś czas będę codziennie na blogu poruszał kwestię mojej psychiki, aby dzielić się z wami spostrzeżeniami na temat moich odruchów, stanów mentalnych i wszelkiego rodzaju zjawiskami.
Jakby to powiedziała Karolina, jestem "dość ciekawym przypadkiem psychologicznym", dlatego dziękuję Wam za to, że zaglądacie na mój mały e-dziennik.To dla mnie zaszczyt, mogąc poszczycić się stałymi gośćmi blogosfery.
A tymczasem, zapraszam jutro!


Szczęście w proszku 2015-10-14

Ucieczka w pigułce
Dzień za dniem, wykład za wykładem siły z wolna mnie opuszczają.Nogi przynajmniej już mniej bolą i wreszcie mogę wrócić do błyskawicznego przemieszczania się.
Ekonomik - myślałem, że przygotuje mnie na studia, wdroży w tajniki finansów i pomoże przynajmniej utrzymać się na tej głębokiej wodzie.W rzeczywistości im więcej nowych rzeczy się dowiaduję, im pilniej słucham wypowiedzi studentów z grupy, tym bardziej przekonuję się, że ekonomia mnie nudzi.Nie wiem, czy to kwestia atmosfery, mojego samopoczucia duchowego (które aktualnie jest poniżej najniższego dopuszczalnego poziomu), czy czegoś innego.Technikum było łatwiejsze, ale i bardziej przystępne do zrozumienia.
Zmagam się z każdym dniem.Próbuję jakoś to wszystko poukładać, ale jedynie na stancji czuję się najlepiej, najbezpieczniej.Jedynie tu mogę się jakoś poskładać.Jak do tej pory wystarczył prosty schemat: wyjście na wykłady - powrót, kilka pornosów i filmików na YT - masturbacja - wykłady - obiad - powrót itd.
Samogwałt - teraz dopiero dociera do mnie jego sens.Teraz nareszcie po kilku latach "praktyki" sprawianie sobie przyjemności cielesnej zaczęło przynosić mi ulgę.Stanowi część mnie, a nie tak, jak to było do tej pory, jedynie byle czynność w ciągu dnia.
To wystarcza...do czasu.Coraz bardziej czuję, że to za mało.Powróciło bowiem pragnienie ucieczki do lepszego, większego, MOJEGO WŁASNEGO ŚWIATA.Uciec, zamknąć się tam na dobre i nigdy nie wracać - tego mi potrzeba.
Dlatego właśnie wciąż darzę sympatią film "TRON: Legacy".Choćbym nawet miał wpaść w pułapkę, niechaj trwa ona całą wieczność! Byle tylko żyć w swoim własnym świecie, moim prywatnym, odizolowanym Raju.
Im bardziej to wszystko mnie obciąża, tym mocniej zaczynam pragnąć jednej, jedynej rzeczy: narkotyku.Alkohol nie pomoże, wprowadzi mnie jedynie w  stan nietrzeźwości nie dając niczego w zamian.Ale wystarczy zażyć jedną, małą pigułkę, wciągnąć niepozorny, biały proszek i...tamten świat, MÓJ świat, stanie przede mną otworem.Mam przecież zaoszczędzone kilka stów, to się może udać!
I wszystko wydawałoby się tak proste....Tylko gdzie szukać tych cudownyh medykamentów? Kto zaprowadzi mnie do odpowiednich osób?Kto wskaże odpowiedni klucz? Nie chcę się bawić dopalaczami - one są za mocne, zbyt ryzykowne.Chcę jedynie przeżyć odlot, oderwać się od ziemi całym sobą, a nie gnić w szpitalu!
Ktokolwiek słyszał, ktokolwiek brał, ktokolwiek wie...Muszę spróbować, nie mam nic do stracenia.A jeśli nawet nie przyniosłoby mi to spodziewanej ulgi, zawsze pozostaje tzw. "złoty strzał".
Moje ciało potrzebuje masturbacji.Ale duch wymaga znacznie bardziej rozwiniętych środków.I, klnę się na Lucyfera, dostarczę mu je.
Tak rzecze Elvenoor, Upadła Dusza.


"Diss na Budynek 'L' " 2015-10-08

1.PRzeżyć tydzień na kampusie dziś graniczy mocno z cudem!
Jak odnaleźć się w tej dżungli ma dziś biedny, polski student?
Tu bydynków cała chmara, każdy zgodny z alfabetem,
Lecz się żaden tak nie bawi, jak budynek "L" z człowiekiem!
Nim połapiesz się w strukturze miną wieki, tysiąclecia,
Nie narodził się choć jeden, co by wszystko w raz obleciał!
Schody długie, korytarze, labiryntu tajne strony
Lepiej patrz pod nogi, bracie, błędów zawsze bądź świadomym!
Dobądź miecza, załóż zbroję, zawiń babci kłębek włóczki,
Nie tak łatwo będzie przeżyć Minotaura podłe sztuczki!
Oznaczenia różnorakie, nie powiedzą ci zbyt wiele,
A najgorsze w całej sprawie, że to student jest tu celem!
Głodna bestia tylko czeka na ofiarę zagubioną,
By przyrządzić z niej wieczerzę dobrym winem zaprawioną,
Więc uważaj dokąd idziesz, gdzie kierujesz kroki śmiało
By z radością po trzech wiekach na powierzchnię wyleźć cało!

Ref: Niepochlebnych wersów sterta o budynku L jak Lipa
Nie pozwoli ci zbyt łatwo w wyższej wiedzy tu rozkwitać
Jak najdalej więc się trzymaj, obyś nigdy tu nie trafił,
Tu potrzebna jest znajomość rozszerzonej geografii!

2.Tyle słów już się wylało, tyle osób wypytałem,
Każdy skrawek kilkukrotnie aż za dobrze już poznałem,
Z Labiryntu wyjście jedno, lepiej zawsze pilnuj drogi,
Każdy "L"-ki zakamarek dla studenta jest tu wrogi!
Światło daje złą poszlakę, nigdy nie idź jego śladem,
Nie uśmiecha się nikomu dla potwora być obiadem!
Łamigłówki tej szczegóły geniusz jakiś opracował,
Każde piętro, każdy pokój, tak perfidnie oznakował,
Byś z odwagą drzwi przekroczył i do reszty stracił głowę:
Ledwoś sale pierwsze znalazł, a trafiają się wciąż nowe!
Dziś pozbądźcie się nadziei, wszyscy, którzy tu wchodzicie,
Na powrocie z głębin piekieł już niejedno zeszło życie,
Już niejeden duch uleciał, ledwo idąc na wykłady,
Nawet zmysłem tropiciela znaleźć  pięter nie da rady!
Pamiętajcie śmiertelnicy, by poruszać się wciąż w grupie,
Cierpliwości dajcie wiarę, przemierzając skręty głupie!

Ref: Niepochlebnych wersów sterta o budynku L jak Lipa
Nie pozwoli ci zbyt łatwo w wyższej wiedzy tu rozkwitać
Jak najdalej więc się trzymaj, obyś nigdy tu nie trafił,
Tu potrzebna jest znajomość rozszerzonej geografii!


Matematyczna paranoja 2015-10-06

Studia bolą.Dosłownie!
Ledwo trzymam się na nogach! Mięśnie tak mnie bolą od łażenia w tę i na zad, że ledwo mogę chodzić! To nie jest jednak wina wielokrotnego chodzenia po 20 minut w jedną stronę.
Moje nowe buty pokazały drugą skórę.Z luźnych, stylowych przerodziły się w krwiożercze demony.Lewą nogę przy palcach mi oskubały, a prawą musiałem nauczyć się inaczej chodzić.Teraz muszę stawiać kroki od palców i starać się nie płaszczyć stopy, w przeciwnym razie dopada mnie skurcz i nie mogę dalej iść! Ech, chyba faktycznie przerzucę się na MKS-y.Przynajmniej nauczę się korzystania nie tylko z linii 0A i 0B.
Po tym bolesnym wstępie przejść trzeba do głównej myśli.
MATEMATYKA - Królowa nauk, postrach maturzystów, zmora studentów, afrodyzjak dla informatyków i techników.
Dziś wielu z nas deklaruje się jako humaniści głównie dlatego, że zakuwanie majzy od zawsze było męczarnią.Jedni mają łeb jak sklep i wchodzi im to z łatwością, inni muszą posiedzieć nad kilkoma zadaniami, aby pojąć funkcjonowanie poszczególnych wzorów.
Co jest istotą tego diabelskiego przedmiotu? Wykorzystywanie nabytej wiedzy w praktyce, a zatem - myślenie.
Ale jak tu nad czymkolwiek dumać, skoro na wykładach i ćwiczeniach profesorowie z doktorami habilitowanymi są w stanie przekonać takiego Elvenoora, że to, co zapamiętał z technikum, może wrzucić do kosza?
Mówię poważnie - widzę zapisane wzory i rozumiem je...w pewnym stopniu.Ale słuchając wykładu, stając przed nowymi oznaczeniami, nie jestem w stanie pojąć zbyt wiele! Tym bardziej, że muszę wraz z ok. 350 ludźmi szybko notować to, co zapisuje na kartce wykładowca! Notuję, szybko przepisuję z ekranu jakieś niezrozumiała obliczenia i nawet nie mam czasu przyswoić tej wiedzy, zrozumieć istotę tematu podczas wykładu! To właśnie jest denerwujące: za szybko, zbyt skomplikowanie, za dużo i zbyt haotycznie.
Matematykę trzeba zrozumieć - nie można jej zakuć tak, jak choćby biologię.Jasna sprawa, bez pewnych standardów, wzorów i schematów nic nie wskóramy.Jednak praktyka, czyli kilka zadań na krzyż, również nie wystarczą.Materiał powinien być wytłumaczony jasno i konkretnie, bez zbędnych pierdół, które i tak nie będą nikomu potrzebne do szczęścia.
Ja, M. Zwi@dowca, maturzysta na 70% w dziedzinie matematyki, jeszcze za czasów szkoły średniej zjadałem funkcje, logarytmy, ciągi, a nawet rachunek prawdopodobieństwa! Gardziłem jedynie geometrią, dla której trzeba było włączać "wyobraźnię przestrzenną".
Idę na wykład z matematyki, licząc na powtórkę z rozrywki, dostaję kwantyfikatory, nowe oznaczenia oraz niezrozumiałe definicje rzeczy, które jeszcze wczoraj były dla mnie karmelowym cukierkiem!
Patrzę w notatki, starając się coś zrozumieć.Tragedii nie ma, jedynie działania na wielomianach wymagają powtórki, ale mam do wykładowców, nauczycieli i wszystkich matematyków tego świata jedno zasadnicze pytanie: PO CO?!
Po kiego chuja (sorry, ale nie mogę inaczej!) przekazujecie wiedzę używając formy, która jedynie komplikuje zrozumienie treści waszego przekazu? To tak, jakby Rusek zaczął mnie uczyć swojego języka bez tłumaczenia na polski - tak się po prostu nie da!



- Nie ma czasu, trzeba szybko wykładać, więc lepiej ciesz się, że idziemy od początku funkcji dla absolwentów poziomu podstawowego!



Boże, jak ja nienawidzę takiego pierdolenia...Nawet rozwiązując zadania nie jestem teraz pewien właściwego sposobu rozumowania, wszystko dzięki wam! To właśnie wasza komplikacja nauczania, używanie dziwnych oznaczeń zamiast prostej, ludzkiej mowy, daje wam tak mizerne rezultaty!
Drodzy maturzyści - nie przejmujcie się.Matematykę można zdać, 30% to niewiele.Problem tkwi w tym, żeby ją zdać DOBRZE - chociaż to już opcja dla "zaawansowanych" (czytaj: ludzi, którzy za wszelką cenę pracują nad zrozumieniem i udoskonaleniem już nabytych umiejętności).


- Oj, nie marudź! Trzeba tylko chcieć i wszystko można zrobić!



Tak? No, to zajebistą macie metodę: stoicie na piątym piętrze i mówicie karłom z parteru: "To są schody, trzeba po nich wejść na górę!".A oni stoją i tylko gapią się z niezrozumieniem na wyższe od nich kamiennie płyty...Sorry, ale tak to właśnie wygląda :/
Jeśli tak to ma wyglądać, to już wolę liczyć na palcach i kalkulatorze, niż bawić się w "wyższą" matematykę.

P.S: Abstrahując od tematu, wycinek z Mikroekonomii:



Profesor G.: Proszę pana, czy pan coś sprzedaje
Ja: Z tego co wiem, to jeszcze nie.
Profesor: Co znaczy "jeszcze"?
Ja: No, może w przyszłości założę jakiś sklep.
Profesor: A co chciałby pan sprzedawać?
Ja: Nie wiem, może jakieś płyty, książki...?



Sklep z książkami - swoją drogą to wcale nie byłby taki głupi pomysł.Ktoś chętny na współpracę?


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]