Zwi@dowca Elvenoor | e-blogi.pl
Blog inny niż wszystkie
Blogi

Mateczka Rosyja i Parabola 2015-04-29

Matka jest zawsze tylko jedna.
Mija nas każdego dnia, bardziej lub mniej widocznie.W szkołach, urzędach, miejscach pracy, klubach, restauracji i w parku.W telewizji, radiu, internecie, książkach, filmach i grach.Jest z nami od początku, choć musieliśmy się z nią rozstać kilka razy, najdłużej na 123 lata.Walczyliśmy o nią, mówiliśmy o niej, wspominaliśmy i śpiewaliśmy.Na wiele sposobów dążyliśmy do jej powrotu, bo kojarzyła się z radością, bezpieczeństwem, wolnością i niezależnością.
Matka Polska.Nasza jedyna, najukochańsza.Nawet  choćby jej nienawidzić i wyrzekać się swojego pochodzenia, ona dalej czeka, dalej pamięta.Ona to nie Rząd, nie ma wpływu na władzę.Ona to nie polityka, nie może kandydować w wyborach.Ona to ludzie, tradycje, zwyczaje, kultura i język.Ona to wolność, piękno, wiara i nadzieja.Nie masz drugiej takiej jak nasza Polska.Przepadnij, jeśli nie masz jej w sercu, zgiń w męczarniach, jeśli jej prawdziwie nie kochasz.Niechaj zapomną o tobie, jeśli cały należysz do obcych.
Nocne Wilki, granica zamknięta, oburzenie motocyklistów, w tym z Polski.Rozumiem, chcieli solidarnie wesprzeć swoich kompanów od pasji.Szkoda tylko, że nie widzą ukrytej w tym manipulacji Cara Putina.Na domiar złego omal się nie załamałem, gdy facet w wieku 20-30 lat wypowiedział się o "hołdzie dla ludzi, którzy nas wyzwolili, bo dzięki temu możemy mówić po Polsku"...Tyle ignorancji historycznej, tyle lat zakłamania i obłudy, aby z otwartymi ramionami witać inną rodzicielkę: Matkę Rosję.
Rosja zawsze była nam wroga, odkąd historia zaczęła się pisać.Rozbiory, korupcja, przekręty i kombinowanie.Zawsze, gdziekolwiek nie pojawiały się jej wojska, tuż przed nimi maszerował cel "wyzwalania", czyli wypędzania wroga, zajmowania terenów, gwałtów, morderstw  i grabieży.Bohaterowie, jap ich mać. Wybawcy od siedmiu boleści...
Od zawsze kusiła ich czekolada na ulicy i złote zawiasy w naszych drzwiach.Szczęściem pamiętną wiosną 1920 roku boleśnie przekonali się jak ostre są nasze bagnety, jak dotkliwie ranią kule.Dwa lata po odzyskaniu niepodległości wszystko wydawało się wracać do normy.Aż wreszcie przyszedł wrzesień '39.Istniała szansa, że jakoś dalibyśmy radę Niemcom, ale nie, skąd! Rosjanie na mocy paktu Ribbentrop-Mołotow przypuścili atak 16 dni po nazistach i wydarli swój kawał tortu.Kilka lat później przy Powstaniu Warszawskim czekaliśmy, nie wiedzieć po co, na ich pomoc.Przecież oni tylko czekali aż sami się damy wymordować, dzięki czemu nasz plan odzyskania niepodległości na własną rękę, przed Rosjanami, spalił na panewce.
Sprowokowani atakiem swoich niemieckich sojuszników, zaczęli "wyzwalać" całą resztę Polski, wprowadzając własną okupację.Sfałszowane wybory, represje, ustawione śledztwa, niesprawiedliwe wyroki.Sprzeciw narastał, ludzie wychodzili na ulice, głosili hasła wolnościowe, wreszcie powstała "Solidarność".Niestety i na to znalazł się haczyk, stan wojenny skutecznie zamknął nam usta armatkami wodnymi, a oczy oślepił gazem.Godziny policyjne, dochodzenia, kolejne prześladowania i ofiary, szykanowanie wolności.
Dzięki naszej wytrwałej walce i niezłomności ta zima dobiegła końca.Nawet partyjniacy, początkowo tak zyskowni, zaczęli zrzucać płaszcze i przechodzić na zachodnią stronę.Nie wszyscy, ale jednak.Związek Radziecki upadł, Zachód powoli zaczął nas unifikować, zrównywać ze swoim poziomem.Tyle mówi historia.
Teraz jesteśmy w czarnej dupie, wystawieni na poddaństwo UE oraz imperialistyczność Rosji.Uciekamy za granicę, zostajemy w kraju, staramy się uczciwie pracować, dymamy państwo na każdym kroku.Dzielimy się na ateistów, wierzących, katoli, PiSowców, Platformiaków, Lewaków, Prawicowców...
Gdzieś zagubiliśmy całą istotę Polski, tego co powinno być przez nas chronione, dla czego warto żyć i pracować.Każdego dnia patrząc w niebo pytam się Wszechświata kiedy wreszcie to się skończy, kiedy wariactwo przestanie być normalnością.Wciąż nie dostaję jasnej odpowiedzi.Mam tylko nadzieję, że parabola nie osiągnie wierzchołka zbyt gwałtownie.


Improwizacja Abiturzysty 2015-04-25

Moje szczęście i przekleństwo
Kim bym się stał, gdyby nie poezja? Co zrobiłbym, gdyby nie Ekonomik i prezentacja o bezpieczeństwie na otrzęsiny?
Pornografia to mój nałóg, wspominałem o tym wielokrotnie.Jednak znacznie większą wartość ma dla mnie słowo.To mój narkotyk, mój świat, moja dusza! Gdy siadam przed laptopem z powodu twórczego natchnienia, coś się we mnie rozpala.Wchodzę w temat i formę wiersza, powoli, rozwijając sam początek.Potem dzieje się magia i odpływam jak narkoman po dobrej działce.Chłonę kilmat wiersza, skupiam tylko na nim.Nie istnieje nic innego, prócz kolejnych wersetów.Tylko ja i moja poezja, która już nieraz pomagała mi w ciężkich chwilach.Najlepszy środek przeciwbólowy na mój melancholizm.Gdy nadchodzą momenty, w których żałuję tak dalekiej odległości dzielącej mnie od wymarzonej śmierci, poezja wyrzuca ze mnie swój ból, pozwala ulżyć w cierpieniu.
Masturbacja? Ledwie błaha, codzienna czynność, jak sen czy jedzenie.Ale mój talent poetycki to  dar, który cenię ponad wszystko! Bóg dobrze wiedział co robi, gdy zsyłał mnie na ten świat.Choć moje życie nigdy w 100% nie należało do mnie, za to jedno mógłbym mu nieustannie dziękować, mimo swoich dążeń i poglądów.
Romantyzm i dekadentyzm - moja klątwa i błogosławieństwo.Dzięki temu patrzę na wszystko inaczej niż wy, ułożeni przez system, związani różnymi umowami, przysięgami, deklaracjami.Postrzegam wszystko od znacznie lepszej strony, niz realizm konsumpcjonizmu, biurokracji i waszych udawanych związków.Nie dostrzegacie w tym nic nadzwyczajnego, dziwnego, przywykliście do waszej nudnej codzienności.Żyjecie po swojemu.Ale zaprawdę, powiadam wam, lepiej jest żyć krótko i patrzeć na wszystko moimi oczami, niż dożyć do kilkudziesięciu lat, dorobiwszy się dzieci na sztucznych uczuciach.Macie rodziny, posady, zainteresowania...to wszystko mit, nie chcecie się z tym pogodzić, wolicie myśleć "po swojemu".
Niestety moja postawa niesie z sobą również pewną cenę: melancholizm, tj. uczucie nijakości, pustki, bezcelowości własnych starań i codzienny smutek.Moja twarz jest jak polskie niebo: niby czasem to słońce wyjdzie, ale i tak zaraz będzie szaro, byle jak.
Jedynie słowa są moim respiratorem.Podtrzymują mnie przy życiu, pozwalają wyczekać odpowiedniej chwili."Już niedługo - mówią - wszystko będzie tak, jak być powinno.A wtedy będziesz czuł jedynie błogi spokój agonii".
Pewnie gdy to czytacie przemknie wam przez głowę "Nie Boska Komedia".Zaczynam pomału rozumieć hrabiego Henryka i małego Orcia.Pojmuję słowa Marii tuż przed jej śmiercią.Romantyzm zawsze szedł u mnie w parze z dekadentyzmem.Cóż, w końcu jestem tym ostatnim, a moja epoka już dawno przeminęła.Nic tego nie przywróci i próżno cokolwiek robić w tym kierunku.
Was się już nie da zmienić.Będziecie już tacy nudni, zwykli i szarzy do końca życia.Każdy z was, wasi rodzice, wasze dzieci, wnuki i prawnuki....Aż Słońce zacznie rosnąć, pożerając was, niczym ognie piekielne.I wtedy nastanie Kres.


Ostatni etap życia 2015-04-24

Matura za pasem!
Koniec.Dziś ostatecznie pożegnałem Zespół Szkół Ekonomicznych im. Janusza Korczaka w Dębicy.Czetry długie lata z pewnością w moim przypadku nie poszły na marne.Odkryłem swój poetycki talent, mogłem zabłysnąć, wyróżnić się na tle innych.Przeżyłem pierwsze zauroczenie (dość nietypowe, internetowe, ale jednak).Poznałem wielu wspaniałych ludzi, zacząłem drążyć temat własnej wiary, by określić swoje miejsce, swój byt i ostateczność.Nie prędko zapomnę głosu dzwonka, śmiechu poszczególnych osób czy zabawnych incydentów.
Muszę opisać przygotowania do dzisiejszej uroczystości.Nasza klasa składała się po 20 zł na kwiaty, wino i klasowe zdjęcie w antyramie.Przez pierwszy tydzień nikt nie przyniósł kasy, ludzie zaczęli uciekać od tego.W przedostatnim tygodniu nauki, kiedy to na lekcje chodziła większa część osób, uzbierałem 120 zł. Przekazałem je Piotrkowi, zadufanemu w sobie idiocie.Ponoć już wcześniej za swoją kasę kupił wino za 100 zł.Zwrócił nam 40.W następnym okresie ludzie stopniowo zaczęli płacić, mimo niskiej frekwencji.Do dzisiaj nie dało kilka osób.Wszystkie szczegóły ustaliliśmy na naszej grupie na Facebooku.Wyżej wymieniony bęcwał zasugerował, aby Basia założyła za wszystkich, bo przecież każdy jej odda na zakończeniu.Zarzekał się, że wiele razy sam musiał zakladać za innych i do tej pory nie otrzymał swoich pieniędzy.Dodatkowo w ostatnią środę, gdy chcieliśmy aby przywiózł wino celem wcześniejszego ozdobienia, napisał nam, że nie przyniesie, bo jest zapracowany.W czwartek takich kłopotów nie miał, przyjechał do szkoły i wrócił z niczym.Nie mógł sobie darować wyrzucania nam, że nikt z naszej klasy się nie pojawił.A dziś? Przywiózł wino.Bez opakowania, ani choćby zwykłej ozdobnej tasiemki! Aż wstyd było wręczać bukiet, ładnie opakowaną antyramę i gołą butelkę alkoholu... .Na całe szczęście wczoraj zdążyłem przynajmniej wydrukować i włożyć do  koperty wiersz, adresowany do wychowaczyni.
Oprócz naszej pani własny "wierszolist" otrzymała również Basia i Sylwia, dwie najbardziej charakterystyczne dziewczyny w klasie.Pierwsza za rzecz wiadomą (odsyłam do poprzednich notek), a druga za to, że po prostu była.W pierwszej klasie każdy z klasy dostał coś takiego ode mnie, choć pisane jeszcze starym stylem (pewnie już dawno poszły do śmietnika).Tym razem napisałem wiersz do wyżej wymienionych dziewczyn o nich samych, moich wspomnieniach i życzeniach na przyszłość.Podczas pisania tego dla Basi zacząłem płakać.Nie wiem czemu, skąd przyszły te emocje, ale łzy spływały po policzkach słonym potokiem jak nigdy wcześniej (czyli nigdy w chwilach "Ceny").To nie jest miłość, mówiłem wam.Nie potrafię kochać, ale umiałbym odróżnić to uczucie od zwykłej sympatii.
Tak czy siak teraz czekają mnie konsultacje z pracowni, we wtorek próbna ustna matura z angielskiego na "dziewiętnastej godzinie"...I w końcu matury, w czerwcu zawodowe, a potem - nic.
Wielka, czarna plama.Karolina tak samo jak ja boi się wkroczenia w dorosłość.To jest coś, czego nie znamy, co jest dla nas zbyt wielkie, zbyt tajemnicze i zawiłe.Czujemy oboje, że nie poradzimy sobie tak łatwo.I oboje myślimy o ucieczce, choć ona się jeszcze waha, coś ją powstrzymuje.W tym najlepiej się rozumiemy, choć ja otwarcie mówię o swoim samobójstwie za niecały  rok.
Ukończyłem Ekonomik - pierwsza faza zaliczona.Jeszcze tylko zdać maturę, obrać kierunek studiów, zdać egzaminy zawodowe, odebrać świadectwa maturalne, zacząć studia i znaleźć pierwszą pracę.Przy odrobinie wysiłku i garści światła szczęśliwych gwiazd pierwsza wypłata + oszczędności starczą na porządny pistolet śrutowy.To moja ucieczka, moje zbawienie i przeznaczenie.Moja przyszłość.
Póki co idę zakuwać do matury.Nie można zwlekać, w końcu i tak to wszystko jest jedynie częścią wielkiego planu.


"Za garść dolarów" - początek na koniec 2015-04-22

Między młotem a kowadłem...tkwi stalowy pancerz
Pierwszy, a zarazem ostatni z cyklu "Dolarowej trylogii" zaliczony! Jak pamiętacie z mojej poprzedniej recenzji westerny od Sergio Leone zacząłem oglądać od końca, choć tak naprawdę kolejność nie ma znaczenia.Tym razem Bezimienny rewolwerowiec przybywa do małej mieściny, kontrolowanej przez dwie grupy przemytnicze: Baxterów (z szeryfem na czele) oraz gangiem Rojo [czyt: Roho] pod przywództwem enigmaycznego Ramona.
Nasz bohater zamiast się wynieść staje pośrodku całego zamieszania. Dzięki temu zmienia przynależność co chwila, aby za garść dolarów móc wykorzystywać swoją przebiegłość i szybkostrzelność dla każdego po trochu.Wszystko ma jasny, logiczny sens.Jedni planują intrygę, drudzy się o tym dowiadują, pierwsi im się odpłacają i tak w koło Macieju.Przez cały seans przewija się postać Marie Sol, która bardzo spodobała się naszemu herosowi.Oczywiście jest ona zakładniczką okrutnego Ramona, który oskarżył jej męża o karciane oszustwa i zagroził zabiciem ich synka, w razie wątpliwości.Bezimienny musi więc im pomóc, za co nie tylko obrywa srogim łomotem (a jakże, nie może być super przez cały czas), ale i przyczynia się do tragicznych wypadków.Aktor grający Ramona może być nam znany jako El Indio z filmu "Za kilka dolarów więcej".Teraz się nie dziwię czemu akurat on został wybrany w tym drugim filmie do roli głónego antagonisty.Nie mniej, według mnie,  w pierwszej odsłonie wypadł trochę gorzej (ile to już mieliśmy okrutnych sukinsynów?).Przynajmniej w następnej części dodał od siebie zbawienną nutkę szaleństwa.
Muzyka nadal trzyma poziom, więc nie będę rozpisywał się o niej zbyt długo.W moim odczuciu "Dolarową Trylogię" powinno się oglądać we właściwej kolejności: "Za garść dolarów" ->  "Za kilka dolarów więcej" - > "Dobry, Zły, Brzydki". Dzięki temu odczujecie stopniową ewolucję in plus, zwłaszcza w fabule i oprawie dźwiękowej.
Polecam wam bardzo serdecznie.Ot, miły, klimatyczny western na półtorej godziny, będący nieformalnym początkiem przygód młodego Clinta Eastwooda, Bezimiennego "Mańkuta" :)







"Bez powrotu" 2015-04-21

Szkolny dzwonek dziś zabrzędzy ten ostatni dla mnie raz
Trudno ująć to słowami, na pstryknięcie zleciał czas
Coś się kończy, coś zaczyna, to normalne, skądś to znamy
Lecz co dalej będzie z nami? Może kiedyś się spotkamy?
Całą klasą z wychowawcą, w naszej sali - co wy na to?
Pogaduchy i wspominki, nie ma co się uczyć w lato!
Nie słuchacie mnie w ogóle, zapatrzeni w swoje ścieżki
Muszę dziś was żegnać z bólem, życie długo nigdy nie śpi

Może wrócę do gimnazjum i odwiedzę stare śmieci?
Wchodzę dumny na podwórko, słychać krzyki dużych dzieci
Drzwi otwarte dla mnie stoją, progi stare, choć zmienione:
Inne ściany, nowe twarze, woźny idzie w moją stronę,
W ścianę twardą wbił tablicę "Absolwenci 2015"
Chcę przypomnieć o swej klasie, lecz zajęty jest obrazkiem
Nie kojarzył mnie w ogóle, rok do roku nowa klasa
Ledwie przyjdą, już odchodzą, ale  nikt tu już nie wraca.

Co mam począć, gdzie się podziać? Edukacji wstępnej koniec,
Pierwszą pracą i studiami Los podkłada wszystkim nogę
Jeśliś pilny, nie upadniesz.Jeśli słaby - już nie wstaniesz
Idzie Nowe w ciężkich butach, to co miałeś - już zabrane
Dróg przed tobą całe mnóstwo, któraś znajdzie się dla ciebie
Jednak w każdą sam wejść musisz,  nikt nie wesprze cię w potrzebie
W samotności i nieładzie kroczyć musisz w mglistym mroku
Myśli gubią się w nadziei, ale nie ma już powrotu


Człowiek w rękach Boga 2015-04-19

"Po co nam Bóg?"
Zadajemy sobie to pytanie od wieków, myśląc o istocie życia i znaczeniu wiary.Ale dzisiaj spytajmy samych siebie w drugą stronę: po co MY jesteśmy Bogu potrzebni? Do czego nas może wykorzystać, na co mu się przydamy?
On jest wszechmogący, nieśmiertelny.Jest Potęgą samą w sobie, ma legion wojsk anielskich na jedno zawołanie.Mógłby dokonać wielu arcyważnych rzeczy, które diametralnie zmieniłyby ludzkie życie! Nikt, prócz Upadłych, mu nie podskoczy, nie ma co się z nim mierzyć.Na drugim końcu narożnika staje człowiek - śmiertelnik, grzesznik, o słabym umyśle i wątłych walorach bojowych.Na podorędziu ma mnóstwo papierków, medali, wyróżnień i nagród, które świadczą o jego osiągnięciach.Niestety, na nic sie one nie zdadzą w obliczu Boga.
Stworzyciel i Władca, Sędzia i Kat.Wg podań biblijnych (interpretowanych dowolnie) wiele milionów lat temu stworzył Ziemię i człowieka.Po co? Czy mamy być dla niego tym, czym dla nas są lalki, czy Simsy? Lubimy patrzeć jak nasza postać się rozwija, układa swoje fikcyjne życie, organizuje imprezy i zakłada rodziny.Czy nie tak samo jest z nami a Stworzycielem? Mamy być jedynie marionetkami w jego ręku? Bezwładnymi kukiełkami, którym dał życie i wolną wolę, aby się łudzili, że są niezależni?
To działa w bardzo prosty sposób  - MY decydujemy o wierze, rozwoju osobistym, poglądach politycznych i preferencjach seksualnych.Wydaje się nam, że kontrolujemy sytuację, choć to przecież guzik prawda.Nie ma znaczenia jakim jesteś człowiekiem, nieważne jak podchodzisz do ludzi z twojego otoczenia.Jeśli chodzisz do kościoła, modlisz się i odbębniasz wszystko, co wymagane, a dobro przeważa nad grzechem - masz zbawienie.Niestety w przypadku, gdy dobrze zachowujesz się w stosunku do innych, poświęcasz swój czas i chęci dla dobra reszty, ale nie uczęszczasz do świątyni i nie kłaniasz się przed Bogiem - czeka cię Piekło.I to ma być Boża Sprawiedliwość...
Chrystus przyszedł na świat, umarł za nas i zmartwychwstał, otworzył Niebo.Pokazał jakimi zasadami winniśmy się kierować, aby dobrze żyć.Opowiadał o nieskończonej miłości, nieustannym przebaczaniu i niewyczerpanym miłosierdziu.Wstawił się za nami, aby ludzie uniknęli boskiej kary.Słuszne.Piękne.Szlachetne.Ale co z tego, skoro Bóg i tak patrzy w pierwszej kolejności na twoje praktyki religijne? Wiecie, że sukinsyn Jaruzelski ma szansę na Niebo, bo się wyspowiadał przed śmiercią? Tak, nieuczciwe, ale nie ma Sprawiedliwości!
Bóg jest Drogą, Prawdą, Życiem, Miłością i Sprawiedliwością...Czy ktoś w to jeszcze wierzy? Jeśli chodzicie do kościoła z czystego nawyku i pewnej tradycji, nie bójcie się o swoje zbawienie.I tak wejdziecie do nieba bez przeszkód, tylko częściej się módlcie wedle regułek i schematów - mówię serio.
ŻADNA miłość nie trwa wiecznie.NIE MA absolutnej sprawiedliwości.W KAŻDEJ prawdzie jest małe ziarenko kłamstwa czy niedopowiedzeń.Życie wieczne istnieje, ale i tak trafimy wszyscy do Piekła (chyba, że ktoś jest w 100% religijny).
Po co więc jesteśmy Bogu potrzebni? Ot tak, żebyśmy sobie byli, żeby mógł być dla kogoś Bogiem.Nie musiał tworzyć Ziemi, nie musi powoływać ludzi do życia, a jednak to robi.Dla czystej satysfakcji z wymierzania kar i nagradzania Niebem "swoich" ludzi.Tym bardziej, że po buncie Lucyfera Stworzyciel zapragnął uchronić jak najwięcej swoich pionków przed strategią przeciwnika.W końcu mamy być JEGO lalkami, a nie Szatana.Pomyślcie choć przez chwilę od tej strony.Póki żyjemy, nie jest jeszcze za późno na odwrót.


Niezniszczalni (2014) - Podajcie miniguna! 2015-04-19

Dobrej demolki nigdy za wiele!
Szczególnie, jeśli chodzi o trzecią część serii ze znaymi gwiazdami kina akcji.Sylvester Stallone, Jason Statham, Arnold Schwarzenegger, Antonio Banderas, czy Wesley Snipes to tylko nieliczni ze świetnej obsady aktorskiej.Sławni twardziele i mniej kojarzeni najemnicy tym razem muszą wyeliminować Conrada Sconebanks'a i odpłacić mu za zdradę kilka lat temu.Posłanie go do piachu będzie oczywiście przyprawione toną ołowiu, hektolitrami benzyny i eksplozjami o niewyobrażalnej mocy.
O fabule i scenariuszu nie ma co się zbytnio rozpisywać.Wystarczy, gdy powiem o problemie nieubłagalnie pędzącego czasu.Nasi najemnicy są powoli zmęczeni, potrzeba im nowych doświadczeń, powiewu świeżości.Przez wiele lat ich mała rodzina walczyła ramię w ramię z najgorszymi sukinsynami, aż wreszcie przyszedł czas na - początkowo - młodych wilków pod przywództwem Barny'ego, który nie chce dłużej narażać swoich kumpli.Oczywiście sprawy muszą się skomplikować i wszyscy przekonują się, że zwycięskiego składu się nie zmienia.
Osobiście również i ja musiałem zastanowić się nad dalszym losem kina akcji.Ten seans ma, jak dla mnie, drugie, znacznie ciekawsze dno.Oprócz czystej rozrywki w sobotni wieczór potrafi poddać swemu odbiorcy przykrą prawdę - ludzie się starzeją i nawet największych koksów to nie ominie.Znikną z planów zdjęciowych, coraz rzadziej będzie się o nich słyszało w świecie celebrytów.Pytania o ich następców nasuną się wówczas same...ale kogo to obchodzi? ;)
Liczy się tu i teraz, dobra rozrywka i ta przyjemna atmosfera ciemności, zakłócana przez blask eksplozji co kilka chwil! "Niezniszczalni 3" to wciągająca, męska jatka na karabiny, działa i granaty, choć kilka walk - w tym ostatnia - odbywa się na pięści.Swoboda, braterstwo i nowość w postaci dwóch pokoleń - starych wiarusów od strzelania "na pałę" i młodych wariatów z technicznymi zabawkami oraz nielichym sprytem.Każdy z serii filmów o szalonych najemnikach to dobry, pojedynczy kąsek - szybko zapomnisz o czym to było, ale przynajmniej przez dwie godziny będziesz się dobrze bawić.Mam nadzieję, że powstanie jeszcze chociaż jedna część, o ile "staruszkowie" nie dostaną zawału ;)


Basia - moja radość i duma! 2015-04-17

Wracamy do blogowania!
Nareszcie, już po awarii.Przyznam, że o mało mnie szlag nie trafił, gdy pomyślałem o tych wszystkich przemyśleniach i wierszach, jakie zamieściłem na blogu do tej pory.Moja długoletnia praca poszłaby się walić po całości...Ale dość o tym!
Basia.Wspominałem wam już o niej.Trzy dni temu pomagałem jej w matematyce, tłumaczyłem zawiłości różnych zadań i sposoby liczenia co ważniejszych pierdół.Wczoraj dowiedziała się, że zaliczyła, choć obawiała się zupełnie odwrotnej sytuacji.Stres nie pozwalał jej dobrze się wysypiać, ciągle się o wszystko zamartwiała.Teraz mogła zająć się tylko polskim.Zaproponowałem jej, że zostanę z nią do końca.Tak, skończyłbym o 12:20, wyszedłbym z zastępstwa za religię i darowałbym sobie wychowanie fizyczne, z którego i tak mam zwolnienie.Ale postąpiłem inaczej.Przesiedziałem z Basią i kilkoma znajomymi z klasy na szkolnym podwórku, w cieple słońca, szumie wiatru i przy takcie płynącej nieopodal rzeczki.Ach, to dopiero była czysta przyjemność!
Czas jakoś minął, potłumaczyłem Basi wszystko, co potrzebne o "Profesorze Spannerze" i "Dorosłych i dzieciach w Oświęcimiu".Kilka razy usłyszałem również mit o Pandorze.Byłem z niej dumny! Walczyła do końca, mimo narastającego napięcia.Wiedziała, że zapomni wszystko ze względu na stres, ale moja obecność i pomoc dodawała jej sił.W końcu wybiła 14:00, profesorka otwarła salę i zaczęła się zdawka.Moja podopieczna zgłosiła się jako pierwsza, zgodnie z moją radą."Profesor Spanner" sprawił jej - a w zasadzie nam obojgu - największą trudność, bo nie zwróciliśmy uwagi na to do czego Niemcy wykorzystywali kości, włosy czy skórę pomordowanych ludzi.Z "Dorosłymi i dziećmi" poszło trochę lepiej.Koniec końców jednak nie musiała mówić mitu o Pandorze, dostała tylko radę odnośnie powtórzenia motta i szczegółów wybranych opowiadań i mogła iść do domu.Zaliczyła!
Trzeba było widzieć jej naprawdę szczęśliwą minę! Do końca wspólnej drogi na przystanek wyrażała swoje niedowierzanie i wdzięczność, a nawet już zaczęła wstępnie planować kolejne spotkania na drodze powtórek do matury! Rozpiera mnie duma, gdy o niej myślę! Lekko się uśmiecham, gdy czytam sms'a "Mateusz, ale ja na pewno mam to dwa?". Czuję błogi spokój wiedząc, że mój nadmiar wolnego czasu przysłużył się czemuś.
Wiecie, "friendzone" wcale nie jest taki zły.Gdyby ktoś nie wiedział, to chodzi o szufladkowanie chłopaków przez dziewczyny wyłącznie w kategorii przyjaciół.Są dwie sytuacje: jeśli jesteś przyjacielem z wyboru, nie masz powodów do zmartwień i robisz swoje tak, jak ja.Niestety gorzej mają ci, którzy mimo starań o względy dziewczyny nadal pozostają na etapie zwykłych serdeczności.Najczęściej u takich przypadków przewija się pytanie "Co ona widzi w tym draniu? Pije, pali, klnie, wozi ją gdziekolwiek zechce, ale jak trzeba jej pomóc, czy pocieszyć to od razu przychodzi do mnie...Dlaczego?!"
Na koniec mała rada dla takich osób: jeśli "kobieta twoich snów" nie widzi w tobie nikogo więcej i woli zadawać się z "łobuzami", to znajdź sobie inną, która nie ma zaparowanych szkieł kontaktowych.Pamiętaj tylko jedno: im więcej dziewczyn zapamięta cię jako dobrego przyjaciela, tym większa szansa, że dla którejś w końcu staniesz się kimś więcej! Nie skupiaj się tylko na jednej, walcz o każdą wolną i nie poddawaj się łatwo! Cierpliwość czasem popłaca ;)


"Przeklęty" 2015-04-14

Jak to jest kochać? Co znaczy to słowo?
Co miłość nam daje, jak zmienia człowieka?
Od dawna odpowiedź masz dla mnie gotową
I zaraz zaleje mnie słów twoich rzeka

Zazdroszczę ci, serio, nie zwykłem żartować
A z resztą dowcipy mi kiepsko wychodzą
Jak trzymać za rękę, z czułością całować,
By miłość wzajemna wciąż była nagrodą?

Nie zrzędzę jak baba, nie dukam jak wieszcz
Chcę tylko odpowiedź, bo sam jej nie doznam
Czy słońce się śmieje, czy skrywa je deszcz,
Po lesie przeżartym przez niebo się błąkam

Spójrz tylko na siebie, jak życie ci miłe!
Niewiele posiadasz, choć jesteś bogaty
Czasami nie wierzę skąd czerpiesz tą siłę,
Przede mną bezsilność, stagnacja i kraty

Miłości wciąż pragnę, choć smak jej daleki
Nie jestem jak wszyscy, wiem o tym zbyt dobrze
Dostojny romantyk, lecz w sercu kaleki
Zbawieniem mu będzie agonia i pogrzeb

Ja, robot, maszyna, choć wszystkim przyjazna:
Pomaga, rozmawia, doradza i żyje
Zastępstwo w zatracie? Nadzieja to żadna,
Trucizna wchłonięta, a dusza już gnije

Doceniaj swe skarby, dziewczynę przepiękną,
Nic dla mnie w tym świecie, Bóg ruszać pozwala
Nierówną w ciemnościach aleją przeklętą
Iść będę przed siebie, gdzie chłód jest i kara







"Za kilka dolarów więcej" - westernowa niedziela 2015-04-12

"Gdy muzyka ucichnie..."
Zaprawdę, powiadam wam: nie ma niedzieli bez porządnego, klasycznego filmu w klimatach Dzikiego Zachodu! Akurat, gdy na zewnątrz dzieciarnia strzela odpustowymi petardami, ja sięgnąłem po dużo lepszy kaliber: kolejną część "Dolarowej trylogii" w reżyserii  Sergio Leone z genialną muzyką Ennio  Morricone.
Rok temu, w przeddzień moich urodzin, zetknąłem się z produkcją "Dobry, zły, brzydki", a więc zacząłem "spaghetti westerny" od końca.Na całe szczęście każdy film opowiada inną historię bezimiennego łowcy nagród, który poluje na najgorsze śmiecie Dzikiego Zachodu i przykłada lufę do wymierzenia sprawiedliwości.
"Za kilka dolarów więcej" opowiada o dwóch konkurujących bohaterach ludu, którzy wchodzą w spółkę, by ukatrupić niejakiego Indio.Postać głównego oponenta została zarysowana bardzo szczegółowo.Już od pierwszych chwil objawia swoją brutalność i szaleństwo.Szczególnie obłąkanie i melodyjka wtórującej mu pozytywki odciska na odbiorcy lekki przestrach.Można powiedzieć, że to taki ówczesny Joker: stając oko w oko z rywalem puszcza śliczną, a zarazem niepokojącą kołysankę."Gdy melodia ucichnie, podnieś pistolet i strzel.O ile zdołasz..." . Indio nie zawaha się przed niczym, układa swoje małe intrygi i wdraża je w życie w charakterystyczny sposób.
Jego przeciwwagą staje się  pułkownik Douglas Mortimer, chwilowy partner bezimiennego.Indio zabił męża jego siostry, a ją samą zgwałcił.Na nieszczęście zakochanego w niej bandyty kobieta popełniła samobójstwo jeszcze w trakcie napastowania.Odtąd nasz antagonista przywołuje jej obraz na sam dźwięk pozytywki, co doprowadza go do chwil szaleństwa.Wówczas jest zdolny do wszystkiego. Tak więc Pułkownik Mortimer podejmuje wyzwanie nie tylko z powodu 10 000 dolarów nagrody, ale przede  wszystkim z prawa zemsty.
Początkowa niechęć dwóch strzelców, nieufność w zaufaniu, smutna historia, żądza zemsty, nieoczekiwane zwroty akcji i ostateczny pojedynek są nieodzownym elementem każdego westernu.Sergio Leone dodaje od siebie znakomitych aktorów (Clint Eastwood, Lee Van Cleef), charyzmatycznego, cynicznego bohatera z ciętym humorem i naprawdę wciągający scenariusz.Jakby tego było mało do towarzystwa wziął pana Morricone, więc już mamy gwarantowany sukces, jeśli chodzi o oprawę muzyczną!
Jeśli ta  recenzja nie przekonała was do świetnej produkcji z 1965 roku, to może zrobi to poniższy motyw,  który od dziś dołącza u mnie do podium  najlepszych soundtracków, a - wierzcie lub nie - na tym znam się jak mało kto [ polecam Ecstasy of Gold !!!]  ;)







"Czwarta B" 2015-04-10

Teraz klasa czwarta „be”
Krótko mówiąc: nie jest źle
Dla każdego chęci różne
Raz ambitne, a raz próżne
Kiedy zawiódł kumpel z ławki
Pomagały nam  ściągawki
A do maja jeszcze czas,
Nic nie goni przecież nas
Lecz zakończy to zabawę
Jeśli przyjdzie  zdać poprawę
Do kościoła wszyscy wraz,
Szukać tylko boskich łask
Bo jedynie cud pomoże
Wszystkich pozbyć się zagrożeń!
 
Nie jest łatwo, każdy wie
Wreszcie trzeba budzić się,
Trochę późno, lecz co z tego?
Nic tu nie ma straconego
Piękni, mądrzy, zdolni tacy
Drugiej nie ma takiej klasy
Kto da radę, jak nie my,
Gdy egzamin przyjdzie zły?
Choć w teorii idzie łatwo
Już praktyka jest zagadką!
Kalkulacja, lista płac,
Czy produkcja srebrnych tac?
Może handel? Kto to zgadnie?
Oj, nie będzie w czerwcu ładnie!

Cały szkopuł tkwi w programie,
Bo kto jego szyfry złamie?
Kartoteki, dokumenty,
Rewizorze, bądź przeklęty!
Choć Subiekta jeszcze bronię,
Gratyfikant niechaj płonie,
Niech się smaży z dekretacją
I vatowską  deklaracją!
Sprawozdaniem podatkowym
Nie chcę dziś zaprzątać głowy,
Analizę jeszcze zniosę,
Choć ocenę wypatroszę!
Walczyć będę z wielkim trudem,
Zdać to mogę chyba cudem!

Takie życie jest technika,
Managera, kierownika
I zwykłego maturzysty,
Choć nie wszystkie szanse prysły
Może jednak jest nadzieja?
Może na nas już spoziera?
Jeszcze nie jest nic stracone,
Wszyscy wezmą nas w obronę,
Choć jesteśmy zdolne lenie,
Zdolni ludzie dzisiaj w cenie
I gdy trzeba, to zrobimy
Drugiej nie ma takiej siły!
Różnie było, dobrze wiemy,
Lecz za wszystko....

DZIĘKUJEMY !!!


Sucharopodajnik #9 - Geneza Rudości 2015-04-09

  Porodówka.Kobieta rozmawia z lekarzem:
- Pani mamo, o ile się orientuję pani mąż jest brunetem, a pani blondynką.Natomiast dziecko ma rude włosy!
- Ech, wiem doktorze.Proszę mi pomóc, ojciec jeszcze dziecka nie widział, cały dzień był w pracy i zaraz tu przyjdzie! Jak tylko zobaczy niemowlaka, to się domyśli, że go zdradzałam!
Lekar wychodzi na spotkanie z "ojcem":
- Proszę pana, żona ma się dobrze, dziecko przyszło zdrowe.Mam do pana tylko jedno pytanie: jak często się pan kocha z żoną?
- Codziennie doktorze, codziennie mamy swój mały, romantyczny wieczór!
- Na pewno?
- Eee....no dobra, raz w tygodniu!
- Oj, coś mi tu pan ściemnia!
- No dobra, raz na miesiąc!
- Proszę pana, kogo pan próbuje okłamać? Zawodowego lekarza?
- Ech, dobrze, przyznaję, raz na pół roku...
- A no właśnie, to niech pan teraz idzie do żony i zobaczy coś pan swoim zardzewiałym sprzętem zmajstrował :D


Pobożna hipokryzja 2015-04-04

Alleluja, Chrystus żyje!
Otwieram okno szerzej.Biją dzwony, z kościoła dobiegają śpiewy.Uroczystości zmartwychwstania już się zaczęły."Zwycięzca śmierci, Piekła i Szatana wychodzi z grobu dnia trzeciego z rana"...Tylko co z tego?
Co to oznacza dla kogoś takiego jak ja? Odszedłem od Niego, podpisałem Pakt, zmierzam ku własnej zgubie z czystą świadomością, choć w zwykły szary dzień mało mnie obchodzą kościelne obrzędy.
A jednak zawsze podczas celebracji Najświęszego Sakramentu wpatrywałem się w złotą monstrację niczym w ósmy cud świata.Niepozorny przedmiot obrządków chrześcijańskich, a jednak niegdyś wzbudzał we mnie pełen szacunek i uniżenie.Tak samo wszystkie dzwony bijące w jednym momencie od zawsze pozwalały mi poczuć, że wokół mnie dzieje się coś wielkiego, ważnego, niezwykłego.Takie pierdoły, a jednak coś w sobie mają.
Po co jutro pójdziecie do kościoła? Z tradycji, przywiązania, "bo tak trzeba"? Pewnie zostaniecie do końca, świątynie będą od rana pękać w szwach, jak nigdy w normalną niedzielę.W okresie zwykłym z resztą można wychodzić już w trakcie komunii nawet, jeśli jej nie przyjęliśmy.Szybka msza i do domu, znowu to samo.A później przy spowiedzi powtórzy się nużący monolog: nie modliłem się, kłamałem, piłem, paliłem, waliłem, chodziłem na dziwki...
Koło życia duchowego powtarza się w nieskończoność: spowiedź - grzech - spowiedź - grzech-spowiedź - grzech.Tylko ilu z was jest w 100% pewnym co do waszej Wiary? Po co wierzycie? Czy Chrystus Zmartwychwstały jest tylko tradycją, jak post mięsny w piątek? Przecież stare zwyczaje nie wzięły się znikąd.Jutro pojedziemy do swoich rodzin na uroczysty obiad.Odświętne ubranie, życzenia, uroczysta atmosfera.Fajnie, miło, kolorowo, jak na Wielkanoc przystało.Jajka poświęcone, dusza czysta, obiadek u babci odhaczony. Jeszcze tylko zalać się/polać kogoś w poniedziałek i po sprawie, kuniec świąt! A co to oznacza? Dla większości to, co zwykle - powrót do normalności, a Bogu starczy msza w niedzielę.I tak właśnie część z was nadal będzie się kryła pod płaszczykiem "dobrego, przykładnego katolika", jak przystało na hipokrytów.
Po co chodzisz do kościoła? Bo ktoś cię zmusza? Bo sąsiedzi muszą widzieć, żeby cię potem nie obgadywać? Bo taka jest tradycja, a może zwyczajnie stosujesz się do obowiązku bożego? Z perspektywy kogoś, kto odszedł od Boga, bratał się ze Złym, po czym objął stronę między Dobrem a Złem powiem Ci tak: zapytaj siebie samego "Jaki jest mój Bóg? Czy ja go czuję jeszcze w sercu?"  Nie myśl o księżach, instytucji, hierarchii itd. Teraz liczy się ich Przełożony.
Jeśli odpowiedziałeś "nie", i nie czujesz żadnej potrzeby duchowej, by coś z tym zrobić - wal to.Co z tego, że Zmartwychwstanie, że Chrystus, zbawienie i święta? Bogu łaski nie robisz, On tego nie potrzebuje.Jeśli nie czujesz do Niego nic, i nie poszukujesz Go - daruj sobie.Oszczędzisz sobie czasu i fatygi.NIE MUSISZ chodzić do kościoła.To TWOJA sprawa.
A jeśli poczułeś się dotknięty i chcesz mi coś wytknąć - śmiało, wykaż się!


"Uczucia oznaką słabości" ? 2015-04-03

"Bo lepiej giń, zmiażdżone cyklopowym razem,
Niżbyś żyć miało własną słabością przeklęte,"

Ten cytat pochodzi  z wiersza Leopolda Staffa pt. "Kowal". Ci, którzy pamiętają jeszcze lekcje języka polskiego, z pewnością kojarzą postać Fryderyka Nietzschego i jego twarde poglądy, nawołujące do zniwelowania słabych uczuć.Niestety jego dość kontrowersyjne teorie można zinterpretować wedle uznania.
Bo o co tak naprawdę chodzi? Mamy pracować nad sobą, przełamać smutki i brać do pracy? A może zniszczyć w sobie wszystko, co ludzkie: miłość, przyjaźń, empatię, współczucie...?
"Uczucia oznaką słabości" - tak twierdzi polonistka Pauliny, koleżanki poznanej na środowym Wieczorku.No cóż, nie każdy humanista musi pisać wiersze i mieć wrażliwe podejście.Jednak trzeba przyznać jej odwagę w publicznym wypowiadaniu własnej opinii.
Słabość - czym ona jest? Dowodem naszej niedoskonałości? Odsłoniętym punktem, w który możnaby uderzyć z całą siłą i wgnieść nas w ziemię? A może małym otworem, przez które wpada promyk nadziei? Próbując się wydostać z zawalonego tunelu zawsze szukamy tej małej szczeliny, źródła powietrza i światła z zewnątrz.Takie miejsca wybiera również grupa ratownicza, bo łatwiej jest się przebić do środka. A to z kolei oznacza, że nigdy nie jesteśmy w stanie udzielić sobie pomocy w 100% i zawsze drugi człowiek musi podać nam rękę.Jesteśmy zdani na innych ludzi.
Wisława Szymborska w wierszu "Nic dwa razy" ujęła z kolei problem sensu rozpaczy i przykrych emocji.Skoro zawsze po każdym przykrym dla nas momencie czas wreszcie przynosi ulgę, więc po co w nim trwać, po co ciągle wspominać tylko złe chwile? W moim odczuciu właśnie to miał na myśli niemiecki filozof: trzeba pracować nad niedoskonałościami, uczyć się ich, oswoić i opanować.Mamy umieć sobie z nimi radzić i iść ciągle na przód, kuć własny los na doświadczeniach i wyciągać wnioski z każdej porażki.
Na nieszczęście dla świata pewien karłowaty Austriak z grzywką i wąsem odebrał to przesłanie w nieco inny sposób, w konsekwencji czego nasi przodkowie musieli walczyć o każdy następny dzień.Hitler chciał stworzyć człowieka bez emocji, pozbawionego ludzkich odruchów.Właśnie takimi cyborgami można najlepiej sterować - wykonają każdy twój ruzkaz bez najmniejszego wahania i nie podniosą głowy wyżej, niż powinni.Robot, maszyna, Übermensch - żołnierz idealny.Wystarczy mu wyprać mózg odpowiednią dawką ideologii, przedstawić wielkość własnej rasy i pokazać wizję nowego, wspaniałego świata.Wyrwij mu serce, a stanie się twym sługą.Zacznie zabijać, palić, gwałcić i mordować, bez konsekwencji wyrzutów sumienia.Historia lubi się powtarzać, ale oby nie w tym przypadku.Inaczej ludzkość ma ogromną szansę przeobrazić się w najokropniejsze potwory i pokazać raz jeszcze jak nisko można upaść.Z wojny na wojnę było coraz gorzej.Trzecia okazałaby się naszą największą klęską i zagładą równocześnie.
Dusza - ostatni bastion naszego człowieczeństwa.Jeśli ona upadnie, już nic nie powstrzyma sztucznej konfiguracji nowej propagandy.Miejmy serca i patrzmy przez ich pryzmat na nieszczęścia naszych krewnych i sąsiadów, rodaków i obcokrajowców.Pokażmy światu, że jeszcze nie upadliśmy zbyt nisko i mamy szansę na spokojne życie.


"Słowo" 2015-04-02

Początkiem było Słowo: tak proste, choć znaczące
Na rozkaz dzień się zjawił, przynosząc z sobą słońce
Kolejny nakaz spłynął, by Życie na niej zbudzić,
Zwierzętom dało tchnienie, by dla nich zesłać ludzi
Jednostki słów tak małe, a ważne czynią cuda,
Nakazy pierwszej wagi i pięknych kłamstw obłuda
Czas nie chciał się zatrzymać, więc za nim poszło Słowo,
By ujrzeć ludzkie dzieje złączone z boską drogą
Widziało Wieżę Babel, języków pomieszanie,
Przestrogę dla Sług Pańskich, niewiernych ukaranie
I przeszło w Obietnicę, by Ciało przyjąć słabe,
Mnożyło się w naukach, zginęło w słusznej sprawie,
Powstało wreszcie z grobu, do Nieba zawitało,
Spełniło się to wszystko, co niegdyś obiecało

Lecz nim się wypełniło i dalej jeszcze po tym
W człowieczych ustach miało swą chwałę i kłopoty
Kłamało ile wlezie, zwodziło dla pieniędzy,
Ironii pokłon dało i śmiech nad śmiercią w nędzy
Zdradzało swych sąsiadów, ofiary katowało
Przez słowa zatrzymane zbyt wielu już cierpiało
W układach tajnych żyło i żyje do tej pory,
By słabszym zamknąć usta i krwawe czynić zbiory
Motało się w finansach, by uszczknąć coś dla siebie,
Moneta za monetą, niech umrze kraj w potrzebie!
Łamało dawne śluby, w myśl nowych, lepszych dni
W tradycji dziś ma wroga, z rad mądrych  tylko  kpi
Z nieszczęścia zawsze dumne, z rozpaczy, wojen, zła
Choć ma też dobre chwile, gdzie inna płynie łza

Przyrzeka to, co słuszne, doradza przy wyborze,
Pouczy cię, gdy błądzisz i powstać ci pomoże,
Pocieszy, kiedy płaczesz, nadzieję znów rozpali
Zamilknie tylko po to, by słuchać twoich żali
I przyjmie twoją stronę, obroni kiedy trzeba,
Podzieli się wspomnieniem, poprosi o kęs chleba,
Opowie się za tobą, pokona niepewności,
A światło jego tarczy rozproszy w mig ciemności
Tak wielką mamy siłę, potęgę w Dobrym Słowie,
A kiedy Czyn wspomoże, ulękną się wrogowie,
Noc pryśnie niczym balon przekłuty ledwie szpilką
I Smutek długotrwały, zostanie  ledwie chwilką
Tak wiele Słów odmiennych  dzień każdy w ustach sączy
Choć przecież  tylko jedno stworzyło świat i skończy








Kwestia męskości 2015-04-02

Zwykły mężczyzna vs. Bohater
Ach, jak przyjemnie wstać z rana, bez konieczności nastawiania budzika.Wówczas człowiek nabiera nowych sił, posiada w sobie najwęcej energii, nierzadko nawet dopada go wena na stworzenie czegoś.Dlatego właśnie teraz powiem wam o czymś, co mnie zaintrygowało na wczorajszym spotkaniu, a drugi temat poruszymy wieczorkiem, koło 18:00.
Tak, jak napisałem w nagłówku chciałbym porównać siebie, zwykłego przeciętnego mężczyznę, z Bohaterem.Kim jest ów Heros? Przystojnym, umięśnionym twardzielem, na którego kobieta patrzy szczególnie erotycznym spojrzeniem.Kimś, kogo spora część pań wolałaby widzieć w swoim domu, kogo starają się udawać Przeciętniacy.
Kiedyś pisałem już o postrzeganiu mężczyzn oraz wizji kobiet (linki do obu notek po spodem).Dziś jednak trzeba wyjaśnić kwestię, którą zaintrygował mnie Krzysiek.Napisał on bowiem kilka tomików z przeważnie smutnymi, głębokimi wierszami.W jednym z nich ujął problem starań bycia dobrym mężem.Jego żona lubiała wspomnianych Herosów, którym wprost pożerała łakomym wzrokiem.Jej mąż starał się jakoś upodobnić do nich, zwrócić uwagę ukochanej kobiety na faceta, którego ma tak blisko.Niestety, jego próby zazwyczaj spełzały na niczym.
No właśnie, drogie panie.Wiem, że nie wszystkie takie jesteście tak, jak nie każdy facet to zboczeniec i flirciarz.Chciałbym jednak poruszyć tą kwestię, być może wdać się w dyskusję: jak to jest, że dla jednych powieszenie obrazu, zmontowanie półki czy załatwienie miejsca w szpitalu lub sprawy w urzędzie jest czymś niezwykłym, a dla drugiej części z was to tylko truizm, coś co powinno być.Czego wówczas oczekujecie od nas? Spełnienia seksualnego, nawet gdy nam to średnio wychodzi? Miłości, którą tak bardzo was obdarzamy, mimo waszej krótkowzroczności? Może chodzi o sławę? W końcu prosty facet, choćby nie wiem nawet jak wielkie miał zainteresowania, i tak nie stanie się twarzą tabloidów.
Gdy usłyszałem wiersz Krzyśka Kędziora od razu było mi go żal.On pewnie by tylko wzruszył ramionami, ale naprawdę poczułem jego ból całym swoim sercem.Do wszystkich kobiet, którzy wolą Bohaterów, Herosów i Apollinów: nie zasługujecie na żadnego faceta, mając tak wygórowane gusta! Co wy sobie myślicie, do jasnej cholery? Czy faktycznie zwykły facet, wykonujący proste, choć dla was niejednokrotnie trudne czynności, nie jest tylko utwierdzeniem jak wspaniałych mężów/narzeczonych/chłopaków macie? Robimy to wszystko dla was, z czystej bezinteresownej miłości, oczekując jedynie odwzajemnienia.Ale niektóre z was tego nie rozumieją, drogie panie.Wszystkim tym, które wolą ekranowych tytanów całych ze stali, by oddawać im się w myślach, nawet podczas seksu z przeciętnym partnerem - na wieki wieków bądźcie przeklęte! Przepadnijcie, zejdźcie z oczu i usuńcie się w cień, a powrót zezwalam wam jedynie po nabraniu chociaż odrobiny rozumu!
Brutalne? Mocne? Feministyczne? Tak, dla was każde złe traktowanie kobiety, nawet takie,  które de facto nie jest niczym strasznym, podchodzi pod feminizm.Z takimi przypadkami nie da się i nie można normalnie gadać.Jeśli chodzi jednak o panie, które mają zdrowsze podejście do całej sprawy: przyjrzyjcie się, ile my dla was robimy ze zwykłej-niezwykłej miłości, ile serca wkładamy w codzienny trud! My jesteśmy prostymi zadaniowcami, nie miejcie nam za złe, gdy zamiast was przytulić będziemy chcieć zrobić coś, by wasze troski zniknęły.Taka już nasza natura, więc czasem musicie nas objąć jako pierwsze ;)



 "Kobiecy nonsens": http://www.elvenoor.e-blogi.pl/komentarze,200808.html
"Męski świat": http://www.elvenoor.e-blogi.pl/komentarze,211841.html


"Albatros" - Ostatnia Ostoja 2015-04-01

TO BYŁO COŚ!
No i wróciłem! Jakie wrażenia? Moc, moc, moc i jeszcze raz moc! Ale po kolei ;)
Tym razem trafiłem bez problemu.Na spotkaniu było kilka osób.Po ich twórczości, sposobie rozmawiania mogłem wychwycić naprawdę ciekawe, czasem niełatwe, lecz tętniące życiem osobowości.Dzięki temu Wieczorkowi mogłem zapoznać się z naprawdę niezwykłymi ludźmi.Przyznam, iż początkowo byłem stremowany, uśmiechałem się z ledwością, a mówienie per "Ty" do dorosłych osób nadal pozostaje dla mnie kwestią nawyku.
Każdy z nowopoznanych twórców okazał w pełni swoje uczucia w śmiechu, zadumie, a nawet we łzach.Problemy, przemiana duchowa, zawiłości życia i niełatwe wypadki były ich siłą napędową w poezji.Każdy miał swoje trudne początki, nieskładność w formie i tak dobrze mi znane nierozgarnięcie.
Stopniowo zapadał mrok, świeczki dobrze spełniły swoją rolę nadając niezwykły klimat, jeszcze lepszy, niż ten z Pilzna.Z tymi ludźmi aż chiałoby się spotykać częściej niż raz w miesiącu, ale może na tym polega ich niezwykłość? W końcu pierwsza środa miesiąca to długi okres oczekiwań na kolejne spotkanie.Dawkowanie takiego doświadczenia wydaje się rozsądnym podejściem.Skupiamy się tylko na naszej duchowości, naszej poezji, czasem problemach - nic poza tym.Myślę, że to będzie idealna wisienka na tort mojego życia.Czas biegnie szybko, niebawem kolejny Wieczorek, kolejne prace, odczucia, emocje.
Nie żałuję poświęconego czasu i wiem, że nie będę żałował kolejnych.Oni dają mi życie, karmią mnie tym, co zwykły, szary dzień mi odbiera! Do tej pory zdany byłem jedynie na swoje wiersze.One podtrzymywały cienką linię Mateusza, aby nie pękła i nic jej nie przebiło.Teraz, gdy doszły Zebrania Poetyckie w DK "Kosmos", mogę jeszcze więcej czerpać z mojej poezji, dzielić się nią z innymi i odbierać twórczość innych.
Ale najpiękniejszą częścią spotkania były (i mam nadzieję, że długo będą) dwie przyjaciółki o wspaniałych głosach.Ich gitara nadawała calemu przedsięwzięciu niespotykaną, magiczną aurę.Podczas własnej interpretacji wiersza Asnyka "Jednego serca" zamknąłem na chwilę oczy i ujrzałem piękną wizję: Szary Kruk rozpostarł skrzydła.Nie pamiętam o czym wówczas myślałem, ale nagle mały ptak urósł i cały zapłonął.Zmienił się w pięknego Feniksa! Oto jak wielką siłą bił wykon wspomnianej koleżanki.Jej przyjaciółka, popłakała się ze wzruszenia, gdyż ten utwór był dla niej bardzo ważny.To niespotykane, że ktoś może jeszcze w dzisiejszych czasach emanować emocjami - niezwykłe, wspaniałe! Ponoć jej polonistka twierdzi, iż "Uczucia są oznaką słabości", ale to gówno prawda.Jutro z resztą powiemy sobie o tym.Tak, od dziś ta piosenka będzie ze mną do końca, tuż obok Tadeusza Woźniaka ("Zegarmistrz Światła Purpurowy").
Co jeszcze wyniosłem z tego spotkania? Wenę na wiersz o Słowie oraz waleczności i istocie Artysty.Wielką dawkę życia (którą znając siebie znów zmarnuję jutro na wiadomą rzecz).Miejsce i odwagę, by wyrazić to, co czuję, jak odbieram rzeczywistość i nie skazać się tym na wyśmianie.
"Albatros" - moja Ostatnia Ostoja, najpiękniejszy etap w życiu - uważam za rozpoczęty, choć Bóg jeden wie jak długo to potrwa i kiedy przyjdzie mi Odejść.To postanowione, nie ma dla mnie odwrotu.Za mniej, niż rok zdobędę pierwszą pracę, dorobię się pierwszych pieniędzy i kupię ten cholerny pistolet oraz koniecznie bilet do Dębicy, aby umrzeć w rodzinnym mieście, w jego najciemniejszych kątach.Zapewne Krzysiek, który wydał już kilka tomików swojej poezji, powiedziałby, że to hipokryzja: mówię o życiu, przeciwnościach, powstawaniu, a w rzeczywistości zatracam się w nałogu (jak Poeci Wyklęci), ale nic mnie to nie obchodzi.To zostało już dawno postanowione i koniec.Zrobię to i nic mnie nie powstrzyma.
Swoją drogą przez moje życie przewinęło się już kilka ptaków: Bocian, Kruk, Albatros, Feniks, dodatkowo w godle mamy orła...ciekawe co jeszcze mnie czeka?







e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]