Zwi@dowca Elvenoor | e-blogi.pl
Blog inny niż wszystkie
Blogi

Oczami wnuka 2015-02-24

I wanna be forever young...
Każdy dzieciak był kiedyś rozpieszczany na swój sposób.Jakoś tak się zawsze dzieje, że  właśnie dziadkowie od zawsze mają najwięcej do powiedzenia w tej kwestii: słodycze, zabawki, a czasem nawet jakieś drobne na lody.Niektórzy nie znali swoich krewnych z tej linii, część miała ich jedynie przez krótki czas.Ten wpis skieruję do wszystkich, którzy wciąż mają choć jednego żyjącego przodka.Wszystko opiszę na podstawie własnego doświadczenia - pokolenia '95.Wielu z nas ciepło wspomina ten błogi okres, gdy bawiliśmy się wraz z dziadkami, chodzliśmy na spacery, place zabaw i czasem do kościoła.Podobnie było ze mną.To właśnie pierwszy dziadek uczył mnie jazdy na rowerze, zabierał na plac zabaw, odprowadzał do szkoły, odstraszał psy i mówił jak się ich nie bać.Babcia z kolei zabierała mnie do kościoła na różańce, majówki itd.Jakoś wówczas mi to nie przeszkadzało, w końcu byłem tylko dzieckiem.W odwiedzinach pomagał mi często brat, gdy jeszcze ciotka tam mieszkała i była w posiadaniu komputera.Wiecie jak to było za bajdla - graliśmy w Icy Towera i różne flashowe produkcje na portalach typu wyspagier.Niepisana zasada "zmiana użytkownika co pół godziny" nie była często przestrzegana, ale koniec końców nie narzekaliśmy na nudę.Z drugimi dziadkami było podobnie.Nie było wakacji bez choćby tygodnia spędzonego w cichej i pogodnej okolicy, gdy wraz z bratem i kuzynem nocowaliśmy u nich.Robiliśmy wiele rzeczy, m.in graliśmy w piłkę i urządzaliśmy growe sense (szczególnie w trzecie Heroes'y, gdzie moi dwaj rywale zawsze tworzyli sojusz przeciwko mnie).Oprócz zajęć przy kompie spacerowaliśmy wraz z babcią "do leśniczówki i z powrotem", chodziliśmy do kapliczki i rozmawialiśmy na rózne tematy.Dziadek pokazywał nam rozmaitości swojego sadu i opowiadał o historycznej przeszłości.Jeszcze pamiętam jak częstował mnie mandarynkami, niegdyś moimi ulunionymi owocami.To właśnie z nim mogę dzielić zamiłowanie do westernów i historii, zwłaszcza drugiej wojny.Niegdyś za młodu kupował małe zeszyciki z serii "Żółty Tygrys", by rozczytywać się w nich z wielką pasją! Część z nich poszła w końcu do spalenia, jednak przekazał mi to, co jeszcze się uchowało w niemałej liczbie - 82 sztuki (z czego jedna o dziwo znaleziona u pierwszych dziadków) nie licząc dwóch powtórzonych egzemplarzy.Z tak wielkiej biblioteczki znam treść jedynie kilku, a i te przeczytałem jakieś dwa lata temu.Trzeba to będzie nadrobić, cholera (Tylko kiedy?).O drugiej babci pisałem już sporadycznie w kilku notkach.Największą uwagę polecam zwrócić na wpis "Święci są wśród nas" (link poniżej).Z pewnością jej przykład da do myślenia wszystkim "prawdziwie wierzącym".
Patrzę na swoich dziadków i jedno mogę stwierdzić: jest czego mi zazdrościć.Mam prawdziwe szczęście do wspaniałych krewnych, którzy na zawsze pozostaną w mojej pamięci.Póki jeszcze żyją, póty mam się czym cieszyć.Trzeba wreszcie zacząć odwiedzać zwłaszcza tych za obwodnicą i korzystać z każdej okazji, gdy tylko tata będzie się wybierał w tamtą stronę.Niby nie mam daleko i sam mógłbym przejść w niecałe pół godziny, ale ruch na drodze pieroński, a pasów jakoś nie widać.
Słowo "na niedzielę": zaprawdę powiadam wam, szanujcie swoich dziadków! Cieszcie się cennymi chwilami, jeśli jeszcze żyją.Odwiedzajcie ich cmentarze, jeżeli musieli opuścić ten świat.Wspominajcie ich zawsze, pamiętajcie wszystko co wam przekazali! Wypytujcie o korzenie, niech poniesie war wir wspomnień! Otwórzcie się na starsze pokolenie.A jeśli z jakiegoś powodu czujecie do nich urazę, nienawidzicie i życzycie im jak najgorzej...odpowie wam moja babcia:  "Choćby byli najgorszymi ludźmi na świecie, choćby nawet tak było, nie wolno ich obmawiać ani szykanować! To są TWOI KREWNI i nie będziesz miał innych!"


Notka "Święci są wśród nas": http://www.elvenoor.e-blogi.pl/komentarze,211040.html


Stłumiony krzyk 2015-02-22

Własnym słowom ufaj, swoim serca łkaniom...
Świat ciągle nas czymś zaskakuje, zwłaszcza gdy trwamy w jego niezmienności.Coś było, jest i już zawsze będzie takie samo - tak myśli wielu ludzi, ze mną na czele.Nieraz przejechałem się na takim myśleniu i chyba nie jestem w tym osamotniony.A mimo to nadal "wszystko będzie takie samo".
Świat jest sprawiedliwy - nawet ci ,którzy czemuś zaufali, i tak w końcu zostają na lodzie.Zdrada, zabawa uczuciami, wyśmiewanie za plecami...Sumując wszystko, co nas otacza, dochodzimy do wniosku, że nic nie jest pewne.Nigdy nikomu i niczemu nie możemy się poświęcić w 100%.Zawsze istnieje przynajmniej niewielka szansa na porażkę, zawód, rozczarowanie.
Chłopak może cię wykorzystać, żona zdradzi  cię z bogatszym.Pozornie miły szef wyleje cię z roboty, by zatrudnić swojego bratanka.Najlepszy kumpel ucieknie, przyjaciółka uknuje spisek.Rodzeństwo wystawi na ciebie sidła, przykre tajemnice rodzinne wyjdą na jaw.Bóg sprzysięgnie się przeciw tobie, a twoja naiwność zmieni się w ciągłe szukanie spisków.
Ale wiecie...jest jedna rzecz, której można zaufać.Coś, czego nie można się bać, a przed czym nie da się uciec.Jedyny stały ląd, Ostatni Bastion Wierności: poezja.
Jeśli dusza rwie się do krzyku, jeśli pragnie wyrazić swój gniew, ból, rozpacz i nadzieję, pozwól jej na to.To twoje słowa, twoje natchnienie, odpowiedź serca na wszystkie przeciwności losu.Nie bój się ich, nie czuj wstydu sięgając po długopis.Twoja dusza nigdy cię nie zdradzi, zawsze pozostanie wierną powierniczką w cierpieniu i oczekiwaniu.Gdy wszelka nadzieja wygaśnie, kiedy ludzie odwrócą się od ciebie zawsze możesz uciec w lirykę.Nie wahaj się, nie martw zdolnościami.Nieważne, czy już kiedyś pisałeś/aś, czy to twój pierwszy raz.Nie troskaj się o pióro, nie dbaj o formułę.Poezja wypływa z serca, a nie ma drugiego takiego samego jak twoje! Pisz! Daj się wyżalić swojej duszy, niech serce rzewnie zapłacze pod jarzmem słów! Z początku może cię to zaboleć, ale zaufaj mi - uwierz, zaufaj samemu sobie! Wyduś z siebie wszelkie cierpienie, nienawiść, obawy i strach! Powiedz głośno to, czego tak długo się bałeś/aś! Białym wierszem, z rymami, sonetem, haiku,  limerykiem...nie ma to znaczenia! Euterype - muza liryki - ma wiele postaci.We wsparciu swoich artystycznych sióstr potrafi wiele zdziałać, gdy wreszcie dasz sercu przemówić!
Podróż do świata słów jest jak wyprawa hobbita - czasem wystarczy tylko krok do czegoś naprawdę wspaniałego i trzeba jedynie sięgnąć po długopis.Czyste kartki w ciągu ledwie paru minut zapełnią się orzeźwiającym tchnieniem, pierwsze łzy spłyną po policzkach, ale nie możesz ustawać - pisz dalej! Wydobądź całego/całą siebie! Jeżeli się nie poddasz, ujrzysz swoją duszę taką, jaką jest.Uwolnisz długo skrywany bunt przeciwko Światu, Bogu, Losowi...Zacznij badać, poszukiwać, dociekać prawdy, lecz pisz nadal.Nie daj się omamić przez otoczenie, nie ufaj ludziom z jego obrębu.Słowa pomogą ci znaleźć to, czego szukasz, zatem nie możesz ustawać!
I w końcu przyjdzie ten dzień, w którym wszystko się odmieni: na gorsze bądź na lepsze.Bez względu na to jakie skutki wywoła lawina otwartej duszy, serce wreszcie przestanie być nieme.Nie zaniedbaj tego, daj się ponieść, a gwarantuję ci - nie zawiedziesz się!


Majątkowe zawiłości 2015-02-21

Odwieczny problem: pieniądze od krewnych.
Dziś znowu udałem się w odwiedziny do dalszych dziadków.Nie byłem tam już chyba od miesiąca, więc pasowało nadrobić zaległości.Jako że jestem gadatliwy babcia szybko wyciągnęła mnie na pogaduszki odnośnie matury, oblanego próbnego egzaminu (55% na wymagane 75) i tego, jak kiedyś wszystko wyglądało: pisanie pod gusta oceniającego, rygorystyczny system nauki itd.Zeszło nam z półtorej godziny!
Po tym czasie babcia poszła do kuchni, ja z kolei wziąłem się za telewizję i partyjkę Gothica.W pewnym momencie podszedł do mnie dziadek i podał rękę w celu powitania.Wiedziałem co się święci, przecież witałem się z nim zaraz po przyjeździe.Podał mi  50 zł.Oczywiście moja wyuczona reakcja nakazała mi odmówić takiego prezentu.Dziadek długo nalegał, aż w końcu dał spokój.Poszedł, a ja wróciłem do gry."Skoro dziadek nie chce ich z powrotem, to niech leżą na półce".Przed odjazdem uległem namowom dziadka i zrobiłem sobie nasze wspólne ulubione  danie - w końcu co to za wizyta bez dobrej parówki z ketchupem? ;)
Gdy tata oznajmiał powrót do domu, jego ojciec stanął przy nim.Była to dobra okazja, żeby go zdemaskować.Wziąłem jego 50 zł i jasno nakazałem, żeby sobie wziął."Jak ty te pieniądze tu zostawisz to możesz się już nie pokazywać.W końcu kto wie kiedy znowu przyjedziesz?". Spojrzałem na tatę, a on zgodził się bym w końcu przyjął ów banknot.Wzruszyłem ramionami i schowałem kasę do kieszeni.


- No, ale zaraz! Wahałeś się wziąć 50 zł, a jak ci drugi dziadek daje dychę co tydzień to co?



Jeśli ktoś myśli, że nie odwiedzałbym ich bez gwarancji otrzymania jakichś profitów, to niech stąd lepiej wyjdzie.Z pierwszym dziadkiem też było niemal tak samo: próbowałem, opierałem się, ale w końcu zacząłem brać.Wychodzę z prostego załozenia: chce mi dać - biorę.Nic nie daje - siedzę cicho.Nie rozmawiamy ze sobą zbyt wiele i wszystko jedno czy ma coś dla mnie, czy nie.To już weszło w rutynę, co tydzień dostaję swoją tygoniówkę.Takie coś naprawdę uczy oszczędzania.Jeśli zaś chodzi o dzisiejszą pięćdziesiątkę, to gdyby nie tata, nie wziąłbym jej wcale.Rodzice nauczyli mnie i brata, aby nie przyjmować pieniędzy bez okazji.Wiadomo, żyjemy w niełatwych czasach.Wszystko drożeje, w tym niestety lekarstwa.Ale swoją drogą to chyba nie o to chodzi.
My, ludzie, mamy wielkie pokłady własnej godności.Nie lubimy, gdy ktoś chce nam pożyczyć pieniądze."Daj spokój, nie wygłupiaj się, schowaj tą kasę, nie potrzeba...".Czemu tak się dzieje?
Nie chcemy wyjść na biednych? Czujemy jak ktoś się nad nami nisko pochyla, proponując  darowiznę? Przez nas drugiej osobie może zabraknąć na podstawowe potrzeby lub nagłe wypadki! Dając nam pieniądze, ktoś inny z dobrej woli chce je stracić.Myślę, że właśnie dlatego nie chcemy przyjmować żadnych drogich prezentów.Często gdy potrzebujemy dodatkowej sumy, boimy się nawet spytać o pożyczkę.Wyjątkiem są sytuacje, gdy to dziecko prosi rodziców o zaplecze finansowe na wycieczkę, mały wypad do sklepu czy inne wydatki.Im starszy wiek, tym mniej chętnie patrzymy na płacenie za coś naszego.Zwłaszcza, jeśli są nam przez nich opłacane studia nie chcemy utrzymywać się na ich garnuszku zbyt długo, co daje nam +10 do samodzielności.
Podsumowując: jak reagować na propozycje pożyczki od najbliższych przyjaciół i rodziny? Czy przyjmować banknoty od dziadków?  To już nie są zwykłe cukierki z dzieciństwa, lecz poważna gotówka.Nawet, gdy nie dostajemy jej zbyt często, czy mamy prawo w ogóle na nią przyzwalać? Dla każdego znajdzie się inna odpowiedź.Jestem bardzo ciekaw co o tym myślicie :)
By the way, jestem chyba pierwszym blogerem, który podjął się takiego tematu!


Sucharopodajnik #4 - Kosztowna medycyna 2015-02-21

Pewien facet wykrył na swoich rodowych klejnotach nienaturalne zabarwienie.Zaniepokojony udał się do szpitala.Na recepcji otrzymał pytanie:
- Wizyta na NFZ, czy prywatnie?
- Oczywiście, że na NFZ!
W gabinecie lekarz stwierdza:
- Uuu, nieciekawa sytuacja! Musimy amputować jedno jądro!
Jakiś czas po operacji ów mężczyzna spostrzegł podobny problem.Zawitał do szpitala ponownie:
- Na kasę chorych, czy prywatnie?
- Na kasę chorych, naturalnie!
Niestety, wizyta u lekarza nie przebiegła inaczej:
- No, nie ma pan szczęścia! Przykro nam, trzeba amputować drugie!
Mniej więcej po dwóch tygodniach od operacji kompletnie załamany pacjent znowu stwierdził dziwny kolor, tym razem na swoim penisie.Szpital powitał go tradycyjnie:
- Na NFZ, czy prywatnie?
- O,nie! Mam już dość amputacji! Pal licho, prywatnie!
Podczas wizyty doktor dokładnie zbadał chore miejsca, po czym stwierdził:
- Wie pan co? Musi pan zmienić bieliznę, bo panu farbuje :D


Wiedźmin Elvenoor 2015-02-20

Sapkowski + Redzi = WM!
Przede mną epilog pierwszej odsłony Wiedźmina, a ja juz biorę się za recenzję, by podzielić się z wami swoim immersyjnym doświadczeniem  ^^
Długo polowałem na Wieśka, więc ubiegłoroczny Giermasz w Biedronce okazał się strzałem w dziesiątkę.Za 15 złotych udało mi się nabyć edycję rozszerzoną, zawierającą dwie dodatkowe historie Geralta oraz program pozwalający na samodzielne tworzenie własnych rozdziałów (choć wymaga to niemałej ilości czasu na obeznanie się z jego mechaniką).Dziś nadszedł wreszcie czas na moje wrażenia.
Geralt z Rivii zostaje przewieziony do wiedźmińskiej twierdzy.Jest ranny, nie wiemy co się stało.W wyniku niewyjaśnionych zdarzeń białowłosy traci pamięć, co stanowi idealny pretekst do wdrożenia tzw. drzewka rozwoju.Po niedługim czasie dochodzi od ataku na Kaer Morhen, czego wynikiem jest wykradzenie tajnych receptur przez organizację zwaną Salamandrą.Na jej czele stoi tajemniczy  i potężny mag Azar Javed.Biały Wilk musi wyruszyć w pościg za złoczyńcami z powodu...no, właśnie - tutaj wkraczamy my.W trakcie rozgrywki sami określamy czy kieruje nami zemsta, czy może wyższe ideały.
Niesamowita fabuła, której nie powstydziłby się nawet pan Andrzej, prowadzi nas do jednego z trzech zakończeń.Po drodze przyjdzie nam podjąć wiele trudnych decyzji, które niekoniecznie dotyczą głównego wątku.Nieraz będziemy musieli zdefiniować siebie, usprawiedliwić swoje czyny, stanąć po jednej ze stron.Każdy nasz ruch niesie ze sobą określone konsekwencje, nierzadko brutalne w skutkach.Często brakuje dobra i zła, zostawiając nam pole do myślenia.Np. jeden z questów opierał się na odnalezieniu pewnej dziewczyny.Po jej znalezieniu dowiadujemy się, iż wpadła w szeregi wampirzyc w bordelu.Kosztują krwi każdego klienta szybko i bezboleśnie.Mężczyźni pozostają przy życiu, a kurtyzany przedłużają młodość.Nasza poszukiwana nie chce wracać do domu, pragnie uciec od małżeństwa, jakie szykuje dla niej brat.Co zrobić? Zabić brata i pozwolić na dalsze procedery panien  Nocy w imię wolności dla dziewczyny? A może pozbyć się ich, by zmusić główną niezainteresowaną do ożenku wbrew jej woli? Przyznaję, iż musiałem wczytywać zapis po trzy razy, by wreszcie wybrać zgodnie z moim sumieniem.A i tak w dzienniku pozostał niepokojący wpis "Powinienem zabijać potwory.Co ze mnie za Wiedźmin?".
Ta ekscytująca podróż po elektronicznej Wyzimie i okolicach pozwoliła mi stać się legendarnym zabójcą potworów i pokierować jego losem wedle własnych idei.Zbierałem zlecenia z tablic ogłoszeń.Wybrałem neutralność.Zapragnąłem przyszłości z Shani u boku, a jednocześnie czułem żal, nie mogąc związać się z rudowłosą dziewczyną - choć przez pewien czas tworzyliśmy z nią i Alvinem coś na kształt rodziny.Poczułem zawód słysząc od jednego z rozmówców o braku lekarstwa na wiedźmińską bezpłodność.Po zabiciu Javeda ogarnęła mnie błoga satysfakcja z pomszczenia zabitego kompana.Niby zwykła gra komputerowa, a jednak pokazała całe moje wnętrze - walkę dla bliskich cenniejszą od ideałów, dostrzeganie prawdziwych intencji bez względu na wygląd i nieudaną próbę chemicznego wypalenia z uczuć.
Wiedźmin to fenomenalna produkcja! Znakomita grafika i w szczególności świetna muzyka bez dwóch zdań zasługują na wysokie miejsce w zestawieniu najlepszych gier wszechczasów (i nie przebije tego nawet  majowy Dziki Gon)! Naprawdę czuć ten naturalistyczny, słowiański klimat.Dzielnice biedoty, brudne mokradła, napalone wieśniaczki, dumne elfy i pyskate krasnoludy - czegóż chcieć więcej? Ambitne dialogi, ciekawe postacie, genialny pomysł na walkę, sprawny system rozwoju postaci, medytacja, warzenie mikstur, czytanie ksiąg i zwojów...możnaby o tym pisać w nieskończoność!
Całą rozgrywkę urozmaicają dwie minigierki, będące także zadaniami dodatkowymi: walka na pięści i kościany poker.Szczególnie ten drugi skłonił mnie do szerszego zapoznania się z hierarchią układów i oceną ryzyka.Z każdym przeciwnikiem gra się równie przyjemnie, a pieniądze zarobione (bądź utracone) na jednej partyjce cieszą (lub bolą) coraz bardziej.
Podsumowując jednym zdaniem: ludzie z CD Projekt Red odwalili kawał świetnej roboty.Szkoda tylko, że zawzięty Sapkowski nie chce uznać ich historii za pełnoprawną wiedźmińską przygodę.Fabuła z gry w niczym nie koliduje z książkami, a wręcz przeciwnie - np. karczmarz w Odmętach opowie nam historię księżniczki Cirilli...Krótko mówiąc w jednym z wywiadów Sapkowski wyraził opinię w stylu "Widzę, że na to poszło wiele pracy i naprawdę podziwiam efekty, ale to nie jest prawdziwy Wiedźmin!".No cóż, sława jest kapryśna i niekiedy ludziom odbija zbyt mocno.A może to zwykła zazdrość? ;)


Tak czy siak polecam każdemu! Jeśli nigdy nie zetknąłeś/aś się z Wiedźminem - koniecznie nadrób zaległości! No chyba, że już znasz historię Salamandry - wówczas tym łatwiej będzie Ci doń powrócić!


Komisja po raz drugi 2015-02-14

W tył zwrot, szeregowy!
Kilka dni temu mama wyjęła ze skrzynki mały liścik.Początkowo myślałem, że jest to odpowiedź od Karoliny.Niestety, jej list ciągle nie nadszedł.Nadawcą wiadomości był Urząd Miasta.
Chodziło o ponowne odebranie wezwania na komisję wojskową.Dokładnie rok temu  otrzymałem kategorię B i zostałem poinformowany o przybliżonym terminie ponownego stawienia się na badanie.Najważniejszym czynnikiem dla tych starych lekarek okazała się moja blizna pooperacyjna na prawym przedramieniu.Nawet nie kazali mi pokazywać książeczki zdrowia! Ot tak zrobiły sobie badanie, oceniły wedle punktacji i gotowe!
To jakże nieprzyjemne "zaproszenie" muszę odebrać do 18 marca.Potem tylko czekać na komisję.I jeszcze kilka godzin, z przerwami na badania.Dlatego wszystkich panów, którzy nie mieli jeszcze tej wątpliwej przyjemności, pragnę przestrzec opisując jak to wszystko przebiega.
Trzeba stawić się na konkretną godzinę, zazwyczaj jest to 8:00.Stanowi to nasz prawny obowiązek, w przeciwnym razie wszczynane jest ściganie sądowe.Kiedy już stawimy się na miejsce trzeba będzie złożyć wszystkie potrzebne dokumenty.Nie wiem jak jest w innych miastach, ale u mnie każdy chowa swój zestaw do jednej z teczek, leżących na krześle.Przed gabinetem powinna zresztą wisieć instrukcja co i jak.Lwią część czasu zajmować będzie oczekiwanie.Do kancelarii wzywane są po dwie - trzy osoby, oczywiście za nazwiskiem.Spisują wasze dane, telefon do najbliższej osoby, pytają o chęć służby wojskowej i takie tam.Cały wywiad przeprowadzany jest w celu wyrobienia książeczki wojskowej.Po spełnieniu wszystkich formalności trzeba czekać, mniej więcej tyle samo.Komisja lekarska w moim przypadku składała się z trzech, starych wiedźm, dla których oglądanie młodych genitaliów stanowi jedyną przyjemną stronę wykonywanej pracy.W moim przypadku druga osoba wzywana była wówczas, gdy pierwsza ubierała się do wyjścia.A co sprawdzają? Wzrok, ciśnienie, przejawy daltonizmu.Pytają o ważniejsze choroby oraz leczenie z różnych przypadłości.W którymś momencie trzeba przejść za parawan z jednym z członków komisji, celem dokonania pomiaru stetoskopem oraz chwilowego okazania klejnotów rodowych.Szczęściarzem ten, komu trafi się ładna i całkiem niczego sobie młoda kobieta - jeśli w ogóle to możliwe.Ostatni etap to oczekiwanie na otrzymanie kategorii, podpisanie odbioru książeczki wojskowej itd.W najgorszym wypadku wszystko powinno trwać maksymalnie do 11:30.
Z opowiadań moich dziadków wynika, że niegdyś również kobiety stawały przed komisją i to niejeden raz.Za starych czasów służba wojskowa była obowiązkiem, jedynie studia mogły zastąpić jej dłuższy okres.O ile pamiętam przeszkoleniu musieli być poddani wszyscy, bez wyjątku.Jeśli było inaczej, poprawcie mnie w komentarzu.
Moim skromnym zdaniem warto byłoby przywrócić wstępne przeszkolenie, choćby półroczne.Wówczas każdy będzie umiał posługiwać się bronią  na wypadek wojny.I chociaż do boju wyruszą jedynie bardziej obeznani i chętni do walki, to w trudych czasach taka wiedza może się przydać nawet zwykłym cywilom.


Niewinna krew 2015-02-12

V. Nie zabijaj...
Głośna impreza, hektolitry alkoholu, dobra zabawa.Potajemne spotkania sam na sam z ukochanym/ukochaną.Nieszczęśliwe przypadki gwałtu.Wszystkie wymienione przeze mnie sytuacje sprowadzają się do jednego: ciąża.Wiele młodych kobiet myśli w takim wypadku o aborcji.Nie chcą wychowywać dziecka, cierpieć przy porodzie i użerać się z czymś, czego się nie chciało.No, tak...Nowe czasy.
Gdy jako jedyny reprezentuję wyższy poziom, starając się tłumaczyć argumenty przeciwko aborcji zostaję wyśmiany i wzgardzony przez rozmówców.Tak młody, a tak bardzo staroszkolny! A gdzie wolna wola człowieka? Czemu nie współczujemy zgwałconej dziewczynie i nie pomożemy jej ZABIĆ DZIECKA? Ponoć nie wiem czym jest empatia...
Taki pogląd jest sam w sobie gówno wart.Czy naprawdę zapomnieliśmy te wszystkie zajęcia na WDŻ? Czy profesorka od biologii nie wyjaśniała nam jak to jest z tą genetyką i rozwojem poczętego nowego życia?
Już w momencie zapłodnienia wszystko jest ustalone: w kodzie genetycznym zawarte są wszelkie informacje takie, jak kolor włosów, barwa oczu, kształt nosa, wzrost czy uzdolnienia.Projekt na nowego człowieka jest już gotowy! Poczytajcie sobie o rozwoju zarodka, na jakim etapie zaczyna bić serce! Tak mała istotka, a już czuje wszystko wokół niej! Widziałem filmik z aborcji.Podczas operacji maleństwo miało wyrywane wszelkie kończyny, by potem stać się jedynie kupką narządów do utylizacji.Wiem, że proces usuwania ciąży to nie tylko zabieg szpitalny, ale sam fakt ZABICIA niewinnej istoty zakrawa o pomstę do Nieba!
Skąd się bierze tak próżne zachowanie wśród młodych kobiet? Oddziaływanie partnera? Zbyt małe zainteresowanie ze strony rodziców? Bezstresowe wychowanie? W końcu "nowe czasy, wrzuć na luz, imprezy, alkohol, równouprawnienie we wszystkich dziedzinach życia"...Podstawowe wartości zanikają, coraz więcej ludzi starszej daty odchodzi z tego świata,a moi rówieśnicy wykazują martwiące mnie poglądy.
Zabójstwo..Jak można się tego dopuścić? Są sytuacje zrozumiałe, np. przy dobrowolnej eutanazji.Stary, cierpiący człowiek, dla którego każdy kolejny dzień jest udręką, ma prawo zażyczyć sobie skrócenia ziemskich katuszy.Wtedy możemy mówić o empatii.Ale źle się dzieje, gdy zostaje zgwałcona rozkapryszona i pozbawiona dorosłego rozumowania dziewczyna.Chęć pozbycia się dziecka narasta.Wszyscy już z pewnością domyślacie się o kim mówię, jaką sytuację mam na myśli.Cieszy mnie aprobata Matkizwioski dla mojego poglądu, ale coraz bardziej niepokoję się o rozwój wypadków.
Życie ludzkie to skarb.Każdy z nas ma je tylko jedno.Każdy może z własnym życiem zrobić co zechce.Jednak usunięcie małego dziecka z brzucha mamy odbywa się bez jego zgody (bo jak tu pytać nawet nienarodzoną pociechę?)! Zostaje skazane na śmierć jedynie za to, że się pojawiło! A na swoją obronę nie może powiedzieć ani słowa, bo jego zwyrodniała matka postanowiła już o jego losie.Na szczęście biologia kształtuje więź matki z dzieckiem już od rozwoju zarodkowo-płodowego.Nawet, jeśli matka niczego nie czuje, ten stan pogłębia się coraz bardziej.Najdotkliwiej odczuły go kobiety, które po dokonaniu morderstwa wpadają nierzadko w depresję.
A co z aborcją dozwoloną wobez prawa? Cóż, są trzy takie przypadki: gdy KOBIETA zostaje zgwałcona, życie/zdrowie matki jest zagrożone lub dziecko może urodzić się z ciężkimi i nieodwracalnymi wadami.Pierwszy warunek zdaje się wpisywać w sytuację Panienki.Jednak wedle prawidłowych wartości prorodzinnych żaden z wymienionych nie powinien nigdy mieć miejsca! Nie bez kozery podkreśliłem  również słowo "kobieta", bo mamy tu styczność z niepełnoletnią i niewychowaną małolatą.A dopóki nie osiągnie osiemnastego roku życia, póty za nią w poważnych kwestiach decydują RODZICE!
Kobiety, które nie chcą być matkami i deklarują ostrożność podczas współżycia, powinny mieć się naprawdę na baczności.Współczuję wszystkim zabitym dzieciom, które okażą się dla swoich "matek tymczasowych" jedynie owocem przypadku, który trzeba wymazać.Takie postępowanie dowodzi jedynie niepełnego wychowania i braku właściwej odpowiedzialności!
Jeśli macie zamiar mnie nadal besztać, wyzywać i mówić jaki to jestem nienormalny, to radzę nie tracić czasu.Rozpoczniecie niekończącą się wojnę, na której nikt nikogo nie przekona.Matkozwioski, proszę Cię o pomoc.Coraz bardziej ciąży mi na sercu ta nienormalna sytuacja.Z mojej strony może Pani liczyć na wsparcie, bowiem chyba jako jedyny reprezentuję moralnie zdrowszy poziom wartości.Mimo wszystko czuję to osamotnienie, jakbym był rycerzem Światłości w samym centrum Sodomy...W pojedynkę nikt nie może długo walczyć.


Niewinna krew....choć nic nie jest dziełem przypadku.


A tutaj moja artystyczna wizja omawianego tematu: http://www.elvenoor.e-blogi.pl/komentarze,171474.html


Droga do nawrócenia? 2015-02-10

Ech...
To miał być spokojny dzień.Korepetycje o jedenastej a po nich pyszny obiad u dziadków.Zwykłem do nich chodzić gdy kończyłem lekcje wcześniej niż o czternastej.Zjem dobry posiłek, poćwiczę na stacjonarnym rowerze, a raz w tygodniu ma szansę wpaść tzw. "dyskretna dycha" od dziadka.Wiecie, żeby babcia nia widziała.Do tego mieszkają nieopodal mojej korepetytorki z matmy, więc w czwartek wizyta obowiązkowa.Dziadkowie czasem coś zagadają, spytają o zdrowie, szkołę, brata, pochwalą nowym nabytkiem czy opowiedzą o wizycie młodszego kuzyna.Standard.
Niestety, babcia jest z obozu nakręconych przez Rydzyka.Zrodziło to dziś zażartą dyskusję o patriotyźmie i wierze w Boga.Na domiar złego dziadek był po jej stronie, chociaż wyrażał się bardziej logicznie.
Nie byłoby  w tym nic ciekawego do opisania, gdyby nie jedno zdanie: "Zdradziłeś Jezusa".W dzieciństwie lubiłem chadzać z babcią na różańce i majówki, moja edukacja religijna zawsze odbywała się pod jej czujnym okiem.Wypomniała mi, jak jeszcze w gimnazjum pokazywałem jej breloczek "Nie wstydzę się Jezusa", które nasza klasa dostała od księdza zupełnie za darmo."Warunek jest jeden - musicie przestrzegać tego, co tu napisane".Nie oszczędziła mi oskarżeń jak wtedy mówiłem, że będę wierny tym słowom, że nie zdradzę Chrystusa.A jednak...
Dziadkowie tego nie zrozumieją, czasy się zmieniły.Jakoś dałem im radę wyjaśnić swój obecny pogląd teologiczny (pomijając wątek z Paktem).Wszystko skończyło się dobrze, czas znowu płynął normalnie.Ale te słowa...
Od czego to się zaczęło? Kiedy po raz pierwszy wystąpiłem otwarcie przeciwko Bogu?
Kejt.Pamiętam jak się pojawiła.Siódme niebo, pierwsze zakochanie, miłość nie wiadomo skąd.Aż przyszedł dzień, w którym poszła na spotkanie z "przyjacielem".Po powrocie przyznała się do całowania.Całowała się z PRAWDZIWYM chłopakiem, aby później kajać się przede mną i prosić o przebaczenie.Wtedy pierwszy raz zwątpiłem i po raz pierwszy dokonałem Paktu.Przelałem całą swoją wściekłość w słowa, na które Szatan tylko czekał.Po raz pierwszy oddałem mu pokłon.Co było dalej? Kłótnie, wyblakłość uczucia, świadomość bezsensu tej całej farsy.Zaczęły się praktyki, druga technikum.Pomyślałem, że zaufam Bogu jeszcze raz, że On jest ze mną.Wstępowałem do kościoła na 5 minut, po każdym dniu.Aż któregoś dnia wyszła na jaw moja naiwność.Kejt omamiała mnie i swojego PRAWDZIWEGO chłopaka! Nie wiedziała co ma z sobą zrobić, zapadała się coraz bardziej.A dzisiaj poszła trochę moim śladem, choć nie w 100%.
Po tych wydarzeniach przestałem wierzyć Bogu.Nie, nie wrócę do niego.Przynajmniej JESZCZE nie.Nie dam się znowu oszukać."Na Bogu nic nie stracisz", mówi dziadek.Ale ja wiem po sobie, że nie można Mu ufać tak bardzo, jak ja kiedyś.Może pewnego dnia poproszę Go o przebaczenie.Ale koniec z prośbą o pomoc w chwilach bezradności.Nie zamierzam więcej Go błagać o to, czy tamto.Z resztą nie mam nawet praw do tego.
Kejt pomogła mi się "otrzepać" z uroków pierwszego zakochania.W końcu tak bardzo błagałem Boga o chociaż jedną szansę, tak mocno upierałem się przy walce z nałogiem.A dzisiaj...sami widzicie jak jest.
Dziadek powiedział mi bardzo mądrą rzecz: wiara powinna być stała, na całe życie.Nie musimy zgadzać się ze wszystkim, co wiąże się z chrześcijaństwem, lecz powinniśmy zawsze wierzyć.Wszystkie narody tego świata mają swoje wierzenia - Chrześcijanie, Żydzi, (prawdziwy) Islam...wszyscy wierzymy, choć na inny sposób.Tym bardziej nasz Kościół zawsze zwyciężał, gdy katolicy jednoczyli się pod znakiem krzyża przeciw wspólnemu wrogowi.Przypomnijcie sobie chociażby komunizm!
 Czyżby więc Kejt zasłaniała swoje bóle i żale wobec świata hejtem na Kościół? W jej rozumieniu ta Instytucja to tylko księża, a wszyscy "czarni" są źli.Dziś dziadkowie po części otworzyli mi oczy.Kościół to przede wszystkim WY - zwykli ludzie, współdzielący codzienne problemy.Jedna "Instytucja" była w stanie obalić władze i przywrócić podstawowe ludzkie prawa.Teraz widzę to wyraźnie: jej obraz Boga zamazał jej się tak jak mnie, ale nigdy tego nie przyznała.W końcu lepiej nawijać na Kościół i szukać tylko tego, co złe.Nie jestem bez winy, nie rzucę kamieniem jako pierwszy.Biję się w pierś, lecz nie będę dłużej wspierał jej w dążeniu do pseudo-zemsty.W pełni zasłużyła na to, co ją spotyka.
"Kto wierzy, choćby i umarł żyć będzie" - przynajmniej wg Pisma i mojego dziadka.Jakby na to nie patrzeć każdy będzie miał życie wieczne.Jedynie od naszego ziemskiego postępowania zależy to GDZIE je spędzimy.
Czasem żałuję braku trzeciej opcji.Człowiek jest szary - ani dobry ani zły.Każdy może stwarzać niezwykłe cuda i zarazem niszczyć wszystko na swej drodze.Wiele w naszych rękach, a mimo wszystko do wyboru są tylko dwie drogi.Nie można pozostać "kimś pomiędzy", obojętnym na każdą ze stron
"A spytaj się teraz, czy lepiej być koło Boga, czy Szatana?" Ta kwestia pozostaje ciągle do przemyślenia.Póki co podtrzymuję mój plan.A jeśli ktoś myśli, że mnie porąbało wybierając Piekło, niech samemu spojrzy do lustra.Czasem z bezsilności trzeba się poddać większym siłom.Jak widać jestem zbyt słaby na walkę.
Na zakończenie owoc moich poprzednich przemyśleń: przystępuję do "Albatrosa".Po kilku e-mailach opiekunka Grupy artystycznej zaraziła mnie swoją pasją i oddaniem sztuce.Chcę współtworzyć ten wiekopomny projekt i poświęcić się mu całkowicie -  póki tylko mogę.


Rozmowa z samym sobą 2015-02-08

Zaskoczenie na "dzień dobry"
Przed chwilą przeczytałem niezwykle ciekawą wiadomość na Facebooku.Zostałem zaproszony przez Grupę Poetycką "Albatros" do grona natchnionych dusz."Wieczorki poetyckie, spotkania z autorami, warsztaty kreatywnego pisania, spektakle poetyckie (z syntezą sztuk), monodramy, happeningi, konkursy i publikacje - to planowana działalność Grupy.Zachęcam do jej współtworzenia".Brzmi naprawdę obiecująco.


- Mistrzu, czego więcej chcieć? Tam będą tacy, jak ty - utalentowani, zajmujący się sztuką, z pewnością o interesujących osobowościach!


Fakt.Poezja to mój największy atut.Sam przecież pisałem na blogu o  moim przekonaniu co do jej wartości.Dzieliłem się z moimi czytelnikami swoimi nadziejami i wreszcie pilźnieńskim sukcesem.Tylko boję się co będzie, jeśli przyjdę na Drugi Wieczorek Poetycki w czwartym dniu marca.Obawiam się, że moja twórczość na tle innych osób wypadnie dość blado.Tematem przewodnim są Poeci Wyklęci - outsiderzy, którzy zbuntowali się przeciw społeczeństwu obierając drogę alkoholizmu, narkomanii, przestępczości.Wielu popełniło samobójstwo, by po śmierci autorów ich poezję otoczyć swoistym kultem.To byłoby dla mnie największe wyzwanie.Napisałem kiedyś pewien wiersz, "Nowy Kordian", jednak jest on jedynie moją wizją człowieka, który ścigany przez prawo nie waha się brutalnie karać tych, którzy na to zasłużyli - gwałcicieli, zabójców, cynicznych złodziei i tym podobne ścierwo.Podobna konwencja, ale mimo wszystko to nie o to chodzi.Mam jeszcze miesiąc na przemyślenie treści nowego wiersza (oczywiście podzielę się nią z wami) lub wymówką, bo jednak nie będę mógł przyjść...


- Zwariowałeś?! Taka szansa zdarza się tylko raz! Potem będziesz żałował! Poza tym, czyżbyś już zapomniał jak świetnie było w Pilźnie na warsztatach literackich, jak dobrze się bawiliście tworząc wspólnie nowe wiersze? 


Wspominam Pilzno bardzo dobrze.Czy to ma szansę się powtórzyć? Być może.Czy żałowałbym odmowy? W zależności o jakim "potem" mówimy.Czy o chwili, gdy będę gotów oddać Bogu życie i zesłać dusze na Potępienie? A może o czwartym marca, kiedy to - jak zwykle - będę siedział przez cały wieczór w domu.Jak zawsze, niezmiennie, monotonnie...


- Ty nie pierdol, mistrzu, tylko wreszcie rusz tyłek! Sam przecież chciałeś kiedyś być wielki! A wielcy zawsze zaczynali od takich grup.Poza tym może to być coś, co zmieni twoje plany, skłoni do ponownego ich przemyślenia i wskaże ci konkretną drogę.


Ma to sens.Ale moja droga jest jedna i wiedzie do Szatana, któremu powierzyłem swoje istnienie.On każe mi się zamknąć, nie chce bym zbyt często wychodził.Wie doskonale, że jeśli zaryzykuję mogę później żałować i jak zawsze wytykać sobie "Kurde, na co mi to było? Muszę być idealny, czysty, bez wpadek tego pokroju!


- Wpadek?


Sytuacji nieidealnych.Ludzie wokół mnie...oni są idealni.Nie wszyscy, ale większość.Ile to już zmarnowałem czasu? Kółko szachowe, poziom zaawansowany, podstawówka - dwa spotkania i koniec. Nauka break dance'a - dwa zajęcia i początkowa zajawka minęła.Takie pośmiewisko, wyjść do ludzi, nieudolnie dorównywać innym i dać spokój - taki wstyd! Boję się próbować nowych rzeczy, bo niesmak nieudanego podejścia zawsze mnie dobijał.Inni z pewnością mieli ze mnie polewkę, wiem to.


- Ale tym razem będziesz w gronie dojrzałych osób, które cenią sobie każdą sztukę.Wątpię, aby się śmiali z tego, co zaprezentujesz.


Wiem, nie o to mi chodzi.Mam na myśli moje wewnętrzne uczucie, jakiego doświadczę w sytuacji, gdy prace innych będą górowały nad moimi.Oni, tak wielcy, a ja - tak malutki.


- Mistrzu, wiemy obaj, że jesteś najlepszy w satyrze.Nie sądzę jednak, by liryka  odstępowała jej kroku.Rymy nie są zarezerwowane tylko dla zabawnych wierszy.Nie piszesz białych wierszy nie dlatego, że nie możesz się w nie wczuć podczas czytania, lecz z powodu braku pojęcia w ich tworzeniu.Jesteś pod tym względem przeciwieństwem Żanety.


Zgadzam się.Nie rozumiem, jak można nie czuć rymów?!


"A jak można nie czuć białych wierszy, prawdziwego 'głosu duszy' ? "


Odbijanie piłeczki w drugą stronę? Ty chyba lubisz ze mną igrać.


- Raczej z samym sobą.Ty to ja, a ja to ty.We dwóch zawsze jesteśmy jednością.Nic na to nie poradzisz.


No, fakt...


- To jak będzie? Idziesz na to spotkanie?


Przemyślę to...


- Ech, nikt cię chyba nie przekona, skoro sam siebie nie zachęcisz.Ale w razie czego, wiesz gdzie mnie znaleźć ;)


He he he ;] Tak, z pewnością daleko nie odlecisz!


Maska "dorosłej" osoby 2015-02-05

Chciałem tylko pomóc...
Miał być nowy początek, odświeżenie dobrych wspomnień, przebaczenie win.Rany zdołały się zagoić, słowa znów mogły budować mosty.Do wczoraj.
Rozmowa, krótki komentarz rysunku.Chciałem jedynie krytycznym, lecz zachęcającym okiem ocenić pracę Jej kunsztu artystycznego.Nie jest Bóg wie jaką rysowniczką, lecz posiada duży talent i nie mniejszy potencjał.Sam nie wiem w którym momencie rozmowa zeszła na patriotyzm.Tak, poniosło mnie trochę.Zaczęła mnie denerwować.Mistrzu, czemu nie zamknąłeś się wtedy, gdy miałeś jeszcze okazję? Przynajmniej tyle dobrego, że doprowadziło to do otwarcia twoich oczu.
Należałem do małej grupki tych, którzy chcieli ją bronić, wspierać i podnosić na duchu.Jednak to, co stało się wczoraj, jak mnie potraktowała, pokazuje jaka jest naprawdę.Wsadziłaś kij we własne mrowisko - o jeden raz za dużo, panno SHIFT.Wszyscy znamy ją pod zupełnie innym pseudonimem, ale chyba nie trudno się domyślić o kim mowa.Zastanawia się nad sobą od dłuższego czasu.Raz ma pewne przebłyski, aby po pewnym czasie zmienić dany pogląd.To normalne, ludzkie zachowanie.Ale oprócz tego jest wstrętną, parszywą i dwulicową dziewuchą.Niby taka dorosła, niby tak ambitna i poważana - dałem się zwieść.Przypomniałem sobie wczoraj dlaczego tak mnie "wtedy" denerwowała, czym doprowadzała do wściekłości.Teraz dobrze to wiem - jej zadufanie  w sobie, gnojenie wszystkiego, co nie jest w jej guście i bezlitosna jazda po wszystkich, z któymi się nie zgadza.Niby taka miła, a ma czelność mówić mi po nazwisku.Cóż, najwidoczniej nasza wspólna znajoma miała rację, trzeba jej to przyznać.SHIFT jest nienormalna.
Niegdyś tak bardzo się wywyższała ponad swoją rodzinę, a dopiero teraz widzę, że wcale nie odstaje od niej tak bardzo.Nowoczesny Kopciuszek, kurwa jego mać.Dwie wstrętne siostry i okrutna  macocha, wszyscy przeciwko biednej, samotnej dziewczynie z dobrym sercem! Jakie to smutne...i żałosne.Tylko czekać na księcia, który albo się nigdy nie zjawi albo zwabi go Jej maska...
Tego wieczora, po przemyśleniu pewnych kwestii, mogę przyznać jasno: biadoliłem nad samym sobą, choć to Ją los potraktował jak szmatę.Nie widać poprawy - i słusznie.Powiedziałem Ci kiedyś, że ja nie z tych, którzy ranią, a jeśli ranię, to tylko tych, któych nienawidzę.Ty jesteś pierwszą osobą, do której od wczorajszego dnia pałam nienawiścią.Tobie nie da się pomóc, teraz to widzę.Zawsze byłaś zwykłą wyrachowaną dziewuchą, która nie widzi wielkiego konaru w swoim oku.To, co wczoraj Ci napisałem na facebooku miało Cię zranić.Nie wiem, jak na to zareagowałaś, ale nie obchodzi mnie to.Od tej chwili daję spokój.Dość litościwego spojrzenia dobrego Anioła Mateusza.Jestem Szarym Aniołem.Pomagam tylko tym, którzy naprawdę na to zasłużyli.
Działam jako Szary Kruk.Gnoję wszystkich niewartych choćby minuty.Szkoda moich wysiłków, by wdawać się w wojnę z arogancką wieśniarą.Radzę Ci wbić sobie to do głowy i nabrać trochę rozumu.Myślisz, że jesteś dorosłą kobietą, ale ja widzę teraz tylko tą samą marynowaną w słoju idiotkę, jaką byłaś w chwili zerwania kontaktu.Nie chcę mieć z Tobą już nic wspólnego! Szkoda się trudzić na jakąś bezcelową pseudo-batalię z niewychowaną "dorosłą małolatą".Mam ważniejsze sprawy na głowie.
Też nie jestem w tym wszystkim święty.Ale wiecie co? Teraz nareszcie czuję ulgę.Czuję, że wreszcie coś się ruszyło.Szary Kruk prostuje skrzydła, wzbija się do odlotu.Nadchodzi jego czas - MÓJ czas.


Poświęcenie z miłości? 2015-02-03

Oto dwie wielkie skrajności: Miłość i Śmierć.
Przez wiele lat człowiek był poddawany niełatwym próbom, wymagającym podjęcia odważnych, często ryzykownych decyzji.Niejednokrotnie trzeba było wybierać między życiem a śmiercią.Ludzkość nigdy nie zawodziła.W czasie drugiej wojny światowej, kiedy to "ludzie ludziom zgotowali ten [okrutny] los", na śmierć poszło wiele znamienitych osób.Maksymilian Maria Kolbe zastąpił swego towarzysza w głodowej celi.Janusz Korczak (właściwie Henryk Goldszmit) stanął na czele dziecięcego pochodu, dodając otuchy swoim podopiecznym na drodze do zagłady.Cała masa Polaków ukrywała swoich żydowskich przyjaciół, sąsiadów, a także całkowicie nieznanych ludzi przed krwawym okiem nazistów.Oglądając odnowione warszawskie nagrania sprzed 1939 roku można dostrzec diametralną różnicę w codziennym usposobieniu ludzi: pogodni, weseli, wiecznie młodzi i  skorzy do żartów.Wyznaczali się niezłomną odwagą, lwim sercem i ogromną empatią.W tamtych czasach przecież każdy mógł wpaść w niemieckie szpony.Nieważne czy byłeś katolikiem, ateistą czy Żydem.Nie miało znaczenia  stanowisko, rodzinne strony czy miejsce zamieszkania.Hitlerowcy mogli nas zgarnąć nie tylko na łapankach, ale także wpadając nagle do mieszkań, jak gdyby nigdy nic.Jedynie szmalcownicy i volksdeustsche (czyt. folksdojcze) mieli względny spokój, chociaż zawsze kończyli z polską kulą w piersiach "w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej".Tak więc wszyscy mieli równo przesrane.
Ale wśród wyżej wymienionych chwalebnych dokonań zdarzają się i takie, o których nikt nie chce wspominać.Życie bliskiej ci osoby jest zagrożone - co robisz? Naturalnie każdy odpowiada "oddaję swoje".Przecież to czysta teoria.O  praktyce nikt dzisiaj nie myśli, nikt nie chce się wczuć niepotrzebnie w beznadziejną sytuację.
Każdy z nas ma rózne cechy.W każdym siedzą odrębne plany, marzenia, ideały i światopoglądy.I wszyscy mamy jedną wspólną władzę: strach.Boimy się różnych rzeczy, ale wszyscy przede wszystkim drżą przed Śmiercią - czy to swoją, czy bliskich.W jednym momencie nasz świat może się wywrócić do góry nogami.Rzeczywistość, którą znaliśmy, zostanie bezpowrotnie utracona.Teraz zapytam raz jeszcze: czy staniesz do walki ze strachem, by swoją śmiercią (i de facto przyszłym cierpieniem twoich  najbliższych) zapłacić za życie ukochanej osoby?
Nieraz pewnie zdarzało się tak, że ktoś bał się pójść w ogień za drugim człowiekiem.Mimo wielkich pokładów miłości, jaką obdarzał wspomnianą osobę, nie był w stanie oddać życia.Strach przed śmiercią wcale nierzadko bywa paraliżujący.Nie możemy niczego zrobić, nie wypowiemy ani jednego słowa.Śmierć - czarna dziura w umyśle człowieka.Nie wiemy co się po niej stanie, jedynie domyslamy się, że coś być musi.To kulminacyjny moment, w którym człowiek ma szanse przekonać się o prawdziwości swoich przekonań.Mogą się niemile zaskoczyć zarówno wierzący, jak i ateiści.Nigdy nie jesteśmy pewni, co nas tam czeka.Boimy się tego, czego nie znamy - i to właśnie jest czynnikiem blokującym nas przed odważnym krokiem.
To mogą być nasi rodzice.Nasz partner życiowy, nasze dziecko lub przyjaciel.Staniecie przed wyzwaniem waszego życia: patrzeć jak ukochana dusza umiera, czy przyłączyć się do niej wystrzał później? Ile zaryzykowalibyśmy dla tej jednej osoby?
Ktoś, kto stchórzył mimo całej pokładanej miłości, z pewnością po latach bił się w pierś i wyrzucał sobie błędy."Dlaczego nie zginąłem razem z nim? Czemu pozwoliłem jej umrzeć samotnie?"
Czy należy takich ludzi potępiać? Tu już sprawa bardziej dyskusyjna.Ja z całą pewnością opowiedziałbym się w obronie takiego człowieka.Nikt nie jest doskonały, nie każdy zdobyłby się na odważną śmierć, nawet z uwagi na wielkie uczucie.Miłość bowiem jest chemicznym wytworem naszego organizmu.Na każdego z nas działa odmiennie, zazwyczaj pozytywnie nastrajając wszystkie nasze zachowania.Ten środek hormonalny pozwala nam odbierać różne bodźce w zupełnie odmienny sposób, niż zazwyczaj.Nie można więc winić męża, który bezskutecznie próbował wyciągnąć żonę z więzienia.Nie należy obarczać odpowiedzialnością matki, która zrzeka się dziecka w obawie przed śmiercią (patrz: Tadeusz Borowski, "Proszę państwa do gazu").Nie mamy prawa osądzać postępowań ludzkich wynikających z naturalnego dla człowieka strachu przed śmiercią.
Zazwyczaj robimy wszystko, by jej uniknąć.Jednak niezawsze się udaje i nadchodzi czas męczeństwa.Możemy dołączyć do przyszłych ofiar lub starać się przedłużyć własne życie jak tylko się da.Przy wyborze życia przyjdzie nam nosić moralną odpowiedzialność przed samym sobą.Pamiętajmy tylko o tym, że nie oddając życia za pokrewną duszę nie dowodzimy prawdziwości naszych uczuć.Wyznacznikiem miłości są uczynki za życia, a nie poświęcenie w obliczu strachu przed Śmiercią!
Jeżeli macie inne zdanie, zapraszam do dyskusji.


Hercules (2014) - Bohater po grecku 2015-02-02

Ach, ta mitologia!
Herkules - legendarny półbóg, jeden z najsławniejszych owoców romansu pięknej Greczynki i wszechmocnego Zeusa.Sławę zadzwięcza wykonaniem dwunastu prac, zleconych przez króla Eurysteusza, by odkupić wymordowanie własnej rodziny.Mogliśmy o nim przeczytać w wielu książkach, posłuchać wielu historii z niejednego filmu.Chyba najbardziej rozponawalnym jest ten animowany od Walta Disney'a.
W ubiegłym roku do kin trafiła nowa produkcja o tym wspaniałym herosie.Sam trailer zapowiadał przygodę niczym w filmie "300".Narobił mi on niespotykanego smaka na seans w klimacie starożytności.Już sobie wyobrażałem te epickie walki, polowania na sławetne potwory (hydra lernejska, lew nemejski" itd).Podejrzewałem, że nie dostanę dokładnie dwunastu dań na tej wysoko budżetowej tacy, jednak spodziewałem się dostać coś naprawdę smakowitego.Brett Ratner okazał się nieprzeciętnym kucharzem, aczkolwiek dalej czuję mały niedosyt.Ale po kolei!
Zaczęło się od przedstawienia postaci.Po krótkich narodzinach w następnej scenie Hera przysyła naszemu bohaterowi dwa jadowite węże.Nie mogła wybaczyć mężowi kolejnej zdrady i pomyślała, że Herakles musi zginąć.Na szczęście protagonista szybko udusił gady, czyli idziemy równo z mitem - póki co.Królowa Olimpu nie mogła sobie darować i nawet nadanie młodemu chłopcu imienia Herakles ("Chwała Hery") nie było w stanie temu zaradzić.Lektor kontynuuje opowieść  wkraczając już bezpośrednio do dwunastu prac.Obserwujemy krótkie sceny pojedynku z hydrą, wielkim dzikiem i potężnym lwem.Dokładnie to miejsce ciąży mi na żołądku.Mimo wszystko trochę się przeliczyłem, bo takie szybie przewinięcie zaledwie 1/4 z wielkich wyczynów Heraklesa jest  jak picie odgazowanej Pepsi z lodem - niby dalej cola, ale brakuje najważniejszego.Zatem syn Zeusa jest już w zasadzie po wszystkim: wykonał 12 zadań i okrył się chwałą, choć nie wiadomo czy Hera mu przebaczyła.W tym momencie opowieść Jolaosa zostaje przerwana: oto jego stryj wraz z resztą ekipy przybywają mu na odsiecz. Drużyna Heraklesa jest całkiem niezła.Oprócz samego bohatera i jego bardowskiego krewniaka mamy styczność z Amazonką Atalantą, dzikim Tydeusem, walecznym Autolykosem  i legendarnym wieszczem Amfiaraosem, któremu bogowie objawili moment śmierci - oczywiście na swój sposób: sporo ogółu, zero szczegółu.Jak dla mnie jest on najbardziej charakterystyczną postacią, gdyż widząc realistyczne fragmenty swoich wizji  nieustannie wyczekuje chwili zgonu "w miejscu przypominającym piekło" i "płonącej włóczni, która przebije jego serce".Uśmiechałem się za każdym razem, gdy jednak przeżywał.Po niespełna pół godzinie filmu wypowiedział bardzo ciekawą kwestię: "To męka, wiecznie mieć rację!"
Historia toczy się w Tracji.Królestwo władcy Kotysa jest pustoszone przez władającego potężną magią centaura Resosa.Zadaniem grupy najemników jest wytrenowanie garstki rolników do walki z przeważającym wrogiem.Nie będę zdradzał dalszej fabuły, wystarczy tylko wspomnieć, iż Herakles nieświadomie przekazuje królowi mocne wyznaczniki jego władzy.Fabuła po pierwszej godzinie sprowadza nas na pole drugiej i ostatecznej bitwy.Jej skutki okazują się zaskoczeniem, a walka po stronie Kotysa poddana jest moralnemu osądowi.Podczas filmu obserwujemy jak Herakles walczy nie tylko z kilkoma stworami i hordą żołnierzy, ale również własnymi słabościami i bestiami własnej wyobraźni.Gnębi go olbrzymi cerber - jego ostatnia z prac.Nie szukajcie po książkach, w Parandowskim tego nie ma.Scenarzyści postanowili wdrożyć tutaj patent odkrywania  własnych lęków, by ujrzeć je takimi, jakie są.Tajemnicza historia krwawego mordu na własnej rodzinie ulega wreszcie rozwiązaniu i przynosi chwile słodkiej zemsty.
Pod koniec filmu mamy inny obraz Heraklesa.Nieważne, czy naprawdę jest synem Zeusa.Został bohaterem przez to, jak wielkich rzeczy dokonał.Heros był w nim od samego początku.Dobitnie widać to w scenie (przedstawionej z resztą na trailerze), gdzie pod presją motywujących słów myslenie pręży jego muskuły w nadludzki sposób.Zastosowano tutaj znany wszystkim zabieg "im bardziej mnie dobijasz i poniżasz, tym więcej mam sił, żeby ci przywalić".Klasyka, ale działa!
Efekty specjalne i sceny batalistyczne nie ustępują kinu akcji.Jeśli ktoś chciałby doszukać się tam czegoś nowego, radzę uzbroić się w cierpliwość i przeglądać film klatka po klatce.Muzyka nie jest jakoś specjalnie porywająca, wypełnia jedynie pustą przestrzeń i nadaje nieco rytmu.Koniec końców "Herkules" okazał się całkiem dobrym seansem, choć niewiele przypominał to, co znamy z mitów.Ot, kolejny bohater o nadludzkiej sile i boskim pochodzeniu.W mojej ocenie Perseusz z "Gniewu Tytanów" był ciutkę lepszy.Przynajmniej jemu  udało się wieść normalne życie .Krótko, bo krótko, ale jednak.
Polecam wszystkim wielbicielom akcji i typowej rozkminy nad istotą bohaterów.Rozerwiecie się, wypoczniecie i nie będziecie zbytnio żałować - a właśnie o to w tym wszystkim chodzi :)


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]