Zwi@dowca Elvenoor | e-blogi.pl
Blog inny niż wszystkie
Blogi

Towarzyska rozkmina 2015-01-31

Jeszcze 100 dni do matury!
18:00 - zaczęła się studniówka.Nasza klasa organizowała ją wraz z dwoma innymi.Afery z zaliczkami, układanie menu, prezent dla wychowawcy, nagrywanie czołówki...Standard znany każemu maturzyście.Wszyscy klasowicze od kilku tygodni myśleli tylko o tym jednym dniu, do którego zmierzał każdy lekcyjny dzwonek.Przez miesiąc praktycznie codziennie ponad pół klasy szło na próbę poloneza.Każdy miał konkretnego partnera, nie licząc tradycyjnego tańca z nauczycielem.
Teraz nasze nieuctwo i wieczny sen mogły zostać przynajmniej usprawiedliwione dzisiejszą fiestą.Ja jednak wraz z czwórką dziewczyn postanowiliśmy się wyłamać i nie uczestniczyć w tej szopce.O ile moje koleżanki mają pewnie jakieś swoje imprezy, o tyle ja stanowię dość specyficzny przypadek.Wierni czytelnicy mojego bloga mieli już nieraz okazję przyjrzeć mi się bliżej.Nie byłem jeszcze na żadnej imprezie, nie umiem i nawet nie próbuję tańczyć (nie będę się narażał na pośmiewisko!) i tylko raz miałem okazję spróbować piwo u kumpla.Oczywiście, znajomi z klasy nieco żałowali mojej decyzji, bo chcieliby wznieść  ze mną niejeden toast.Nawet wychowawczyni się zdziwiła.Mówiła, że nikt mnie nie będzie zmuszał do picia, tu chodzi o atmosferę, ludzi i takie tam.Nie jestem w stanie pojąć w czym tkwi fenomen studniówki, na czym konkretnie opiera się jej tradycja.Kiedyś popełniłem już notkę na ten temat, jednak tym razem spójrzmy na to znacznie szerszym okiem.
Nie jestem jedynym, który nie poszedł na swoją studniówkę, jasne.Wymówek jest przecież  cała masa: "nie mam z kim iść", "dzień wcześniej idę na inną imprezę", "nie mam kierowcy" itd. Moja, jak wspomniałem, jest znacznie bardziej skomplikowanaZ perspektywy ucznia to śmiechy, wódeczka i tańce do białego rana.Takie rzeczy mnie po prostu nie kręcą.Może wynika to z mojego prawictwa społecznościowego? Nie jestem aspołeczny, po prostu nie mam w zanadrzu zbyt wielu tematów do pogaduszek.W takich zbiorowych potańcówkach czuję się obco, osaczony przez hordę nieznanych mi ludzi.Wolę bardziej kameralne spotkania u znajomych, na których byłaby masa rzeczy do roboty.
Młodszy brat, gdy chce mi dopiec, zaczyna  mi wytykać ciągłe siedzenie w domu.Ma po części rację, w końcu nie czynię nic, by znaleźć właściwe towarzystwo.Ale z drugiej strony jako introwertyk przyzwyczaiłem się do ciszy, spokoju i obcowania sam na sam ze sobą.Bez brzmienia mojego głosu i niepotrzebnych hałasów.Wiem, że w ten sposób niczego nie osiągnę.Czasem kieruję wzrok ku górze i pytam Boga: "Co ja tu robię? Przecież mnie tu nie powinno być, pomyliłeś epoki!"
Nachodzi mnie taka mała refleksja: jesteśmy w błędzie myśląc, że nikt nas nie chce, wszyscy nas odrzucają i nie mamy żadnych przyjaciół.W takich chwilach chowamy się, ukrywamy i pogrążamy w różnych środkach "zastępczych".Picie, gry, książki, czaty internetowe itp....Chcemy zapomnieć o "przykrej rzeczywistości" zamiast ruszyć dupę i coś zmienić.Tak, znowu filozuję.Jasne, jak zwykle nie odkryłem Ameryki.Zakładam jednak, że mało który z takich malkontentów (do których się zaliczam) chce się naprawdę wyrwać z codziennej rutyny.Siedząc w domu przed telewizorem czy komputerem w istocie przywykliśmy do tego stanu."Jest dobrze tak, jak jest, nie trzeba niczego zmieniać.Tak już ma być, taki/a jestem..."
Czas dość do prawdy! W moim ostatnim wierszu szczerze przyznałem swoją pornozależność i akceptację nałogu, jako coś normalnego.Dziś trzeba sporządzić kolejne otwarte sprawozdanie: czasem jest mi z tym źle, zrzędzę, marudzę i płaczę nad Losem, ale tak naprawdę dobrze mi z samotnością.Wszystkim, którzy mają podobnie polecam przemyśleć całą kwestię raz a dobrze i pogodzić się z wnioskami.Chcesz to zmienić - działaj.Jeśli nie masz zamiaru - nie musisz robić niczego.Pamiętaj jedynie, że decydując się na otwarcie wobec innych, musisz w odpowiedni sposób wykonać niełatwy krok wyjścia na środek.Szybka decyzja, zero myślenia.
Zamknięci  introwertycy, łączmy się!



Wspomniana notka : http://www.elvenoor.e-blogi.pl/komentarze,209943.html


Sucharopodajnik #3 - Niebezpieczne skróty 2015-01-29

Pewnego razu nauczycielka historii postanowiła nagradzać lub karać dzieci w nietypowy sposób, bo w zależności od tego jaki wkład w II wojnę mieli ich przodkowie.Pyta więc Jasia:
- Jasiu, a co twoi dziadkowie robili na wojnie?
- Moi dziadkowie byli w AK, proszę pani!
- Bardzo dobrze Jasiu! Piątka! Takich ludzi nam trzeba!
Pytanie poszło do Franka:
- Franek, a jak twoi dziadkowie działali na wojnie?
- Moi dziadkowie byli w SS, proszę pani.
- Co?! A to zdrajcy! Siadaj, pała!
Na przerwie chłopaki rozmawiają:
Jaś: Ej, a twoi dziadkowie na serio byli w SS?
Franek: No, tak.Szare Szeregi. A twoi walczyli w AK?
Jaś: No, pewnie.Auschwitz Kommando!  :D


Sucharopodajnik #2 - Ojciec i syn 2015-01-27

Pewien Żyd miał syna, strasznego nicponia.Chłopak się nie uczył, ubliżał nauczycielom i rujnował zajęcia.Wykopali go już z trzech szkół żydowskich.Ojciec załamał ręce i zapisał go do katolickiej podstawówki.Po pierwszym dniu nauki starszy został wezwany do dyrektora.Stanął więc przed nim z grobową miną, ale wbrew przeczuciom usłyszał same dobre rzeczy o synu.Wraca więc do domu i wypytuje młodszego:
- Izaaku, ojciec twój bardzo się o ciebie zamartwiał, a teraz o tobie takie dobre opinie głoszą! Co się stało?
- Ojcze mój, bo widzisz...Jak przyszedłem do szkoły to podszedł do mnie taki duży gość w czarnej piżamie.Zaprowadził mnie do jakiejś sali i pokazał drewniany krzyż na ścianie.Jak tylko powiedział, że ten człowiek co tam wisi umarł za wszystkich i też był Żydem, to dopiero wtedy zrozumiałem, że to już nie przelewki! :D


Bez obaw moi mili, dowcipy nie będą pojawiać się systematycznie.Skąd pomysł na tą mini-serię? Po prostu pomyślałem, że będę się z wami dzielił samymi najlepszymi żartami, jakie mnie rozbawią.Kawał jak to kawał, nie każdego śmieszy to samo, a niektóre są już dobrze znane.Ale sądzę, że odrobina uśmiechu, choćby nawet przypomnianego, nigdy nikomu nie zaszkodziła :)


Sucharopodajnik #1 Tusk-Literat 2015-01-26

- Wiecie czemu Tusk jest największym polskim literatą?


-  Bo stworzył więcej dziadów i ludzi bezdomnych, niż Mickiewicz z Żeromskim! :D


Korporacyjne zagrywki 2015-01-24

Technologia ponad nami
Przed chwilą obejrzałem krótki filmik ukazujący historię i funckjonalność smartwatcha.Jest to zegarek elektroniczny, który oprócz podstawowej funkcji mierzenia czasu służył kolejno za kalkulator, telefon aż po urządzenie pokroju mini-smartfona.Takie cacka nie są tanie, ich wartość oscyluje w granicach od kilkuset do paru tysięcy złotych.Im dłużej przeszukuję Internet w nowościach technologicznych, tym bardziej nurtuje mnie kwestia przyszłości i nowych wynalazków.
Zegarek - mała tarcza z dwunastoma liczbami i dwiema wskazówkami nieustannie krążącymi w prawą stronę.Niegdyś służył do pomiaru czasu i szybkiej informacji o aktualnej godzinie.Bez systemu dni,godzin i minut byłoby nam ciężko ustalić porę różnych czynności.Dzień pracy trwałby od świtu do wieczora, póki słońce nie zaśnie.Od wynalezienia miernika zegarmistrzowie mieli całkiem zyskowną pracę.Dzisiaj specjaliści od zębatek  nie są już tak bardzo potrzebni.Czasem trafi się tych kilku klientów, ale nadal to nie to samo.Niegdyś tak wiele zależało od przepływu wskazówek.Dzisiaj mamy coraz więcej techniki.Wiele lat temu zrezygnowałem ze zwykłego zegarka na rzecz tego w komórce.
Telefon - przełomowy wynalazek Bella w niczym już nie przypomina pierwowzoru.Nie ma już skrzynki z  dziesięciocyfrową tarczą i pokrętłem.Coraz mniej osób korzysta ze stacjonarnych urządzeń telekomunikacyjnych.Multum operatorów i niemała ilość modeli telefonów komórkowych to dobitne rezultaty zapotrzebowań dzisiejszego człowieka.Dziś każdy z nas chce mieć pod ręką wszystko w jednym: wbudowane Wi-fi, Buletooth, odtwarzacz filmów, muzyki, wielogigowa pamięć i jak najlepszy aparat.Dodajmy do tego masakryczną liczbę minigierek i voila!  W ten sposób jedno urządzenie pełni fukcję kilku! Oczywiście co roku wychodzą nowe egzemplarze z dodatkowymi bądź usprawnionymi możliwościamii.Firmy pokroju Apple zbijają fortunę na coraz to lepszych gadżetach.Wszystko po to, by mały człowieczek mógł sprawniej zorganizować swoje przepełnione stresem i pogonią za pieniądzem życie.Gdyby nie pieniądze wszystko byłoby spokojniejsze, ale bez jaj.Ktoś po coś tą kasę wymyślił i to na drodze prób i błędów.Prawa rynku, wymiany dóbr i te sprawy.
Techonlogia mknie do przodu jak husaria i nic jej nie zatrzyma.Z jednej strony to dobrze: mamy dzięki temu sprzęt, który znacznie upraszcza codzienne czynności w domu i miejscu pracy.Dzięki mobilnemu dostępowi do Internetu można łatwo i szybko sprawdzić godziny otwarcia sklepu, czas pracy lekarza czy umiejscowienie interesującego nas obiektu.Warto mieć jednak na uwadze stare, choć ciągle mądre powiedzenie wszystkich mam: "Co za dużo, to nie zdrowo". Podążamy za modą, trendami na smartfony, iPhony, iPady, tablety i tego typu urządzenia.Trzeba się jednak poważnie zastanowić, czy dany sprzęt jest faktycznie potrzebny do życia? Czy co roku musimy wymieniać wciąż działające telefony? Wiadomo, że każdy korzysta z takiej technologii, która odpowiada jego pracy i zapotrzebowaniom.Mimo wszystko nie można dać się skusić jak małe dziecko przez reklamę nowej zabawki.Jeśli mamy być dorośli, musimy przyjąć logiczne i czysto praktyczne podejście. Dla przykładu: mam Samsunga GT-S5610.Nie mam Wi-Fi, mogę jedynie dzwonić, smsować i korzystać z Bluetooth, a Internet pozostaje kwestią płatności.Czasem żałuję wydanych na niego pieniędzy, bo za tą samą cenę mogłem kupić trochę lepszy telefon, ale w gruncie rzeczy nie jest taki zły (Nie wspomnę ile razy mi spadł, a wciąż się dobrze trzyma ;).
Gdzieś na przestrzeni wieków zaczęliśmy czuć lekki niedosyt.Zegarek pokazuje godzinę, super - ale to mało.Telefon pozwalał się dodzwonić - mało.W końcu powstały pagery do alarmów i krótkich wiadomości - nadal czegoś brakowało.Teraz mamy niemal wszystko.Co jakiś czas jesteśmy raczeni nowościami przechodzącymi w standardy (Pierwsze o co pytasz kumpla u niego w domu to "jakie masz hasło na wi-fi?").
Na koniec należy wspomnieć o mrocznym procederze stosowanym przez wielu producentów.Chodzi tu o postarzanie produktu na drodze jego powstawania.Do sprzedaży trafiają więc np. żarówki, które normalnie wytrzymałyby wiele lat, a w praktyce psują się po dwóch.Ta sama kwestia tyczy się motoryzacji (częśći zamienne) czy choćby medycyny.Sztab naukowców mógłby przyjrzeć się głębiej wielu chorobom.Dzięki temu nie mielibyśmy dziś problemów z próchnicą.Wykorzystujemy różne paliwa kopalne, choć dzięki właściwościom wodoru moglibyśmy wdrożyć w technikę zupełnie odmienną, znacznie lepszą technologię.Dlaczego to się dzieje, niewiadomo.A gdy nie wiadomo o co chodzi, to zawsze o pieniądze.Wiarygodne dowody naukowe w wielu kwestiach wymagałyby niebezpiecznych badań i eksperymentów.Między innymi z tej właśnie przyczyny nikt nigdy nie potwierdzi rakotwórczości papierosów.ZAKŁADAMY, że są szkodliwe, ale nigdy żaden instytut tego nie wykaże.Przyznacie, że taka sytuacja - jak i wszystkie podane wyżej - są bardzo na rękę wielkim korporacjom.Pieniądze mogą spływać bez przeszkód.


"Naga Prawda" 2015-01-19

Wieczór zimny i leniwy, monotonia, dzień do chrzanu
Jedno tylko pozostaje miłą częścią jego planu
W monitorze wzrok utkwiony, wie już serce co się stanie,
Coraz mocniej w piersi skacze, zna te hasła już na pamięć
Palce wiedzą już co wciskać, pierwsze strony już wychodzą
Kilka filmów mi wystarczy, by zapełnić czarę błogą
Kategorii cała masa, filmów dziennie po trzydzieści
Sam zachodzę nieraz w głowę jak to wszystko się tam mieści
Po angielsku zwroty klepię, dobrze wiedząc czego szukam
Od lat paru tak codziennie po raz n-ty duszę brukam
Nie obchodzą mnie reguły, dziś i jutro ważne tylko
By wśród kłamstw i Przeznaczenia ciągle cieszyć się tą chwilką
"Świat cię musi wciąż popychać, dając na to przyzwolenie
To ucieczka z ciężkich losów, trudna wolność - nie więzienie!"

Macham ręką, czas ucieka, trzeba chwycić dłoń rozpusty
Tak przede mną piękne panie: krągłe uda, kształtne biusty,
Śliczne buzie, cudne oczy, słodkie usta, uśmiech błogi,
Biodra zgrabne, talia osy, jasny brzuszek, gładkie nogi
Każda kusi mnie ponętnie, bym jej filmik wybrał znowu
Każda wdzięki swe odkrywa, bym już nie czuł serca głoddu
Przyjdźcie do mnie  chociaż w myślach, choć ja dla was jestem nikim,
Moją duszę wzięły darmo wasze harce i  wybryki
Niech się zacznie przedstawienie, tańczcie dziko w rytm muzyki
Chcę podziwiać wasze ruchy, spadające w dół staniki,
Falujące, krągłe piersi, opuszczane z wolna spodnie,
Wciąż umiecie bez wahania ciałem kręcić tak swobodnie
Żadnych mężczyzn nie chcę widzieć, piżamowych gierek czas
Wiecie dobrze jak podniecić, gdy zaczniecie figle wraz!

Uczta dzika, chociaż grzeszna, oko pieści zamiast karać,
Dusza chłonie każdy dotyk, choć dla Piekieł to ofiara
W żyłach płynie krew diabelska, dla miłości to trucizna
Kiedyś wstyd mi było za to, dziś przeciwnie, muszę przyznać
Nie obnoszę się z tym dumnie, lecz nie waham się przed sobą
W tajemnicy przed rodziną chcę podążyć pornodrogą
Już nie umiem żyć inaczej, "finał" dziennie chociaż raz
Nie obchodzi mnie cierpienie, do miłości zapał zgasł
Dziś przyznaję się przed wami, zmian na lepsze brak niestety
Nie ma sensu podjąć walki, w Internecie seks-kobiety
Urągajcie, jeśli wola, "Woli walić niż zaruchać,
Przed redtubem spędzać noce i panienki se nie szukać!"
Taki jestem, ten prawdziwy, onanista czterech lat
Wolę gapić się w te cycki, widać "real" nie mój świat

Jedno dobre z tej historii, że gentleman we mnie siedzi,
"Dobry chłopak z manierami" , o mnie myślą tak sąsiedzi
Gdy dziewczyna zagaduje wzrok odwracam od pokusy,
W tym jedynym się opieram, choć odwrotnie Szatan uczy
Nie traktować jak zabawkę, zwykły obiekt brudnych marzeń
Przykry obraz się przewija, kiedy do tych zajdzie wrażeń!
Ograniczać, kiedy trzeba, dla poparcia, poważania,
Nie pozwalać na zbyt wiele, choćby dla dobrego zdania,
Nie narażać na wyzwiska, "zwykła świnia i zboczeniec!"
Reputacja zbyt wysoka, by ją stracić po bezcenie!
Ogień wielki pożądania, gdy rozniecą go Sukkuby,
Gdy szperając znów po sieci wchodzę skrzętnie na "redtuby",
Kiedy znowu na ekranie Dani Daniels, Lisa Ann,
Znów czekają piękne panie, by podsycać grzeszny kłam

--------------

Kiedyś w końcu musiałem o tym napisać.Nie wyszło to  najlepiej, mam tego świadomość.Może jeszcze kiedyś przyjdzie wena na coś znacznie lepszego?


"Kto jest poetą?" 2015-01-16

Słowo sercem natchnione
Od zarania dziejów człowiek uczył się komunikować z drugim człowiekiem.Przez całe tysiąclecia powstawały coraz to nowe słowa, języki i formy przekazu.Poezja była wtedy tylko kwestią czasu.
Ile narodów, tyle kultur.Ilu ludzi, tyle prądów myślowych,Ilu poetów, tyle form lirycznych.Wszyscy wynieśliśmy z lekcji polskiego niemałą wiedzę o pisarzach, gatunkach literackich i książkach.Z pewnością każdy z nas potrafi wymienić chociaż kilku pisarzy i podać przynajmniej po jednym wierszu.Chwile spędzone na osobistym interpretowaniu programowych utworów literackich były równie przyjemne, co zagadki matematyczne.Jedni lepiej wyszukują przesłanie autora , inni trochę gorzej.Koniec końców polonistka zawsze pomaga i po raz setny tłumaczy jedyną słuszną wersję, którą trzeba znać.Przyglądałem się nieraz wielu wierszom i nie mogłem ich odebrać w inny sposób, niż na lekcji.
Czy kiedykolwiek zastanawialiście się po co to wszystko? Dlaczego piszemy wiersze? Czy prawo do tworzenia poezji mają wyłącznie utalentowani, czy niekoniecznie? Czemu zwykły człowiek chce poświęcać czas na dopieszczaniu utwórów pod kątem bardziej wyszukanych rymów, sposobów zobrazowania pewnych kwestii czy samej formie?
Tadeusz Różewicz dał mi do myślenia.Dzięki dzisiejszym dwóm godzinom polskiego mogłem zapoznać się z prostym, lecz idealnym przekazem jego wierszy, zwłaszcza o tematyce wojennej.Geniusz tkwi w prostocie - coś w tym jest.Jak zapewne część z was się domyśla najbardziej przypadł mi do serca tekst "Kto jest poetą".

"poetą jest ten który pisze wiersze
i ten który wierszy nie pisze"

Wiecie, czemu tworzę? Najpierw przychodzi pomysł, nagle, spontanicznie.Zawsze wynika to z mojego samopoczucia."Zew Wilka " - Usłyszałem przepiękną muzykę z najlepszej polskiej gry o Geralcie z Rivii, od razu przypomniał mi się klimat wcześniej czytanej książki.Poczułem na skórze lekkie mrowienie, wsiąknąłem w takt mistycznego, tajemniczego świata Sapkowskiego."Leniwe wersety" - weekendowy poranek, chciałem brać się za porządki, ale chęci były zbyt niskie, sami rozumiecie ;) "Szare Anioły" - nareszcie poczułem coś nowego, znacznie odmiennego od ówczesnego postrzegania świata.Zrozumiałem istotę ludzi, którzy obarczeni własnym cierpieniem i nieszczęśliwym sercem muszą pomagać wszystkim, którzy na to zasługują.Jedynie oni widzą całą prawdę i wiedzą po czyjej stronie stanąć.A gdy słońce wyjdzie zza chmur, trzeba im się ukryć znowu, pilnie czuwając kolejnej duszy.Przykłady mógłbym mnożyć.Mały odsetek wierszy to prace "na życzenie", z reguły na konkurs pod określoną tematykę.Potrafi to przysporzyć wyzwanie, ale zawsze czymś się wybronię.Tak powstała np. "Trucizna Lernejska".
To wszystko ja - prosty chłopak, który od paru lat szlifuje swoje literackie pióro.Ale są jeszcze mniej obeznane osoby, które z czystej potrzeby serca i wołań duszy sięgają po kartkę i pióro.Zwłaszcza na etapie szkoły średniej rodzi się wiele poetyckich dłoni.Jedni potraktują to jak przelotny romans, inni zagłębią się jeszcze bardziej.Ja z pewnością pozostanę przy tej drugiej opcji.To jest coś, czego nikt mi nie odbierze, co już do śmierci pozostanie cząstką mnie.

"poetą jest ten który odchodzi
i ten który odejść nie może"

Poezja jest wszechstronna, nie posiada żadnych ograniczeń.Można bawić się formą na różne sposoby, pisać o całej gamie tematów, wyjąwszy prymitywne.Dostrzegłem wśród osób bliskich mi wiekiem tendencję do angażowania związków w poezję.Najczęśćiej są to oczywiście dziewczyny radujące się z miłości bądź cierpiące z powodu zerwania, trudnych chwil itd.W komercyjnych produktach telewizji i radia takie tematy są już na porządku dziennym.Wyświechtane, błahe i nudne jak flaki z olejem.Ale poezja zawsze będzie broniła tego, co z serca.Tu nie ma miejsca na komercję! Wielkie korporacje myślą "To nie jest modne, nie ma tu czego szukać, przecież dzisiaj nikt nie czyta wierszy!" Na tym się nie da zarobić zbyt wiele - i bardzo dobrze.Miłosz i Szymborska są przykładami poezji najwyższych lotów.Dostali Nobla, sławę, poważanie i pamięć przyszłych pokoleń.Gdyby nie to, honorarium literackie nie byłoby tak duże.
Mimo wszystko "zbudowali pomnik trwalszy niż ze spiżu".Nieprędko znikną z książkowych stronic, sklepowych półek i serc Polaków.Ale szansa na zostanie światowej sławy pisarzem jest niewielka.Do tego trzeba pracy i znacznie więcej talentu.My, zwykli amatorzy w końcu odejdziemy.Wraz z naszą śmiercią znikną nasze słowa, myśli i sposób postrzegania świata.Pamiętać będzie jedynie rodzinna garstka, choć i na nią przyjdzie czas.
- W takim razie po co pisać, skoro to ma nam pomagać w odzyskaniu lepszego samopoczucia i oddania własnych emocji? Jaki jest sens dzielenia się z ludźmi pracą, która zmienia się co jakiś czas, wraz z nami? Dzisiaj możemy być poważanymi wierszokletami, a już jutro wszyscy równo nas znienawidzą po jednym, kontrowersyjnym wierszu i przebaczą dopiero po kolejnym, jakiś czas później!
Dobre pytanie.Sam się nad tym poważnie zastanawiam, ale lepiej będzie skierować je do was.Każdy, nawet najmniejszy poeta, powinien rozważyć tak zawiłą kwestię.Póki co zostawię was z moim wnioskiem i propozycją.
Wniosek: może nie warto tyle myśleć, a lepiej po prostu pisać? Poezja nigdy nie idzie na marne, zabawa/praca przy liryce zawsze jest małą cegiełką w duchowym rozwoju tak osobistym, jak kulturowym.
Propozycja: mam dla was wyzwanie, a właściwie to dla siebie.W komentarzach lub na moim profilu ask.fm możecie zgłaszać swoje propozycje tematów na kolejny wiersz.Bardzo chętnie przyjmę każde wyzwanie.Trening czyni mistrza, a im więcej nietypowych zleceń, tym ciekawiej.
Będę czekał z niecierpliwością na wasz odzew! Bring it on!


Niedojrzali rodzice 2015-01-16

Paranoja ;/
Wczoraj napisała do mnie Michalina.Nie utrzymywaliśmy ze sobą kontaktu przez długi czas, więc nieco mnie to zaskoczyło.Źle się czuła, nie miała co robić, więc napisała.Z nudów, ale jednak.Rozmowa nie trwała długo, ledwie pięć minut.Jednak tylko tyle wystarczyło, by znowu zwątpić w świat.Dlaczego?
W ubiegłym roku dowiedziałem się o ciąży mojej koleżanki z klasy.Miła, sympatyczna i zaradna dziewczyna, która podpadła kilku osobom z klasy.Była między nimi afera, zakończona obustronną kapitulacją i nauczaniem indywidualnym dla wyżej wspomnianej.Raz miała pożyczyć ode mnie zeszyty, więc z godzinkę pogadaliśmy i wtedy wszystko wyszło.Oznajmiła, że jest szczęśliwa, jej chłopak i rodzice obojga również.Cóż, w końcu jest już dorosła, powinna umieć sobie radzić.Wpadka z chłopakiem - bywa.Szkoda tylko, że nie dojdzie prędko do ich ślubu.Najpierw przyszły ojciec będzie musiał całkowicie wyleczyć się z narkomanii.A wczoraj dowiedziałem się o ciąży Michaliny.W tym roku kończy 17 lat!
Skomentuję to krótko: coraz młodsze dziewczyny ślepo podążają za złym towarzystwem, poznają niewłaściwych ludzi i taki jest tego rezultat! Z tego co pamiętam wspomniana Michalina borykała się z dragami i mocniejszymi lekami, więc sami rozumiecie.Poznała chłopaka, zakochała się - fajnie.Tylko jak głupim i nieodpowiedzialnym trzeba być, żeby stracić cnotę przed pełnoletnością?! Jakie wyższe wartości trzeba zignorować, by dać się uwieść do łóżka?!
Dziecko potrzebuje czasu, miejsca i opieki obojga rodziców.Nic mnie to nie obchodzi, że młoda osoba wykazuje się odpowiedzialnością, póki nie ma osiągniętej pełnoletności, o ślubie nie wspominając.Jestem nowym pokoleniem starej daty.Poglądy wobec Boga i Kościoła mam, jakie mam.Ale mam na myśli przynajmniej ślub cywilny.Jeśli para się kocha, powinni się związać, a wszyscy twierdzący, że sformalizowanie ich uczucia nie jest potrzebne, niech się palną w łeb.Dorosłość to odpowiedzialność i czas poważnych, męskich decyzji.Kochasz swojego partnera, ale formalnie nie będziecie parą, w razie czego.Jak zerwiecie, to się pożegnacie i nie będzie zachodu z rozwodem, rozdzielnością majątkową etc...Świetne zaufanie, gratuluję!
W moim zdrowym przekonaniu dziecko powinno iść za dwojgiem wspaniałych ludzi, dojrzałych w wieku i uczynkach.Nikt dzisiaj nie pomyśli choć przez chwilę jak ich przyszła pociecha się będzie kształtować, jeśli przyjdzie na świat w odwrotnym przypadku.
Michalina nie musiała mieć takiego szczęścia.Chłopak mógł od niej odejść, więc plus dla obojga.Ale gdyby jednak ją porzucił, miałaby trudną sytuację.Po kilku latach ten nowy człowiek zacznie liczyć i będzie mu czegoś brakować.A w zasadzie - kogoś.Moja ciotka ma bodajże pięcioletniego synka.Współczuję mu, bo kiedyś wymówka "tata jest za granicą, musi ciężko pracować" przestanie być żywotna.Pytania, poszukiwania, możliwe wyrzuty wobec matki.A najgorsze - opinia rówieśników, gdy się przypadkiem dowiedzą.
Na koniec standardowy apel filozofa Zwi@dowcy-Elvenoora:
Dziewczyny - myślcie rozsądnie, gdy idziecie z chłopakiem do łóżka.Dobrze się zastanówcie jakie mogą być tego konsekwencje i podejmujcie ryzyko tylko wtedy, gdy macie 100% pewność wierności waszych partnerów.Od tego zależy los przyszłego dziecka.
Panowie - miarkujcie alkohol i wstrzymajcie "drągi".Kochacie, jesteście wierni, zapewniacie o miłości, a wasza dziewczyna was pociąga - super.Przemyślcie jednak dobrze to, co chcecie zrobić.Weźmiecie na siebie pełną odpowiedzialność za dziecko, które może wyniknąć z całego zajścia.Jeśli naprawdę chcecie to zrobić, śmiało.Ale jeśli zawiedziecie i jako mężczyźni nie pokażecie moralnych jaj, będziecie nic niewartymi sukinsynami, nie zasługującymi na nic lepszego niż wiadro pomyj!


Męski świat 2015-01-14

My, faceci...
Kiedyś popełniłem przemyślenia na temat oczekiwań kobiet. Napisałem wówczas o kobiecej rozbieżności, iż to w zasadzie płeć męska jest tą przebieraną.Dzisiaj chciałbym zamknąć te rozważania opisem strony, po której ustawił mnie Los.
Kim jest mężczyzna? Czy są jakieś określone kryteria wedle których samiec może tytułować się mężczyzną? Na czym polega idea, gdzie tkwi cel i jakimi sposobami do niego dążymy?
Są kobiety patrzące na wygląd.Inne zwracają uwagę na kasę, rozmiar penisa, zdolności seksualne itd.Są i te, dla których musi istnieć to "coś", co przyciągnie je na dłużej.Ale czym to w zasadzie jest?
Pewność siebie, pasjonujące hobby, oddanie sprawie, szlachetność? Może wszystko naraz?
Czego szuka u nas płeć piękna? Ochrony? Opieki nad nami, chęci nieustannego wskazywania właściwych kierunków? To wszystko pytania.A gdzie odpowiedzi?
Mężczyźni -  cisi bohaterowie.To oni walczą za kraj, za wolność, za rodziny.To oni służą pomocą, wykazują siłę, intelekt, podbijają świat niezwykłymi osiągnięciami zdolnymi zmienić oblicze ludzkości.Przewodnicy i władcy.Mężowie i ojcowie, wierni swoim zasadom, ideałom.Stali w miłości, przykładni rodzice.Wiodą ich wyższe ideały, piękne wartości! Wzory i duma przyszłych pokoleń!
Mężczyźni - najgorsi dranie.To oni wszczynają wojny w imię propagandy, złota i władzy.To oni stoją za tysiącami egzekucji, pokazując tym samym swoją potęgę i słabość - "spróbuj mi tylko podskoczyć, to nie ujrzysz jutra".Niewyobrażalnie okrutni, żądni mordu, spragnieni nieustannego rozlewu krwi.Przewodnicy i panowie.Tyrani i gwałciciele, krzywdzący swoje drugie połówki.Przez takich jak oni kobiety przeszły do "opozycji" i zaczęły rościć swoje, początkowo słuszne, prawa.Kłamstwo, przemoc, arogancja i ignorancja, nie znają prawdy.Przez takich skurwysynów kobiety płaczą po nocach, chcą uciekać do matek i ukrywać dzieci jak długo się tylko da.Stali w popędach, przesadni karierowicze.Jedno im w głowie: nażreć się, opić i wyspać, nierzadko myląc mózg z penisem.Wstyd i hańba dla przyszłych pokoleń!
Panowie, o was i do was ten apel.Kieruje go prosty chłopak, niegodny nazwanie siebie mężczyzną, mimo pełnoletności.Siła u mnie licha, mięśni nie widać, ambicje zbyt niskie.Nie jestem ciekawym człowiekiem.Zapewne kwalifikuję się do tych "ciapowatych", po których tak jeździcie."Nie dość, że brzydki to jeszcze słaby i lekko ślamazarny, tylko książki i nauka mu w głowie!"
Tacy dzisiaj jesteście.Zdradliwe, niewdzięczne penisy z mordami jak u psa! Oby się nachlać, oby "zaliczyć" i biba od nowa, a jak! Żeby tego było mało pozwalacie dziewczynom iść waszym przykładem.Kobiety chcą niecodzienności, szaleństwa.Ale to, co wyprawiacie, do czego dziś przyzwyczailiście płeć piękną, to obraza dla wszystkich prawdziwych gentlemanów.Proszę bardzo, wyzwijcie mnie od "cip", "pizdusiów" i innych takich.Nie mam sił ani chęci, by z wami dyskutować.
Przepraszam tych, którzy wyłamali się od tej zbieraniny, stanowią elitarny, godny podziwu wyjątek.Jest mi przykro kierować te słowa do wszystkich, ale winą za to obarczcie swoich kolegów, nie mnie.Stoję z boku i widzę wszystko znacznie lepiej niż wy, mieszając się w tym pustym tłumie.
I gdzież jest to męstwo? Gdzie kodeks rycerski, wyzwania w imię ukochanej? Gdzie ci mężczyźni sprzed wojny? Młodzi, zdolni, szaleni na swój sposób?
Pustka.Głucho wszędzie.Mężczyźni zmienili się w wyrachowanych  "chłopaków" od Miętusa i panienkowate "chłopięta" Syfona".Jedni wulgarni, chamscy, zdradliwi. Drudzy pozbawieni poczucia własnej płci, zniewieściali i gotowi nawet dosłownie pozbawić się jaj! Dzięki takim jak oni homoseksualizm jest ciągle krytykowany."Nie, przecież gej nie może być normalnym facetem! Homosie, pedały kolorowe!" .
Trzecia grupa ma najlepiej.My, "życiowe ofermy", wyłamaliśmy się na dobre.Jesteśmy nudni, cisi, mamy swoje własne światy.I nade wszystko nasze umysły nie stępiały przez lata.Tylko co my tak naprawdę możemy zrobić? Jest nas ledwie garstka, nie zmienimy świata.To co było nie wróci już nigdy.Nic tu po nas.
Chodźcie,  "Hirołsy" czekają!

Notka "Kobiecy nonsens" - http://www.elvenoor.e-blogi.pl/komentarze,200808.html


"Szare Anioły" 2015-01-11

Czasy nieostrożne, słowa zakłamane,
Świat się kołem toczy zgodnie z Bożym planem
Rozpacz i wesele, Szczęście i niedosyt,
Szarpią wściekle struny złe i dobre Losy
Grają własnym rytmem, tańczyć ludziom trzeba
Boskiej interwencji wypatrują z Nieba
Ślepi są ci ludzie: wzrokiem garną wszystko
I nie widzą tylko tego, co jest blisko
Nigdy nas nie znajdą, nigdy nie dostrzegą
Jakie tajne moce bronią ich od złego

Szatan o nas nie wie, lecz nie Bóg nas wysłał
Siły nam dostatek, a intencja czysta
Służąc samym sobie bronić mamy ludzi,
Wspierać w ciężkiej doli, serca młode budzić
Pod płaszczykiem skóry, kamuflażem włosów,
W ludzki krzyk się wsłuchać, szukać  szeptu głosów
Tropić płacz i smutek, wejść do słabej duszy
Smutki precz odegnać, myśli złe wykruszyć
Bronić, póki trzeba, odejść wraz z ciemnością
Gd uśmiechy wdzięcznie znów na licu goszczą

Żadnych podziękowań, nagród nigdy nie ma,
Służba i samotność - to jest nasza cena
Światło zawsze z Mrokiem płynie w żyłach równo
Mamy wytrwać w cieniu, nawet gdy jest trudno
Nic nam do was, ludzi! Musim się ukrywać!
Zjawiać w ciemną porę, cicho odlatywać
W ciszy się oddalić, gdy już miejsca nie ma
Tak być zawsze miało, nic się w tym nie zmienia
Być pociechą słabszym, rękę zawsze podać
Lecz gdy słońce wróci, czas się znowu schować


WOŚP Owsiaka, - będzie draka? 2015-01-10

I zaś to samo, no!
Już jutro z samego rana rozpocznie się kolejny, dwudziesty trzeci już finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.Znów będziemy mogli przyczynić się do pobicia kolejnego rekordu charytatywnej zbiórki albo kompletnie zgnoić całe przedsięwzięcie.Przed kościołami i na rynkach staną młodzi wolontariusze z balonami i czerwonymi serduszkami w formie naklejek.Nie liczy się ile dasz, ważne że pomagasz!
Niestety, gdy ktoś kolejny raz robi coś dobrego to zawsze muszą się napatoczyć hejterzy.NA poniedziałkowej konferencji pan Owsiak znów ledwie będzie mógł mówić, a któryś z dziennikarzy zada pytanie o pieniądze i zarobki, jak co roku.I po co to wszystko?
Owsiak wyciąga niemałe zyski.Wie nie tylko jak zrobić biznes, ale przede wszystkim jakim sposobem zachęcić coraz więcej ludzi do wkładu w dobroczynność.Jako pierwszy odkrył zasadę pomocy przez zabawę: koncerty, festyny, pokazy i wieczorne "Światełko do Nieba" o 20stej na stałe wpisały się w każdą noworoczną akcję finałową.
Wiele szpitali zyskało bardzo drogi sprzęt medyczny dla ratowania małych dzieci.Wiele polskich niemowląt mogło z powodzeniem korzystać z podarków pana Jurka, a od jakiegoś czasu również osoby starsze dostały coś dla siebie.
Nie wszyscy jednak patrzą na efekty ciężkiej pracy.Wielu widzi w Owsiaku przede wszystkim Woodstock, narkotyki, ciężki rock,konferencje rodzące skandalistów i bezsensowne taplanie w błocie.Kij z tym, że tuż obok organizowany jest też Przystanek Jezus i jakoś nikomu to nie przeszkadza.Każdy bawi się w taki sposób, jaki uważa za stosowny, ale co tam. Lepiej od razu kojarzyć Woodstock z WOŚPem.Punkty krwiodawstwa oczywiście nigdy tam nie stały, żadne wyższe wartości nie były propagowane, wyłącznie prymitywizm...
Nawet Kościół nie ma jednego zdania.Dla jednych Jerzy Owsiak jest bohaterem, który próbuje własnym interesem ratować polskie szpitale, a drudzy uważają go za syna diabła, promotora satanizmu i zniewolenie młodzieży.Panowie księża, wyście koło sługi Lucyfera nawet nie stali!
Czemu tak wielu z nas nie patrzy na rezultaty, a jedynie szuka byle pretekstu do bijatyki? Czy naprawdę musimy kiedyś na starość trafić do szpitala i korzystać ze sprzętu opatrzonego godłem czerwonego serduszka, by zrozumieć szczytność tej akcji?
Pieniądze idą również w ręce Owsiaka.Wyciąga niemało ze swojego biznesu, ale nie czarujmy się: nie istnieje żadna pełnoprawna organizacja charytatywna, która nie patrzyłaby na zyski.Właśnie one stanowią główny napęd każdej firmy.Pozwalają pokryć koszty,zainwestować w nowe środki, kolejne urządzenia itd.Dzięki dodatniemu wynikowi finansowemu można w spokoju pomagać innym.Pobudka, nie żyjemy w biednych czasach, gdzie każdy jest sobie jak brat! Oni też z czegoś muszą żyć! Czy naprawdę nigdy nie pojmiemy sposobu na łączenie pracy i dobroczynności?
Śmiem twierdzić, iż pan Owsiak robi znacznie więcej niż tak osławiony Caritas.Przypomnijmy sobie aferę, z której wyszło ile procent wpływów do tej organizacji przydzielono potrzebującym.
Od jutra do późnego wieczoru trwać będzie akcja, która powinna łączyć nas wszystkich.Jest chłodno i wietrznie, ale daję głowę, że całe rodziny będą się bawić znacznie lepiej na festynach organizowanych przez miasta i gminy, niż w domu przed telewizorami, jak w każdą niedzielę.


"Ruszmy tyłki na ulice, WOŚP ratuje nowe życie
Wspomagajmy maleńkiego, popierajmy sprawę jego
Wrzuć do puszki choć dwa złote, zrobisz dobrą tym robotę
Trzeba poprzeć słuszną sprawę śpiewem, graniem, przez zabawę!"


W obronie swoich przekonań 2015-01-08

W imię sprawy...?
Jaki sens ma wiara w jakąś większą, potężniejszą siłę, skoro nie żyjemy wedle jej przepisów? Albo lepiej: po co wierzyć w cokolwiek, skoro później nie chcemy tego bronić?
Katolicy byli, są i będą do końca świata prześladowani.Za swoją wiarę ponosili wysoką cenę, oddając ziemi wiele istnień.Przypominacie sobie jak było w Quo Vadis? Neron najpierw spalił sobie Rzym, a później zrzucił winę na najbardziej nierozumianą mniejszość społeczną.Ukrzyżowania, wydania na pożarcie przez dzikie bestie, teorie spiskowe.
Czas ruszył naprzód.Po wielkiej, śmierdzącej dżungli pełnej rozpusty i chaosu, Imperium przestało istnieć.Średniowiecze wkroczyło na arenę dziejów, głosząc hasła pokuty i ascezy.Zapanował względny porządek, mimo nieposkromionej żądzy ciągłych wojen.Wtedy to Żydzi byli prześladowani.Wydali na śmierć Chrystusa i nie chcieli później przejść "jedyną słuszną" wiarę - trzeba było ich ukarać.Nieraz bardzo brutalnie.Już na początku krucjat żołdacy byli tak zajarani, że zaczęli wycinać w pień wszystkie żydowskie rodziny.Jakiś czas później uderzyli na Islam.Muzułmanie się wtedy ostro wkurzyli i do dziś nam nie chcą wybaczyć.Za ogień odpłacają ogniem.Są jeszcze przyzwoici wyznawcy Allaha, jak pokazuje jedno ze zdjęć na internecie, na którym rząd mężczyzn ubranych we wschodnie szaty broni kościoła katolickiego podczas mszy.Istnieją jednak takze Islamiści, którzy podobnie jak krzyżowcy stali się nieobliczalnymi fanatykami, żądnymi każdej krwi.Od zakończenia ostatniej wyprawy krzyżowej minął jakiś czas, ale Arabowie nigdy nam nie odpuścili: Poitiers, Wiedeń i wiele więcej mniej znanych bitew.Co mamy dzisiaj? Kolejne zamachy, "jednoosobowy Jihad" i wojnę wypowiedzianą Kalifatowi przez Polskę...Do boju Polacy! Masakrować niewiernych, jak w pamiętnym 1096r ! Pokażcie im drugi Wiedeń!
Ale nie tylko Europa potrafi się postawić! Jan Paweł II postanowił rozpocząć swój pontyfikat od wizyty w Meksyku.Widzicie, tamtejszy prezydent zakazał nabożeństw, strojów kapłańskich w miejscach publicznych i jakichkolwiek oznak wiary.Posuwał się coraz dalej, począwszy od zamykania kościołów, a na egzekucjach skończywszy.Żołnierze potrafili wparować na mszę i rozstrzelać całe towarzystwo w kilka sekund.Taka była reakcja na petycje, apele i pokojową walkę.Meksykanie są bardzo wierzącym narodem, więc postanowili walczyć dalej.Tym razem: zbrojnie.Można znaleźć nawet ilustrację Chrystusa z karabinem w ręku.Ludzie mieli dość krwawych rządów.Papież okazał się ich wybawieniem i pokrzepieniem.Co prawda tamtejszy kler musiał zapłacić karę za jego sutannę (bo wszyscy księża byli w garniakach), ale i tak ponosili znacznie cięższe brzemię.Koniec końców Amerykanie musieli interweniować i dzięki nim dzwony znów mogły zapraszać wiernych do kościołów.
Walka za wiarę nie musi jednak opierać się na "chwalebnej" śmierci: ani męczeńskiej ani z bronią w ręku.Sami dobrze widzimy jak jest na co dzień.Rozmawiamy z wieloma osobami na jeszcze więcej tematów.Lecz gdy przychodzi kwestia wiary, a rozmówca nie tyle nie podziela naszych  poglądów, ile brutalnie je depcze - często nie potrafimy się bronić.Dlaczego?
Może narazimy się na śmieszność, jeszcze większą pogardę i pośmiewisko? Może ktoś zacznie nas krytykować i mieszać z błotem wyłącznie z powodu poglądów religijnych? A może po prostu mówiąc wbrew własnemu sumieniu, otrzymujemy jakieś profity - poważanie wśród wyższych klas, lepszą posadę, większe zarobki?
Warto się zastanowić, czy faktycznie aż tak mocno wyznajemy to, w co wierzymy.Mówić o wierze w obecności współwyznawców i osób tolerancyjnych? Żaden problem.Nawet dzieciak to potrafi.Ale czy wy, bierzmowani, dojrzali katolicy, bronicie własnych poglądów w obliczu słownej potyczki z osobami krytykującymi Boga? A jeśli nie, to dlaczego? Nie jesteście dobrymi erudytami, nie macie odpowiednich zdolności elokwenckich? Może po prostu brak wam racjonalnych argumentów, zarówno z podstawowych jak i bardziej wyszukanych dziedzin teologii?
Ponoć katolik powinien pogłębiać wiarę nie tylko przez kontakt z Bogiem, celebrację obrzędów i życie zgodne z boskim prawem, ale także dzięki poszukiwaniu wiedzy.Umiejętność nienagannej wypowiedzi bardzo pomaga, choć na niewiele się zdaje osobom ,które nie umieją myśleć.
Ja także jestem bierzmowany.Powinenem dołączyć do was i świecić przykładem.Niestety z racji własnych poglądów i przeciwnego "stronnictwa" nie mogę tego zrobić. Mimo wszystko broniłbym swoich przekonań w każdej sytuacji i pozostałbym przy nich aż do końca.Swoją notkę oparłem w dużej części o wiarę katolicką, ale na dobrą sprawę chodzi o sens jakiejkolwiek tezy, myśli i  przekonań - religijnych, naukowych, społecznych itd.
Zastanówmy się ile dla nas jest warte przekonanie, w którym tak długo i wytrwale tkwimy.Czy jesteśmy w stanie zrobić wszystko co konieczne, dla obrony nauczonych prawd?


"Uwielbienie Poniżonych" 2015-01-07

Dusz wiernych Cesarzu i Władco Wszechświata,
Ludzkości zwiedzionej  wzrok światły przywracasz!
Dowódco Legionów, Bram Piekieł Kluczniku,
Ty czerpiesz potęgę z cierpiących dusz krzyku!
Miłości Pogromco, Upadłych Nadziejo,
Niebiosa w podłożu lękliwie się chwieją,
Dowódco Demonów, Największy Zwycięzco,
Objawcie Synowie wasz tryumf i męstwo,
Okażcie Aniołom cierpienie i ból,
Na tronie właściwy zasiądzie dziś król
I na nic modlitwy, precz pójdą różańce,
Upadną Bastiony, rozsypią się szańce
Już świat się ukorzył, pokłony chcą bić,
Nadzieja w ich sercach przestała się tlić

O,przyjmij mnie Panie, do Twego pochodu,
Nie umrę z boleści, nie zaznam tam głodu,
To Ciebie pożądam, to Ciebie mi brak,
Bo jeśliś ty ze mną - cóż znaczy ten świat?
Oddaję swe serce, swój umysł i ciało,
By Piekło w Wieczności się ze mną splątało
Spragniony cierpienia dziś proszę o Płomień,
Chłód w serce niech zstąpi, gdy ducha wyzionę
Nieświęta krew tryśnie, zapłoną źrenice
I ujrzę Twe we śnie mocarne oblicze
Pokorny niewolnik chce słuchać Twych słów,
By przegnać boleści, nasycić Twój głód

Los piękną ścieżynę układa mi w darze:
Podążać za Władcą i słuchać, co każe
Wciąż zmierzać do końca, do strzału i drzew
Niech zgnije złe ciało, wytoczy się krew!
Niech zniknie w niepamięć los marny człowieka,
I nikt niech na niego już więcej nie czeka
Zapomnieć o Kruku, tropienia zaniechać
On wolny w krainach, gdzie lawy jest rzeka,
Gdzie morze ogniste i trawy spalone
Tam zdążać dziś pragnę, choć nigdy nie spłonę
Kłamstw Ojciec, Lucyfer, sam będzie mnie palił,
Nie tacy o litość go kiedyś błagali!
Za prawdę bolesną odbierze zapłatę
Lecz nic to nie znaczy, gdy gardzisz złym światem!
---------------------------------------------
Jedynie najsilniejsi przezwyciężą Wieczny Ogień. A wtedy dołączą do chwały Upadłych Cieni...
Kontrowersyjnie? A co, jeśli to Diabeł jest Bogiem, który poddaje nas próbie? Tylko Ci, którzy nie dadzą się zwieść ckliwym zanętom, otrzymają nagrodę.A na ślepo oddanych "słusznej sprawie" czeka niekończąca się męka.
Spójrzcie na świat moimi oczami.Może wtedy ujrzycie pewne sprawy w nieco innym świetle.


Dziwna niespodzianka 2015-01-07

Zaczęło się niewinnie...
Dzwonek na siódmą lekcję.Stoję, obserwuję, słucham muzyki z Wiedźmina.Jedna z koleżanek podchodzi do mnie i mówi, że pani pedagog mnie wzywa."Oho, pewnie znowu albo jakiś konkurs albo brat nie chodzi do szkoły - tym bardziej, że ma indywidualne".
Wchodze do gabinetu.Przysłuchuję się wyrażanym przez konserwatora opiniom na temat paradoksu elektrycznego czajnika, który niby nie działa a wszystko w porządku.Wreszcie przychodzi moja kolej.Siadam z uśmiechem na ustach.Trafnie przewidziałem, że chodzi o brata, bo nikt nie dzwoni że nie przychodzi, tak dalej nie może być itp.Jak się okazało, to nie była jedyna sprawa.
Pani pedagog dostała anonimowego maila.Zaczynał się słowami "Wiem, że jest Pani pedagogiem w Ekonomiku".Chodziło o mnie.O moje plany na "życie", problemy, potrzebę pomocy.Byłem zaskoczony.Kto zna pocztę szkolnego pedagoga, czyta mojego bloga bądź miał ze mną prywatny kontakt, a jednocześnie bardzo się o mnie martwi?
Profesorka dała mi wybór.Mogła powiedzieć wprost albo omijać temat celem powolnego zbliżania się do sedna.Wolałem pierwsze rozwiązanie.Chciałem poczuć strach, niepewność, niedowierzanie na własnej skórze.Jak mogło się to wydać? Kto napisał do pedagożki?
Do teraz zastanawia mnie ta kwestia.Chciałbym pomówić z tą osobą, porozmawiać otwarcie na ten temat.Bez gniewu, wypominania, hejtu i niepotrzebnej złości.Być może owa postać zmieniłaby wiele samym ujawnieniem się.Mój pierwszy strzał okazał się bowiem niecelny - podpowiedziałem, że to może pani Kurowska z pilźnieńskiego ogólniaka.Kiedyś krótko ze sobą pisaliśmy, gdyż odnalazła mój blog tropem ścigania wierszowych plagiatów.Niestety, obie pedagożki się znają i utrzymują kontakt, więc to nie mogła być organizatorka "Bocianiego Pióra".Więc kto?
Pytanie: "Podobno masz myśli samobójcze.Zgodzisz się z tym?". Nie naciskała, nie obwiniała, niczego nie zarzucała.Profesorka cierpliwie patrzyła na mnie zmartwionym wzrokiem.W końcu odpowiedziałem "Nie potwierdzę.Ani nie zaprzeczę.Nie mogę dokładniej powiedzieć w czym rzecz, o co chodzi, jakie są przyczyny.Pozwolę to sobie przemilczeć".Rozmowa trwa, dzwonek na przerwę - koniec ostatniej lekcji.A ja nadal siedzę nie wiedząc, co ze sobą zrobić.Wycidzony głos, uciekanie spojrzeniem."Jesteś już dorosłym człowiekiem.Gdybyś chciał pomocy, mogę skierować cię do odpowiednich osób.Mogę też z tobą porozmawiać.Ale to ty musisz chcieć  (...) Życie jest piękne, nawet mimo tej naszej brzydkiej codzienności (...)".
Powiedziałem wiele, a zarazem nic.Wyznałem, że patrząc na moich rówieśników imprezujących przy muzyce i alkoholu, czuję się nieswojo, że to nie mój świat i wiele razy zastanawiałem się, czy Bóg nie pomylił epoki, do której mnie przydzielił."Masz swój własny świat, masz bardzo dużo z melancholika (...) nie jesteś jedynym, który czuje tak samo.Przydałoby się wprowadzić cię do grupy o przeciwnych cechach, żeby cię pobudzili (...)". Nadal siedzę.Odpowiadam kilkoma nieskładnymi zdaniami, jakbym zapomniał o zasadzie formułowania pełnych wypowiedzi.
Rozmowa zeszła na lżejsze tematy: politykę, religię i takie tam.Nawet zaproponowano mi wydawanie swoich wierszy w jakiejś gazecie.Samopoczucie w miarę się poprawiło, ale w końcu wróciliśmy do tematu.Dzwonek na przerwę.Pukanie do drzwi - jakaś mama przyszła w sprawie dziecka.Na koniec prośba: "Przemyśl dobrze to wszystko".
Jak sama powiedziała, nie mogła tego zignorować.Jeszcze coś by się stało i szkoła winna, jak zawsze.Nie wezwała także rodziców - w końcu jestem dorosły.To moje życie i powinienem je przemyśleć.
"No i po co ci to wiedzieć kto wysłał maila? Co by to zmieniło? To i tak dowód na to, że ktoś się o Ciebie niepokoi.Jesteś bardzo inteligentny i masz duży talent (...)". Tak mówią wszyscy.Tak mówią zawsze.Muszą to mówić każdemu, bo każdy jest mądry i utalentowany na swój sposób.Pogawędka dobiegła końca.Poczułem się dziwnie.
Wielki Plan, pieczołowicie zachowywany w moim niewolnictwie u Złego, nagle zaczyna się ujawniać. Nie będą się przejmować, pogadaliśmy, dostałem parę wskazówek, pole do myślenia i tyle.
Ale kto? Niemało osób zna moją prawdziwą duchową tożsamość, jak do tej pory nikt nie krył swojego zmartwienia słysząc o moim zamyśle.Nagle wychodzi na jaw, że któryś z nich posiada elektroniczny adres profesorki i odważył się go użyć, by wreszcie coś się ruszyło.
Karolina, ks. Irek, Kejt? Skąd mieliby znać właściwy kontakt? Anonim musi pochodzić z mojej szkoły, nie ma innej opcji.Może trafiono na mój blog przypadkiem? Może przez inną stronę, na której podałem jego adres? Tak wiele pytań, tak wiele dociekań a odpowiedzi nadal brak.
Tajemniczy/a, zwracam się teraz bezpośrednio do Ciebie.Nie uciekaj, nie bój się.Napisz do mnie na gg, podejdź jutro w szkole - cokolwiek.Chciałbym podziękować Ci za to, co zrobiłeś/aś.Doceniam Twój trud, dostrzegam odwagę i troskę o mnie.Rozmawialiśmy ledwie parę razy lub wprost przeciwnie - dobrze mnie znasz z częstych dyskusji.Może tylko natknąłeś/ęłaś się na mój mały świat i postanowiłeś/aś interweniować.Dziękuję Ci za to.Chcę z Tobą porozmawiać - szczerze, bez spiny, na luzie, jak człowiek z człowiekiem.Nie spotkasz się z wyrzutami, obiecuję.Chcę jedynie znać Twoją tożsamość i zamienić parę słów.


"Leniwe wersety" 2015-01-05

Nic mi się nie chce, tyłka nie ruszę
Robiąc cokolwiek męczę się , duszę
Wolne się kończy, wraca nauka,
Z laby korzystać -  prawdziwa to sztuka!

Iść mam do sklepu? Ślicznie dziękuję!
Zimno jest, wietrznie, kiepsko się czuję!
Nie mam dziś siły, brat niech odkurzy!
Jemu przed kompem dzień się nie dłuży!
Zmywać naczynia? Całe dwa zlewy?!
Teraz ich tykać nie ma potrzeby!
Przynieść z piwnicy kilka słoików?
Klucze zgubione, nie mam wytrychów!
Nie chcę ziemniaków znowu obierać,
Z głodu nam przyjdzie dzisiaj umierać,
Mówi się trudno, nie mam ochoty!
Wiecznie z porządkiem macie kłopoty!

Póki mam wolne, korzystać muszę,
Pracy nie ścierpię, ręce mam kruche!
Choć się dziś nie chce robić niczego,
Od czasu do dzwonka nie ma  gorszego!


"Zew Wilka" (Wiedźmin) 2015-01-03

Słońce wstało, noc minęła, trzeba obóz szybko zwijać,
Myśl przedziwna znów przemknęła: "Po co stwory mam zabijać?"
Wszak myślałem nieraz o tym, szukać próżno zrozumienia
Mam ważniejsze ja kłopoty, nic od lat się tu nie zmienia:
Podróżować, gdzie Wiatr niesie, zmory ubić, brać zapłatę
W monotonii prostych zleceń trudno dumać nad złym światem
Jako mutant i odmieniec, dziw szkaradny i wyrzutek
Myśleć tylko mam o cenie, rzucać błoto w ludzki smutek
Cóż ofiary, kobiet żale,  martwe bydło, wsie spalone?
Wojna krwawą głosi wiarę, na każdego ciska gromem,
Przywabione ludzkim strachem śmielej jawią się potwory
Na nic chłopskie sztuczki błahe, gdy wylezą wszystkie z nory
Czasy Miecza i Topora, Wiek Pogardy świat odmienia
Przed oczami jeno zmora, gwiżdże srebro w rytmie cienia

Nie pamiętam już rodziny, nie wiem nawet gdzie mój dom
Tylko stwory i dziewczyny ze mną bywać jeszcze chcą
Długie lata chciałbym wspomnieć, ciepły ogień Kaer Morhen
Moich braci nie zapomnę, choćby przyszedł wieczny sen
Pot, cierpienie, krew i łzy, mutagenów cierpki smak
Dziwne wizje, mroczne sny - ludzkich uczuć we mnie brak
Nie znam szczęścia ni współczucia, obcy jest miłości dar
Zabroniono marzeń snucia, bezpłodności urok,  czar
Przeznaczenie trwa nade mną, polujemy wciąż na siebie
Gdy obiorę drogę pewną ono dręczy mnie w potrzebie,
Wówczas właśnie niosą pomoc zawsze wierne eliksiry,
Rozbudzając dzikość srogą wyostrzają wątłe siły,
"Kot"  przenika czeluść nocy, "Biała Mewa" krzepi ducha,
"Zamieć" w krwawym tańczu kroczy, po "Jaskółce" zwalnia jucha

A w tym wszystkim znieść najgorzej, że bezstronnym muszę zostać
Nie nadejdą ranne zorze, musi człowiek Nocy sprostać
Wielka Wojna, dworskie plany,  czarne zbroje, Scoia'tael,
Już otwarte piekła bramy, wyszły ghule na swój żer
A nad wszystkim jeden władca, jedna siła, jeden tron
Wszystkich lęków Pan i Sprawca, nieśmiertelny Dziki Gon
Złapie ludzkość w mocne szpony, nikt się ukryć już nie zdoła
W pył człowiecze zmiecie trony, smutna przyjdzie królów dola
Zawsze miejsca sobie szuka, gdzie niepewność,  zdrada, krew
Ślad szkarłatny ścieżki bruka, wilki czują wściekły zew
Patrzę na to z twierdzy okna, chłonę dzikość mimowolnie,
Wiatr już chłodny, ziemia zmokła, lecz choć chciałbym - nie zapmnę
Truchła leżą  wokół drogi, stryczki zdobią niemy szlak
To dopiero wschód pożogi, nie zapłakał dobrze świat







Święci są wśród nas 2015-01-02

Jak powinien wierzyć katolik?
Raz na jakiś czas zadajemy sobie to pytanie.Zastanawiamy się nad sensem wiary, istnieniem Boga, życiem po śmierci.Chodzimy do kościoła, by słuchać bożych słów i ludzkich kazań.Niestety na tym wszystko się kończy.Jak to jest, że człowiek wierzący, którego prawo Boga obliguje mocniej, niż każde inne, wraca do domu po kolejnej mszy i nic z niej nie wynosi? Czemu tak się dzieje, że przystępując do spowiedzi przysiągamy poprawę na daremno, bez jakiejkolwiek pracy nad którymkolwiek z grzechów? Z tego co wiem, obowiązkiem katolików jest po spowiedzi pracować nad najgorszym przewinieniem jakiego się dopuściło, nieważne czy chodzi o sprzeczki w rodzinie czy zwykłe uzależnienie.
I chodzi tak człowiek do kościoła, słucha tego wszystkiego i wraca z pustymi rękami.Ale po co w ogóle chodzi? Bo starsi mi kazali, bo żona za rączkę prowadzi, bo tak trzeba, bo taka tradycja...Ciekawi mnie ilu Polaków wierzy dziś w Boga naprawdę z serca i z całą ufnością mimo przeciwności Losu, składa Mu swoje życie pod opiekę? Zastanawiam się ilu dziś jest w stanie bronić wartości katolickich, z faktu ich pożyteczności i moralności? Ilu odważyłoby się na otwartą, szczerą dyskusję teologiczną? Jak liczna armia serc i ciał broniłaby Boga przed atakiem antychrześcijańskim? I nie chodzi mi tu o akcje pokroju "Nie kupuj w Empiku, bo Nergal i Czubaszek"! A najbardziej nurtująca kwestia - ilu chodzących do kościoła modli się w domu przynajmniej dwa razy dziennie - nie mówiąc już o WSPÓLNYCH modłach w gronie rodzinnym.
Używamy Boga do różnych celów - załatw mi to, uzdrów mi tego, pomóż mi z tym itp. Poza świadczeniem cudotwórczych usług oferowana jest także wszechobecna propaganda Obrońców Krzyża, PiSu i - oczywiście bezstronnej - działalności ojca Rydzyka.Tak wiele osób jest ogłupianych - starsi mało co już kojarzą, młodsi natomiast nie znają jeszcze wszystkich praw rządzących światem.Jedni drugich obrzucają, potępiają, szykanują.Dokładnie tak, jak chciał Chrystus: "Za nieprzyjaciół swoich się módlcie, wybaczajcie zawsze i nadstawiajcie drugi policzek, napominajcie grzeszników". No po prostu pokolenie miłosierdzia! I wiecie co? Jak tak patrzę na tych wszystkich katolików, to znajdę jedynie pojedyncze wyjątki, które z pewnością po śmierci zostaną świętymi
Pierwszą z nich jest moja druga babcia.Jest chora na astmę, dziadek ma ostatnio powikłania po raku płuc.Nie mogą sobie pozwolić na co niedzielne poranne msze, więc siedzą w domu, wesoło się przekomarzając.Lubi czytać magazyny katolickie przywiezione od drugiej babci.Modli się kilka razy w ciągu dnia a każda jej modlitwa trwa minimum kwadrans! Rano, w południe, Koronka o 15stej, różaniec, Apel Jasnogórski i własnymi słowami o uzdrowienie.Wiele razy mogłem patrzeć jak to robi i wtedy...coś się we mnie ruszało.Nawet raz słysząc jej pobożny, pogodny ton myślałem, że się rozpłaczę.Dla niej przyciszaliśmy wtedy  telewizję, choć jej to nie przeszkadzało.To naprawdę mądra i bogobojna kobieta z niemałym zapałem do modlitw.W dodatku niedaleko jest kaplica.Posiada  do niej klucz, więc w maju, czerwcu i październiku chodzi na małe zebrania modlitewne okolicznych sąsiadów.Poza tym troszczą się o kwiaty i względny wystrój.
A teraz, każdy wierzący-praktykujący niech pójdzie do lustra i zada sobie jedno, zajebiście ważne pytanie: "Kim jest dla mnie Bóg i jak wygląda moja wiara?"  Dziś nie obchodzi was Kościół, nie sięgacie po Katechizm Kościoła Katolickiego, zapominacie o księżach, papieżu, nabożeństwach itd.Dziś liczy się tylko Bóg! Popatrzcie na moją babcię.A teraz porównajcie to ze swoim życiem.
Głupcem ten, kto myśli, że chodzi o ilość modlitw! Każdy ma tyle samo czasu, rozdysponowanego w różnoraki sposób.Można się tłumaczyć pracą, nauką, spotkaniami z przyjaciółmi...Ale czy naprawdę  tak trudno wstać te 5 minut wcześniej, żeby się pomodlić? Czy naprawdę z braku sił wieczorem nie można choćby na leżąco swoimi słowami podziękować Bogu? Oczywiście, po co? Mówi się, że kto kocha czas znajdzie.Jednak mam wrażenie, że przy spowiedzi każdy mówi "Zapominałem o..." zamiast szczerze wyznać "Nie modliłem się".Modlitwa jest taka,jakiego Boga widzimy.A skoro "zapominamy" o rozmowie ze Stwórcą,w którego tak głęboko wierzymy, to lepiej przemyśleć wszystko na poważnie.
Nie patrzcie na mnie, nie mówię o sobie.Z boku widzę wszystko znacznie wyraźniej.Spójrzcie jednak na moją babcię.Nie stawiam was jako gorszymi od siebie.Stawiam moją babcię nad nami wszystkimi! Niech ta notka i jej przykład pomogą nam w zrozumieniu istoty wiary.Może w tym właśnie tkwi przyczyna chorób w instytucji Kościoła?







Zabić Króla (2003) - Przyjaciel vs idea 2015-01-01

Dwie drogi, jeden cel: zreformować Anglię.
Brakowało mi dobrego odzwierciedlenia wielkich chwil w historii.Być może ze względu na poprzedni tragiczny seans, zapragnąłem sięgnąć po coś w innej konwencji, ale zgodnego z duchem przeszłości.W poszukiwaniu natchnienia zacząłem słuchać piosenek.Wtem rozległa się jedna, która rozwiała wszelkie wątpliwości: Blind Guardian - Curse my name.Film na dziś  to "Zabić króla" z 2003 roku.
Anglia, rok 1645.Kraj leży w gruzach po wojnie domowej między królem Karolem I Stuartem a purytanami, którzy w końcu odnoszą zwycięstwo.Władca zostaje przyparty do muru przez generała Thomasa Fairfaxa i Olivera Cromwella.Razem jako przyjaciele walczyli o lepszy byt dla wszystkich mieszkańców.Sęk w tym, że obaj mają zupełnie odmienny tok myślenia.Generał pragnie pozostawić króla na stanowisku jako przewodnika narodu, posiadającego ograniczone prawa.Jego towarzysz dostrzega w tym wiele nieprawidłowości i dąży do zwrócenia władzy w ręce ludu , tym samym skazując monarchę na śmierć.
Film zrealizowany jest niezwykle ciekawie.W rolę słynnej postaci przyszłego lorda protektora wcielił się  Tim Roth, znany m.in. ze świetnej produkcji pt. "1900 - Człowiek Legenda".Muszę przyznać, że naprawdę ma talent do aktorstwa! Obserwując rozwój wypadków na pierwszy plan wychodzi przemiana Cromwella, niepowstrzymana obsesja związana z przejęciem władzy.Jego sylwetka przypomina trochę Lenina, który ustanawia rządy prostego ludu, by samemu zająć miejsce na nowym tronie.
Cały film opiera się na rywalizacji dwóch przyjaciół, gdzie obaj próbują się nawzajem przeciągnąć na swoją stronę.Odmienne idee, charaktery i przeżycia, przeplatane wątkiem dziecka między generałem Fairfaxem a jego żoną, stanowią rdzeń prawie dwugodzinnego seansu.
Atmosfera siedemnastowiecznych ulic, dworskich intryg i korupcji w parlamencie zostały wiernie odwzorowane.Na uwagę zasługuje genialna  muzyka, która nadaje historii błysku świeżości.Polecam obejrzeć wszystkim miłośnikom produkcji bazujących na historii, zwłaszcza tej mało rozpoznawalnej.Wszyscy znamy dwie wojny światowe, wojnę secesyjną, czy rewolucję francuską.Podejrzewam jednak, że mało kto kojarzy ze szkoły konflikt wewnątrzbrytyjski i związaną z nim pierwszę w dziejach egzekucję władcy (Francja nie była pierwsza!)
A na deser wspomniany utwór ;)







Stary-Nowy Elvenoor 2015-01-01

Północ,mili państwo!
Kończymy stary rok, wznosząc toasty i składając przyrzeczenia noworoczne.A ja siedzę sam, jak co roku.Słucham dobrej muzyki, oglądam filmiki na YT i zgodnie z tradycją dokonuję podsumowań oraz zakończenia księgowań moich oszczędności za cały okres.
Co dał mi 2014 rok? Czym różni się stary Zwi@dowca od nowego? Czy przez ten jeden pełny rok cokolwiek się zmieniło?
Zacząłem trochę więcej czytać, za sprawą Karoliny.Wzbogaciłem się o wielu nowych youtuberów do oglądania, tyle samo książek do czytania i kilka tytułów do pogrania.Poznałem Karolinę, z którą do niedawna utrzymywałem kontakt.Po wrześniowej sprzeczce nie zamieniliśmy z sobą ani jednego słowa, a póki co nie mam żadnej wiadomości odnośnie paczki, jaką dla niej przygotowałem.W liście dołączonym do książki napisałem co prawda, że nie musi się spieszyć i powinna wszystko dobrze przemyśleć.Teraz wszystko w jej rękach.Dzięki tej wyjątkowej dziewczynie dane mi było ujrzeć nietypowy, znacznie ciekawszy obraz człowieka.Postać, która wciąż pozostaje nieodgadniona.
Zacząłem się mocniej zastanawiać nad życiem, ludźmi i moim środowiskiem.Jednak wciąż nie zdecydowałem o drodze zawodowej ani tym bardziej o studiach.Powiedz mi do czego bym się nadawał, a już będę wiedział gdzie i na co pójść.Nie mogę przecież zmarnować tych kilku następnych lat edukacji, a nie chcę motać się przy zmianie kierunków czy uczelni.
Na szczęście mam na to trochę czasu, chociaż zleci szybko.Koniec roku w kwietniu, maturka w maju i egzaminy zawodowe w czerwcu.Potem pewnie złożę papiery i poszukam pierwszej pracy.Nie będzie to łatwe, na mojej głowie najtrudniejsza część wchodzenia w dorosłe, samodzielne życie.
Z przyzwyczajeń pozostałem ten sam.Kontynuuję czteroletni już nałóg oraz nadal piszę wiersze.Dużym krokiem ku nowemu stała się całkowita rezygnacja z udziału w kościelnych nabożeństwach.Jeszcze rok temu chodziłem ot tak,"bo trzeba",z bierną postawą wobec Boga.Dziś utrzymuję swoje stanowisko i mogę śmiało określić swój pogląd jako agnostycyzm: wierzę w istnienie Boga, jednak nie w Jego wpływ na świat.Spaliłem również Pakt, ale nie zerwałem więzi z Szatanem.Stałem się Szaryk Krukiem - Cieniem, stojącym między dobrem i złem.Staram się ujarzmić Mrok, by użyć go do czynienia wyłącznie dobrych i sprawiedliwych czynów.Choć przyszłoby mi za to ponieść wielką cenę,nie ustąpię.Jestem sam, a w pojedynkę zawsze można więcej przy odpowiednim zapleczu.
Ostatnia prosta w tym roku nagrodziła moje długie wyczekiwanie i ciężką pracę włożoną w lirykę.Wreszcie szanowne jury poznało,że to już czas i chyba lepiej dać mi to pierwsze miejsce.Oby tak dalej!
Niestety,zapewne właśnie tego roku przyjdzie mi stanąć na krawędzi życia.Będę musial wybrać między czymś wielkim, a zgubnym - przeżyciem i oddaniem ducha w Ogień.Ostateczna dezintegracja duszy i Wieczne Potępienie - a może Los nada mi wielką rolę Przewodnika i Obrońcy? I nie mówię o miłości, bo moją opinię o sobie znacie doskonale.
Jak to mówi Asparanoix: "Pożyjemy,zobaczymy".Oby ten rok był lepszy,obfitował w coraz więcej doświadczeń i dał zarówno mnie jak i wam to,co ostatnie może w nas umrzeć - nadzieję.Gdy jest nadzieja, wszystko jest możliwe.Tego z całego serca życzę nam wszystkim.
A teraz, skoro tradycji stało się zadość bawmy się, pijmy i świętujmy Nowy Rok 2015! Do siego roku!


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]