Zwi@dowca Elvenoor | e-blogi.pl
Blog inny niż wszystkie
Blogi

Rok 1612 (2007) - Rosyjski gniot! 2014-12-30

Co ja właśnie obejrzałem...?
Potrafimy kręcić filmy.Nie mamy co prawda tak wielkiego zaplecza finansowego jak w Ameryce, a światowi filmowcy niewiele o nas słyszeli, ale przy pomocy dobrych aktorów jesteśmy w stanie zmontować naprawdę  znośną produkcję.Trzeba przyznać, że najwięcej mamy do powiedzenia w dziedzinie kultowych komedii oraz ekranizacji powieści rodzimych pisarzy.Dziś niemal wszyscy kojarzymy takie filmy przynajmniej po tytułach.Z jednej strony mamy "Misia","Seksmisję","Vabank","Kilera","Kilerów dwóch" itp. Z drugiej zaś promieniują "Potop","Pan Wołodyjowski","Lalka", "Krzyżacy","Nad Niemnem", "Pan Tadeusz" czy "Ogniem i mieczem".
Ostatnia wymieniona przeze mnie produkcja posłużyła mi jako wprowadzenie w czas polskiej husarii.Miałem określony cel, by sięgnąć jeszcze raz po naprawdę dobry film z Michałem Żebrowskim i Izabellą Scorupco.Ach,te polsko-ukraińskie klimaty! Powstanie Chmielnickiego,zwroty akcji, zestawienie szlachty i chłopstwa, wątek wielkiej miłości w obliczu wojny...! Mówcie co chcecie,ale dla mnie "Ogniem i mieczem" nie odstępuje zbytnio od poprzednich ekranizacji kolejnych częśći trylogii.Osobiście czytałem ledwie kawałek "Potopu",dwie pozostałe książki są mi obce,ale nie zmienia to absolutnie niczego.
Przejdźmy jednak do meritum, czyli rosyjskiego filmu ze szczątkowym polskim udziałem z 2007 roku, który nie wiedzieć czemu grany był w polskich kinach:  "Rok 1612". Na wstępie spodziewałem się czegoś w stylu "1920.Bitwa Warszawska" czy "Bitwa pod Wiedniem".  Podczas dwóch szkolnych (a jakże!) seansów w głowie pojawiał mi się obraz rozpaczy, typowo polskiej fuszerki i desperacji. Nie rozumiałem celu w jakim wypuszczone zostały te dwa gnioty. Niby każdy kraj ma swoje Hollywood, ale nie sądzę byśmy zasłużyli sobie na taki szajs. Jednak w tym przypadku nawet  cieszę się, że za film odpowiedzialni są nasi wschodni sąsiedzi.
Rosja to dziwny kraj."1612" nawet nie stara się temu zaprzeczyć, bo historia rozgrywa się w czasach Wielkiej Smuty, chociaż w dalszych etapach seansu wcale nie byłem pewien tego, co właśnie widzę.Głównym bohaterem jest Andrejka, który kiedyś był dworzaninem cara Godunowa.Już od dzieciństwa podkochiwał się w jego siostrze Ksenii. Niestety któregoś dnia polscy husarze najechali dwór, zabili cara i jego matkę, a dodatkowo z rąk Żebrowskiego ginie również  matka bohatera. Ksenia zostaje zabezpieczona i wywieziona przez Michasia z racji jego wielkiej miłości do przyszłej carycy. Jego pragnienie - osadzić na tronie Ksenię, która przyjmie chrzest,  oddając tym samym Rosję pod opiekę Chrystusa. Fabuła toczyłaby się normalnym torem,  gdyby nie jednorożec, magiczne kręgi i dziwne wizje. Aż trudno uwierzyć jak bardzo Rosjanie nagięli czasoprzestrzeń, wplatając wspomnianego jednoroga, czy ducha hiszpańskiego najemnika - zabitego właściciela Andrejki, pod którego nasz protagonista się podszywa.
 Obraz Władimira Chotinienki jest trudny do zrozumienia. Niestety nie ze względu na twisty fabularne lub nietypowe metafory.Właściwie niby wiemy co się dzieje,  ale zaraz wyskakuje jednorożec, retrospekcja i znów kolejna scena. Historia prosta, bez większego znaczenia. Nie pytam już o genezę tego filmu ani o to, kto wpadł na tak idiotyczny pomysł, bo szkoda na to czasu. Wystarczą mi ponad dwie godziny spędzone przy tej pomyłce!
Nie jest to chłam pokroju dwóch wcześniej wspomnianych, bo w sumie nieźle się ogląda,  jednak twórcy zdecydowali się oprawić jakiś dziwny bohomaz w piękne,  ręcznie szlifowane ramki, po czym powiesili to na Dachu Świata. To hańba i wstyd dla polskich husarzy! Nie kryłem oburzenia słysząc źle wstawiony polski język i widząc oddział  naszej najlepszej jazdy ,  która ot tak morduje niewinnych ludzi! Zastanawia mnie dlaczego pan Żebrowski zgodził się na wystąpienie jako główny antagonista w tak obraźliwej mieszance historii polsko-rosyjskiej ze światem fantastyki! Z pewnością albo dobrze mu zapłacili albo obiecali go "załadować"  rogiem jednorożca 1612 razy prosto w tyłek!
Ja mam dość. Nie wiem co więcej napisać o tym ładnie zapakowanym gównie! Jeśli chcecie spojrzeć na dziwne, mało ciekawe, niekoniecznie alternatywne, odwzorowanie historii albo po prostu lubicie rosyjskie filmy - walcie śmiało. Odradzam natomiast wszystkim, którzy pragną poczuć ten surowy, moskiewski klimat XVII w.
A teraz, panie scenarzysto: oddawaj moje 2,5 godziny!
 



"Rozliczenie" 2014-12-25

Szare miasto cień spowija,choć dopiero słońce wstało,
Szybciej ludzkość czas wymija,jakby zmienić się to miało
Co w historii,co jest teraz i co zdarzy za chwil parę
Wyższe moce Przeznaczeniu przyszykują z mas ofiarę
Krew poleje się dokoła,śmierć wylegnie na ulicę,
Skrzętnie Żniwiarz owce zgarnie,by odebrać ludziom życie,        
Słychać grzmoty,nie ma błysku: oto Niebo daje znaki,
Milkną ludzie,stoją auta,gdzieś zniknęły śliczne ptaki
Ziemia trzęsie się w podłożu,pęka słaby jej fundament,
W trąby zadął wiatr surowy,by ogłosić Wieczny Zamęt
Płachta Niebios rozerwana,lecą dzielne w dół Anioły,
Niech ucieka przed ich gniewem każdy Boga nieświadomy
Władcy Piekieł już wyłażą,opuszczają swe Podziemia
Mają dosyć gnicia w Mroku,żądni mordu i cierpienia
Najróżniejsze to poczwary,od Upadłych po demony,
Wiedzą dobrze: to już dzisiaj klękną wszystkie boskie trony,
Złodziej wdarł się do mieszkania,chce wyrzucić Pana z domu,
Sam zagarnie Jego ziemię,oto główny cel Pogromu,
Ludzkość weźmie na niewolę,wylądują wszyscy w Piekle,
O to zadba Król Ciemności,będzie walczył dziś zaciekle

Bramy Niebios wszerz otwarte,Archanioły mkną do boju,
Jeśli życie wam bezcenne,nie wychodźcie jeszcze z domu,
Okna drewnem zabić szybko,drzwi porządnie wyzamykać,
Modły rzucić,dziś to na nic,dłużej Pisma już nie czytać!
Ja jedynie patrzeć mogę,obojętne mi są boje,
Nie popieram żadnej strony,już wyblakło serce moje
Oto Szatan dumnie kroczy,miecz ma w ręku,silny,młody,
Żaden chłopak,żaden Anioł dziś nie stanie mu w zawody,
Krótkie włosy,piwne oczy,a nad jednym widać szramę,
Bystry umysł i spojrzenie,szare skrzydła poszarpane,
Dym się wije u stóp jego,mocne kroki stawia pewnie
Serce mięknie,dusza pęka i rozpacza ludzkość rzewnie
Wokół Niego śmierci taniec,Pożar Bitwy,Łuna Krwawa,
Dla Aniołów rozkaz boży,dla Demonów lekka sprawa!
Palić,zabić,wymordować,bić,bezcześcić,pluć i kląć,
Zadrżyj Ziemio,klękaj człeku,bo nadchodzi Wieczne Zło,
Oto koniec wasz jest bliski,niebios siły słabną wreszcie,
Waszą pomoc wynagrodzę,zabijając was po sjeście!
Wygrać wojnę z Bogiem łatwo,na nic poszła wasza wiara
Całe Jego wierne stado dziś doścignie sroga  kara!

Nikt nie waży się go ranić,mogą bronić się jedynie,
Bitwa zmierzcha,do jej końca żadna dusza nie przeżyje,
Czas zatrzymał się na chwilę,Starej Ziemi dzieje nowe:
Z tłumu wściekle sił walczących,ktoś toruje sobie drogę,
Jasna cera,długie włosy i oblicze pełne wiosny,
Demon skrzywi się ze strachu,Anioł wyda śmiech radosny,
Nie ustaje,zdąża wolno,w cierpliwości i spokoju,
Nie chcą walczyć z nim demony,pewni nie są skutków boju
Podniósł rękę,blask śmiertelny,nie wytrzyma wzrok człowieka,
W oczy kłuje fakt bolesny tego,co mnie zaraz czeka,
Nie chcę widzieć tych obrazów,nie chcę  myśli "co by było",
Gdybym wiedział,co ma dla mnie,dziś by wszystko się zmieniło,
Słyszę biesów ujadanie,diabły znieść nie mogą Światła,
Dla Upadłych już od wieków na wygraną szansa zgasła
Król Demonów,Władca Mroku chce się schować w płaszcza cieniu
Stawia opór nadaremnie, jak pies zdechnie  dziś w więzieniu,
W Morzu Ognia skończy marnie,choć miał kiedyś nad nim pieczę
I nad każdym z Potępionych mógł się pastwić jego grzechem
Gaśnie jego mdła poświata,mrok doszczętnie się rozkłada,
Wojny koniec,kres Podziemi,teraz Niebo Ziemią włada

Odzyskuję wzrok nareszcie: wokół pełno ścierwa z Piekieł,
Bój Aniołów nieskończony,czas rozprawić się z człowiekiem
Odrzucają boskie miecze,do każdego z domów idą,
By obarczyć kajdanami lub częstować ludzi rybą
Sąd zwołany,ludzie płyną,nieskonczona rzeka mas
Król dostojny laskę wznosi i ogłasza,że już czas
Nie chcę dłużej się ukrywać,nie ucieknę już przed Losem,
Wnet zobaczę rozwiązenie,które miałem tuż pod nosem,
Ile zrobić mogłem w życiu,ile pragnieć serca spełnić,
Ile planów tak podniosłych Szatan zdołał udaremnić
Ile kłamstwa,ile jadu przesączyło się z nałogu,
Ile pustki i szarości zrodził demon z serca  głodu!
A gdy skończą się obrazy,żal przeniknie słabą duszę,
W Wiecznym Ogniu potępiony zginąć w mękach teraz muszę
Zaraz obok mego Władcy,do którego wszak należę,
W Mroku dobro wokół czyniąc,nie ufałem nigdy szczerze
Zawsze spisek,wiecznie śmiechy,bo nie można kochać Cienia,
Nawet gdybym wyznał winy,chęć powrotu nic nie zmienia
Dobrowolnie przyjmowałem niepotrzebne dusz cierpienie
Muszę czekać obojętny,aż nadejdzie Rozliczenie










Wesołych Świąt! 2014-12-24

Kochani!
Z okazji rozpoczętych Świąt Bożego Narodzenia życzę wam wszystkiego co najlepsze: szczęścia w miłości,powodzenia w szkołach i miejscach pracy,spełnienia wszystkich marzeń,a przede wszystkim zdrowia,bo bez tego ani rusz!
Z całego serca życzę wam również,aby ten wyjątkowy czas upłynął wam pod znakiem spokoju i przyjaznej,rodzinnej atmosfery.Niekażdy będzie mógł wrócić do swych rodzin.Niejeden z naszych rodaków będzie musiał zostać za granicą,gdzie niestrudzenie pracuje na lepszy byt.Część tych,którzy zostali,zasiądzie do wieczerzy z ukrytą urazą i niechęcią wobec kogoś z bliskiej rodziny.Do tych mam wielki,gorący apel: zapomnijcie chociaż na ten jeden dzień wszystkie wzajemne krzywdy.Święta to idealny czas,by nie czekać jak skończony egoista na podanie ręki przez drugą stronę,lecz aby samemu przemyśleć,przebaczyć i przeprosić za minione krzywdy.
To okres dziecinny a zarazem tak bardzo dorosły! Mamy radować się jak dziecko i poprawiać nasze serca jak przystało dojrzałemu człowiekowi.Przebaczajmy,dążmy do zgody i prośmy o przebaczenie.
Wigilia to czas wspólnych rodzinnych spotkań.Okres pochodzący z religii katolickiej,ale de facto obejmujący wszystkich,bez względu na pogląd wobec religii.Jednak wszystkim anty-katolikom powiem jedno: dziękujcie chrześcijanom za każdy dzień wolny od pracy albo zgłoście się do szefów,że przyjdziecie 25 grudnia do roboty!
A na koniec: film na święta! Wg mnie nie ma sensu oglądać "tradycyjnie" reklam na Polsacie z krótkimi przerwami na Kevina.Siądźcie po kolacji całą rodziną przed ekranem i wspólnie obejrzyjcie ekranizację pierwszej lub drugiej części "Opowieści z Narnii" (Kaspian na TV PULS o 20:00,Czarownica online na internecie).Jeśli nie przepadacie za fantastyką,zawsze pozostaje "Opowieść Wigilijna" w wersji zwykłej lub  animowanej bądź rodzima produkcja "Świąteczna Przygoda",reprezentowana przez dobrze nam znaną poniższą piosenkę.Bajkowa atmosfera,zimowy klimat i wspaniała historia niewątpliwie oddają lepiej sens filmu rodzinnego,niż komercyjny blondas broniący domu przed dwoma idiotami,bo jego matka nie przeliczyła dzieci przed odlotem...
Tak więc jeszcze raz życzę wszystkim wesołych i radosnych Świąt! :)







Bezpotrzebny trud? 2014-12-23

Wysłałem paczkę Karolinie.
Niby nic w tym niezwykłego,ot świątezny gest.Niestety,sprawa jest troszkę bardziej poważniejsza.
Początkiem września doszło do pewnych niezrozumiałych sprzeczek,oczywiście głównie z mojej strony.Miałem wówczas nieco trudny czas,z jeszcze większą siłą zaczęły powracać mroczne myśli.Karolina postanowiła dać nam przerwę na pewien czas,aż oboje będziemy gotowi do wznowienia kontaktu.
Pernelle,jak ją nazywam,nie jest moją dziewczyną.Nie jest również przyjaciółką,w pełnym rozumieniu tego pojęcia.Spotkaliśmy się ledwie raz,na początek wakacji.Pod koniec lata miałem do niej przyjechać na parę dni,bardzo na to liczyła.Sprawy niefortunnie przyjęły nieoczekiwany obrót i musieliśmy to odłożyć na ferie.Potem nie było wcale lepiej,wstrzymaliśmy rozmowy,zawiesiliśmy na bok naszą relację.Sam nie wiem jak to określić.
Karolina jest po prostu KIMŚ.Stanowi najbardziej tajemniczą osobowość,której do dziś nie zdołałem rozgryźć.Jej fascynacja Japonią,łagodne usposobienie,czystość językowa i badanie wszystkich aspektów otaczającego ją świata,od książek po różne piękne miejsca.Bardzo lubi podróżować.Marzy o wycieczce do ukochanej Japonii.Jej wizja spontanicznego wyjazdu bez uprzedniego zakwaterowania niemało mnie zaskoczyła.Osobiście wolę bardziej zaplanowane wojaże,aby mieć już zapewnioną tzw. bazę wypadową.Pernelle umie całkiem sprawnie opowiadać o swoim ulubionym uniwersum Naruto.Zadziwia mnie jej pasja i ogromny zasób wiedzy na temat każdego z czynników składowych mangi Kishimoto.Nawet wspólnie układaliśmy raz historię opartą na świecie i bohaterach owej serii.Ponoć byłem jedyną osobą,z którą jej to wychodziło,bo tak dobrze rozumiałem o co w tym chodzi.Pamiętam dobrze jak spędzaliśmy te pierwsze rozmowy na obszernej dyspucie,przypominającej wykład.Ona pisała,ja zadawałem pytania i otrzymywałem niekrótsze odpowiedzi,często rodzące dodatkowe kwestie do omówienia.Z czasem zaczęło to pomału zanikać na rzecz "normalniejszych" rozmów.
To,co nas łączy,nie jest miłością.Wcześniej wspomniałem,że nie jest to też pełną formą przyjaźni.Kiedyś jednak przyznała,że kocha mnie jak bliźniego.Pierwszy raz zastanawiałem się nad czymś  poważniejszym."Przecież miłość bliźniego to tylko taki chrześcijański slogan,żeby nie okazywać sobie nienawiści,tylko wzajemnie pomagać.To nie jest na poważnie!".
Długo myślałem czy w końcu do niej nie napisać,oczywiście listem.Grzebałem też w archiwum na gg,aby znaleźć coś o książkach,jakie ma w planie kupić.Jest wielką książkoholiczką,a kolejka książek do przeczytania ciągnie sie u niej na wiele mil.Oprócz mang uwielbia też wszystko,co związane z epoką alchemików,a w szczególności jej wzorem - małżeństwem Flamelle.Wczytuje się w nie tak lekko,jak w powieści Pratchetta,którego mi poleciła (nie omieszkam w przyszłości doń zerknąć).Na moje nieszczęście nie mogłem znaleźć ani odpowiedniej mangi,ani japońskich przysmaków.Musiałem zadowolić się "Nacją" angielskiego pisarza.Oczywiście poza prezentem pozwoliłem sobie skreślić niemal dwie strony A4.Specjalnie wybrałem taki format,bo niemało musiałem jej przekazać.Książkę z listem w środku owinąłem papierem ozdobnym o świątecznym wzorze,a żeby nie wyglądało to jak z krowiej paszczy wyjęte,pomagał mi w tym dziadek.Swoją drogą to nawet dobrze,że mieszka niedaleko poczty i sklepu z róznymi pierdołami.Przynajmniej nie musiałem tyrać pół miasta ;)
Mam nadzieję,że na jutro dojdzie.Nie wiem czy Poczta pracuje w Wigilię,ale zawsze warto mieć cichą nadzieję.Nawet teraz,post factum,nachodzą mnie myśli,co właściwie zrobiłem i co chcę tym osiągnąć.Mimo wszystko czuję,że postąpiłem słusznie - a przynajmniej próbowałem.


The Inner World - zbyt krótkie piękno 2014-12-22

Przygodówka z pomysłem!
Przed chwilą skończyłem małe rendez vous z nielichą produkcją.The Inner World to prosta przygodówka,w której wcielamy się w Roberta - "Fujarkonosego" chłopaka,któremu przyjdzie ocalić świat.W niczym to jednak nie przypomina typowych skojarzeń z hasłem pokonania sił zła.Robert jest miłym,lekko naiwnym i bardzo sympatycznym gościem.Wychowany został przez Conroya,jednego z trzech Wietrznych Mnichów.W krainie Aspozji główną rolę zawsze odgrywał wiatr.Dzięki niemu wszystko ożywało i rozkwitało.Ludzie kojarzyli wiatr z dobrobytem,niestety do czasu.Któregoś dnia przestało wiać,a kraj zaczęli nękać smoczy Bazylianie petryfikujący "grzesznych". Jedynie Conroy,jako właściciel ostatniej z działających Wietrznych Fontann,może ochronić lud - trzeba słuchać jego porad,składać datki i okazywać należną cześć.
Młody Robert pozostaje zawsze w cieniu.Jego mistrz toleruje "niegodnego nowicjusza",prosząc go o grę na swoim niezwykłym nosie.Któregoś dnia wszystko się zmienia za sprawą Laury i jej złodziejskiego gołębia o  wdzięcznym imieniu Dziobak.Fujarkonosy wyrusza na poszukiwanie skradzionego amuletu i - jak się okazuje prawdy o swoim pochodzeniu.Nie będę zdradzał dalszej fabuły,bo to ona stanowi pierwsze skrzypce.Jest naprawdę ciekawa,posiada budzące napięcie (choć troszkę przewidywalne) zwroty akcji.Dialogi są dobrze napisane,wciągają czytelnika i rozbudzają chęć poznania dalszego ciągu.Nieraz przyjdzie nam się uśmiechnąć pod nosem - żarty są jak wisienka na pysznym cieście!
Grafika jest prześliczna.Od razu możemy poczuć bajkową,lekko cukierkową oprawę.Postacie cieszą oczy  wyglądem.Muzyka dodaje uroku i niecodziennego klimatu Aspozji.Nie powala tak mocno,jak w To The Moon,jednak stanowi idealne dopełnienie  grafiki,a o to właśnie chodzi.
The Inner World to przygodówka wymagająca troszkę pomyślunku,jednak jej zagadki nie stanowią zbyt wielkiego wyzwania.W każdej chwili można z resztą skorzystać z intuicyjnego systemu podpowiedzi.Tipy zostały napisane z głową i jedyne,co może nas od nich dzielić,to własna ambicja.Osobiście musiałem parę razy z nich skorzystać,choć zdarzało się,że mimo wielkiej pokusy,rozwiązałem zagadkę do końca nie klikając w ani jedną "żarówkę".
Być może z faktu,iż jest to produkcja niezależna,gra posiada kilka niewielkich błędów.Pierwszym jest możliwość freezowania postaci po kliknięciu na pole działania.Miałem tak parę razy,lecz wystarczyło wyjść do menu i wczytać stan gry,który zapisuje się automatycznie po rozwiązaniu każdego aspektu danej łamigłówki (rozmowa z NPC,połączenie przedmiotów,użycie czegoś itp). Drugim mankamentem jest możliwość odpalenia max. 3 rozgrywek,a każdy sejw się nadpisuje.Nieraz stanowi to dość poważną bolączkę,z racji trzeciego problemu.Mianowicie może się zdarzyć,że po jakiejś cutscence włączy wam się freez postaci (i tym razem nic nie będzie można zrobić) albo dostaniecie czarny ekran.A gdybyście chcieli odpalić grę od nowa,czy reinstalować program - nic nie pomoże.Jedynym wyjściem,dzięki któremu ukończyłem grę,jest pobranie sejwów z neta.Nic się wówczas nie dzieje z naszym ekwipunkiem,bo zawsze mamy przy sobie to,co akurat powinniśmy mieć i pod tym względem gra została dobrze pomyślana.Ów problem miałem przy etapie w Hangarze,zaraz po uruchomieniu Wietrznej Fontanny.Jeśli zagracie,będziecie wiedzieć o co chodzi.Ostatnim powodem do narzekań są kilkusekundowe ekrany ładowania między lokacjami.Nie drażni to jakoś specjalnie,ale mogłoby to być lepiej zrobione.
Gra jest stosunkowo krótka.Powiedziałbym nawet,że za krótka.Historia opowiedziana jest naprawdę ciekawie,gra się jednym tchem.Jeśli wiesz,co zrobić w danej sytuacji,przejście zajmie ok. 3 godzin.Jeśli jednak musisz się głowić i nie chcesz korzystać z tipów,potrwa to ciut dłużej,tak z  1 - 1,5 godziny.
Podsumowując: The Inner World to bardzo przyjemna przygodówka.Fabuła,bajkowość,humor,zmyślne zagadki oraz intuicyjne podpowiedzi to solidna obudowa krótkiej i stosunkowo prostej przygody (no chyba,że nie umiesz choć trochę  pomyśleć).Byłoby znacznie lepiej,gdyby przed wyjściem na rynek gra usprawniona została w tych kilku w/w aspektach.Jakiś czas temu wyszedł patch 1.1,ale po jego ściągnięciu "gry nie wykryto na dysku".Nie wiem co się podziało,mimo wszystko dziękuję Bogu za ludzi,którzy wstawili sejwy do Internetu.W przeciwnym wypadku nie tylko byłbym wielce zawiedziony ("Taka fajna gra,a  nie mogę dalej przejść!") ale i wy nie dowiedzielibyście się o niej.
Osobiście polecam każdemu.Z babolami technicznymi można sobie poradzić,a gra jest warta przejścia chociaż raz.Mam wersję pudełkową z Techlandu,bodajże za ok. 15,00 zł (seria DobraGra),jednak zachęcam was do szukania.Być może znajdziecie gdzieś tańszy egzemplarz.
Miłej roz(g)rywki!


"Liryczne Zwątpienie" 2014-12-21

Wielu żart mój się podoba,
Zerkam w dyplom,czytam list
Lecz gdzież sens tkwi w tanich słowach?
Błysk satyry? Zwykły kicz?
Co ja robię,co jest grane?
Co osiągnąć chcę wersami?
Takie myśli niezbadane
Napadają mnie czasami
Pierwsza  atak rozpoczęła
"Co wyprawiasz najlepszego?!"
Druga za nią trop podjęła:
"Ot,wierszyki,klocki Lego!

Nie osiągniesz wiele słowem,
Ustąp lepszym,skryj do cienia!
Odrzuć precz pisaną mowę,
Twoja praca nic nie zmienia!"
Trzecia brzęczy koło ucha:
"Wiesz,że one rację mają,
Na co zgrywasz w słowie druha?!
Ludzie wszystko za nic mają!"
Zwieszam głowę zawstydzony,
Z wolna tracę weny smak,
Lecz nie oddam tej korony,
Co nałożył mi ją świat!

Resztką dumy krzyczę głośno:
"Czarty z piekieł,hej demony!
Wolę w was wyczuwam mroczną,
Zaraz cisnę na was gromy!
Powiadacie: nikt nie czyta,
O nic nie dba naród ludzki
Sprawa zatem jest nielicha,
Obadajcie kłamstw swych skutki:
Pilzno drogę otworzyło
Serc podboje,śmiech,zabawa,
Wiele w życiu mym zmieniły
Trzy nagrody,szczere brawa,
Ciężką pracę w wersy wkładam,
Tak starannie wiążę rymy,
Jakbym czystą magią władał
Słowo wnosząc na wyżyny!

Mrówką jestem,pyłem tylko,
Nic wielkiego tu nie zmienię,
Jednak bawiąc się tą chwilką
Słowa splotę jak marzenie!
Skoroś w szpony wpadł liryki,
Wyjścia próżno teraz szukać,
Wczuj się w Przestrzeń,w takt Muzyki,
Miast zrzędliwie stać i dukać!
Biesy podłe i szkaradne,
Wróćcie w Piekieł swych odmęty!"
Dzisiaj,myślą,szanse żadne,
Jeszcze wrócim,bądź przeklęty!

Wyleciały z hukiem diabły,
Myśli straszne  chwil zwątpienia
Dziś korony mi nie skradły,
Uleciały hen,do cienia!
Wrócą jeszcze,wiem na pewno
Nękać będą aż do zgonu
A w tym sprawy ważne sedno,
Czy ma twórczość zda się komu?
Dziś wygrałem - co w przyszłości?
Gdzieś tkwić musi sens tworzenia!
Bez nadziei,bez miłości,
Lecz nie wzejdzie Czas Milczenia!
-------------------------------------
Choćby wszystko szło nie tak,choćbym w Piekle skończył na dnie,
Choćbym serca doznał brak - nikt talentu mi nie skradnie


"Zakalec" 2014-12-19

Pewna panna Katarzyna
Pochodząca z Deborzyna
Upiekła ciasto z makiem
By spotkać się z chłopakiem

Ów jegomość,istny macho
Na którego wszystkie patrzą
Ciasto zjadł
Serce skradł
Zwiał i już go nie zobaczą

Kasia płacze w kącie sama
Dalej głupio zakochana
Ciasta nie ma
Chłop to ściema
Chce wyrzucić z serca chama

Lecz słoneczko zaświeciło
Jej serduszko odmieniło
Stał się cud,
Przyszedł Bóg
I w klasztorze się skończyło



Oto ostatnie dzieło z wtorkowych warsztatów.Oprócz mnie i trzech poprzednio wymienionych osób,było nas w sumie 9.Lwią część grupy stanowiły mega pozytywne i pomysłowe dziewczyny z różnych szkół w naszym powiecie.Dziękuję wam za wspólną pracę oraz soczystą dawkę czystego humoru podczas tworzenia! Oj,z wami możnaby podbić świat ;)


"Miasto w południe" 2014-12-18

Czerwiec gorący,miasto w upale,
Ciężkie i tłuste potu kałuże
Spaliny duszące,gołębie robiące
Odchody cuchnące
Jak pałac duże

Kierowców jak byki zła czerwień grzeje,
W korku jak boa stać ciągle muszą
A każdy z nich myśli,że oszaleje
Wiatr na złość nie wieje,
A ludzie się duszą

I jedna myśl tylko ich wszystkich brata
Uciec do lasku,gdzie słońca nie ma
Znaleźć swój własny kawałek świata,
Zabrać przynajmniej kawałek cienia


Wiersz współtworzony z trzema osobami: Piotrkiem,Żanetą i czerwonowłosą dziewczyną w okularach (wybaczcie sklerozę,zapomniałem imienia).Z trzech grup nasza miała opisać miasto pod najtrudniejszym kątem (temperatura,dotyk,odczuwanie całym ciałem).Myślę,że udało nam się wspólnymi siłami sklecić bardzo ciekawą pracę.Bez wątpienia byliśmy najlepsi! A na jutro pozwolę sobie zostawić najlepsze z dzieł,które powstało w jeszcze większej grupie.Będzie to zgrabna i dowcipna historyjka złożona z limeryków.Ale na razie - top secret ;)


Imienne Wariacje - "Żaneta-Mateusz" 2014-12-17

I. Żartobliwy Altruista Nosił Efektowny Turban Arabski
II. Mówię Apostroficznie Tadeuszowi Ekierce: "Umyj Sobie Zlew!"
Może Akurat Trafi Indyka
III. Markotny Arcybiskup Tłumaczył Indianom
Że Akrobaci Nazwali Etnicznym Tytułem Ananasa


Małe kombinacje z pierwszego ćwiczenia,stworzone na warsztatach wraz z nową znajomą Żanetą.Naprawdę świetnie się z nią pracowało.To fajna,sympatyczna dziewczyna z niemałym talentem do białych wierszy z drugim dnem.
Jutro wstawię już normalny wiersz,powstały przy współpracy z Żanetą,Piotrkiem i dziewczyną,której imienia niestety nie pamiętam.Sami z resztą zobaczycie ;)


VENI,VIDI,VICI! 2014-12-16

ZWYCIĘSTWO!
Kochani! Z wielką dumą ogłaszam,iż zostałem laureatem IV edycji Powiatowego Konkursu Poetyckiego "Bocianie Pióro" w kategorii satyrycznej.Wreszcie,po trzech latach pracy nad formą i rytmiką wierszy,moje starania dały zdumiewający efekt! Dziękuję za to wam,moim czytelnikom,albowiem to wy jesteście pierwszymi odbiorcami moich coraz to nowszych dzieł!
Tym samym moja kariera poetycka została godnie zwieńczona...na pierwszym jej etapie.Mam teraz przed sobą dwie drogi.Jedna z nich wiedzie przez pracę nad stylem i przekazem moich wierszy,prowadząc odbiorców w takt muzyki i doskonałej zabawy.Być moze pewnego dnia zostanę sławnym piosenkarzem i zapoczątkuję zupełnie nowy styl? Bardzo chciałbym,aby tak było.Wiersze są dla mnie bardzo ważne.Sami z resztą widzicie,iż przypominają trochę teksty piosenek.Wystarczy tylko odpowiednio je zmodelować i zrobić muzykę!
Udział w kolejnych edycjach przyniósł mi bardzo duże doświadczenie.Z własnej woli zacząłem szukać rymów,dobierać słowa,układać formę i przede wszystkim pilnować rytmu.Dyplom,który dumnie leży obok mnie,świadczy o dużym potencjale i talencie,drzemiącym we mnie.To nie jest chełpienie się,ani wywyższanie - mówię to,co czuję w głębi serca.Wiem,że jest coś we mnie,co pozwala na tworzenie naprawdę świetnych tekstów.
Na dniach podrzucę wam trzy małe prace,które wspólnie z nowymi znajomymi ułożyliśmy na warsztatach literackich dzisiejszym przedpołudniem.Oczywiście przy każdym mocno podkreślę pracę zbiorową,gdyż nie pisałem ich sam.Myślę,że przypadną wam do gustu.
To by było na tyle,jeśli chodzi o dzisiaj.Jeszcze raz bardzo wam wszystkim dziękuję,a w szczególności Kejt.Gdyby nie ty,być może moje losy satyryka potoczyłyby się inaczej :)
Do jutra!


Paulette (2012) - Babcia z charakterem 2014-12-15

Przepis na "odlotowe" ciasto...
Gdy dwa lata temu zobaczyłem zwiastun "Babci Gandzi" pomyślałem o tym filmie,jak o małej komedii.Pomyślcie tylko,stara kobieta zaczepiająca ludzi w podejrzanych miejscach w celu okazania swojej bogatej oferty! Tytuł ciekawił mnie cały 2012r. W końcu jakoś o nim zapomniałem i dopiero przed paroma dniami w myślach zapaliła się czerwona lampka "Przecież miałem to obejrzeć!"
Seans okazał się jednak całkiem intrygującą historią.Komedia kryminalna opowiada o zgorzkniałej,starej babci Paulette.Kiedyś była szczęśliwa.Miała kochającego męża,restaurację,którą wspólnie prowadzili,a w końcu na świat przyszła ich córka.Niestety,dobra passa musiała się  skończyć.Knajpka upadła,przejęła ją chińska spółka,Francis zaczął pić,by po jakimś czasie umrzeć,a córka Agnes wyszła za czarnoskórego policjanta.Nasza bohaterka zaczęła buszować po śmienikach,narzekać na biedę i bluzgać każdemu obcokrajowcowi."Arabus","Bambus",czy "Żółtek" - wszystko jedno.Nie obchodzi jej rodzina,gardzi zalotami sąsiada,czasem tylko wyjdzie z koleżankami zagrać w karty.Przełom w jej życiu stanowi wykrycie osiedlowej dilerki narkotykowej,aż wreszcie przez przypadek w jej ręce trafia paczka haszyszu."Gandzia" postanawia zacząć wreszcie znowu zarabiać,więc zgłasza się do Vita,miejscowego szefa.Całe towarzystwo "zielarzy" patrzy na nią początkowo niechętnie,trochę śmiejąc się pod nosem.Sytuacja szybko ulega zmianie,zaczyna się domowa przeróbka towaru,kontakty z ludźmi i pierwsze zyski!
Cały proces jej pracy co jakiś czas zakłócany jest przez nieoczekiwane wypadki,jak przyjście sąsiadek czy zięcia z policji.Dochodowy interes w końcu się rozkręca,a z nim sama Paulette.Jej podejście do ludzi zaczyna się zmieniać.Wraz z nowym telewizorem czy kurtką,nasza bohaterka zaczyna bardziej interesować się bliskimi,inaczej traktuje wnuka,a nawet stara się pomóc córce w jej problemach,choć ta kwestia jeszcze kuleje.W każdym bądź razie "Babcia Gandzia" zaczyna być dostrzegana i lubiana przez wielu klientów.Oczywiście,jak w każdej komedii,i tu nie mogło zabraknąć komplikacji wynikających z handlu ziołem.Dostaje możliwość wejścia na znacznie wyższe stanowiska przy znacznie większej klienteli (nawet wśród dzieci),co niezbyt się jej podoba.
"Babcia Gandzia" to film wart obejrzenia.Przemiana głównej bohaterki,przedstawienie jej środowiska,a także ryzyko stopniowo zacieśniającej się pętli nielegalnych operacji  przykuwają uwagę widza.Na pochwałę zasługuje w szególności Bernadette Lafont,która wiernie oddała swoją postać.Seans nie obfituje w ciekawe dialogi ani specjalnie spontaniczną akcję,ale nie o to w tym chodzi.Myślę,że głównym zamysłem twórców było przedstawienie jak stara,wiecznie smędząca baba powinna patrzeć na życie.To taka mini-recepta dla znudzonych sobą i światem starszych ludzi,a także przestroga dla młodszych.Wbrew pozorom nie chodzi  tu o handel "maryśką" ;)
Miejscówki zostały dobrze wybrane pod zdjęcia.Rozmowy między bohaterami nie są specjalnie porywające,ale na nudę,czy brak poczucia humoru,narzekać nie można.Może nie uśmiałem się tak bardzo,jak powinienem (w końcu to komedia),jednak traktuję ten film jako miłe urozmaicenie chłodnego wieczoru.W sam raz na obecną sytuację pogodową!
Ocena? Nie powinno się oceniać filmów,książek ani gier,bo każdy postawiłby danej produkcji swoją własną notę.Osobiście "Paulette" otrzymuje ode mnie 6,5/10.Jak to mówią,"światów nie niszczy,ale nie jest  źle".Francuzi umieją robić dobre komedie (filmy z Luis Definesem,seria "Taxi"),jednak próba połączenia śmiechu z czymś odrobinę ambitniejszym wywiera wpływ na odbiór.
Na święta planuję kolejny seans - tym razem sprawdzę pogłoski na temat wybitności pewnego animowanego filmu ,którego druga część ukazała się w maju tego roku,dzięki uprzejmości Dreamworks....;)


Czysta magia "Przygód Merlina" 2014-12-14

"Long live the Queen!"
Trzy ostatnie odcinki piątego sezonu "Przygód Merlina" zakończone przed chwilą,zamknęły pierwszy z listy seriali do obejrzenia.Znam Merlina z weekendowych seansów na Polsacie,jednak nigdy wcześniej nie dane mi było oglądać ich regularnie.Mogę śmiało go polecić każdemu z was,szczególnie fanom fantasy i legend arturiańskich,do których jest masa odwołań.
Młody chłopak z polecenia matki opuszcza rodzinną wieś,by udać się na nauki do Gajusza,medyka na zamku Camelot.Nie spodziewa się jednak prawdziwych celów swojej wyprawy.Gajusz ma pomóc mu w ujarzmieniu jego wielkiego talentu magicznego,na który obecny król,Uther Pendragon,patrzy (lekko mówiąc) niechętnym okiem.Natomiast Przeznaczenie obarcza go służbą dla księcia Artura już pod koniec pierwszego odcinka.Otrzymuje wielkie zadanie: wspomagać Artura,chronić go i przyczynić się do budowy tolerancyjnego dla magii, spokojnego i dostatniego kraju.Oprócz okrutnego władcy i jego upartego syna,podczas swoich przygód młody czarodziej spotyka inne,znane z legend postacie: lady Morganę,służącą Ginewrę,sir Lancelota,Gwaina,Percivala,czy wreszcie Mordreda - przeznaczenie Artura.
Przez pierwsze sezony w każdym odcinku ktoś zagraża królestwu Camelot,głównie z motywem zemsty w tle.Uther rządzi twardą ręką,a każdego czarodzieja skazuje na śmierć.Jego portret psychologiczny jest dosyć ciekawy i uwarunkowany zdarzeniami z przeszłości.Jego żona byla bezpłodna,więc król poprosił kapłankę Nimue,aby dała jej żonie potomka.Artur się narodził,królowa zmarła przy porodzie,a rozpacz doprowadziła Pendragona do szaleństwa.Szczerze powiedziawszy mógłbym wam opowiadać o tym serialu i każdym bohaterze przez długie godziny! Scenariusz  wzbogacony jest w wątki poboczne (jednoodcinkowe przygody,które nie ciągną dalej głównej historii),nieprzewidywalne zwroty akcji oraz idącą za tym chęć obejrzenia kolejnego odcinka ("O,cholera! Co będzie dalej?!")
Przemiany głównych postaci są dobrze widoczne.Każdy kolejny kąsek tego wyśmienitego ciasta nie tyle pokazuje,ile pozwala się wczuć w konkretnego bohatera,zrozumieć jego zamysły i wybory.Na naszych oczach zachodzą diametralne,acz powolne przemiany.I to właśnie jest najlepsze! Żałuję jedynie,iż mimo zakończenia wszystkich wątków,nie powstanie kolejny sezon.Wielka szkoda,bo wiele mogłoby się zdarzyć.
Jedyny minusik,jaki dostrzegam,to nieco zbyt duże przywiązanie Merlina do jego Przeznaczenia.Jakby nie było,wiele jego decyzji,mających na celu zapobiegnięcie nieszczęśliwym wypadkom,w dużym stopniu przyczyniły się do ich realizacji.W trakcie późniejszych sezonów można za to delikatnie karcić bohatera i rozważać alternatywne wypadki.Tak czy siak,jest to detal,który w niczym nie przeszkadza odbiorowi serialu.A tym,którzy tak,jak ja będą czuli lekki niedosyt,polecam serię T.A Barrona "Merlin",opartą na nieznanych latach młodego bohatera.
A co urzeka widzów,prócz fabuły i świetnie zagranych postaci? Piękna  muzyka,efekty komputerowe (smok,działanie zaklęć),cudowne stroje,ciekawe dialogi,świetny humor (zwłaszcza na linii Artur-Merlin) i tajemnicza magia,przyciągająca widza do ekranu.W mojej ocenie naprawdę warto zagłębić się w ten serial.Odejdźcie choć na chwilę od "Gry o Tron",zapomnijcie o współcześnie rozgrywanych wątkach w "Breaking Bad",czy "House of Cards".Odstawcie na chwilę "The Walking Dead"! Dziś niech króluje największy czarodziej w dziejach! Nie zawiedziecie się! A tym,którzy tak,jak ja będą czuli lekki niedosyt,polecam serię T.A Barrona "Merlin",opartą na nieznanych latach młodego bohatera.
Jeśli o mnie chodzi,teraz biorę się za "Breaking Bad".A już jutro recenzja pewnego intrygującego filmu z 2012r. ;)


"Trucizna Lernejska" 2014-12-14

Świat nas co dzień atakuje,zwłaszcza gdy jesteśmy sami
Miesza w głowach,truje serca,chce obarczyć nałogami,
Smutny koniec w błędnym kole,oby chwila trwała wiecznie
Powtarzając zwyczaj zgubny zaciskamy tylko kleszcze
Chociaż z zewnątrz kruchość duszy,choć nadzieja z wolna ginie
W głębi serca każdy woła: "Wreszcie poczuć chcę,że żyje!
Chcę wycisnąć wszystkie soki i miłością znów oddychać!"
Nie przewidział biedny człowiek co na drodze będzie czychać

Burza uczuć,odrzucenie,złe przyjaźnie i zawody
Wicher młody z serc wyrywa zew wartości,zew bojowy
"Nie ma sensu twoja walka,musisz poddać się wyższości,
Siadaj z nami,wódka czeka,nie pokonasz konieczności!
Świat pokazał barwy swoje,ileś jest w istocie wart!
Zatop smutki w butelczynie!" - i tak runie domek z kart
Zapomina się o ludziach: przyjaciołach i rodzinie
Nie przypomnisz sobie o nich póki dusza nie wypłynie

Światem rządzi Władca Piekieł,diabły jego wciąż się czają,
I w kościele uświęconym bez skrupułów się chowają
Każdy demon zna nas świetnie,sznurem pląta młode szyje
Nie ostanie się tu wielu,każdy w jakiś sposób zginie:
Pierwszy zamęt sieje w duchu: "Patrz jak świat świat cię nienawidzi!
Przyjaciele drwią na boku,chłopak długo z ciebie szydzi!"
Drugi szybko chce pocieszyć: "Przecież tak nie musi być,
Zapal jointa,spij gorzałą,skoro nie masz po co żyć!

Odpłyń w niebyt,by zapomnieć,wszystko zniknie w oka mgnieniu!"
I oddala się jak złodziej,obserwując pilnie w cieniu
Trzeci demon koleżankę popchnął z bloga do ofiary,
Dwie pieczenie,jeden ogień,żadnej nie poskąpić kary!
Niechaj obie w Niebyt spłyną,świat opuścił je do reszty,
Ten naiwny,kto wciąż wierzy,że los mógł być kiedyś lepszy
Jedno wyjście pozostaje,Król Demonów daje znak:
Dusza znika,ciało blednie,lecz zostaje pusty brak

Pogrążając się w nałogu ze skrajności w inną skacząc
Izolując się od bliskich i kontakty dobre tracąc
Na wszelakie świata ciosy,jeden lek wciąż pozostanie,
Hydra-Nałóg,nieśmiertelna,coraz częstsze dawkowanie
Alkoholizm,narkotyki,papierosy - wszystko jedno
Telewizja,seks,zakupy - wiele głów,lecz wspólne sedno:
Nie jest ważne w co uciekasz,gdy zabijasz serce młode,
Chęć poznania,smak młodości i uczucia zbywasz chłodem

Nic w porządku nigdy nie jest,kiedy nałóg bierze górę,
W sercu twoi dwór wspaniały,lecz nie ty w nim jesteś królem
Nic nie będzie nigdy lepsze,póki krew zatruta płynie
Możesz odejść sam w Zaświaty,gdy za wczasu dzwon zabije
Nie myśl nigdy dobrze o tym,nie pozwalaj się pogrążyć,
Miej rodzinę przed oczami,dla nich w walce musisz zdążyć,
Dla przyjaciół i Miłości,która gdzieś na ciebie czeka
Powstań dumnie przeciw złemu,spiesz z ochotą,czas ucieka!
-------
Dla tych,którzy jeszcze walczą


Studniówka - ugrzeczniona najebka 2014-12-13

Przedmaturalne szaleństwo!
Już w styczniu,w piątek przed feriami w hotelu "Grand" w Chotowej,odbędzie się wielka impreza,podzielona na dokładnie 4 klasy.Wśród nich,znalazła się i nasza.Ach,te tańce,hulanki,śmiechy i chlanie do białego rana...Ale co tam,to studniówka!
Ci,któzy czytają mojego bloga od dłuższego czasu,powinni doskonale rozpoznać moją decyzję w sprawie "ukulturalnionego" melanżu.Na tej wiekopomnej potańcówie nie będzie łącznie ok. 1/4 klasy,bo albo mają imprezy w przeddzień naszej,albo zwyczajnie nie opłacało im się wydać kilkuset złotych na całe przedsięwzięcie.Błędem było zostawienie organizacji w rękach jednego kolegi,który wynegocjował niemałe kwoty najpierw na zaliczkę,potem w ramach dopłaty.Oprócz kilku  "klasowiczów"  nikogo to zbytnio nie interesowało.
Jednak po co się w ogóle urządza studniówki? Tradycja,powiecie,bo to jedyna taka impreza i trzeba być razem z klasą,potem już nie będzie okazji do wspólnych wypadów.W końcu nie ma to jak "kulturalnie" się napić (czytaj: najebać) z kumplami - przecież tym razem będzie cała klasa wraz ze znajomymi! Nic,tylko się bawić!
Pewnie każdy z was był albo dopiero będzie na swojej studniówce.Z jeszcze większą śmiałością mogę stwierdzić,że macie z tego wieczoru tylko piękne wspomnienia.Z całym przekonaniem natomiast,pewnie uznacie moją bierną postawę obserwatora za jakieś nieporozumienie - bo jak można zrozumieć fenomen klasowej studniówki nawet się na takową nie wybierając?
Z mojej perspektywy wygląda to tak: cały wieczór nic,tylko się albo siedzi,gada i chleje albo przychodzi pora na parkietowe wygibasy.Właściwie to jedna,wielka klasowa biba,z tą jedną różnicy tradycji.Jeśli chciałbym się z kimś napić,zawsze miałbym ku temu okazję.Jeśli chciałbym wyciągnąć kogoś na disco - zawsze byłaby taka sposobność.W mojej ocenie studniówki są jedynie bezsensownym i zbyt kosztownym przedsięwzięciem.Włączam w to również fakt,iż z pewnością żadna klasa nie jest ze sobą zżyta na 100%,a prawdopodobieństwo istnienia przynajmniej dwóch małych zbiorowości,walczących ze sobą,wynosi 1.Wiadomo,nie każdy ze sobą gada,nie codziennie jest szansa na zbiorową libację.Ale zdania,co do studniówek,nigdy nie zmienię.Nie mówię już o zwykłych imprezach,niech chodzi kto chce,mi to rybka.Całe szczęście,że tyczy się to również ostatniej wspólnej imprezy!
Pamiętam,jakby to było wczoraj: mieliśmy w gimnazjum urządzić komers.Namawiali mnie,prosili,żebym poszedł.W końcu pod presją przekonali mnie argumentem "Posiedzimy,powspominamy te trzy lata,pośmiejemy!".Chyba nie muszę opowiadać,co było dalej...Przyszedłem na miejsce tylko po to,by ujrzeć jeden długi stół z przekąskami i napojami.Cała impreza znajdowała się piętro nizej,na sali gimnastycznej.Dyskoteka,tańce,balanga...jak ja tego nienawidzę! Nie wiem jakim cudem wytrzymałem pół godziny! Załamany duchowo wyszedłem i w samotności myślałem,co dalej.Podeszła pani M. Spytała,czy wszystko w porządku,więc siłą rzeczy odparłem,że tak.Dodatkowo z moim "wiernym przyjacielem" Danielem,miałem posiedzieć godzinkę i do domu.Tymczasem już po powrocie wysłałem do niego sms'a,by dowiedzieć się,że zamierza tam zostać jeszcze długo.Ale czego więcej można było się po nim spodziewać?
Możecie szydzić,wyzywać od "starych pierników" - go ahead! Jednak mój pogląd dotyczy tylko mojego prywatnego postrzegania "oficjalnych dyskotek".Nie mam nic do tych,którzy chodzą na takie balangi i pradę mówiąc mało mnie obchodzą takie osoby.Żal mi tylko,że spośród moich rówieśników nie ma nikogo,kto myślałby podobnie jak ja.
No cóż,jak to się mówi: nowe czasy...


Sens "Pana Tadeusza" 2014-12-09

Miód dla duszy czy flaki z olejem?
"Pan Tadeusz" - jedna z najbardziej znienawidzonych przez uczniów lektur.Adam Mickiewicz przoduje trzem znamienitym polskim wieszczom,a jego "historia szlachecka z roku 1811 i 1812,w dwunastu księgach,wierszem" została ochrzczona mianem epopei narodowej.
Tadeusz Soplica wraca w rodzinne strony,jego losy warzą się między wojaczką a ożenkiem,a w tle przygrywa konfilkt dwóch wielkich rodów,poróżnionych przez pewne morderstwo.Miłość,wojna,intryga i polskość pełną gębą!
Na lekcjach  polskiego każdy z nas miał styczność z tym dwunastozgłoskowcem.Z pewnością czytaniu owej lektury towarzyszyły pot,łzy i świadomość długości utworu.Nie dość,że grube,to jeszcze wierszem! Katorga - ale czy na pewno.Zastanówmy się dzisiaj nad jedną rzeczą: wydarzenia historyczne zawarte w "Panu Tadeuszu" musiały mieć miejsce.Niektórzy snują spekulacje,czy towarzyszyła im tak podniosła atmosfera,jak u Mickiewicza.Do tego wchodzi czynnik skutków działań Napoleona oraz  niektórych polskich wodzów na rzecz cesarza.Wszyscy wiemy jak wybitnym strategiem był Bonaparte,jak sprawnie podbił niemal pół Europy,a przede wszystkim jak bardzo się starano uszczknąć dla siebie.Tak,jak Paderewski latał do Ameryki za przywróceniem niepodległości,tak wcześniej wielu ówczesnych patriotów chciało wstawiennictwa samego Napoleona w sprawie wolności.
W mojej ocenie Mickiewicz napisał genialne dzieło.Atmosfera narodowowyzwoleńcza,piękne zwyczaje ostatniej litewskiej szlachty,a nwet obraz ciepła i dostatku Soplicowa,jako harmonijnego,spokojnego przybytku,w którym zawsze wszystko jest dobre.Czysta arkadia,Utopia,coś nierealnego - zgodzę się.Jednak zobaczcie w jaki sposób zostało to wszystko oddane,jak wielkie natchnienie drzemie na kartach naszej narodowej chluby! Musimy to powiedzieć to jasno - niezależnie od naszych chęci i okoliczności czytania tej książki,"Pan Tadeusz" był,jest i jeszcze długo  będzie naszym narodowym skarbem!
Poezja Mickiewicza: ten styl,podniosłość i podtrzymanie otuchy dla cierpiącego narodu! Są oczywiście malkontenci,mówiący mniej więcej w stylu "Adaś widział,że trudna sytuacja,uciekł z kraju,widział,że inni coś piszą,to też chciał coś naskrobać,wielkie mi co!"
Takich osobników powinno się przykuwać do galery i niech opłyną świat dwa razy,nim jeszcze coś powiedzą.Czyż nie o to chodziło w tamtych czasach,by podtrzymać ogień wolności w sercach Polaków? Przypomnę wam słowa zawarte w Prologu do epopei:

"O, gdybym kiedy dożył tej pociechy,
Żeby te księgi zbłądziły pod strzechy,
Żeby wieśniaczki, kręcąc kołowrotki,
Gdy odśpiewają ulubione zwrotki
(...)
Gdyby też wzięły na koniec do ręki
Te księgi proste jako ich piosenki.
A przy stoliku drzemiący pan włodarz
Albo ekonom, lub nawet gospodarz,
Nie bronił czytać i sam słuchać raczył,
I młodszym rzeczy trudniejsze tłumaczył,
chwalił piękności, a błędom wybaczył"


Znowu teraz możemy mieć dwie perspektywy: albo chciał jak najwięcej zarobić albo rozpalić jak najwięcej serc.Być może w obu tych argumentach kryje się trochę racji? Może wyzwolenie kraju leżało mu na sercu na równi z pieniędzmi? Jakby nie było,mimo wszystko "Pan Tadeusz" wpisał się w historię literatury jako najwybitniejsze dzieło patriotyczne i stanowi wisienkę na torcie w poezji Adama Mickiewicza.Współczuję jedynie swoim rówieśnikom-maturzystom,którzy muszą się męczyć nad analizą pomniejszych fragmentów,pokroju opisów każdego grzyba.Odwagi,przyjaciele,wierzę w was! [Powiedział ten,co bierze fantastykę :P]
Po co czytać Pana Tadeusza? Dla urzekającego piękna,cudownej historii,świeżej bryzy polskości i czystego zapoznania się z wybitnym dziełem.Jeśli nie jesteście zwolennikami poezji,nikt was nie zmusza - podobno wycofali to ze szkół,ale nie jestem pewien.Gdyby tak było,przyznałbym rację,bo presja czasu i szkolny przymus potrafią skutecznie odstraszyć od czytania.Niniejszy wpis ma jedynie was zachęcić do powrotu lub zasmakowania po raz pierwszy losów Soplicowa.Życzę miłej lektury i powodzenia kolegom po egzaminie ;)







CUDO <3


Jak być inteligentnym? - poradnik 2014-12-08

Prostactwo się szerzy...
Jak to jest,że czegokolwiek się nie skomentuje (czy to na YT,czy na jakimś forum),zawsze znajdzie się wielu takich,co potrafią tylko wyzywać,kląć i zgrywać cwaniaka,gotowego spuścić nam solidny łomot? Naprawdę nie pojmuję zarówno takich ludzi,jak i wszystkie "ofiary".
Każdy,kto wyzywa i potrafi tylko szpanować słownictwem pokroju "niedorobiona cioto","pies cię jechał niedorobiony kutasie","papierowy bananie" itp.Wychodzę z założenia,iż wszyscy którzy operują takim słownictwem są albo zwykłymi gimbusami,chcącymi podbić do każdego,osiedlowymi cwaniakami,kibolami,członkami Ruchu Narodowego albo niewychowanymi robolami fizycznymi.
Zaliczam się do ludzi inteligentnych i myślących.W mojej ocenie nie powinno się na takie odzwyki w ogóle reagować.Dlaczego? Z prostej przyczyny niekończącej się wojny na wyzwiska.Zamiast zwyczajnie argumentować,wdać się w spokojną i logicznie spójną dyskusję,w której poparcie swoich tez odgrywa główną rolę,z niejasnego powodu lepiej i znacznie prościej wyzywać się od "niedorobionych spierdolin".A gdy odpowiesz takiemu,że odcinasz się od dyskusji z powodu braku sensu dalszej konwersacji oraz jakiegokolwiek inteligentnego podejścia - zaraz zgnoją cię znowu.
Czy to świat wariuje,czy coś ze mną jest "nie halo"? Czy naprawdę w dzisiejszych czasach mocną pozycję zajmują niewychowane prostaki,"imprezowi kolesie" i zwykłe gimbusy? O ile ci ostatni są zwykle zrozumiali (młody wiek), o tyle bardziej nurtująca kwestia tyczy się dorosłych - chciałoby się rzec - w pełni myślących ludzi.Czy chamstwo musi być nieodłączną cechą Polaka? Już nie chodzi o przeklinanie,ale o sam fakt odpychania logicznej argumentacji zwykłym słownikiem z rynsztoka.
Tacy ludzie albo są starszą młodzieżą,która pozostaje poza kontrolą rodziców,albo należą do młodych fanatyków Ruchu Narodowego/lokalnej drużyny.Albo wszystko razem wzięte! I od kogo biorą przykład? Od ciężkopracujących robotników fizycznych,mało troszczących się o codzienne słownictwo.Nie mam nic do takiej pracy,docieniam ludzi wkładających całe swoje siły w ciężką harówę tylko po to,by zapewnić byt sobie i swojej rodzinie.Oni znają prawdziwy sens pracy,jej gorzko-słony smak.Jednak głęboko wierzę,że tak ciężki wycisk nie musi iść w parze z wulgarnymi określeniami,płynącymi teraz w coraz młodszej krwi.Tak się zastanawiam,ilu w Polsce pozostało naprawdę mądrych i inteligentnych ludzi.Z pewnością trochę ich jest,chociaż ile to jest w porównaniu do chołoty wieśniaków!
Nie mam nic także do rolników.Ich ciężka praca idzie na dobro nas wszystkich.Bez rolników,umarlibyśmy z głodu.Ale wiecie jak to jest: człowiek może wyjść ze wsi,ale wieś w człowieku zawsze pozostanie.Czy to imprezki w remizie (młode pokolenie) czy przywiązanie do tradycji (starsi).Można być "wieśniakiem" albo "człowiekiem ze wsi" - wybór jest wasz.
Nadszedł czas,bym skierował apel do was,cała Młoda Inteligencjo: jeżeli "wieśniak" zajdzie wam drogę,jeżeli jakiś cwaniak zacznie bluzgać i urągać wam niemiłosiernie - omijajcie ich z dala,jakby cuchnęli szambem na wiele mil! Jednak,jeśli zaczną wyzywać waszym rodzinom i najbliższym - nawet,jeśli nie macie dość sił - walcie w mordę natychmiast.Choćby się nawet was nie przestraszył,to pokażecie,że nie wolno wami pomiatać.Wtedy zaczną dostrzegać w was przeciwnika - nigdy ofiarę.Miejcie na uwadze moje słowa,a nasz kraj będzie miał większe szasne na przetrwanie.


Ustawa na wychowanie 2014-12-07

Szkoła zastępuje rodziców?!
Znowu brat i znowu jego idiotyczne poglądy! Naiwnie wierzy w to,co Cejrowski mówi na temat prawa i edukacji odnośnie wychowania dziecka.Uważa,iż prawnym obowiązkiem rodzica jest zaprowadzić pociechę do szkoły,a kwestię jego rozwoju pozostawia się szkole...Co za idiotyzm!
- Gdzie jest zapisane,że to rodzic ma wychować dziecko?!
Nigdzie,bo to oczywista sprawa każdego człowieka! Systemy edukacyjne oraz zakres ich obowiązków są zapisane inaczej dla każdego kraju.Jednak po to w szkołach istnieją stopnie sprawowania,by dziecko nie czuło się bezkarne.Szkoła ma jedynie przekazać dziecku czysto merytoryczne informacje.Na lekcjach zdobywa się wiedzę,rozwija zainteresowania,a co bardziej ambitniejsi uczniowie mogą starać się o stypendium.Czasem za coś się płaci,czasem nie.Jednym słowem: ile szkół,tyle podsystemów.
Edukacja to proces rozwoju intelektualnego.Wychowanie natomiast zalicza się do podstawowych obowiązków rodziców.To rodzic przekazuje mu wartości,doświadczenia życiowe i czasem światopogląd.Do zadań rodziców należy karcenie,gdy pociecha robi coś złego i nagradzanie,jeśli zrobi coś dobrego.Rodzic ma ostrzegać dziecko przed skutkami błędnych wyborów takich,jak seks przedmałżeński,branie narkotyków czy spotykania w niewłaściwym towarzystwie.Nie zawsze jest łatwo,nieraz dochodzi do kłótni na podstawie różnic pokoleniowych.Nierzadko nie rozumiemy tego,czego wymagają od nas rodzice i nieczęsto patrzymy na ich codzienne życie okiem obowiązków. A gdy przychodzi nasza dorosłość,zaczyna do nas docierać sens tych wszystkich zakazów i porad.Przychodzi wtedy do głowy ta jedna,nieprzyjemna i wstydliwa myśl "Cholera,jednak mieli rację".To rodzice mają  dać nam przykład jak postępować przy różnych sytuacjach losu! Jeśli ojciec wyzywa matkę,istnieje niezerowe prawdopodobieństwo,że syn będzie robił to samo.Jeśli dopuszcza się wulgaryzmy w towarzystwie dzieci,to nie ma co się dziwić,że "łacina" stanie się normą już w następnym pokoleniu.Przykłady możnaby mnożyć.
Czego Jaś się nie nauczy,tego Jan nie będzie umiał - ta reguła przypisana jest przede wszystkim szkole.A jednak szkoła nie nauczyłaby dobrze czytać,pisać i liczyć każdego z nas,gdyby nie domowa pomoc rodziców.Przypomnijmy sobie ile razy,gdy mieliśmy problem z zadaniem domowym,rodzice pomagali nam w nauce,zwłaszcza za czasów podstawówki.Starali się,tłumaczyli temat tylko po to,by szkoła mogła zweryfikować materiał z lekcji i naszą pracę poza nimi.
Nauczyciele mogą dawać nam wskazówki do prawdziwego życia tak,jak dla nas robi to profesor B. od zawodowego niemca.Zwłaszcza na temat związków i rodziny umie bardzo dużo powiedzieć z autopsji.Jednak to rodzina ma na nas największy wpływ,bo jesteśmy z nią naprawdę blisko - chcąc tego lub nie.
Ciekaw jestem jak bardzo mój brat jest nienormalny,wierząc w tezę Cejrowskiego.Najpierw "praktyczne" podejście do konkursów ("jak nie ma cennych nagród,to nie idę"),a teraz to.Intrygujący przypadek,nie uważacie?


Krzyżem i mieczem 2014-12-06

Uświęcone barbarzyństwo?
Chrześcijanie stanowią obecnie największą "siłę duchowną" na świecie.Najwięcej do powiedzenia mieli w średniowieczu,kiedy to stanowiska kościelne były rentowne i poważane.Duchowieństwo było bardzo bogate i odgrywało niemałą rolę polityczno-społeczną.Biskupi mogli wykupywać swoje godności w ramach hołdu lennego.Odpusty trzeba było wykupywać,najbogatsi mogli nabyć relikwie jakiegoś świętego (w średniowieczu powstało uznano ich chyba najwięcej) a pokuty za grzechy bywały nieraz surowe.Kulminacyjnym momentem dla chrześcijaństwa stało się ogłoszenie pierwszej krucjaty.Muzułmanie atakowali europejskie tereny (choć podobno nie mordowali wcale innowierców),więc Urban II zobligował cały chrześcijański świat - czyli tylko Europę - do otwartej wojny z Islamem.Propaganda o świętości za śmierć w imię Chrystusa szerzyła się nieustannie,lecz rycerstwo bardziej dbało o przyziemne sprawy,jak gwałty,kosztowności i rozlew krwi.Wszystkich wypraw było siedem ale tylko pierwsza osiągnęła swój cel,czyli podbój Jerozolimy.Tak czy inaczej "biali chrześcijanie" pokazali swą moc.Ale po kolei...
Zaczęło się od najazdów Seldżuków.Co ciekawe Ich ekspansje wówczas znacznie odbiegały od tego,co wyrabia Kalifat.Napadali,zajmowali tereny,nakładali na ludność niewygórowane podatki i szli dalej.Nie obchodziło ich czy wierzysz w Boga,Allaha czy jakieś bagienne bóstwo - wystarczy,że płacisz podatki.Z perspektywy upływu czasu bardzo trudno uwierzyć w taki obrót wypadków,ale tak w istocie było.Zobaczcie chociażby na Tatarów w Polsce! Jest ich niewielu,ale w naszym kraju "za bożą sprawę" nie wyleciał w powietrze ani jeden budynek! Tatarzy prowadzą całkiem znośną odmianę Islamu sprzed wielu wieków.
Jak to więc możliwe,że wielka hałastra barbarzyńskich,zawadiackich chrześcijan poszła w imię Boga wyżynać arabskie miasta? Poprzednik Urbana II dostał niegdyś wiadomość od cesarza Bizancjum z prośbą o pomoc wojskową.Arabowie byli już niedaleko,więc przydałoby się małe wsparcie.Papież natychmiast rozkazał wysłać wojska na odsiecz sojusznikowi.Tymczasem kolejna głowa Kościoła,dostała niesłychanego oświecenia - trzeba zwołać wyprawę krzyżową! No i zaczęła się propaganda o świętości,odpuszczeniu grzechów i takich tam pierdół choć domyślam się,że rycerstwo miało w nosie swoje zbawienie.Świadczą o tym ich pierwsze ofiary - Żydzi.Zabili Chrystusa,są odmiennej wiary,to czemu by ich nie wytłuc? I tak parli dzielnie naprzód,prowadzeni przez proroków od siedmiu boleści.Miasto za miastem padały przed nimi na kolana tylko po to,by zaraz tracić "głowy".Chrześcijanie,Żydzi czy Arabowie - wszystko jedno! Nie ma miejsca na przepytywanie każdego z osobna o wyznawaną wiarę.Liczyły się kosztowności,młode dziewczyny i niezła zabawa! Dopuszczano się nawet kanibalizmu!Ich pierwszy i nadrzędny cel,czyli zdobycie Jerozolimy,stał się kwestią poboczną.Do najgorszych zdarzeń krucjat z pewnością można zaliczyć tzw. "Krucjatę Dziecięcą".W 1212 roku 40 tys. dzieci uciekło do Palestyny.Zaufali jednak niewłaściwym ludziom i zamiast za darmo do Ziemi Świętej zostały zabrane na targ niewolników...Czy wobec tego wyprawy krzyżowe były samym złem?
W tym szaleństwie jest metoda - powstały zakony Templariuszy,Joannitów i Krzyżaków.Kultury arabskie i europejskie zaczęły się przenikać.Krewniacy z Bliskiego Wschodu ukazali się nam jako światli i ciekawi ludzie.Handel bliskowschodni (inaczej lewantyński) przejęły włoskie miasta,dzięki czemu gospodarka mogła się znacznie rozwinąć.Poza tym Europa przejęła m.in wschodnie tkaniny,ryż,orientalne owoce czy choćby przyprawy.Pomału badaliśmy obcą kulturę,przejmując niektóre wzorce.Rozwój rycerskich obyczajów,herbów,strategii wojennych wpłynął w dużym stopniu na europejski styl życia.
Szkoda tylko,że Arabowie utrwalili sobie obraz Europy jako barbarzyńskich,prymitywnych krain,które bez skrupułów łamią wszelkie przysięgi.Właśnie krucjaty pokazały im nową drogę w relacjach Wschód-Europa: z nami nie można rozmawiać.Już nie.
Przez wiele lat grałem w Twierdzę:Krzyżowiec.Starałem się czytać i badać każdy aspekt historii "świętych wojen" z Islamem.Na wiosnę tego roku obejrzałem "Królestwo Niebieskie" - film naprawdę niezły.Jednak wszystko to,z czym do tej pory się zetknąłem,czego się dowiedziałem...wszystko to jeden wielki mit.Piękny,młody templariusz z mieczem w dłoni stał się zwykłym mordercą w imię "wyższych celów".
Wnioski pozostawiam wam.Polecam zarówno grę,film jak i poszukiwanie faktów historycznych na własną rękę.Zawsze taka wiedza może się wam przydać do zmiany bądź utwierdzenia pewnych poglądów.Swoją notkę oparłem na poniższym filmiku,podręczniku do historii oraz własnych przemyśleniach.Zapraszam do weryfikacji i - być może - dyskusji!







Dalej wzwyż i dalej wgłąb! 2014-12-05

Wróć do Narnii,Aslan wzywa!
Rano przed pójściem do szkoły znalazłem chwilę,by skończyć ostatnią książkę z serii "Opowieści z Narnii". I wiecie co? Nie myliłem się ani przez chwilę co do oczekiwań następnych tomów!
Jakiś czas temu opisałem wam swoje spostrzeżenia na temat książek i ekranizacji powieści Carola Lewisa.Wyraziłem wówczas swoje wrażenia,będąc całkowicie oczarowanym magią przygód z kolejnej bandery fantasy.Dziś mogę śmiało powiedzieć,że było warto! "Opowieści z Narnii" są niezwykłym przeplotem świata wyobraźni z chrześcijańskimi wierzeniami.Autor odwzorował wydarzenia takie,jak stworzenie świata czy śmierć Jezusa na swój oryginalny sposób.W każdej z siedmiu książek można naprawdę poczuć wyjątkowość człowieka,który został wybrany na króla Narnii przez samego Aslana,syna Władcy-Zza-Morza.W kościołach tyle się mówi o miłości Boga do ludzi,ile to dla niego znaczymy.Za każdym razem pewnie każdy wierzący nie czuje tego zbyt mocno.Za to Lewis wiedział jak trafić do czytelnika.Aslan przyzywa człowieka do Narnii,by wykonał niezwykle ważną misję,od której zależy przyszłość krainy.Jeśli ci się uda,zasiądziesz na tronie i władać będziesz na wieki! "Kto raz został królem w Narnii,na zawsze nim pozostanie". Fakt,że tylko rodzeństwo Pevensie objęło tron.Jednak bez Eustachego Srubba,Julii Pole oraz przede wszystkim Poli Plummer i Digoryego Kirke (później: Profesora) wydarzenia potoczyłyby się znacznie gorszym torem.
A teraz kwestia najważniejsza: Aslan.Postać Chrystusa,wedle wiary katolickiej,została przedstawiona naprawdę świetnie.To on stworzył Narnię,nadał części zwierząt ludzką mowę,umarł i zmarwtychwstał po zdradzie Edmunda.Podczas bitwy z Telmarami zbudził drzewa i leśne istosty,a w wyprawie na Siedem Wysp pomógł Eustachemu wrócić do ludzkiej postaci.Lew zawsze oznaczał męstwo i odwagę,dodawał sił i wewnętrznego spokoju.Ci,którzy go kochali,w jego obecności czuli słodycz,ukojenie i wielką radość.Ci,którzy się go bali i nienawidzili nie śmieli spojrzeć mu w twarz,odsuwali się,pierzchli na sam dźwięk jego imienia.Dał początek wszelkiemu życiu.Również na  jego słowo pobojowisko po ostatniej wielkiej  bitwie  zostało pokryte wodną zasłoną,a cały świat przestał istnieć.Jedyne co mnie smuci to fakt,iż pod koniec nie wszystkim bajkowym władcom udaje się przejść z Krainy Cieni...
Na koniec dwa spośród wielu znaczących cytatów,które najbardziej zapadły mi w serce.Niektóre pojmą jedynie wybrańcy,którzy tak,jak ja poczuli moc narnijskich kronik:
1)"Musisz pozwolić,abym to ja cię rozebrał" - Eustachy był w skórze smoka.By znowu stać się człowiekiem musiał "zdjąć"smocze "wdzianko" (jak wąż) i wykąpać się w jeziorze.Za każdym razem,gdy zdejmował skórę,na jej miejscu pojawiała się inna.Tylko Aslan mógł ją zdjąć.Nie było to przyjemne i bezbolesne,ale chłopca ogarniała radość z pozbywania się postaci potwora.
2)"Wszystko,co uczyniłeś dla Tasza,przyjmuję tak,jakbys to czynił dla mnie - nie dlatego,że on i ja jesteśmy jedną osobą,lecz dlatego,że jesteśmy swoimi przeciwieństwami.Ja i on tak bardzo się różnimy,iż żaden niegodziwy czyn nie może być dokonany w moje imię,a żaden czyn,który jest godziwy,nie moze być dokonany w jego imię.Dlatego,jeśli ktokolwiek przysięga na Tasza i dotrzymuje przysięgi,ponieważ ją złożył,naprawdę przysięga mnie,choć o tym nie wie,i to ja udzielam mu nagrody.I jeśli ktokolwiek wyrządza okrucieństwo w moje imię,wówczas,choć wymawia imię Aslana,naprawdę służy Taszowi,i to Tasz przyjmuje jego czyn.Czy zrozumiałeś to,moje dziecko?" - Tasz był Kalormeńskim bogiem-demonem.Szympans Krętacz wmawiał wszystkim,że jego fałszywy Aslan (przebrany osioł) i odległy Tasz to jedna osoba.Młody wojownik zapragnął spotkać się z bożkiem,bo miał go za wspaniałego boga i czynił wszystko w jego imieniu.
"Narnia nie zginęła! To jest Narnia!"







e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]