Zwi@dowca Elvenoor | e-blogi.pl
Blog inny niż wszystkie
Blogi

Przewodniczka w Mieście Królów 2014-06-29

To był cudowny dzień!
Pierwszy z wielu ciepłych,wakacyjnych dni za nami,a już zapowiada się całkiem nieźle! Wczoraj nareszcie spotkaliśmy się z Karoliną w stolicy europejskiej kultury,mieście spotkań polskości z obcokrajowcami - Krakowie.
Przygotowywałem się do tego już wcześniej,zbierając pieniądze na pociąg.W piątkowy wieczór rodzice musieli dokładniej sprawdzić transport,bo ten który znalazłem był spod znaku Intercity - czegoś,co powinno być już standardem dla polskiej kolei.Rozważaliśmy różne połączenia,wzięliśmy również pod uwagę jakiś bus ale w ostateczności pozostał pierwszy wybór - TLK Intercity,9:03. Postanowiłem,że mama pojedzie ze mną abym "nauczył się jak to wszystko załatwić" i wyszło to nawet na dobre.Dodatkowa kasa na Kraków do mojej kieszeni + rodzicielskie opłaty za sam przejazd.Mama obawiała się,że wyjdzie drogo,bo z jej nauczycielską zniżką na Intercity nic nie wskóra,ale łącznie z moją uczniowsą (już dozwoloną) zapłaciliśmy zaledwie ok. 60 zł. Ani dużo,ani mało,ważne że nie ponad 100 zł.Sama podróż minęła dość szybko.Po przybyciu na miejsce doznałem szoku.
"Kurcze,jak ten dworzec się zmienił!" Połączenie z Galerią Krakowską (której parę lat temu jeszcze nie było) oraz pełna modernizacja wpłynęły na korzyść dla turystów.Szkoda tylko,że o pociągi powrotne musieliśmy się pytać w Informacji,bo na tabeli pokazywane były połączenia z ledwie dwugodzinnym wyprzedzeniem.Wjeżdżając na piętro wyjściowe byłem pod mocnym wrażeniem tak rozwiniętego pomysłu łączącego dworzec z centrum handlowym.
Udaliśmy się wreszcie na rynek.Z Karoliną umówiliśmy się pod pomnikiem Mickiewicza,ale w końcu sama musiała podejść wraz z rodzicami do fontann,bo ludzi tłumnie przybyło (nie dość że wakacje,to jeszcze weekend).Wybiła dwunasta,z wieży mariackiej rozległ się hejnał.Zażartowałem,że przydałaby się jeszcze snajperka,bo pusty plac przy fontannach idealnie nadawałby się do "powtarzania a zarazem usprawniania historii" .Odnaleźliśmy się wreszcie.Przywitałem jej rodziców i poszliśmy w długą.Zdałem się na jej wyczucie w terenie,zaradność i szukanie drogi,bowiem zamierzaliśmy troszkę pobłądzić,włócząc się tu i tam.
Było cudownie! Ile się nie nachodziliśmy,ile sklepów z książkami i mangą nie odwiedziliśmy,ile dróg nie odkryliśmy! Pierwszym punktem był mały,ale przestronny sklepik z fantastyką,komiksami (nie tylko japońskimi) oraz grami planszowymi a la "Gra o Tron". Zakupiłem za 25 zł kolejne,zaraz pod Hobbicie i Władcy Pierścieni,dzieło Tolkiena - Silmarilion.Moja urocza towarzyszka zaś nabyła kolejny tom którejś ze swych ulubionych serii mangowych.Podczas przechadzki czas nam płynął powoli a zarazem bardzo szybko.Powoli,bo cieszyliśmy się sobą,zapominając o rodzinie i całym bożym świecie.Liczyło się tylko jedno: to Nasz dzień! Zauważyłem,że Karolina jest nie tylko mądra i dowcipna,ale i umie znaleźć sklepik,który został niedawno przeniesiony na nowy adres.Jest pomocna,bo pamiętała aby wziąć mapę.Gdy spytała się mnie o drogę na dworzec (niedaleko od dworca miała być kolejna księgarnia) owa mała anglojęzyczna karteluszka była nieocenioną pomocą dla mojej pamięci i orientacji w terenie ;)
Na samym koniec poszliśmy do japońskiej restauracji z małym zadaszonym ogrodem.Zamówiliśmy po Mandu Ramenie i wodzie niegazowanej z cytryną.Byłem ciekaw jak smakuje Japonia.Podczas oczekiwania na swoje zamówienie moja przewodniczka wprawiła mnie w nie lada konsternację,gdyż nie powiedziała czy je się tylko pałeczkami,czy też są jakieś łyżki.Uśmiechała się przy tym tak cwanie (Udało jej się namówić kogoś do jej pasji) a tak słodko,że nie mogłem oderwać od niej wzroku.Boże,jej szeroki,"chomiczy" uśmiech,oczy kolorem przypominające ciemną zieleń i unikatowy styl bycia...
Nasze Rameny w końcu przybyły.Nie powiem,żeby to źle smakowało,ale jest lekko ostre i chyba nie pod mój smak.Bambus,ciemnobrązowy wijący się pasek grzybowy,duża połówka jajka,pierożki gyoza i (najlepszy ze wszystkich) bulion z długim makaronem,ciężkim do wyłapania dużą,płytką łyżką.Trochę mi było głupio,bo nie zjadłem wszystkiego i trochę w tej zupie namieszałem.Jako tako się najadłem,ale przynajmniej wzbogaciłem się w ciekawe doświadczenie.
16:30 - Mama dostała telefon i musiała napisać coś dla koleżanki a tata Karoliny musiał być na jakimś festynie naukowym.Pożegnaliśmy się,podgoniliśmy na dworzec i przez niemal trzy godziny próbowałem złagodzić ból w nogach.W końcu Dębica.Prysznic,przebranie się,krótka rozmowa przez telefon z jakże mi bliską towarzyszką,kolejne wspomnienia.Rozmowa na gg,a po północy spać.Znużyło mnie ostro,zmęczenie dało znak.Ale przed snem wydarzyło się coś jeszcze.
Łzy.Nie wiedzieć czemu zacząłem cicho płakać.Dlaczego? Przecież przeżyłem fantastyczny dzień,przechodziłem niemal cały Kraków towarzysząc Karolinie.Brakowało tylko wspólnego zdjęcia,jako nośnika tych cudnych wspomnień.Moja przewodniczka zdjęć nie potrzebowała,bo wszystko zawsze pamięta,choćby i sprzed kilku lat.Nie ma co się trapić,nadrobię to u niej,na tygodniu wakacji w Dębieńsku (moja taktyka się sprawdziła,opowiem wam jutro).Ale czemu płakałem? Przecież nie ze zmęczenia!
Może nareszcie poczułem,że żyję? Może nie chcę już wątpić,nie chcę siedzieć na tyłku bezczynnie całe dnie? Może nareszcie zaczynam się budzić?


"Zew Młodości" 2014-06-19

Przenikaj me serce,mą duszę Adamie!
Niech każde Twe słowo,Twój nakaz się stanie!
Natchnienie Przesłodkie,wypełnij mą krew,
Wlej Ducha Poezji przez pismo i śpiew
Daj wkraść się do myśli,do pragnień i snów
Do swojej liryki zapraszam Cię znów

Posłaniec anielski przekazał mi wieść
Że dalej wciąż,dalej te słowa mam nieść
Niech ptaki powtórzą pieśń chwały natchnioną,
Niech kraj nasz od dzisiaj znów zalśni koroną
Niech każdy codziennie chce nucić te słowa
I w sercu nadzieję na jutro zachowa
W nas,młodych umysłach,pokładaj nadzieje
My światu dać chcemy sens,wiarę i brzmienie
Umysły tak młode,tak chętne poznania
Tak serca podniosłe i żądne kochania

Przyszłości otwarte szeroko są bramy,
Wzdłuż losów dziedzińca już stoją stragany
Nie łakną pieniędzy,a pragnień za towar
Narkotyk,tabaka,a w karczmie masz browar
I wszystko to kusi,tak zmysły przyćmiewa
Ja,dobry przyjaciel,pokornie ostrzegam:
Do zguby prowadzi tak młodych początek
Gdy serca tak czyste i piękne jak słońce!
To złudne przeczucie,że szczęście jest blisko
 Świat życie wycenia by zabrać wam wszystko!

Ci wielcy zza biurek chcą zyski notować,
Bo ważne byś nie chciał ich usług żałować!
Żądają gotówki,codziennie miliony
Wpadają od młodych i niedoświadczonych
By w stado wejść wilków,przyjaciół zdradliwych,
Osiągów przeciętnych i pragnień fałszywych!
Odciągnąć ze ścieżki ambitnej,szerokiej
Aż sumy ogromne wypłyną potokiem

Nie warto się staczać z gościńca do sławy,
Nie warto się wdawać w szaleństwa,zabawy,
Choć styl ten nienowy,powszechnie obrany
Czas jest to zwyczajnie bez celu zabrany!
Los kusi nas,kusi,by wydrzeć co cenne,
Co lepsze,co żywsze,dla świata znamiennie,
To czego brakuje zastąpić chce podle
A życie umyka tak szybko,niegodnie

Zmień życia koleje i prądy myślowe
Twórz własne dla świata pomysły wciąż nowe
Poszukuj i badaj,oceniaj i działaj
By żadne na próżno nie poszło z tych starań!


Wulga(r)ta - kląć czy nie? 2014-06-14

Słowiańszczyzna nowożytna - któż jej nie zna?
O naszym dumnym narodzie możemy powiedzieć wiele rzeczy,wiele pochwał,przemyśleń i wyrzutów.Zwłaszcza tych ostatnich jest bez liku a jedną z większych pozycji zajmują wulgaryzmy.
Bo któż ich nie zna? Wszędzie można je usłyszeć,od podstawówki po gimnazjum,szkołę średnią (w obu przypadkach bogato zdobią niemal co drugie zdanie) aż na studiach czy zakładzie produkcyjnym skończywszy.Tak,niestety nawet dorośli ludzie,zwykle w firmach pracy fizycznej jak budowlanka,produkcja czy transport ładunków,wzbogacają swój słownik o jakże piękne wyrażenia.Czyżby praca fizyczna była aż tak męcząca,że nie dbamy o to,co mówimy?
"Czym skorupka za młodu nasiąknie,tym na starość trąci". Tutaj leży sedno dzisiejszego problemu.Małe dziecko przebywając w środowisku dorosłych zaczyna słuchać pilnie co kto mówi,obserwować ruchy,zachowania.Uczy się w ten sposób pewnych prawidłowości dotyczących jako takiego życia.I gdy wreszcie pójdzie do szkoły i usłyszy od swojego kolegi jakieś przekleństwo,zaczyna je powtarzać.Praktycznie zawsze wychodzi to przy dorosłych,gdy jedno nieznane słowo wywrze na rodzicach zdziwienie i oburzenie w jednym.Początkowo zaczęliby takiemu tłumaczyć,że to brzydkie słowo,nie wolno tak mówić...podczas gdy sami nie są święci i od czasu do czasu zdarza im się kląć.Później to samo dziecko pójdzie dalej,zacznie dojrzewać i w okresie buntu znajdzie więcej takich a nawet gorszych jeszcze wulgaryzmów.Niekiedy zacznie się pyskówka,wulgarne określenia w kierunku rodziców,nauczycieli,problemy wychowawcze.Aż z czasem rodzinka będzie się przyzwyczajać do umiarkowanego poziomu przekleństw,lecz niecałkowitego olania sprawy. Jedna czy dwie "kurwy" nie zrobią im różnicy,"cholera" zawsze będzie takim łagodnie wulgarnym słowem a wszystkie "pieprze" z jakże bogatą paletą przedrostków będą traktowane ulgowo.
Podczas rozmów z Karoliną zauważyłem,że dla niej wulgaryzmy nie istnieją.Nie używa absolutnie żadnych niestosownych wyrażeń i rzadko kiedy jest zdenerwowana.Dość wyjątkowy przypadek,lecz jak najbardziej pozytywny.Z kolei ja nie jestem święty i choć jedynie przy wielkim wkurzeniu potrafię kląć jak szewc to jednak na co dzień zwykłem używać wyżej wspomnianej "cholery" czy wszystkich "pieprzy".Dla mnie to nie są aż takie wulgaryzmy.Z resztą pewnie wielu ludzi tak ma,bo co się dziwić skoro - podobno - "zajebisty" nie jest już przekleństwem.Nie wiem czy tak jest,jeśli się mylę poprawcie mnie.Tak czy siak jest oczywistym,że powtarzana przez wielu zła wymowa,czynność etc. staje się normą i jej waga zostaje umniejszona aż do wydarcia łatki "czegoś złego".
W książkach,filmach czy grach wulgaryzmy są także spotykane.To czy są dobrze czy źle używane to już kwestia autora,by właściwie je wpleść w sytuacje i postacie.Najlepszym zastosowaniem wulgaryzmów wg mnie są rabusie,bandyci,najemnicy oraz krasnoludy z działu fantasy.Szczególnie ci ostatni mają najwięcej do powiedzenia,bo spójrzcie na nich: mają mocną głowę do alkoholu (lata treningu,przyzwyczajenia?),uwielbiają walkę toporem,mają sylwetkę małych ale wkurzonych zwalistych drwali.Dla nich wulgaryzmy są jak znalazł.W końcu to od jednego z ich wiedźminowskiej rasy wzięło się słynne zdanie "Na pohybel skur...!"  (Swoją drogą zastanawiałem się co to jest ten pohybel i dowiedziałem się,iż jest to nic innego niż belka na której wisi lina w szubienicy).
Elfy natomiast,jako rasa dumna,piękna i niezwykle mądra nie miałaby prawa używać wulgaryzmów.Wyobrażacie sobie elfa ,który celując z łuku wygrażałby swojemu oponentowi? To nie byłoby logiczne, wprost nie do pojęcia!
Jak więc widzimy "łacina nowożytna" musi być zawsze umiejętnie zastosowana. We współczesnym świecie nie jest niczym chwalebnym,czymś z czego można być dumnym. Wychodzę z założenia,że wszystko jest dla ludzi. Rozumiem,że przekleństwa używane w sytuacji zderzenia nogą,ręką,głową etc. z czymś twardym lub też doznanie,usłyszenie,uświadczenie jakiejś niezwykle irytującej wiadomości może w pełnym stopniu oddać naszą złość,pozwolić się rozładować.De facto człowiek lepiej znosi ból i dyskomfort gdy wyładowuje się przez adekwatne wulgaryzmy.Jednak nadużywanie tego typu wyrażeń (zwłaszcza po uświęcającym "za przeproszeniem") jest zwykłym niewychowaniem,brakiem kultury i pokazem własnej głupoty.Chcąc przykładowo komuś "pojechać" lepiej nie stosować wyzwisk,bo to droga bez końca.Wiecie co mam na myśli.
Na koniec mała przestroga - jeśli pozwolicie,żeby w waszych rodzinach wulgarność była tolerowana,jeśli popełnicie ten jeden mały błąd i wasze (przyszłe bądź już posiadane) dzieci będą mogły kląć choćby w minimalnym stopniu,możecie być pewni powtórki z rozrywki w ich przyszłych rodzinach.







Czworonożny Anioł Stróż 2014-06-06

Serce lepsze od ludzkiego!
Który to już raz przeszedłem koło miejscowego dziwaka,który ciągle pije,chodzi po Dębicy ze swoim psem na cienkiej smyczy i non stop krzyczy bez ładu i składu na mijanych ludzi? Z pewnością każdy taki moment jest dla mnie tym jednym zbytecznym.Zawsze idąc gdziekolwiek,gdy tylko spotykałem tego starego piernika,serce mi podchodziło do gardła.Mój niepokój dotyczył jednak jasno-czarnego dużego kundla,który nigdy nie odstępuje swego pana.Podczas wymijania tej czarnej owcy w naszym mieście słyszałem wiele pozbawionych sensu słów.Czasem nawet myślałem co też bredzi tym razem.Jednak zawsze powtarzała się jedna myśl: takich śmieci się odrzuca i izoluje dla bezpieczeństwa zarówno ich jak i pozostałych mieszkańców.
Tak,przyznaję że przechodziły mi przez mój młody umysł tak wielkie,lecz i niegodne koncepty.Gdyby wszak ten sam pijak leżał na chodniku bez psa u boku,nie wahałbym się mu pomóc! Co jak co,ale skoro ma zamiar dalej chlać i ma na to środki to nie moja sprawa.Ważne,że pozostawienie go samemu sobie byłoby przesadnym egoizmem.Nie wiem tylko,czy w ogóle zastałbym go bez wiernego czworonoga,bo mimo wszystko trzeba zadać sobie jedno pytanie.Pytanie,które zdumiewa mnie w prostocie wyrażanej przez siebie istoty,niezwykłości i niemożności pojęcia: Czemu ten pies jest zawsze z nim?
Co takiego w okolicznych menelach i bezdomnych spod dworca widzą najlepsi przyjaciele człowieka? Psa można wyszkolić,można zaniedbać,znęcać się,pokochać.Sam mam w domu maltańczyka i czasem doprawdy mam wątpliwości czy faktycznie jest do nas przywiązany,czy „kocha” nas tylko dla jedzenia i zabawy? Psy są mądre,ale i cwane,bystre,pomysłowe.Często ich wyczyny wywołują na twarzy szeroki uśmiech.Ale czemu trzymają się tych,których bliźni odtrącają? Jak to się dzieje,że wyglądając na biednego pijaka większość „współplemieńców” (jesteśmy wszak spod jednej rasy) woli prędzej go kopnąć i splunąć niż wyciągnąć dłoń i zaoferować pomoc? Długo zastanawiałem się nad tym niepojętym fenomenem i przypomniałem sobie co jest w nas nie tak.
Pieniądze.Boimy się,jesteśmy przeświadczeni,że każdy jeden nieznajomy chce nas po prostu zwyczajnie oszukać i wydrzeć całą kasę,jaką mamy.Albo że pieniądze,które powierzylibyśmy „na chleb” w rzeczywistości poszłyby na kolejną flaszkę.Jakby nie było ludzie są dziś zdolni nawet do odgrywania ulicznego biedaka ,w nadziei na szybki i łatwy zarobek.Na sam dźwięk bilonów mamy w głowie mętlik,instynktownie liczymy zyski,opłaty,wydatki,oszczędności…
A pies? Pies równie odrzucony jak bezdomny wałęsa się koło swego nowego pana,bo czuje że dzielą razem ten sam los.To niezwykłe,że potem ów człowiek otrzymawszy choćby kromkę chleba sam odkłada sobie od ust,żeby nakarmić nowego przyjaciela! Zwierzę daje mu poczucie bliskości,towarzystwa,aby nigdy już nie był sam.A pies dostaje od niego pożywienie i odwzajemnienie tej mocnej więzi.Jest jego cichym aniołem stróżem.
Nie potrafimy tego pojąć? Może chcemy uciec? A mimo wszystko zwierzę czuje,wie,dostrzega to,na co drugi człowiek nie chce patrzeć.Bo lepiej mieć wiernego czworonoga,któremu oddasz swój czas i serce niż łudzić się na cokolwiek w środowisku dwulicowych węży,którzy wystawiliby cię tylko dla swoich korzyści.


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]