Zwi@dowca Elvenoor | e-blogi.pl
Blog inny niż wszystkie
Blogi

"Reforma Niezwykła" 2014-05-29

Już dzwonek dzień skończył,powracam ze szkoły,
Dzień ciepły,przyjemny i nastrój wesoły
Lecz myśli splecione znów kłębią się w głowie
Jak ludziom zapewnić ochronę i zdrowie
Co zrobić,by wszyscy się czuli bezpiecznie,
By życie wśród ludzi od dziś było lepsze
Jak wpłynąć na klasę,kolegów spod bloku
By w dusze zagościł ład,przyjaźń i spokój?

Na pewno rozmowy są kluczem zwycięstwa
Gdyż przemoc i pięści to siła zdradziecka
Złość rodzi agresję,agresja konflikty
Wzajemne niesnaski,wojenki nie znikły
Rozmowa rzecz święta,tu trzeba mediacji
Osoby od zewnątrz,bezstronnej wibracji
Wysłucha dokładnie,przypatrzy się bacznie
I szukać języka wspólnego wnet zacznie
By wreszcie rozejmem,pokojem zakończyć,
Choć jeden spór wreszcie przestanie się sączyć!

Cóż dalej prócz rozmów? U podstaw poszukam:
Najmłodszych uczulić na serce nie sztuka!
W zabawie im lekcję przedstawić tak trafnie
By móc na owoce z radością popatrzeć,
Szanują się,lubią i razem się bawią
Nikogo samotnie  ot tak nie zostawią
Bez względu na ciuchy,bez względu na rasę,
Na wygląd,zabawki,zdolności czy kasę!

Lecz ktoś musi dobrze nas potem pilnować
By każdy wierności mógł temu dochować
Tak wojny już były,są,będą na świecie
Nie trzeba kolejnej z kolegą mieć przecież!
Bo po co te słowa zbyt ostre,jak szpilka?
Bo po co te pięści,nienawiść jak wilka?
Rodzice przykładem nam błyszczeć powinni
By iść za ich śladem,nie patrzeć co inni,
By myśleć na trzeźwo,z rozsądkiem,pokojem
Tak muszą być dla nas wzorowi oboje

I nam tak potrzeba dla przyszłych pokoleń,
Więc apel króciutki wygłosić pozwolę:
Rodzicu kochany,swe dziecko najdroższe
Ucz tego co ważne,co z serca najprostsze
Co nieraz mozolnym mu będzie dążeniem,
I czasem oblecze się w życiu cierpieniem
Jednako ta bitwa cierpliwie staczana
Przyniesie mu wielkość,cud,piękno - wygrana
Wychowuj go mądrze,by poszedł w twe ślady
I mnożył wciąż lepsze to coraz przykłady!






Niestety administracja e-blogów skopała robotę i teraz player nie chce mi się wstawić.Ech,tak to jest przekombinować coś co było dobrze.Dziękuję panowie ex-właściciele!


Pomoc dla bogatych 2014-05-20

Jacy my jesteśmy "idealni"!
Wiele dzieci jest dziś wychowywanych w ścisłej,uporządkowanej hierarchii: ucz się dokładnie,pracuj,wykonuj obowiązki,zdaj maturę,zalicz studia,znajdź partnera i wychowaj potomstwo.Wpajamy dzieciom wartości,to czym powinny się w życiu kierować,na co zwracać uwagę,czego unikać,jak postępować. Ale jaki chcemy dać im przykład,skoro oceniamy książki po okładkach,potrawy po wyglądzie i ludzi po ich ciuchach?
Gdy na ławce w parku leży bogato ubrany biznesmen od razu garną się tłumy,aby mu pomóc.Obudzić,sprawdzić przytomność i wezwać pomoc,jeśli taka będzie potrzeba.W takiej samej sytuacji przeciętnie ubrany Kowalski miałby niewiele mniej szczęścia,w końcu to szarak,jak każdy wokół.Jednak mężczyzna z długą,zaniedbaną brodą,chodzący w obdartych,starych szmatach nie miałby szans."Przecież to pijak,nawet nie ma co sprawdzać! Tacy jak on wolą prędzej zmarznąć niż odmówić alkoholu!". Jedyne co poszkodowany by dzisiaj dostał,to parę kopniaków,wyzwisk i pełną pogardę. "Umyj się obdartusie,do pracy leniu śmierdzący a nie całymi dniami chlejesz za moje podatki!". Nawet nikt się nie schyli dla pewności,czy aby na pewno jest to okoliczny menel.Każdy przejdzie,spojrzy chwilę i w jednej chwili odwróci wzrok.
Ubrania stanowią o człowieku...doprawdy? Jeśli z powodu trudnej sytuacji finansowej,kryzysu finansowego w rodzinie,to czy noszenie starych szmat równałoby się z pogardą wśród ludzi? Być może miałby trochę łatwiej,gdyby mi się coś stało i leżałbym nieprzytomny pewnie ktoś w końcu by mnie rozpoznał i niezwłocznie zadzwonił po pomoc.Wiele osób mnie zna,choćby z widzenia.Wielu mnie pamięta,kojarzy mój wygląd i towarzystwo.Mimo to współczuję  wszystkim bezdomnym oraz biednym rodzinom.To smutne jak "ci wyżsi" och traktują,jak są poniżani,odtrącani,besztani na każdym kroku!
Co nami kieruje? Gdy przechodzimy obok nieprzytomnego biedaka - co nas powstrzymuje przed pomocą? Pycha,pogarda,obrzydzenie,wstręt wobec ludzi niższego stanu? A może lęk,niepewność,strach przed oszustwem i kradzieżą? Nie trzeba znać pierwszej pomocy,aby pomóc drugiemu człowiekowi.Wystarczy telefon.Wezwanie odpowiednich służb,które umiejętnie poinstruują co należy wykonać i szybko dotrą na miejsce.Nie trzeba być wielkim,sławnym człowiekiem.Nie trzeba mieć mięśni,wielkiego umysłu czy odpowiednich środków przy sobie.Wystarczy chęć i dobre serce - to wszystko.Wystarczy tylko dobra wola i zapał w gromadzeniu pomocy dla jednostki!
Wierzymy w Boga - nie wszyscy i niejednokrotnie w różnym spojrzeniu na wiarę,ale jesteśmy jednak krajem katolickim.Należy to jednak zmienić.Gdy Jezus chodził po świecie szukał towarzystwa grzeszników,prostytutek,celników,złodziejaszków.Wyciągnął dłoń do tych,którzy zostali przez wszystkich odtrąceni,upodleni,poniżeni.Wyszedł na przeciw tym,którzy żałowali za swe przewinienia.Okazał łaskę,przebaczenie i swoją miłość! Co tydzień chodzimy do kościoła na msze,aby oddać Mu cześć,podziękować,uprosić,błagać o przebaczenie.Jednak kto z nas kiedykolwiek pomyślał o takich biednych,poszkodowanych ludziach jako o Nim? Kto z nas kiedykolwiek zobaczył leżącego na ulicy obdartego człowieka i pospieszył mu z pomocą? Cisza.Pustka.Nie ma chyba nikogo - żadnego zwykłego,szarego człowieka,który bez rozgłosu ale jednak zlitowałby się i okazał miłość sprawdzając tętno,rytm oddechu i dzwoniąc na pogotowie.Jeśli ktoś ma brudne,stare ciuchy - niech lepiej sam się zabije,nim jakaś choroba go dorwie na ulicy. Ja także nie jestem idealny.Żałuję że na razie nie mogę zrobić nic,żeby było lepiej.Ciągle myślę jak naprawić nasze dusze,jak wlać miłość w każdego z nas.Jak samemu odnaleźć jej źródło i zaznać szczęścia w rodzinie,by móc wychować moje dzieci w braterstwie z bliźnim
"Któż jest moim bliźnim?" - pamiętamy wszyscy to pytanie wraz z przypowieścią o Samarytaninie.Wszyscy wiemy,że ani kapłan ani lewita nie pomogli pobitemu podróżnikowi i dopiero Samarytanin - zwykły poganin - musiał się nim zaopiekować,zatroszczyć i zapłacić za wikt i opielunek.Nikt od nas nie wymaga wydawania pieniędzy.Ale zwykłe uklęknięcie,potrząśnięcie i wyczucie funkcji życiowych nie jest niczym skomplikowanym! Idziemy złą drogą,przyjaciele! Przekażmy swoim dzieciom to,czego nam być może kiedyś zabrakło w szkole czy domowych doświadczeniach.Pewnego dnia to my możemy być w potrzebie.Kiedyś my możemy potrzebować pomocy.A Los - bez względu na religię,bo w każdej istnieje - oddaje nam po dwakroć to,co sami daliśmy innym.


Żyć chwilą 2014-05-10

Świt za świtem,dzień za dniem...
Karolina wyjeżdża jutro z samego rana do Hiszpanii.Przez tydzień będzie reprezentować na wymianie swoją szkołę jak i  kraj.Jakoś mi to nie przeszkadzało,myślałem że to po prostu tygodniowa nieobecność i nie odczuję tego poza niewielką tęsknotą.Och,jak bardzo się pomyliłem.
Już dziś,gdy tylko zaczęliśmy rozmowę,ogarnął mnie smutek.Poskutkowało to tym,że niewiele zdążyliśmy popisać a już musiałem zrobić przerwę.Wiedząc co się zbliża postanowiłem jakoś załagodzić sytuację i pocieszyć się w znany mi sposób.Nie przyniosło to spodziewanej ulgi (kto by przypuszczał?) a wręcz wszystko pogorszyło.Czułem się jeszcze gorzej,wszystko przestało mieć znaczenie.Karolina poszła przed godziną do ciotki na urodziny.Nawet dobrze,bo nie mogłem i tak niczego nie mogłem z sobą zrobić.
Kim dla mnie jest? Kim jest prawie osiemnastoletnia dziewczyna ze Śląska? Czym jest jej niezwykłość,wyjątkowość,której nie jestem w stanie pojąć? Czemu tak bardzo nie mogę się doczekać wakacji i próby przekonania rodziców,bym mógł do niej pojechać?
Czy powtarzam błąd z czasów Kaśki i Michaliny? Czy znowu coś we mnie kiełkuje,by opaść w jednej chwili? Nie jestem w stanie na to odpowiedzieć.Wiem tylko,że ona jest inna.Inna niż tamte dwie,niedorosłe i pogubione niegdyś nastolatki.
Karolina,Pernelle Flamel (jak lubię ją nazywać ze względu na jej francuskie zainteresowania) jest niezwykła,bowiem jej szereg pasji,artystycznych myśli,mądrych odpowiedzi i tak bogate światoznawstwo budzą we mnie podziw,oczarowanie,szacunek i wielką chęć przybliżenia sobie jej punktu widzenia.Ktoś kiedyś powiedział,że w drugiej osobie fascynuje nas to,czego brakuje w nas samych.Jestem romantykiem,lirykę układam niemal w jednym temacie,choć pod różnym kątem.Czytam głównie fantastykę,nie spotkałem się dotąd z innymi gatunkami,więc moje kręgi czytelnictwa są dość ubogie.W sercu mam wielki zamek,o który jako wojownik muszę walczyć,wciąż usiłując odeprzeć oblężenia Złego.Nie odpuszcza,skubaniec,nie da mi wygrać.
Podczas rozmów z Karoliną wspomniałem m.in,że chciałbym tak jak Geralt pozostać obojętny wobec konfliktów,które nas śmiertelnych przewyższają.Jednocześnie tydzień temu po korepetycjach z matematyki pomogłem przejść przez ulicę mężczyźnie na wózku inwalidzkim.Gdy zatrzymałem tylko jeden samochód (z wyrozumiałą,uśmiechniętą i nawet ładną panią za kierownicą) pomyślałem sobie,że muszę mieć w sobie wielką moc.Mogę zarówno stworzyć coś pięknego,jak i zniszczyć wszystko wokół.Mam możność zostania Kimś,przeciętnym lecz szczęśliwym człowiekiem,lub gościem,którego wszyscy będą wytykać palcami,którego imię będzie wzbudzało jedynie strach.
Chciałbym pozostać obojętny,jakoś żyć z piękną dziewczyną u boku,kilkorgiem dzieci,dobrą pracą i niewielkimi wycieczkami.Chcę spokoju i miłości.Nie mam pewności czy odnajdę to,czego tak pragnę,czy wyjdę z nałogu,ale chcę mieć dziś na to wylane.Co więc się liczy tego dnia?
Karolina,to by choć do trzeciej rano z nią pogadać,pożegnać i w trakcie jej nieobecności wytrwać jakoś z optymizmem na ustach i przygotować dla niej jakąś niespodziankę.Nie chcę na razie niczego planować.Trzeba tylko żyć obecną chwilą i nie martwić się na zapas,choćby było ciężko.
Kto wie co będzie dalej niech nic nie mówi.


Pokolenie HD 2014-05-04

Świat się zmienia...
Czas mija,odchodzą starsze pokolenia,nadchodzą nowe.Jedni ustępują miejsca drugim,aby mogli właściwie zagospodarować miejsca i sytuacje im pozostawione.Pytanie tylko,czy umiemy zrobić to właściwie?
Wszak niegdyś było inaczej: spotykaliśmy się na dworze z przyjaciółmi w znajomych miejscach,czas płynął nam wolniej,aktywniej,pierwsze zakochania były zawsze tymi niewinnymi,nieśmiałymi,byliśmy bardzie pracowici,kulturalni.Jasne,bójki w szkołach czy w sąsiedztwie też się zdarzały i przychodziliśmy wtedy do domu po zimny okład i reprymendę rodziców z nakazem szybkiego podania ręki na zgodę.Nie było tak wielu kanałów tv,o ile ktoś miał telewizor.Muzyka bardziej kojarzyła się z jakimś sensem,przesłaniem i była bardziej do tańca.Kiedyś liczył się ten pozytywny,dobry szacunek.Kiedyś największe zawody a'la kozak miały formę wyścigu do tego drzewa,tamtej ulicy,zjedzeniu szpinaku czy dużej porcji słodyczy.Nie było tak kolorowo na półkach sklepowych,lecz mimo wszystko było dobrze.To było pokolenie żołnierzy,odpowiedzialności,pozytywnej radości życia! Wartości wtedy miały bardzo ważne miejsce w życiu każdego.A dziś?
Dziś tysiące klubów mieni się różnobarwnymi migoczącymi kulami,na parkietach młode dziewczyny z wyeksponowanymi dekoltami i krótkich spódniczkach prężą swe ciała,by żądni spełnienia chłopaki zaczęli je podrywać.Barman serwuje drinka za drinkiem,atmosfera gęstnieje,w ruch idą języki i obmacywania...Wartości? Obowiązki? O czym my tu w ogóle mówimy? Młodzi,wyszczekani gniewni okazujący szacunek tylko tym,którym wg nich wypada.Brak jakiejkolwiek pomocy dla starszych,brak zrozumienia ich sytuacji,brak zainteresowania czymkolwiek pożytecznym."Oby tylko iść na weekend się najebać,w szkole wystarczy naciągany dop i jakoś będzie! "
Nie wiem już sam,czy to świat jest nienormalny czy to ja od nich odstaję? Czy to świat się stacza czy może ze mna jest coś nie tak? Czy to,że nie chcę imprezować ani chlać jak oni to wyjątek od reguły czy nienormalność? Czy to,że w tak młodym wieku,bez wyszalenia się młodości chcę jednak reprezentować jakieś wartości to powód do dumy czy kpin? Jak to jest? My,młodzi,lubimy jak jest lekko,łatwo i przyjemnie.Wiem to i ja,a po części nawet sam czasem się ku temu skłaniam.A jednak jest ta świadomość,że każdy kto angażuje się tylko w bezstresowy styl życia prędzej czy później dostanie kopa w tyłek i albo wyląduje w błocie albo jednak jakoś się będzie trzymał.W końcu,cytując panią profesor Ognisty: "Nie ci są dyrektorami i prezesami,którzy mieli same piątki w szkole.Najważniejsze to umieć sobie poradzić." Trzeba jej przyznać rację,ale żeby sobie poradzić trzeba myśleć.A przy dzisiejszym trybie życia u nas,młodych,myśleć się nie chce.A jednak pragnę czegoś więcej,choć jak widać z moich ciągłych upadków i beznadziei ciągle to jest zbyt mało.Ciągle niewystarczająco.
Czy naprawdę w swoich poglądach jestem sam?


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]