Zwi@dowca Elvenoor | e-blogi.pl
Blog inny niż wszystkie
Blogi

Polowanie na Smauga a'a Peter Jackson 2014-02-26

To było kino!
Właśnie przed chwilą skończyłem oglądać "Hobbita: Pustkowie Smauga" na laptopie.Chciałem pójść do kina,lecz ani środki ani czas mi na to nie pozwoliły.A naprawdę szkoda,bo efekt byłby dwa razy lepszy.
Zacznę od tego,że lekka zmiana fabuły,wyobrażenie nowych postaci takich,jak Beorn czy Smaug budziło we mnie wielką ciekawość.Jako miłośnik fantastyki trochę się jednak zawiodłem,spodziewając się lepszego odwzorowania ciekawych postaci uniwersum Tolkiena.Fabuła uklimacona została przez wątek miłosny między Kilim a Tauriel,tajemniczą rudowłosą elfką,która towarzyszyła Legolasowi.Cóż,Peter Jackson znowu zaskoczył swoim obrazem,ale nie ma co się dziwić."Hobbit" to książka na jeden długi film,a skoro ludzie nawykli do trzech części "Władcy Pierścieni" to i samego niziołka trzeba rozbić na trzy.Poza tym,gdyby wszystko było tak,jak w książce to kina nie byłyby tak pełne,jak teraz.Owszem,wielu by ciekawiło odwzorowanie pierwowzoru najlepszej fantastyki,jednak sprawdzone amerykańskie patenty pokroju miłości,nowych bohaterów i delikatne zwrócenie fabuły w tym samym kierunku,lecz po troszkę odchylonym torze są zawsze niezawodne.Akcja i humor jednak dopisują,potrafią rozbawić widza w stopniu prawie równym,co poprzednia trylogia.Brakowało mi tu tylko nieco zabawniejszych docinek w stylu Gimlego.Z pewnością wszyscy fani pamiętają jego komentarz o krasnoludach - sprinterach "zabójczych na krótkich dystansach",ocenę szans w obliczu wielkiego zła "Na co czekamy?" ,czy wreszcie słynne  "Krasnoludem się nie rzuca!". Aktualnie z powodu braku czasu zawiesiłem "Władców" na wędrówce Froda,Sama i Golluma przez bagna,tj. tuż po obłaskawieniu,jednak zdążyłem wyłapać wiele tekstów wprost z książki.W Hobbicie więcej jest sytuacji niż cytatów,mimo tego nic nie burzy atrakcyjności dzieła Jacksona.Krajobrazy łąk,gór,czy Mrocznej Puszczy naprawdę pieszczą oko,a scena gry na zwłokę Bilba ze Smaugiem naprawdę budzi utożsamienie z bohaterem.Smaug w tej jedynej scenie cichego zakradania się naszego protagonisty oraz w trakcie rozmowy powoduje lekki dreszcz.Przyznaję,że trochę się go bałem,lecz wystarczyło tylko wytrwać do momentu,w którym krasnoludy niestety bez skutku próbują zatopić przeciwnika,ten w ramach zemsty leci na Esgaroth,a w ostatnich słowach filmu słyszymy "Jam jest ogień,jam jest śmierć" oraz słuszną obawę Bilba o niefortunny zwrot akcji.Co będzie dalej? Czy Bard wyrwie się jakoś z więzienia,by odnaleźć ukrytą przez jego syna ostatnią czarną strzałę i zabić potwora z Kusznicy Krasnoludów? Czy Bitwa Pięciu Armii będzie miała związek ze sceną,w której widzimy uwięzionego Gandalfa,który obserwuje ze zgrozą jak orkowie dowodzeni przez Białego Orka maszerują ku zwycięstwu Saurona?
Właśnie tego się obawiam najbardziej.Bitwa o skarb Ereboru,w której ludzie wraz z elfami i krasnoludami stanęli przeciwko goblinom i wargom,najsłynniejszy bój w fantastyce,zaraz obok Helmowego Jaru i Minas Tirith.Czy Peter Jackson w lecie br. planuje ukazać nam przedsmak wojny znanej z poprzednich filmów o Pierścieniu? Nie wiem jak będzie,ale coś mi się wydaje,że przy całej spektakularności akcji i efektów specjalnych "Hobbit: Tam i z powrotem" (o ile tytuł filmu nie będzie źle przetłumaczony) o pamiętnym klimacie możemy zapomnieć.
Cóż,mimo paru niedociągnięć w stronie oryginału i próbie zrobienia z pięknej książki wielkiego,kasowego hitu kinowego w sam raz na wakacjach,czekam z niecierpliwością na trzecią część przygód w uniwersum Tolkiena.Tym razem nie ma opcji,muszę iść na to do kina i koniec,już drugi raz na tym samym się przejechałem ,licząc "Iluzję".Póki co złapię zaraz za pierwowzór dla całej serii."Hobbit" sam się nie przeczyta,a gdy jestem z dala od książki Bilbo wraz z kompanią muszą sobie przeczekać przed Mroczną Puszczą,gdzie też ich zostawiłem.Czytanie kilku książek naraz tak się czasem kończy ;)


Wojskowa lekcja życia 2014-02-22

Baczność! Prezentuj broń!
Tak,teraz moja kolej.Niedawno dostałem jakąś kartkę o przesyłce poleconej z postępowania administracyjnego na poczcie koło dworca.Gdy mój ojciec mi ją wręczył już obaj wiedzieliśmy co to oznacza.Nareszcie przyszła ta wielka chwila,w której okazuje się czy jesteś facetem czy nie.Mowa oczywiście o komisji wojskowej lub - jak ja to wolę nazywać - publicznym pokazywaniem penisa.Mam stawić się w tutejszym ośrodku kultury i sportu dokładnie 5 marca,punkt 8:00.Pewnie tak szybko nie pójdzie,będzie trzeba trochę odczekać i postresować się dłużej.Nie boję się tego,co mi powiedzą.Za parawanem zobaczą chudego,wątłego chłopaka z niemal brakiem mięśni.Nie liczę na najlepszą kategorię,ani to że w razie wojny i społecznego wezwania do broni wezmą mnie na front.Tak mądry,lecz wątpliwy w boju młodzieniec przydałby im się tylko do pomniejszych sprawunków.Słyszałem,że wystarczy złożyć jakieś papiery,że jest się pacyfistą i wojnę odrabiasz bez obaw o postrzelenie.Od tego całego wojskowego jury usłyszę pewnie jakieś komentarze na temat masy i budowy mojego ciała,ale nie obchodzi mnie ich zdanie.Dadzą mi kategorię i do widzenia ;)
Swoją drogą często myślałem o walce za ojczyznę,porównywałem siebie do poznanych bohaterów romantycznych a'la Kordian czy Konrad z "Dziadów". Nieszczęśliwa miłość,poszukiwanie jej sensu i duchowa przemiana w bojownika o wolność Rzeczypospolitej.Nie mieli nic do stracenia,tak jak ja.Ryzykując jedynie swoim życiem i  przywilejami  pozycji społecznej chwycili za radykalne środki,jak np. zamach czy walka rzeczywista(Hrabia Henryk,"Nie-Boska Komedia"). Często miałem wrażenie jakbym miał większy cel,bez miłości w sercu lecz z głową na karku podczas wojny podjąłbym rękawicę i poszedł walczyć za kraj...Choć są pewne zastrzeżenia,przez które nie dopuszczono by mnie do broni,o czym już wspomniałem.Jednego jestem jednak pewien: wojsko nauczyłoby mnie większej dyscypliny i konsekwencji.Nie ma już obowiązkowej służby z możliwością alternatywy w postaci studiów.Czy to dobrze? Młodym to na rękę,można się uczyć trochę na studiach i bawić się przy procentach jeszcze bardziej.Starsi z kolei,widząc jak wszystko się zmieniło twierdzą,że każdemu,wstępującemu w wiek męski,chłopakowi przydałby się trening w wojsku.Wojsko to symbol prawdziwej,twardej męskości.Tu nie ma opieprzania,nad ranem pobudka,gimnastyka,porządne śniadanie,wyczerpujący trening,chwila odpoczynku,znowu ćwiczenia,na obiad ogórkowa i dawaj na poligon.Na końcu wracasz mokry i zmęczony pod prysznic a potem wczesne kimanko,żeby nabrać sił na kolejny dzień.Kobiety żądają równouprawnienia,także garną się do wojska.Cóż,to nawet przyjemny widok dla każdego faceta,choć zdarzają się i wyjątki,dla których kobieta=domowe obowiązki.Ech,malkontenci są wszędzie,co poradzisz?
Osobiście chciałbym pójść na taki okres próbny do wojska,tak jak to było kiedyś.Tylko nie jestem pewien,czy wytrzymałbym tam wystarczająco długo,mimo swoich starań.Z pewnością znaleźliby się tacy,którzy próbowaliby mi dopiec,pokazać innym swoją wyższość przez nabijanie się z najsłabszego w stadzie.I ten twardy aspekt,że trzeba sobie z takim problemem poradzić samemu.Tu przełożeni mają wg mnie niewiele do powiedzenia,nie ma nikogo kto stanąłby w obronie.To jest życie,albo od początku będziesz chociaż próbował się postawić albo cały czas będziesz na łańcuchu innych.A nawet gdy zaczniesz się bronić lepiej od razu zaciśnij pięść.Siła argumentu czasem zawodzi,a mocny argument siły zawsze pomaga.Szkoda,że ręka jeszcze nie jest na tyle sprawna,by wyćwiczyć technikę w pięściach.Przynajmniej mogę wrócić do biegania,moje nogi domagają się wysiłku a kondycja woła o pomstę do nieba.


CyberMagia#7 - Ciemna strona mocy 2014-02-17

Gdy agresja to już norma...
Mam już serdecznie dość tego,jak zachowuje się mój młodszy brat w stosunku do rodziców.Gdy wpiszą mu hasło na komputer jest spokój.Nawala w Warbanda z kolegami jego pokroju i nie martwi się niczym.Gorzej,gdy tata dobitnie już po raz setny mówi mu,żeby kończył grę.Jego donośne przedłużone „już” słyszy całe osiedle a teksty „ogarnij się,Aga” czy „dobrze Mireczku,już” znają na pamięć sąsiedzi w promieniu kilku klatek.Dziś jak się domyślacie znów odwalił cyrk,gdy mama nie chciała mu wpisać hasła na kompa,bo „wyszła tylko po jedną rzecz” do sklepu.Trzaski drzwi,wyładowania na szufladach,krzyk i wściekłe łzy w oczach.
To nieodpowiedzialny gimbus,który umie obronić się jedynie tekstami typu „dobra,idź stąd małe dziecko”. Próbowałem,nie wiadomo po co,zwrócić mu uwagę,choć nie słucha nikogo i ma wszystko gdzieś.Oczywiście argumentował wszystko wulgaryzmami oraz określeniami „małe dziecko”,”przynajmniej mam kolegów” itp.Nic to na mnie nie robi.Wolę mieć normalnych kumpli w szkole i kilku równie dobrych poza nią,niż popieprzonych gimbusów,których tak broni.Wiecie czym się różnią jego koledzy od niego? Oni zostali tak dobrze wychowani,że nawet boją się odpysknąć do swoich rodziców,bo wiedzą że nieposłuszeństwo jest surowo karane.Niestety,moi rodzice nie rozumieją istoty problemu.Owszem,jako tako go karzą i grożą odebraniem Internetu,choć także wtedy zamiast prosić o dokończenie filmiku na YT zaczyna się odgrażać.
Mój brat jest kompletnie nieodpowiedzialny.Nie dość,że ma indywidualne z powodu notorycznych bólów brzucha,z którymi jeździ po lekarzach (jakieś problemy z bakteriami) i  wszyscy mu idą na rękę,on dalej ma to gdzieś.Niedawno przepisał się do mojego dawnego gimnazjum na ostatni rok,bo niektórzy wykładowcy z poprzedniego nie chcieli mu zaliczyć semestru,nawet z dobrymi ocenami.Wczoraj wieczorem rodzice powiedzieli,by rano wstał,ogarnął się i przygotował na każdą lekcję,jaka może jutro się zdarzyć.Tymczasem został obudzony po dziewiątej przez telefon od mojej byłej chemiczki.Chciała się umówić na lekcję,żeby przyjść jeszcze dziś,ale braciak jak zawsze się wykręcił brzuchem.Ktoś w końcu musi przemówić mu do rozumu i potrzeba zaledwie drastycznych środków.Wszyscy jednak widzą jego problem z grami jako normalną chęć do gier.Coś o tym wiem,przecież lepiej robić wszystko,zamiast nauki,a gry do najnudniejszych nie należą.Jedyne co mnie odróżnia od mego brata jest to,że pamiętam o nauce i wciąż osiągam dobre oceny.A poza tym,mimo że obaj lubimy Roja z YT,to ja właśnie lepiej czuję sens i dobrą stronę gier.Jeśli więc macie lub będziecie mieć dzieci i akurat zainteresują się grami nie odpychajcie ich od komputera.Miejcie kontrolę w co grają i jak długo oraz czy nie zaniedbują nauki.Lepiej zapobiegać takim przypadkom jak mój młodszy brat,niż użerać się z nim kilka lat.Zapraszam do obejrzenia filmiku o uzależnieniach od gier autorstwa Patryka Rojewskiego.Jestem pewien,że nie pożałujecie.







Serce z plastiku 2014-02-13

Jutro najgorszy dzień w roku.
Na ulice wyjdą zakochane pary,sprzedaż kwiatów,pierścionków,czekoladek,misiów i wszystkiego,co ma przyszyte lub naklejone serce podskoczy do maksimum a telewizja będzie pokazywać szczęśliwe pocałunki...Jak ja tego nienawidzę.Mam kilka powodów,by olać cały jutrzejszy bajzel związany z miłością tylko z pozoru.
Miłość - piękne uczucie zakochanych ludzi,którzy chcą być ze sobą na dobre i złe,choć gdy to złe przychodzi nie jest już tak cudownie.Pomijam kwestię tolerancji,mamy czasy w których każdy może kochać każdego a to,że niektóre instytucje czy kraje na to nie zezwalają to inna sprawa.Skupiam się jedynie na miłości wszelako rozumianej.Tak więc przychodzi miłość,jest wielkie wow,serce rośnie,krew szybciej pulsuje a w brzuchu latają motylki.I przychodzi ten jedyny dzień w roku,na który wszystkich nagle ogarnia szał serduszek.Pary kupują sobie prezenty,planują wspólnie czas w ten "wyjątkowy dzień",myślą tylko o romantyczności.A czy to oznacza,że później już nie mogą w wolnym czasie urządzać romantycznych schadzek,obdarowywać swoje sympatie,partnerów życiowych,kochanków i kochanki? Czy to znaczy,że miłość jest tylko w jeden dzień w roku?
Każdy z nas dobrze wie,że jak jest miłość to wszystko jest nagle piękniejsze.To naturalne.Ale nikt nie pomyśli kto tak naprawdę wygrywa 14 lutego.Odpowiedź znajduje się w każdej sklepowej kasie.Pamiętamy o 14 lutym,Dniu Kobiet,nawet niektóre panie praktykują Dzień Mężczyzny.Jednak powiedzmy sobie szczerze,mniej osób zważa już na rocznice poznania,ślubu itp. w miarę rozwijania związku i napływu obowiązków.Wciąż to duża,zadowalająca większość,jednak o ile z tym nie mamy kłopotu,o tyle z niespodziankami,zaskakującym kupowaniem kwiatów ot tak,z serca,gdy nikt nas do tego nie zmusza - mamy spory problem.Czy media mają nam przypominać,że jest takie coś,jak miłość i jej szaleństwa? Poza tym,czy miłość przejawia się tylko w ten jeden dzień? Każdego dnia powinniśmy o nią dbać,pamiętać o drugiej osobie,troszczyć się o nią,gdy jest w chorobie,pocieszać i mocno przytulać,gdy się boi i czuje niepewność.Ale nie,XXIw. musi wprowadzić z duszy święto na świętego Walentego,tak jak Mikołajki na imieniny wielkiego biskupa.Nie mówię,że oba te święta są złe,wprost przeciwnie.Nienawidzę tylko  tego,w jaki sposób wszystko jest pojmowane,że "jak nie kupisz jej pierścionka to jesteś biedak,a rysunek czy wiersz od serca się nie liczy".
Kilka tygodni przed zerwaniem rozmawiałem z Michaliną o Walentynkach.Najpierw planowałem kupić jej misia,ale rozmowa zeszła na pierścionek.Miałem trochę kasy,więc jeszcze niewielka ilość i byłby pierścionek.Jednak jeszcze tego samego wieczora powiedziała,żeby nie kupować jej niczego.Zdębiałem,nie wiedziałem co powiedzieć.Po namowach i długiej dyskusji wyjaśniła,że nie chce prezentu "na Walentynki",ale "od serca",gdy będę naprawdę czuł,że ją kocham.Michalina w porównaniu do K. była młodsza ale kilka razy mądrzejsza,jak na swój wiek.Zgodziłem się z jej opinią,zaimponowała mi mądrością,która mnie obudziła.Jak to sama ujęła "misia i kartki nie mogę ze sobą wszędzie zabrać,na egzamin czy na inną ważną okazję,gdy coś będzie mi o tobie przypominać".Fakt,bywało różnie,ale coś się kończy,coś zaczyna.
Kończąc już temat walentynkowy wyrażam szczerą nadzieję,że jutro będzie jak zwykle i nie dostanę od nikogo żadnej kartki na ten durny dzień.Wolę nie dostawać nic i cieszyć się dzień później Dniem Singla,niż dostać kartkę na jaja.Jutro przez głośnik będą czytane wszystkie walentynkowe kartki i dedykacje piosenek.Jeśli przypadkiem wyłapię swoje nazwisko lub opis wskazujący ewidentnie na mnie,niech ten żartowniś lepiej się schowa,bo jak go znajdę będzie wszystko publicznie odszczekiwał,podgryzając swoją kartkę! Może i byłem naiwny,ale lepiej nie wierzyć w nic,niż dać się ponieść ciekawości.Dlatego idę jutro do kumpla na małe piwko,by oblewać jego prawko.Obiecałem mu tydzień temu i teraz nie mogę go zawieść.Pierwszy raz skosztuję piwa,heh  " - No brawo mistrzu,młodsi od ciebie piją już nawet mocniejsze rzeczy,a ty jeszcze browarka nie kosztowałeś?  - Oj tam,oj tam ;) "


"Whole world is watching..." 2014-02-11

Czas kolejnych zmian.
Michalina była niedojrzałą miłością.Tydzień temu przez kilka dni miała mnie gdzieś,nie odpisywała na wiadomości,choć na necie była aktywna.Cóż,to był serio dziwny okres.Niedawno zerwaliśmy również znajomość po kłótni.Wyjaśnijcie mi proszę,jak można nie tęsknić za kimś,kogo się kocha przynajmniej w pewnym stopniu? Naprawdę nie rozumiem jak można po zerwaniu patrzeć na świat optymistycznie,żyć pełnią życia i nie odczuwać żalu po osobie,którą się kochało? Tak właśnie było z nią,a gdy spytałem czemu nie płacze jak to zwykła robić co wieczór,z jakiego powodu nagle się zmieniła ona napisała tylko "bo nie mam już za kim tęsknić".Tak,mój błąd,że w to w ogóle wchodziłem.Nie mam tego za złe Irkowi,bo to on mnie zachęcił do spróbowania.Wszak jest księdzem,a każdy ksiądz myśli o więzi,o pogłębianiu relacji i nie patrzy na rzeczywistość tak,jak każda para.Mimo wszystko każde doświadczenie czegoś człowieka uczy,czy tego chce czy nie.Teraz przekonałem się,że ja nie potrzebuję dziewczyny.W odpowiednim czasie,gdy Bóg uzna że jestem gotów,postawi na mej drodze kobietę moich snów,dla której będę mógł być dobrym mężem.Nie jestem tak rozrywkowy jak większość z was,jeśli nie wszyscy.Myślę bardziej o poważniejszych sprawach,nie bawię się tak,jak wy,dyskoteki w klubach mnie nie kręcą.Na pewno nie jestem sam i są tacy ludzie,którym bardziej odpowiada jakaś domowa wizyta znajomych.Jeśli wśród nich nie znajdę nigdy żony,trudno.Przyjdzie mi samotnie się zestarzeć przy tykaniu zegarka w niemal pustej kawalerce.Na razie skupiam się przede wszystkim na nauce i na paru "drobnych" kwestiach.
Walka z nałogiem jest coraz gorsza,upadałem i nie powstawałem przy Bogu.Jednak teraz staram się bardziej zauważyć i poczuć miłość,jaką On darzy każdego z nas,pomimo największych nawet grzechów.Łatwo mówić o walce,myśleć optymistycznie a przy ledwie okazji łamać wszystko,bo wcześniejsze myśli nie są już tak piękne,zdają się nieistotne.Jednak wiele przykładów ludzi pokazuje,że człowiek już na Ziemi,jeszcze za życia będzie miał przy boku sto razy więcej.Mógłbym podpisać Pakt,znowu cudować z zatraceniem.Tylko po co? Wtedy na pewno straciłbym szansę na piękną przyszłość i kochającą rodzinę.Wtedy wszystko bym przekreślił.Wiem,że z długą grzywką,garbatym nosem i nieco sterczącymi uszami wyglądam jak jakiś troll.Ale każda potwora znajdzie swego amatora ;) Wiecie,jedno zdanie z Pisma Św. jest dla mnie niejako nadzieją: Łk 1,37 "Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego". Zarówno to na początku roku jak i dokładny rok temu mnie naprawdę odmieniło i wycisnęło uroki pierwszego zakochania,tej naiwnej ścieżki serca.W piątek idę do kumpla oblać jego prawko,swojego jeszcze nie robię ze względu na ciągły brak kasy i problemy z ręką.Nie wiem z resztą czy kiedykolwiek siądę za kółkiem,jakoś mnie nie ciągnie do tego.Niewielu jest takich,którzy nie korzystają z okazji i nie biorą kursu w szkole średniej,ale teraz najważniejszy jest dowód.Tak,lekko ponad pół roku a ja dalej nie mam dowodu,jestem zajebisty.Muszę w tym tygodniu wreszcie iść po te papiery,wypełnić co trzeba i mieć z tym spokój.Ani się obejrzę a komisja wojskowa przyśle osobiste zaproszonko na publiczne ściąganie gaci przed kilkoma facetami,jakby chcieli żołnierzy idealnych zarówno pod względem sprawności,celności jak i możliwości "na przepustce".Gdyby wojsko było obowiązkowe,nie miałbym tam łatwo ale może wreszcie nauczyłbym się jak być prawdziwym facetem z ciemniejszej krwi i silniejszych kości? ;)
Ech,ciężki mamy tydzień,jeszcze cięższe przed nami.Panta rei i to nieraz zbyt szybko,gdy najmniej tego chcemy.Mam nadzieję,że latarnia morska,którą kiedyś zobaczę,nie sprowadzi mnie wprost na skały.W końcu...
 "The whole world is watching when you rise,
The whole world is beating for you right now.
Your whole life is flashing before your eyes.
It's all in this moment that changes all"


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]