Zwi@dowca Elvenoor | e-blogi.pl
Blog inny niż wszystkie
Blogi

Wygaszony obiektyw 2014-01-29

Jeszcze obiektyw nie złożony...
Stracić dobrego znajomego to wielki cios.Doświadczyłem tego wczoraj,gdy zagadał do mnie na Facebooku znajomy z równoległej klasy reklamowej.Nigdy jeszcze nie napisał do mnie na czacie,prędzej zagadał w szkole.Myślałem,że chce tak z nudów pogadać,jak każdy.Jednak wiadomość którą mi przekazał wstrząsnęła mną dogłębnie.
Boże,dlaczego on? Dlaczego musiałeś odebrać Dawida,niewysokiego,dowcipnego chłopaka,autora znakomitych zdjęć,pasjonatę fotografii? Dlaczego jego serce zostało obarczone tak przykrą chorobą? Nie dość,że jego rodzina jest mała,jego brat również zmarł to jescze musiałeś dołożyć zmartwień jego rodzicom? "Od soboty leżał w szpitalu - pisał Tomek,jego najlepszy kumpel - w niedzielę wysłał sms,że już trochę lepiej,w poniedziałek nie odezwał się ani słowem,a we wtorek...". Dokładnie na dzień przed jego dziewiętnastymi urodzinami zmarł na serce.Walczył,jeździł na badania,kontrole,ale żył! Był pośród nas! Pamiętam,jak na każdy event szkolny robił zdjęcia,jak chodził z aparatem.Pamiętam,że praktycznie co wf,jako że obaj mieliśmy zwolnienia,opowiadał mi śmieszne anegdoty czy polecał filmiki na YT.Miał bardzo dobre poczucie humoru.Jego śmiech nosowy zapamiętam na długo.Jego zdjęcia powaliły mnie z nóg! Jako laik w dziedzinie fotografii zostałem uraczony niezwykle pięknymi obrazami otaczającej nas natury i nie tylko.Sam Bóg zachwycił się zapewne jego pasją i postanowił zaprosić go na największą i najpiękniejszą sesję zdjęciową.Szkoda tylko,że nie będziemy mogli zobaczyć tych zdjęć,że nie ujrzymy twoich dzieł.Być może,jeśli na to zasłużymy,zobaczymy na własne oczy to,co tobie udało się wczoraj ująć w obiektywie.
Obiektyw jeszcze się błyska,jeszcze słońce chce przejrzeć twoje dokonania.Aparat i cały sprzęt leżą w torbie,w twoim pokoju.Zapomniałeś zabrać ich ze sobą.Teraz wszystkim,którzy zaryzykują wejść do twojej sypialni będzie on przypominać młodego człowieka,który miał szansę stać się jednym z najlepszych malarzy cyfrowych.Miałeś okazje,wykorzystywałeś je,ale Bóg powiedział "Stop". Zatrzymał się czas na twoim zegarze.Tętno zwolniło,serce przestało bić.Pewnie gdybyś widział,jaki szok przeżyliśmy powiedziałbyś "No,wiecie co? Dajcie spokój,takie jest życie,każdy umiera.Żyjcie dalej!". Obraziłbyś się na nas i trzeba byłoby długo Cię przekonywać i przepraszać,heh.Znałem Cię trzy lata.Znałem Cię niewiele.Nie tak dobrze,jakbym chciał.Żałuję wszystkich chwil,które mógłbym wykorzystać na rozwój znajomości.Żałuję tego,że nie dane mi jest poznać Cię blizej.Wszyscy za Tobą tęsknią,wszyscy wypatrują czegoś na niebie.Może błysku w aparacie,moze twojego uśmiechu? Może Boga,który boi się pokazać po tym,co zrobił i nie jest w stanie udzielić żadnych wyjaśnień?
Przyjdzie szkoła.Wszyscy już wiedzą co się stało.Wiedzą,że wyjechałeś w bezpowrotną podróż.I przyjdą przerwy.Będą śmiechy czwartych i młodszych klas,bo nie dane im było Ciebie poznać.Przyjdzie smutek i refleksja tak dla twojej,jak i dla wszystkich klas trzecich.Nauczyciele ubrani w czerń,trzeciaki w smutnych nastrojach.Mam nadzieję,że to,co się stało nie zdarzyło się na marne.Może taki porządny wstrząs był nam potrzebny,zarówno nauczycielom jak i przede wszystkim nam.Powiew dojrzałości w nasze imprezowe,młode serca.Będzie nam Ciebie brakować Dawidzie.Do widzenia,druhu.Oby do zobaczenia po jednej stronie.
Do wszystkich czytelników mojego bloga mam prośbę.Nieważne czy interesujecie się fotografią,czy nie,bo zdjęcia umieszczone na fotoblogu mojego ś.p. znajomego zauroczą każdego.Pomóżcie mu pozostać wśród żywych! www.diwad.flog.pl. Dziękuję wam z całego serca.


Niedoceniana lekcja historii 2014-01-19

Po co uczymy się historii?
Podczas porannej dyskusji z rodzicami na temat nauki poruszyliśmy temat historii.Tata nie jest zwolennikiem jej nauczania,bo i tak po kilku latach od skończenia etapu edukacyjnego znaczna część uczniów nie pamięta tak znamiennych dat,jak Chrzest Polski,rozbiory czy powstania.Podzielam jednak jego zdanie,że na historii nie uczymy się wszystkiego.Historia ma nam pokazać,że dzisiejsi ludzie są niemal tacy sami,jak przed paroma wiekami.Marzą,pracują,kochają,spotykają się i kłócą.To,co dzieje się teraz w Polsce można by porównać do sytuacji przed rozbiorami,gdy szlachta non stop sprzeczała sie i zrywała sejmiki jednym,jedynym okrzykiem "Veto! - Nie pozwalam!"
Daty bitew,wojen,wielcy przywódcy,idealiści,przyczyny i skutki.Juliusz Cezar był wybitnym politykiem,dobrym dowódcą i człowiekiem z żelaza.Mało kto jednak wie,że miał niemało kochanek a Brutus,który go zabił,był mężem jednej z nich.Ten poranny fakt mnie zaskoczył.Tak sobie myślę,że ludzie łatwiej i przyjemniej uczyliby się historii,gdyby na lekcjach był przekazywany obraz ówczesnych realiów.Dlaczego tak naprawdę coś się musiało wydarzyć? Kim tak naprawdę byli ci,o których się tyle uczymy? Przecież nie prowadzili wojen od urodzenia! Musieli mieć jakieś rodziny,żony,dzieci,kochanki! W dodatku tyle nam się mówi o znamiennych wodzach,a nikt nie skupia się na najważniejszym czynniku: żołnierzach.Przecież nawet wybitny strateg nie wymyśli dobrego planu bez wiernego oddziału.Zastanawia mnie często jakie nastroje panowały przed różnymi bitwami.Martwi mnie to,że ludzie w miarę kojarzą Spartan i pamiętny wąwóz,a ledwie mała garstka wie o "Polskich Termopilach",gdy w obronie Wizny 700 żołnierzy z ledwie kilkoma armatami stawiało czoła 43 000 niemieckiej piechoty,wspieranej przez niemałą ilość artylerii,czołgów i lotnictwa.Po kilkudniowym natarciu Polacy musieli się poddać,lecz gdy ostatni z ocalałych opuścił  ostatni bunkier,ich dowódca kpt. Raginis wysadza się w powietrze.Bohaterska obrona "nim zapadnie ciemność" pozwoliła na wycofanie się do Rumunii części polskich wojsk,by mogli dalej walczyć o kraj nawet,gdy los ojczyzny będzie przesądzony.
Historia rozwija nasz umysł.Możemy dzięki zapamiętywaniu dat poszerzać swoją pamięć.Tylko gdyby nauka była taka prosta i - co najważniejsze - ciekawa,wszyscy mielibyśmy solidnie rozwiniętą umiejętność zapamiętywania,Jednak nie oszukujmy się,każdy choć raz napisał ściągę,zwłaszcza na historię.Najgorszy jest chyba temat wojen w XVII w. Turcja,Rosja,Szwecja i Kozacy - tyle bitew,tyle dat,tylu wodzów! Trochę lepiej jest z powstaniami narodowo-wyzwoleńczymi,bo są tylko trzy.Jednak także i tu nie jest mało wiadomości.Co by nas zatem zmotywowało do nauki? Dla jednych jest to większy czas,dla drugich nauczyciel,który dobrze wyjaśni i w którego wykładach można wyczuć zamiłowanie do przedmiotu.Ale zarówno u jednych i u drugich występuje jeszcze jeden silnik: chęci.Bez choćby odrobiny zaangażowania ani rusz.
O innych przedmiotach napiszę tylko tyle,że każdy powinien znać podstawy potrzebne w praktycznym,codziennym zastosowaniu.Matematyka - aby każdy umiał sobie policzyć różne rzeczy.Chemia - aby w miarę było wiadomo co znajduje się dookoła nas.Biologia - przydatna,żeby mniej więcej określić co cię boli w danym miejscu.Fizyka - żebyś wiedział jak uderzyć,żeby się nie wypieprzyć ;)


Odcień Szarości 2014-01-16

Czas na zmianę.
Wahadło mego serca rozbujało się za mocno.Dopiero teraz,po kolejnej filmowej religii z seansem "Próby ogniowej" widzę jak wielki błąd popełniłem odrzucając Boga.To film o małżeństwie,które w trakcie wielkiego kryzysu postanawia się rozwieść a jakiś czas po burzliwej kłótni dla męża strażaka zaczyna się walka z największym "ogniem".Śmiało,powiedzcie że jestem strasznie wrażliwy i nie potrafiłbym żadnej zapewnić bezpieczeństwa.Ja mam to gdzieś! Przynajmniej po śmierci jako samotny staruszek będę mógł przyznać,że przynajmniej robiłem wszystko,co mogłem.Wiecie,już w szkole postanowiłem,że się zmienię,że zacznę walczyć z nałogiem na poważnie i zacznę starać sie zbliżyć do Boga.Jak mogę kogokolwiek pokochać tak mocno,jakbym chciał,skoro nie mam w sobie dość miłości? A dopóki będę się masturbował,nie będę miał jej wcale.Mój znajomy Irek kiedyś zaprzeczył temu,że onanista nie może się zakochać.Prawdopodobnie jestem jedynym blogerem,który oryginalnie cierpi z własnego nałogu.Wielu moich rówieśników lub nieznacznie młodszych,płacze z powodu nieudanego związku,samookaleczania czy chemicznego ścierwa,od którego nie ma ucieczki.A ja? Niedoświadczony w miłości osiemnastolatek,pragnący miłości jak wędrowiec na pustyni.A jedyny sposób jej zaspokajanie wiąże się z wyrzutami sumienia.Nie,mam tego dość.Sporo było falstartów,ale od dziś muszę z tym skończyć.Będzie mi łatwiej,gdy wrócę do Niego i postaram się przyjąć Jego miłość.Ponoć  kocha każdego cały czas,nie zważając na złe uczynki.Jak chcę kogokolwiek obdarzyć wspaniałym uczuciem,skoro nie chcę przyjąć najbliższej,najdostępniejszej? "Jak mogę pokochać kogoś,kto mnie ciągle odrzuca?" - ten cytat najmocniej na mnie zadziałał.
Wg pani Eli to,co robię nie jest grzechem,a przejawem zaspokojenia pragnienia miłości,lecz ja - przepraszam,Pani profesor - jestem innego,może troszkę wyidealizowanego zdania." Narcyz tak bardzo chce być biały, że wszędzie widzi zagrażającą mu czerń, która chce wsączyć się w niego jak w bibułę i skalać tę przeczystą biel. Czarny Mateuszu, lubię Twoją potrzebę stąpania po ziemi, Twoje cielesne żądze, Twoje pragnienie cieszenia się życiem w jego najzwyklejszych, najpospolitszych przejawach. Nie mam Ci za złe, że wzgardzony przez Białego, osądzony bez litości, odcięty od wszelkich źródeł zaspokajania swoich ludzkich, cielesnych, organicznych potrzeb, odseparowany od fizycznych obiektów swoich tęsknot, poszukujesz ukojenia i zaspokojenia w sobie samym. Nie uważam ani masturbacji, ani skłonności do pornosów za grzech. Jest to raczej potwierdzenie Twojej samotności na wygnaniu...Wiem, że marzysz o przyjaźni z Białym. O tym, że Cię zaprosi do swojego świata, zrozumie, zaakceptuje i nie będzie oceniał; że da Ci prawo do Twojej przyziemności, skoro przyszedłeś kiedyś (wraz z nim) na ziemski świat.A teraz do Ciebie, Biały Mateuszu. Lubię Twoje marzenia, Twoje tęsknoty za pięknem i dobrem. Lubię w Tobie to, że poszukujesz poza cielesnych wymiarów miłości, że jesteś wrażliwy na duchowość. Tylko trudno uwierzyć, że zawsze jesteś optymistą i tryskasz dobrym humorem. Myślę, że to jest maska, Biały Mateuszu. Smutek, złość i zazdrość nie pasują do Białego, co?. Psują mu wizerunek. Przeniosłeś je na Czarnego, bo wydaje Ci się, że jemu w tym bardziej do twarzy. Biały, wierzę głęboko, że tęsknisz za miłością, że pragniesz być kochany. Nie inaczej niż Czarny. Ale miłość nie jest towarem z jakiegoś magazynu. Jest energią, która dociera do nas tym pełniej, im szerzej się na nią otwieramy. Pewnie słyszałeś już nieraz, że przykazanie o miłości bliźniego należy rozumieć w ten sposób, że tym mocniej jesteś w stanie kochać bliźniego, im mocniej kochasz siebie. Masz do pokochania Czarnego najpierw. On jest najbliżej Ciebie i tęskni za miłością. A Ty, Czarny, nie kpij sobie z marzeń Białego. Nie wymyślaj mu od zakichanych idealistów, którzy potrafią tylko trzymać za rączkę i pisać wiersze. Czarny, zobacz w Białym jego tęsknotę, doceń jego duchowe potrzeby.Biały i Czarny, nie bójcie się szarości. Szarość to kolor pokory, zwyczajności, naturalności i neutralności, prawdy, człowieczeństwa, harmonii, prostoty. Szarość jest kolorem jedności ze wszechświatem. Rzeczywisty rozwój człowieka (i ludzkości) jest dążeniem do szarości. Szarość jest jak płynąca woda, jak powietrze, jak wszechogarniająca miłość."
Szarość,jedność obu moich twarzy i współpraca na rzecz czegoś lepszego.Miłość nie jest energią,ale spokojem duszy,radością w sercu i wypływa jedynie od Boga.Przynajmniej w takim duchu byłem wychowywany i jako dziecko sprawy duchowe mnie jakoś bardziej interesowały.Czas połączyć ducha z ciałem i wprowadzić Chrystusa w moje życie.Nie wiem czy to coś da,ale jest większa szansa,że będę szczęśliwy jeśli będę przy Nim i trwał w Jego miłości.Nie wiem,czy z Michaliną wypali,czy odczekamy 22 miesiące do moich studiów w Bydzi (jeśli nic między nami się nie zepsuje).Odmieniłem ją w pewnym stopniu,ona także wiele u mnie zdziałała.Pragnę pokochać ją jeszcze mocniej,dlatego zrywam ze złymi przyzwyczajeniami.Czuję,że tym razem mam większe szanse wytrwać oblężenie i mimo kruchych murów wytrwam do Świtu.A wtedy słońce obejmie władzę i wyprze Mrok!


Czarno-białe tło 2014-01-07

Veni,vidi,vici!
Jakiś tydzień pred świętami zacząłem korespondować z organizatorką konkursu poetyckiego w Pilźnie "Bocianie Pióro".Czekałem na rozstrzygnięcie z wielką niecierpliwością i gdy wreszcie ogłoszono wieczorek poetycki z ogłoszeniem wyników,ręka spieprzyła mi sprawę.Nie mogłem pojechać,choć tak bardzo chciałem,lecz co zrobić.Następnego dnia odebrałem telefon od wychowawcy.Profesorka z wielką dumą przekazała,iż zdobyłem II miejsce w kategorii satyrycznej! Na całe szczęście ręka pozwoliła mi tego samego dnia odebrać nagrodę wraz z corocznym listem osobistym do autora,niezależnie od wygranej.Znów dostałem miłe słowa na temat mojej mocnej satyry i jeszcze chwiejącej się liryki.Prawda jest jednak taka,że wysyłając wiersze liryczne jestem pewien ich porażki i nijakości.To po prostu coś,co kiedyś stworzyłem pod natchnieniem i nie spodziewam się wielkich oklasków.Satyryka natomiast jest moim mieczem w dłoni Heraklesa.Nie wywyższam się z tego powodu,nie traktuję siebie jako wielkiego poety,który moze Bóg wie co.Po prostu jestem świadom wielkości swojego komizmu,sokolego oka na paranoje świata i prześmiewczość głupich wydarzeń.Każdy mój wiersz można śmiało przerobić w piosenkę rap,tylko wstawić refren,dopisać jeszcze trochę do zwrotek i sklecić muzykę.Marzę,by znaleźć kilku dobrych muzyków amatorów i razem stworzyć zespół,który zawojuje Polskę dobrymi kawałkami! To jest możliwe,choć niełatwe do osiągnięcia.Wymaga pełnego skupienia,wyciśnięcia z pasji wszystkich soków,poświęcenia,mnóstwa pracy i przede wszystkim kasy.Nic niestety się w tym kraju nie da zrobić bez niemałej kwoty od uznanego sponsora.O kwestię rodziny się nie martwię,członkowie zespołu będą mogli podróżować z ukochanymi osobami lub brać wolne,żeby się nimi zająć.Na kilka dni sam mogę się wszystkim zająć,bowiem nie planuję ani żeniaczki ani ojcostwa.Miłość,wsparcie,odpowiedzialność i troska o drugą osobę - to mniej realne marzenia,ledwie sny.
Zacząłem ostatnio korespondencję mailową z organizatorką "Bociana".Starała się wyszukać,czy wiersze z konkursu nie są wzięte z internetu i tak natknęła się na mój blog.Napisała m. in. o mojej prawdziwości,przyznała rację do drugiego bieguna każdego człowieka i moim "bujaniu się" od jednej skrajności w drugą: albo jest naprawdę zajebiście albo całkiem do bani.Poradziła mi,bym znalazł złoty środek dla moich obu natur: tej dobrej,wesołej,gadatliwej przy drugim człowieku i tej mniej radosnej,którym jest "mały, odrzucony Mateuszek (...)odbicie w lustrze, które widzisz wtedy, gdy jesteś "na głodzie" miłości,(...)który potrzebuje akceptacji, bliskości, ciepła (...)za to, że jest" W ostatnim mailu poprosiła,bym scharakteryzował dla niej moje obie strony.Przyznam szczerze,że nie było łatwo skonfrontować dwóch mnie ze sobą i udało mi się napisać parę zdań,lecz nie można ich przekonać do współpracy.Niczym dwa ładunki podobne wzajemnie się wypierają,nie można ich nigdy pogodzić wspólnym,nawet szlachetnym celem.

Biały jest zawsze optymistą,niezmiennie wesoły.Ma poczucie humoru,które jest zrozumiane przez niewielu,czasem tylko zażartuje naprawdę solidnie,że wszyscy się śmieją.Chce kochać,chce być Kimś dla tej jednej jedynej,chce jej bronić,wspierać,troszczyć się o nią.O swych zamiarach myśli jak najbardziej poważnie.Na Czarnego spogląda z obawą.Widzi w nim zagrożenie,które może mnie zniszczyć.Jest słaby,lecz nieustannie próbuje mnie przekonać do swojej racji.Wie,że tylko będąc w większości tym Białym,będę szczęśliwy (przez szczęśliwy rozumiem zaspokojenie miłości – kocham i naprawdę czuję,że ktoś mnie kocha).
Czarny jest strasznie zazdrosny.Chce mieć mnie całego dla siebie,nie chce się z nikim mną dzielić.Nie wiem do końca czego ode mnie chce.Biały mówi,że Czarny chce tylko mojego zniszczenia,bo tylko będąc wrakiem człowieka,gdy wszyscy inni się odwrócą,będę zdany jedynie na niego.Czarny uświadamia mi moje słabości i je wyolbrzymia,tak mi się przynajmniej wydaje.Chce odtrącić innych ode mnie,robi wszystko i mówi mi wszystko,by tak było.Do czego mu jestem potrzebny,po co to robi – nad tym pytaniem jeszcze myślę.Być może widzi że mógłbym z Białym osiągnąć więcej,niż Czarny kiedykolwiek mógłby w pojedynkę i chce równości („Jeśli ja nie mogę być nigdy szczęśliwy,to i ty nie będziesz”).Mimo wszystko jego słowa przedstawiają coś realnego,podczas gdy ten drugi ma jedynie marzenia i nikt nie wie czy będą spełnione.Patrzy na swego konkurenta z nienawiścią i zazdrością.Wie,że gdy jestem sam w swoim pokoju ( a jestem w nim niemal zawsze,poza szkołą itp.) ma na mnie wielki wpływ.Gdy nikt mnie nie słyszy i nikt nie widzi mogę robić co chcę,czyli albo znowu popełnić grzech,pogrążać się jak dziecko,z nudów w coś pograć,przesłuchać muzyki.Teraz już rzadziej niż kiedyś wchodzę na gg by z kimś popisać.Żyję swoją ciszą,wtapiam w mrok mojej „klitki”.Do prowizorycznego szczęścia nie potrzeba Czarnemu wiele: pornosy,masturbacja,samotność i mój laptop.Natomiast Biały chce czegoś znacznie więcej,nie widzi w tym udawanym szczęściu nic dobrego,nawet namiastki prawdziwego spełnienia w życiu.Nałóg przekształcił w antidotum na brak prawdziwej miłości,na całe życie.
Nie wiem jak będzie w przyszłości,czy faktycznie coś się zmieni na lepsze.Dorośli mają skłonność do racji w tym,że jeszcze wszystko przed nami,więc może się wydarzyć całkiem sporo.Rozpisałem się,jak zwykle.Sporo przemyśleń,sporo pytajników i żadnego celu.Powoli wkrada się brak wiary w piękno miłości,to o którym marzę.Czy jest to Michalina? Czas pokaże.


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]