Zwi@dowca Elvenoor | e-blogi.pl
Blog inny niż wszystkie
Blogi

Burza Świateł i Pudełko czekoladek 2013-12-31

Kolejny rok i kolejne oblężenie świateł!
Ten Sylwester nie różni się zbytnio od poprzednich.Oglądam filmy,słucham muzyki i raz po raz w coś zagram.Ta sama nudna monotonia,podczas której wypada podsumować miniony rok.Już jego początek nie nastrajał optymistycznie z powodu niedorosłej psychicznie nastolatki i początku końca jej swawolnych kłamstw.Nie będę się nad tym rozpisywał,nie mam najmniejszej ochoty tego wspominać.Poza tym,ja też nie byłem idealny,czego dowodem był mój bunt przeciw Bogu,podziw i fascynacja potęgi mroku i piekła.Zacząłem dążyć do samozniszczenia i uświadamiania innych o nieistotności Boga.Taki stan pogardy,oddalał mnie coraz bardziej od miejsca w kościele,aż doprowadził do ciemnego kącika pod schodami.Tam przeczekiwałem msze i wracałem do domu,jakby nigdy nic.Rodzice nie patrzą na naszą religijność za bardzo,mamy tylko chodzić do kościoła.
Do wakacji taki stan się utrzymywał,albowiem pod koniec lipca mój strach i głupota pokroju "Nie skoczędo basenu,nie zrobisz ze mnie kaleki!" doprowadziła do złamania prawego przedramienia na śliskiej posadzce,gdy  ten jeden jedyny raz nie ubrałem klapek.Tak,wtedy dopiero zacząłem trzeźwo myśleć.Przez niemal pół roku chodziłem z drutami,które zapewniały mi jedynie stabilność ręki,zaś o prawidłowym zrośnięciu się kości mogłem tylko pomarzyć.W końcu grudzień,wizyta u dr. Bielaka,doktora nauk medycznych i pobyt w szpitalu przez prawie tydzień! Na szczęście wszystko jest już na dobrej drodze.Przy okazji muszę się wam pochwalić.
Zdobyłem drugie miejsce w w konkursie poetyckim "Bocianie Pióro" organizowanym przez pilźnieńskie liceum.Pierwszego miejsca nie było,a jakże.Jury jak zwykle dało dupy i chociaż wahało się nad pierwszym miejscem dla mojej satyry,jednak jak co roku wystawiło niezłą szopkę.Mimo to niezmiernie cieszy mnie świadomość tego,jak bardzo boją się mojej wielkości ;) Żeby nie było,jestem samokrytyczny i nie nawykłem do wywyższania swoich prac,że tylko moje są super a wszyscy inni mogą mi buty czyścić.Nie,ja po prostu jestem świadom swojego geniuszu w satyryce,czuję się w tym niezwykle silny i wiem,że to mnie kiedyś zaprowadzi na szczyt czegoś niezwykłego!
A dziś po długiej przyjaźni powróciliśmy z Michaliną do siebie.Wznowiliśmy kontakt,nie mogła znieść tęsknoty a podczas tego prawie miesiąca przekonała się,że pozostając w przyjaźni cierpi znacznie bardziej,niż w związku.Wiem,że to może być znowu kombinowanie,ale koniec końców pewna dziewczyna nauczyła mnie jak powinien taki związek wyglądać i pokazała jakich błędów mam unikać.Dopiero teraz widzę przydatność tego czasu i poczucie,że pół roku nie poszło na marne.Powiecie pewnie,że to już przecież było,że oczekiwanie na spotkanie jest uciążliwe i zabija miłość.Tylko,że jesteśmy ze sobą absolutnie szczerzy,a nasz kontakt sprawia,że nasze serca biją mocniej.Na razie tylko Facebook,ale na wakacjach planujemy pojechać na rekolekcje GDM,gdzieś blisko niej.To jest o wiele bardziej możliwe,niż rok temu.Może się udać,oboje z Michaliną mamy optymizm,mimo tęsknoty.Nie będziemy pewnie razem do końca,jest przecież młodsza o 3 lata,ale na pewno ten związek czegoś nas nauczy,przynajmniej przywróci miłość w serca.Kiedyś opowiem wam o niej nieco więcej,na razie skupmy się na tym,co jest tu i teraz.
A co jest teraz? Nowy Rok 2014,nowe pudełko z czekoladkami.Nie wiem,na jakie smaczki trafię,ale wisi mi to! Będzie co ma być,żyję chwilą i nie pozwolę zdeptać się przez wspomnienia! Dzisiaj będzie moje!


Wesołych Świąt! 2013-12-25

Dzień nastał radosny,Dzieciątko się rodzi
Cierpliwe czekanie nam mile nagrodzi
Z okazji tej wielkiej dziś składam życzenia
Niech wszystko na lepsze się w życiu pozmienia,
Niech szczęście i miłość z pieniądzem mkną w parze,
Niech spotka Was mnóstwo radosnych wydarzeń,
Niech ciepło świąteczne rodzinne zna serca
I spory wszelakie pokojem uśmierca,
Niech razem przy stole wraz z całą rodziną
Każdemu godziny przyjemnie upłyną,
Prezentów bez liku,pogodnej nadziei
Bo wszystko na lepsze już wkrótce się zmieni!


"Jabłka Adama" albo smak szarlotki 2013-12-23

Kolejny,niezapomniany film zapadł mi w serce.
"Jabłka Adama" z 2005r. to niemiecki dramat z lekką domieszką czarnej komedii.Gdy usłyszałem tą nazwę po raz pierwszy nie pomyślałem,że to dosłownie owoce jakiegoś faceta.Adam Pedersen,neonazista po odsiadce,zostaje przeniesiony na wiejską parafię do pastora Ivana i jego dwóch podopiecznych,Gunnara i Khalida,również skazanych.
Ivan wyraża wielki optymizm,wierzy że uda mu się odmienić Adama tak,jak pozostałych.Prosząc,o wyznaczenie sobie celu,nasz bohater postanawia upiec szarlotkę z przykościelnej jabłonki - dumy Ivana.Nie jest jednak pozytywnie do tego nastawiony i zaczyna toczyć z duchownym walkę o dominację.Za wszelką cenę stara się udowodnić,że złym ludziom nie można pomóc.Natura zdaje się mu trochę pomagać,zsyłając różne plagi,czy to na kuchenkę czy na samą jabłoń.Każda z postaci ma własną historię,na czele z tajemniczym pastorem.Jego trudna przeszłość,którą powoli odkrywamy w trakcie seansu, dziwne teorie przykrych wydarzeń,śmiertelna choroba i nieustanna walka z przeszkodami szatana - ale czy na pewno to diabeł wystawia go na próbę? Czy podopieczni Ivana faktycznie wracają na dobrą drogę? Czy Adamowi uda się złamać opiekuna,czy też to on zostanie nawrócony?
Odpowiedzi na te pytania są zaskakujące,niekiedy smutne.Fakty tuszowane przez teorię pastora,będące "grubym nietaktem" jak to lubi powtarzać,oddziałują na całe jego otoczenie.Sympatyczny,miły,nadzwyczaj optymistyczny,nie dający się złamać.Jeśli chcecie dobrze spędzić 1,5 godziny przy pięknej,trudnej historii z symboliką jabłek w tle,polecam wam ten film z całego serca.Jestem pewien,że wyniesiecie z niego dobrą nadzieję dla trudnych chwil i przeżyjecie niezapomniany seans.


Zdrowie ręki,strata czasu 2013-12-17

Nareszcie w domu!
Po sześciu dniach leniuchowania i szpitalnych nudów wczoraj wreszcie wróciłem z płytkami zamiast drutów.Jakoś przed zabiegiem nie przejmowałem się tym,co mnie czeka.W końcu każdy był w szpitalu choć raz,a zabieg jest rzeczą normalną.Położą cię do łóżka,dadzą dietę ścisłą po kolacji,rano na czysty żołądek wezmą na blok i dobranoc! Nie ważne jednak jak było przed zabiegiem,bo i tak po operacji czeka ból,niepełna świadomość albo ból oczu,przez który za cholerę nie możesz ich otworzyć,bo zaraz łzawią,wymuszając jednak zamknięcie.Tak było w moim przypadku.Do tego grubo owinięty bandaż,bo z dwóch szwów jeszcze trochę cieknie krwi.Nie wiem,kiedy przestanie,na razie mam gaziki,mniejszy bandaż i łuskę ortopedyczną.
Szpital jednak mnie zaskoczył.Już tydzień temu,po przyjęciu mnie na oddział zostałem odwiedzony przez nader uroczą panią od historii,która zaproponowała lekcje.Potem już mniej piękną propozycję złożyła mi tamtejsza geografistka.Nienawidzę tego przedmiotu,nie dość że tak jak ponad 3/4 klasy mam dwie banie z gegry,a trzecią kartkówkę zaliczałem w poniedziałek przed wyjazdem.Jak będzie mniej niż 3,to mogę zapomnieć o dopytywaniu i dopie na semestr.Ale wróćmy do lekcji.
Historia odbyła się w czwartek,profesorka trzymała przede mną swój otwarty podręcznik i opowiadała o postanowieniach Wielkiej Trójki wobec Polski po II wojnie.Niestety dla mnie trwała ona tylko kwadrans,bo przyszła rehabilitantka,by ze mną poćwiczyć.Biologia przypomniała się wczoraj,podobnie matematyka i angielski.Z tych jednak wybrałem siłą rzeczy właśnie ten ostatni przedmiot,bo biologia byłaby po moim wypisie ze szpitala a matematyka wymaga pisania.Z sympatyczną anglistką przez pół godziny przypominaliśmy sobie słownictwo świąteczne,więc przynajmniej zyskałem kilka nowych słów przydatnych do matury,gdybym miał owy temat.Urozmaicenie i zabicie nudy w pewnym stopniu się więc udało,a najlepsze że oceny zdobyte w szpitalu przeszłyby do dziennika w szkole! Szkoda,że nie miałem kolejnej szansy z gegrą,jakaś piątka by się przydała ;)Podsumowując to ostatnia wizyta w szpitalu na długi czas.Cieszę się,że mam to już za sobą.Pytanie tylko,czy wrócę ze sprawną ręką po świętach,bo o jutrzejszym Bocianim Piórze i wieczorku rozstrzygnięcia na który tak czekałem,mogę niestety zapomnieć i znów odliczać kolejny rok...


Piękno Mikołajek 2013-12-06

Ho,ho,ho!
Nareszcie Mikołajki! Dzień,w którym wręczanie prezentów jest ważniejsze od ich dawania.Dzień radosny za sprawą św. Mikoaja - zarówno biskupa jak i sympatycznego grubasa w czerwonej czapce. Dzień,na który tak bardzo czekają wszystkie dzieciaki,bo wreszcie dostaną nowe zabawki i mnóstwo słodyczy.Nieco starsi,mojego wieku,mogą liczyć na coś bardziej konkretnego,np. pieniądze i odrobina słodyczy.No,co? Trzeba korzystać,póki można ;)
Podczas pierwszego tygodnia praktyk gadaliśmy ze znajomymi m.in. o prezentach na dzień dzisiejszy.Ambitne plany Aśki,co do kupna prezentu dla mamy zakończyły się niepowodzeniem.Przeglądała gazety i nic nie mogła wymyśleć.Są osoby,które nie mają zbyt wielu hobby i trudno kupić dla nich coś konkretnego.No,właśnie.Kupić.A czemu by nie zrobić czegoś samodzielnie? Kojarzyło się  to trochę z przedszkolem i przypomina robienie laurek w tymże okresie,jasne.Ale wraz z wiekiem nabywamy doświadczenia,pomysłów,nasza kreatywność powinna nieustannie wzrastać.Nieważne,czy jesteśmy zdolnymi plastykami,czy do nawet do kredek mamy dwie lewe ręce.Przecież każdy może z siebie wykrzesać coś oryginalnego.Na rynku dominują same podróby,te same oklepane przedmioty,wyprute z sentymentu.Czy chociaż jedne Mikołajki nie mogłyby byś wyjątkowe dla naszych bliskich?
Moja mama zaproponowała ciekawy,lecz nieco spalony pomysł.Powiedziała,że razem z tatą dadzą nam pieniądze za które kupimy im jakieś prezenty,a oni kupią coś nam.Niecodzienne,zgodzę się,ale spalone z tego względu,że tak w zasadzie to oni sobie będą kupowali prezent.Myśleliśmy z bratem nad tym i nie mogliśmy się zgodzić na żaden z wariantów,jakie przyszły nam do głowy.
Teraz 6 grudnia  nawet w klasach wygląda inaczej.Nie ma tej niespodzianki,kto dla kogo szykuje prezent.Już po dzwonku wszyscy są dobrze poinformowani i dochodzi do wymian.Chłopak nie przygotuje prezentu dziewczynie,której nie lubi,bądź dziewczynie w ogóle! Wyjście z takiej sytuacji nie mogłoby być inne.Tak samo odwrotnie,gdy dziewczyna jest Mikołajem dla zwykłego znajomego.
Jednak mimo tandety,niekiedy nierealności obdarowania drugiej osoby,czy zwykłej sztuczności Mikołajki są dniem.Ta data zawsze człowiekowi przypomina,że świat nie jest tylko zły,że jeśli nawet wszystko wokół przeczy sumieniu,to czemu samemu nie być tym dobrym? Mikołaj jest symbolem tego,że każdy jest w jakimś stopniu ważny dla świata,że każdy zasługuje na swój piękny prezent lub kamyk węgla.Dzieci w niego wierzą,bo kojarzy się z elfami,saniami,Rudolfem Czerwononosym i zabawkami.Potem przekonują się,że on jednak nie jest prawdziwy i że samemu trzeba być Mikołajem dla drugiego człowieka.Podarować coś od siebie,choćby niematerialnego: swój czas,uśmiech,dobre spojrzenie czy kilka ciepłych słów.Naprawdę,ktoś to dobrze wymyślił.Pomijam kwestię zatrudniania Mikołajów i chwytliwy motyw na czysty zysk (dziś przy odrobinie pomyślunku na wszystkim można zarobić). Mikołaj - symbol dobroci i dowód na ludzkie serce! A najlepsze,że każdy z nas może nim być - wszyscy bez wyjątku mamy możliwość,a nawet powinniśmy,uszczęśliwić dziś chociaż jedną osobę z naszego otoczenia.Prezentem - kupnym bądź robionym,czasem,wyręczeniem w jakiejś czynności,pomocy przy obowiązkach.Opcji mamy wiele.Do pracy,moi Mikołajowie! Jeszcze dzisiaj macie szansę to zrobić! :)







CyberMagia#6 - Armageddon Czasu 2013-12-01

Kiedyś to były czasy!
Wczoraj odbyłem z braciakiem małą pogawędkę o grach.Przeglądaliśmy gry z jego magazynów CD-Action,recenzowaliśmy najnowsze produkcje oraz wspominaliśmy czasy naszego dzieciństwa.Ach,pamiętam jak obaj lubiliśmy grać w pierwsze Simsy i na początku budowy domu wpisać wiadomy kod na dużo kasy,żeby zbudować wielką willę! Jak fajnie było pogrywać w "Hugo-Tropikalną Wyspę",zawierającą kilka gier z sobotniego programu Polsatu: bitwa żuków,wulkan,jazda w jaskini, czy pamiętny struś.Brakowało mi jedynie mojego ulubionego Hugokoptera (ile ja bym wtedy dał za możliwość choćby jednorazowego lotu!).Ciekawym aspektem tej gry było urzeczywistnienie sytuacji po przejściu danej minigierki,czyli legendarny etap z trzema przyciskami.Pamiętam,że tylko jeden,jedyny raz udało mi się dobrze wybrać,heh.Byłem wtedy cały w skowronkach,biorąc pod uwagę małą szansę na szczęście.Z serii Hugo obaj grywaliśmy również w "Gorączkę Czarnych Diamentów","Bohaterów Sawanny","Hugo w Kosmosie" i "Czarodziejskie Zwierciadło". Teraz się z tego śmieję,ale kiedyś wątek sympatycznego trolla,który z uśmiechem na ustach idzie ratować porwaną rodzinkę,był nie do przebicia.
Ale,ale! Przecież nie od Huga się wszystko zaczęło! Diablo,Worms Plus,Worms 2,WarCraft II,Destruction Derby,Pokahontas,Heroes of Might and Magic II i III,Spartan,Robin Hood - Legenda Sherwood...mieliśmy cztery płytki ze straymi grami,więc nie sposób wyliczyć wszystkich najlepszych pozycji.Wszystkie te gry miały w sobie swój urok,swoją niepowtarzalność wciągającą na długie godziny.Dzisiaj,patrząc na niektóre z nich przez pryzmat grafiki można pomyśleć "Kurcze,jak ktoś w to kiedyś mógł grać? Przecież walka jest trochę skopana,grafika nie powala - jak można w to wsiąknąć?!". Jednak niedawno natrafiłem na dwie pierwsze części serii The Elder Scrolls,chodzi tu o "TES:Arena" i "TES II:Dagerfall". Gdy tylko zobaczyłem grafikę,interfejs i sam gameplay nie mogłem uwierzyć,że kiedyś te gry były nie tyle popularne,co grywalne.W dobie dzisiejszych technologii można zrobić naprawdę świetną grę,nieważne jakiego gatunku.Jednak jak dobrze wiemy,można też całą sprawę spieprzyć i stworzyć totalną szmirę,nawet przy dobrej grafice.Poza tym jest jeszcze problem samego gracza,czy stawia on bardziej na formę czy treść przez tą formę zawartą.Stare RPG-i pokroju w/w TES I i II mogą już nie wciągać jak za swoich czasów.Mogą wydawać się czymś pustym,bez wartości,wielką pomyłką.
Ale czy za ileś tam lat nie będzie podobnie z takimi produkcjami jak Diablo III,Battlefield 3 i 4,Call of Juarez,czy seria Arkham z Batmanem w roli głównej? Co jeśli silniki graficzne pójdą ostro w górę,technologia rozwinie się w więcej niż 100%,a dzisiejsze hity okażą się niegrywalne? Moim zdaniem wtedy,jak i zawsze,królować będą ponadczasowe cudeńka takie,jak Gothic,Diablo,czy StarCraft.Warto by pomyśleć nad tym aspektem nie tylko w odniesieniu do gier,ale ogółu otaczających nas przedmiotów.Zużycie ekonomiczne jest nieuniknione i nawet,gdy kupimy nowoczesny,wypasiony sprzęt za kilka tysięcy,już za kilka dni nie będzie tak wieli i wspaniały.Przyjdą nowsze,doskonalsze.Czy cokolwiek będzie w stanie przetrwać armageddon czasu?







e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]