Zwi@dowca Elvenoor | e-blogi.pl
Blog inny niż wszystkie
Blogi

"Okruch lodu" 2013-11-28

1.Zima zbliża się niespiesznie,liść ostatni opadł z drzewa
Spaceruję gęstym lasem,lecz nad głową nic nie śpiewa
Wiatr mi zdmuchnął kaptur z głowy,z czasem ściga się pod prąd
Z wolna wspinam się po ścieżce,na jej końcu czeka Sąd
Serce z piersi swej wyszarpię,rzucę Bogu tuż pod stopy
Niech zobaczy,jak za życia serce pchało mnie w kłopoty,
Więcej słonych łez od serca,niż krwi gorzkiej z cienkich żył
Choć nie byłem idealny,swoich wad nie będę krył
Niech odczyta moje myśli,przejrzy wszystkie z życia karty
Nic nie grozi mi już złego,teraz kiedy jestem martwy
O swój wyrok się nie martwię,konsekwencji jestem świadom
Jestem gotów na najgorsze,z serca spotkam się zagładą
Czy przyznaję się do winy? Nie ukrywam,tak,to ja...
Czy żałuję za swe czyny? Tylko za miłości brak...
Czym gotowy na stracenie? Nie chcę dłużej na to czekać
Zasłużyłem na cierpienie,kary nie ma co odwlekać
Egzekucja lada moment,wokół szyi gruby sznur,
Las zanika,nikną chmury,ktoś mnie szarpie na sam dół,
Rozpostarty szkielet skrzydeł,ogień wchłonie moje ciało,
Lecz nie spali go doszczętnie,by przez wieczność mnie bolało
Nie wyrażę magią słowa żywych ogni wieczny chłód
Nie wyrażę żadną miarą jak jest wielki serca głód
Już na wieki czuć go będę,smutek zmienia w krwawy ból
A na szyi coraz mocniej ściska pętlę boski sznur

Ref:Od poranka do wieczora,nad miłości mogiłą
Niczym posąg stoję twardo,a kolejne dni wciąż płyną
Napatrzony w swój nagrobek,bez wartości złe nazwisko,
Odwiecznego fale ognia niech zabiorą dziś to wszystko
Bo nie warto żyć tak dłużej,gdy przychodzą chłodne dni
Miłość nie przebudzi tego,co pod sercem z lodu  śpi

2.Karę większą Bóg wyznaczył,na swój pogrzeb mam się stawić,
Wszyscy modlą się przy trumnie,myślą że mnie mogą zbawić,
Do kazania niech się łudzą,wtedy ksiądz wyciągnie list
Takie samo po tych słowach już nie będzie dla nich nic
Gdy usłyszą o nałogu,o powodach mego zgonu,
Zaczną sobie to wyrzucać,żem nie zwierzał się nikomu.
Że się nigdy nie spotkamy,bo wybrałem potępienie,
W samotności głuche wrzaski,czeka na mnie ból,cierpienie
Długo jeszcze po pogrzebie ludzie modlą sie przy grobie
Wzrok zwątpiony ku Niebiosom,wszyscy dostać chcą odpowiedź
W końcu wiatr wymazał kształty,martwe płyty,krzyż,nazwisko
Resztki ciała zdaję Ziemi,by zniknęło po mnie wszystko
Tak postoi chwilę dusza,wspomni tego,co tam leży
I powróci do płomieni,w niespokojnych żar wybrzeży
Znów zanurzy się po szyję,wpłynie w bezmiar złej otchłani
W jej objęciach mam tą pewność,że nie będę dłużej ranić
Nikt przeze mnie nie ucierpi,to przeze mnie całe zło
Trzeba zniszczyć mnie do reszty,złamać serce,spalić mrok
W końcu minie wieków parę,moje ciało wreszcie zgnije,
Dusza w mroku się rozproszy,tylko serce nadal bije
Jego tylko Śmierć nie strawi,chociaż czuje wielki głód,
Bo na wieki pozostanie obleczone w cierpki chłód

Ref:Od poranka do wieczora,nad miłości mogiłą
Niczym posąg stoję twardo,a kolejne dni wciąż płyną
Napatrzony w swój nagrobek,bez wartości złe nazwisko,
Odwiecznego fale ognia niech zabiorą dziś to wszystko
Bo nie warto żyć tak dłużej,gdy przychodzą chłodne dni
Miłość nie przebudzi tego,co pod sercem z lodu  śpi
Jeden tylko ogień mocny,co przełamać mógł barierę,
Ten jedyny,najcenniejszy,przez którego mam być zerem,
W sercu moim dość jest miejsca,jednak nikt nie wskrzesi go
Lęk,nieszczęście,smutek,rozpacz i największe świata zło


Serce z pytajników 2013-11-27

No i życie znowu się mną bawi.
Tydzień temu postanowiłem pójść za radą Irka i stworzyć parę z Michaliną.Co ciekawe,nie minął tydzień,gdy dokładnie kwadrans po jedenastej dostałem od niej wiadomość na Facebooku,w której przeprasza za swoją pomyłkę,to nie była miłość,nie ma w tym mojej winy i żeby do niej nie pisać.
Cóż,właściwie nie wiem co mam powiedzieć.Wiedziałem,że na odległość się nie uda,choć przynajmniej tydzień mogliśmy "być  razem",jakkolwiek to rozumieliśmy.Czułem,że kocham ją mniej,niż kiedyś sami wiecie kogo.To musi znaczyć,że wtedy na serio byłem zabujany,a teraz po prostu chciałem czegoś posmakować.Czego konkretnie - trudno mi powiedzieć.
Nie czuję się oszukany,bo już znam z grubsza realia miłości sieciowej.Na pewno nie wrócę do Lucyfera,ani nie będę znowu oburzał się na cały Boży Świat za to,co mnie spotkało.Nie będę już tak dziecinny.Jednak nie oznacza to,że nagle będę lepszy,zmienię się i zacznę walkę,a Bóg kiedyś mnie wynagrodzi prawdziwą miłością.Jak we wcześniejszym wpisie wspominałem,nie mogę tego zwalczyć,to jest zbyt silne jak dla mnie.Nie wiem,czy w końcu będę starym kawalerem,czy jednak naprawdę się zakocham ale w tej chwili o to nie dbam.Mam moje "znieczulenie",mój smutny świat i to wszystko czego mi potrzeba.
Nie będę roztrząsał dlaczego tak nagle wszystko zerwała,zagubione dziewczyny mają dziwne zachowania i odczucia,jak kiedyś doświadczyłem.Koniec to koniec,tyle w temacie.Pewnie Bóg ma mi do zarzucenia parę błędów,o których z resztą pisałem.Nic na to nie poradzę,widocznie taki byłem,jestem ido końca będę.
Nie wierzę w przypadki,Michalina była po coś.Po to,żeby pokazać mi,że można się zakochać przez Internet ale nigdy nie być z tego powodu szczęśliwym.Otworzyła mi oczy,pokazała że też w pewien sposób darzę onanizm miłością platoniczną,że przez to i moje prawdziwe,gdzieś tam pogrzebane pragnienia zaprzeczam samemu sobie.A przez taką zawiłość nie można dojść do wewnętrznej radości.Na tydzień mój plan samobójstwa po ukończeniu szkoły przestał obowiązywać.A teraz znowu trzeba będzie dbać o detale,dokładnie zaplanować koniec dziwnego i pokręconego życia.No,bo czy żyjące sprzeczności mogą dostać od Losu coś więcej?







Miłosna Rewolucja 2013-11-26

Żadne kłamstwo nie jest dobre,nawet w dobrej wierze.
Przekonałem się o tym wczoraj,podczas rozmowy z Michaliną.Postanowiłem,że będziemy ze sobą szczerzy,ale nie zataję przed nią moje upadki.Chciałem tylko,żeby widząc moją walkę sama podjęła wyzwanie przeciw dragom.Chciałem dobrze,ale gdy wczoraj spytała mnie z ciekawości jak to jest po masturbacji,gdy zacząłem jej opowiadać ona nagle chciała tego spróbować.Początkowo ją ostrzegałem,że to nie takie proste,że może jej się spodobać i wpaść w nałóg.Jednak chcąc nie chcąc,pozwoliłem jej na jeden raz.W końcu chciała też spróbować narkotyków,które w jej szkole - jak w każdej - obracane są na potęgę.Nie wiedziała jak się rozbudzić,więc zaproponowałem wspólny seans lesbijskiego pornosa.Kiedyś na wstawce wylizała się z koleżanką,więc rozbudziło to jej pragnienie.Zrobiła to,powiedziała,że to było coś niesamowitego,jej pierwszy orgazm.Ku mojej uldze - a raczej zdziwieniu -powiedziała,że mimo niezwykłości masturbacji to nie jest dla niej,że woli swoje dragi.Lekarstwa darzy platoniczną miłością,nie umiałaby bez nich żyć.Tak jak ja nie umiałbym już żyć bez masturbacji.W końcu po dłuższej rozmowie na tematy głębsze,rozwinięte miała do siebie wyrzuty,że przez tydzień "tego" nie robiłem,a ona mnie tylko zgarsza.Rozumiecie to? Moje kłamstwo dla dobra sprawy nagle obróciło się przeciw mnie! Miała do siebie wyrzuty,chciała się pociąć,więc wyznałem jej prawdę.Ona jednak i tak to zrobiła.Na modlitwie wieczornej miałem ostrą rozkminę z Bogiem.Oczywiście nie kryłem się przed nim,miałem czelność - a może odwagę? - powiedzieć,że żałuję tylko dwóch rzeczy: cięcia Michaliny i tego,że posmakowała masturbacji.Chociaż tego drugiego najmniej,przecież wiedząc,jak to smakuje i znając jej zdanie na ten temat,mogę spać spokojnie,że nie pójdzie w moje ślady.
Postanowiliśmy razem,że będziemy związkiem tolerancyjnym dla swoich słabości.Nie przekonam jej na razie,by odstawiła dragi,a ja nadal mogę oglądać pornosy.Może gdy wreszcie się spotkamy nabierzemy pewności siebie i poczucie miłości zwiększy się do maksimum.A wraz z nim zostanie podjęta walka przez obie strony.Co do mnie,to nie łudźmy się.W modlitwach mówiłem,że będę walczył,będzie dobrze i wyzwolę się z tego,a jak przyszło co do czego,ulegałem aż miło.Wtedy moje postanowienia stawały się wyblakłe,bez smaku,bez wartości.Po co sobie utrudniać życie? Kochamy się,ale mamy zrezygnować z czegoś,z czego nawet nie chcemy? To tak,jak dwoje zakochanych ludzi masturbuje się myśląc o sobie.Przecież nie myślą wtedy o kimś innym,ani nie szukają podniet u pustych lasek z filmów erotycznych,ale tęsknią za swoją obecnością,swoją czułością.Żyjemy w nowych czasach,nasze wartości ulegają pewnym modyfikacjom.Czemu nie mamy ich akceptować,tylko staramy się żyć jak idealiści? Dajmy spokój,ideał jest pojęciem względnym.Dobrze,że chociaż filmy pięknie przedstawiają to,co w rzeczywistości nie może mieć miejsca.







Blask nadziei 2013-11-23

Znowu związek na odległość.
W poniedziałek odbyłem długą rozmowę z moim znajomym ks. Irkiem z Warszawy.Opowiedziałem mu o Michalinie,o naszej znajomości,chęci związku i niepewności co do niego.Ku mojemu zaskoczeniu powiedział,żeby mimo wszystko spróbować.Przecież będąc w związku poznamy się bliżej,będziemy mieli szansę na coś pięknego.Jest dwa lata młodsza ode mnie,ale naprawdę dobrze się dogadujemy.Możemy być ze sobą szczerzy.
Mam świadomość tego,co było z K.Ale tym razem to coś zupełnie innego.To dla mnie światełko w tunelu,by znaleźć tę Jedną Jedyną! Wznowiłem dla mojej Róży zarówno co wieczorną modlitwę,jak i walkę z nałogiem.Na razie wytrzymuję bez "tego" zaledwie co drugi dzień,ale czego oczekuję,po tak długiej nieobecności z dala od Boga? Wzywając Go w imię mojej słabości,mojej grzeszności i Paktu,chcę modlić się za szczęście Michaliny,abym mógł zrobić wszystko,by była ze mną szczęśliwa.Ze wszystkich sił chcę codziennie dawać jej radość życia i poczucie miłości,którego i mnie długo brakowało.Teraz wszystko postrzegam inaczej.
Wiem,że Bóg posłużył się K.,żeby mnie przygotować na to,abym nie popełniał tych samych błędów.To prawda,wtedy wyszło jak wyszło,ale najgorszy byłem właśnie ja,zbyt zarozumiały by dostrzec dobrą stronę półrocznego kłamstwa.Nie mam teraz żalu do sami-wiecie-kogo,dzięki mojemu zauroczeniu,złamaniu i zbłądzeniu mogłem wiele sobie przemyśleć,wiele się nauczyć.Teraz jestem z Michaliną,pragnę dla niej wszystkiego,co najlepsze.Aby to ona była szczęśliwa,bo wtedy i ja będę.Przynajmniej w jakimś stopniu.Na małżeństwo nie należy się jeszcze porywać,a spotkam ją dopiero na wakacyjnych rekolekcjach,o ile dobrze pójdzie.Wtedy rodzice planują dla mnie sanatorium,więc jeśli terminy nie będą zbieżne a życiowi wychowawcy udzielą mi pozwolenia - wreszcie dojdzie do spotkania.
Nie sądzę,aby i tym razem to było jakieś oszustwo kolejnej zagubionej duszy.Przecież wszyscy w jakiś sposób błądzimy,wszyscy mamy do podjęcia ważne decyzje z wieloma ścieżkami rozwoju.Najważniejsze to znaleźć światełko we wszechogarniającym mroku i stawić czoła temu,czego się boimy - chociaż łatwiej powiedzieć,niż zrobić.Jednak podejmując się wielkiego wyzwania mam szansę znowu czegoś się nauczyć.Tak czy inaczej,nic mi już nie zaszkodzi bardziej,niż wcześniej ja sam.Może być tylko lepiej.







Nawrót romantyzmu? 2013-11-17

Czy naprawdę jestem aż tak nienormalny?
Wczoraj odbyłem długą rozmowę z moją dobrą znajomą.Poznałem ją przez znajomego księdza z Otwocka,z którym nawet dobrze się pisze.Owa dziewczyna jest młodsza ode mnie o 2 lata.Fajnie nam się gada,możemy sobie ufać i miło spędzamy czas.Jednak wczoraj zaskoczyła mnie bezpośrednością.Powiedziała,że przy wszystkich musi udawać pustą laskę,a jedynie przy mnie może szczerze wyznać swoje lęki.Zakochała się we mnie,jestem dla niej jedynym chłopakiem,który myśli bardziej romantyzmem niż penisem.Gdy inni nie chcą jej słuchać,ona ma we mnie oparcie.
Tak jak ja,miała styczność z pseudo-związkiem i nie wie jak to jest w rzeczywistości.Mamy kilka podobnych upodobań kulinarnych i te same ideały.Tylko,że zaraz w mojej głowie rodzi się pytajnik: ale to już było.Teraz to co innego,niż z niedorosłą i pogubioną w kłamstwach K.,ale mam świadomość jak młodzi jesteśmy.Przecież ona może blisko siebie znaleźć innego chłopaka,nawet lepszego ode mnie,który zapewni jej to samo,co dałbym ja.
Nie łudzę się na tanie zagrywki Boga.Wiem,że to on chce jeszcze o mnie powalczyć,ale nic z tego.Ja nigdy nie znajdę tej Jednej Jedynej,za dobrze o tym wiem.Miłość nie jest mi pisana.Na świecie jest zaledwie kilka takich porządnych dziewczyn,jak ona.Mówię tu o takich,które przedkładają wnętrze nad urodę i posturę,prezentujące się u mnie dość kiepsko.Frajerzy,kujony,mądrzy i spoko chłopacy nie mają po co szukać miłości.Choćby mieli piękne ideały,byli odważni mimo wątłych sił i starali się jak najlepiej zapewnić szczęście ukochanej - miłość ich po prostu nie uwzględnia.
Jak naiwny,wrócę więc do Boga,zacznę wierzyć w spotkanie tak,jak przy wiadomo kim,zaangażuję się,zrobię sobie nadzieję,a ona spotka kogoś innego.Ona będzie szczęśliwa,a ja jak zwykle pozostanę sam.Mimo wszystko te pół roku nauczyło mnie niepełnej ufności do człowieka.Zawsze jakaś część musi pozostać na straży zdrowego rozsądku i rzeczywistym poglądzie na wszystko.Chciałbym nauczyć się ją kochać,tylko czy nie dodałbym sobie później cierpień? Przecież wiem,jaka jest rzeczywistość.Wszystko się może zdarzyć,choć nie w moim przypadku.
Dalej będziemy ze sobą pisać i gadać na Skypie,dalej utrzymamy tą relację.Ale progu miłości,lepiej jeszcze nie przekraczać.Pewnie wy to wiecie,macie poważniejsze problemy miłosne.Pozostaje mi jedynie przypomnieć o rzeczywistości i potępić zbyt wielki romantyzm.







Sklejona nadzieja prawicy 2013-11-15

Lepiej,coraz lepiej.
Moi rodzice naprawdę znają się na lekarzach.W środę pojechaliśmy do doktora Bielaka w jego gabinecie w Rzeszowie.To wykwalifikowany ortopeda,wystarczy że spojrzał na zdjęcia RTG a już wiedział,że trzeba mi zmienić spoiwo ręki.Lekarz,który mnie uratował,jest młodym fachowcem,zastanawiał się nad płytkami,ale z obawy późniejszego ropienia wybrał druty.Okazuje się jednak,że kość promieniowa i łokciowa są zbyt blisko siebie,by ta druga mogła w ogóle zacząć się zrastać.Ukrwienie niestety jest zbyt małe,przez co w czasie zeszłotygodniowej kontroli dostałem dwie opcje.
Mógłbym przez miesiąc codziennie dojeżdżać do Stalowej Woli,gdzie ulokowane są komory hiperbaryczne.Ręka dotleniłaby się,ukrwienie byłoby lepsze i może coś z tego by wyszło.Jeśli to nie doszłoby do skutku,to założono by mi stabilizator - metalowe cholerswto wokół ręki,z którego wystają druty wchodzące w rękę.Na całe szczęście to wszystko mnie ominie!
Dokładnie 10 grudnia o ósmej stawiam się w szpitalu i zaczynamy operację.Drut zostanie wyjęty a zamiast niego do kości zostaną przytwierdzone płytki.W ciągu sześciu tygodni ręka powinna zacząć pomału odzyskiwać sprawność ,prostownik w kciuku zacznie wreszcie dobrze funkcjonować a uczucie jego opuchnięcia zniknie na dobre! Może i dobrze,że nie załatwiłem sobie rehabilitacji? Chociaż z nimi to też ciekawa historia.
Wiecie,blisko mnie były dwa ośrodki,ale nawet w szpitalu nie miałem możliwości wyćwiczenia nadgarstka.W najbliższym punkcie nie było wirówki,a same ćwiczenia odbywałyby się przed południem.Z kolei w drugim musiałbym zwalniać się z ważnych lekcji zawodowych,bo mają czynne do 15:00.Jako,że w szpitalu też nie było lepiej,zdecydowałem się na 14:30 do tego drugiego ośrodka.Oczywiście było już za późno,rejestracja na ten rok zapełniona po brzegi.Dziś patrzę na to inaczej,jakby się przez tą durną wirówkę miało pogorszyć to nawet dwa,cienkie druty nie zdziałałyby za wiele.Moje nienaturalnie cienkie kości rozleciałyby się na kawałki i znów koszmar od początku.
Dzięki fachowej wiedzy dr Bielaka,po półtora roku noszenia płytek,prawe przedramię będzie jak nowe.Wiem,że nie każdy ma to szczęście dobrej opieki lekarskiej,ale od czego jest internet? Lepiej poszukać nazwisk znajomych i poleconych lekarzy,przeczytać opinie o nich i nawet czasem płacić te 100 zł za wizytę,by odzyskać zdrowie.Marzenia marzeniami,praca pracą,miłość miłością ale guzik zrobimy w chorobie ;)
Na koniec motywująca nutka,dodająca mi energii co rano.Miłego weekendu!







Niełatwa sztuka rapu 2013-11-10

"To prawda ludzi hip hop i towar z górnej półki"
Dlaczego tak wielu nie może pojąć sensu rapu? Dlaczego słyszę wkoło,że rap to shit,totalne ścierwo muzyczne i słuchają go tylko zbuntowane gimbusy? Ci,którzy podnoszą rękę na rap będą musieli przebić się przez moją barierę.Pokażę wam,czym dla mnie jest rap.
Kocham rap,który ma do powiedzenia coś więcej niż tylko puste wulgaryzmy,skopaną tematykę i równie kiepskie wykonanie.Mój rap ma głosić  prawdę,mieć sens i zrozumienie dla wszystkich odbiorców.Piosenki mają nie tyle bawić,co doskonale oddawać rzeczywistość dzisiejszego świata.Mają podnosić na duchu,pocieszać,dobrze radzić w trudnych chwilach.Powinny być tworzone w jednej,konkretnej konwencji,trzymać się jednego stylu.Szybkie rymowanie przeznaczone są wyłącznie dla mistrzów języka,najwybitniejszych szermierzy słowem.Wolniejsze bity mają oddawać ważniejszą treść,większe przesłanie.
Nienawidzę natomiast bezpodstawnych wylgaryzmów i wiecznego podburzania ludzi przeciwko policji przez hasła "CH.W.D.P.","J...... psy" i inne temu podobne.Dlaczego mamy się buntować przeciw policji? Z powodu narkotyków,bo u kogoś znaleziono kilka gramów? Powstrzymywanie kiboli przed rozniesieniem siebie nawzajem? Ludzie,przecież oni tylko pilnują porządku.Wiem,znam z telewizji te wszystkie incydenty z korupcją,seksem i nielogiczną biurokracją na komisariatach,ale czemu nikt nie napisze właśnie o tym? Czemu nikt nie poda poprawnych argumentów tej nienawiści?
Dziwię się raperom,którzy piszą przeważnie o narkotykach,ich skutkach,problemów z dostawą...Czy naprawdę wszyscy porządni raperzy muszą ćpać? Słyszalem,że lepiej się śmiać na chaju,niż płakać przy wódce,ale to cholerstwo zżera umysł,jak cola rdzę! Z resztą jakby narkotyki były legalne,populacja ćpunów znacznie by się zmniejszyła.Wspominałem już o tym w innej notce.
Rap powinien być studnią,zbudowaną z twórczych wersów wzbogaconych o porównania,metafory i ciekawe epitety.Wtedy głębia pozostanie lekka w rozumieniu,łatwa w zapamiętaniu,lecz stanowiąca zadanie dla realizowanie zawartego przesłania.Żeby nie było,piosenki z tego gatunku muszą oczywiście zapewniać rozrywkę,czasem bawić,dziwić i rozkręcać nastrój imprezy.
Tak właśnie widzę dojrzały w swym wieku świat rapu.Błędem byłoby porównywanie poslkich raperów do takich gwiazd jak Tupac,50 Cent czy Eminem.Część polskich bitów pieprzy o nieistotnym,jeszcze inni wzniecają ogień przeciw policji a zaledwie garstka potrafi stworzyć arcydzieło: Paktofonika,Trzeci Wymiar,donGuralesko,O.S.T.R...nie pora tu wymieniać całej litanii mistrzów ciętego słowa.Ważne,że wreszcie ktoś się opowie za już nie tak młodym gatunkiem muzycznym.I niech ktoś jeszcze spróbuje napluć mu w oczy,a przed dwa tygodnie będzie zmywał własną ślinę ;)







Fałszywe praktyki 2013-11-06

Wszystko zaczęło się 22 października,gdy dostaliśmy informację o praktykach.Mieliśmy je załatwić do końca tygodnia.
Dzień później udałem się do Multimedii,z prośbą o przyjęcie na dwutygodniowe nauki.Kierowniczka się zgodziła i powiedziała,że zostały jeszcze 3 wolne miejsca,bo może przyjąć max. cztery osoby.Kto pierwszy,ten lepszy,jak to ujęła.
24 października zaproponowałem moim  koleżankom Multimedię.Niestety,było ich cztery a każda chciała tam iść.Pierwsza miała blisko swoją stancję,druga chciała iść z nią,trzecia dla towarzystwa a czwarta dla tej trzeciej.Wszystko działo się dzień po dniu,więc w piątek spytałem je,czy zostały przyjęte.O dziwo kierowniczka zgodziła się na tak dużą grupę chyba,że o mnie zapomniała.
Nieświadomy przyszłych dni byłem pewien swego.Do  wczoraj,gdy koleżanka kazała mi przekazać,że moje zaświadczenie o praktykach zostało anulowane i muszę szukać praktyk gdzieś indziej.Byłem nie tyle zdziwiony tym faktem,co wkurzony koniecznością szukania praktyk gdzieś indziej.Nie mogłem zlapać tej wiedźmy od zarządzania szkoleniem zawodowym,więc poczekałem do dziś i postanowiłem to wyjaśnić.Okazało się,że na moim zaświadczeniu nie było daty,a przyszło jako ostatnie.Owszem,zwlekałem dwa,może trzy dni z oddaniem tej kartki,ale nie zmienia to faktu mojego pierwszeństwa.Po wizycie u pani Sz. przekazałem moim czterem koleżankom,że teraz one mają coś ustalić z babką od praktyk.Teraz uwaga,bo zaczyna się najlepsze.
Spytałem koleżankę co ustaliły.Ona nic,tylko gada z innymi.Nagle inna moja znajoma spytała mnie czy nie ustąpiłbym  tym dziewczynom miejsca.Czemu nie pójdę na Stomil,na drugim końcu miasta? Wywiązała się między nami sprzeczka.Gdy nasza wychowawczyni pani O. weszła do sali zaczęła wypytywać o naszą rozmowę.Opowiedziałem jej wszystko,bo w końcu kierowniczka miała się zająć moim problemem.Pani O. udała się prosto do niej,a ja od mojej kolejnej znajomej dostałem ochrzan.Wypominała mi,po co jej wszystko mówiłem,skoro ta sprawa jest już załatwiona i dodała zachowanie jak w podstawówce,takie skarżenie.Jestem jednak pewien w 100%,że na moim miejscu zrobiłaby dokładnie to samo.No i wychowawczyni wróciła...
Zaczęła mówić o klasie,że jest niezgrana i widziała to od dłuższego czasu.Miała nadzieję,że nasze konflikty rozwiążemy w dorosły,normalny sposób komunikacji zamiast na forach,by cały świat zobaczył.Zakończyła mówiąc,że tak dalej nie będzie.O co taki hałas? Koleżanki,jak się okazało,miały powiedzieć mi,że pozostaję w Multimedii a któraś z nich wylatuje.Aśka - to ona ma blisko stancję.Nie spodziewałem się tego po niej,myślałem że skoro chodzi na te swoje Oazy,spotkania,wierzy w Boga tak,jak mówi to będzie uczciwa.Zataiła przede mną fakt niekorzystny dla którejś z nich.Wiedziała gdzie siedzę,mogła podejść i mi powiedzieć o wszystkim.Mówiła,że nie słyszała jak ją wzywam,bo był hałas.Tak,żałosna wymówka.Dlaczego oskarżam właśnie ją,a nie jej kumpele? Bo tylko ona robiła obrażone miny i wyglądała na nieźle wkurzoną.No cóż,"nie szukajcie Pana wśród sprawiedliwych,albowiem brzydzi się nieprawdą".Zapewne przynajmniej ona i Aneta mnie znienawidzą na pewien czas,Sylwia pozostanie bierna a Baśka nie będzie miała mi za złe.W końcu pomogłem jej zdać komisa z polaka,gdy była załamana jego koniecznością.Oprócz tego doradziłem jej w paru ważnych dla niej sprawach,więc powinna rozumieć obronę moich praw.Nie zmieni się nic,bo szczęściem większość klasy mam po swojej stronie.Ludzie mnie lubią,bo zawsze im pomagam,tłumaczę przedmioty dla nich niezrozumiałe.
Ciekaw jestem tylko jednej rzeczy.Która z tych  czterech dam będzie musiała opuścić grono,w którym i tak każda siedziałaby w innym dziale? Które pozostaną i jak będą się zachowywać wobec mnie? Arogancko,czy jednak po koleżeńsku? Wszystko się okaże już 1 grudnia,gdy rozpoczną się dwutygodniowe praktyki.
Na koniec nutka dla was i mała rada: walczcie o swoje prawa,to co się wam należy.Nie poddawajcie się opinii fałszywych przyjaciółek,czy zimnokrwistych ludzi,jadących po was bez litości.Każdy ma w sobie tyle sił,by sprostał swoim przeciwnościom.Skoro ja obroniłem i dopiąłem swoich praw,to czemu nie wy?







e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]