Zwi@dowca Elvenoor | e-blogi.pl
Blog inny niż wszystkie
Blogi

Odlot na trzeźwo 2013-08-30

Jak to jest z "Maryśką"?
Ludzkość jest podzielona,co do legalizacji narkotyków.Są kraje,np. Holandia,gdzie skręty i blanty są na porządku dziennym.Są nawet apteki "ziołolecznicze",których główny towar miałby służyć za lek.Są rolnicy,którzy uprawiają nie tylko ziemniaki czy rzodkiewki ale też bardziej opłacalny owoc.U nas za dilerkę,czy posiadanie choćby jednego grama trafiasz do paki a w Holandii możesz normalnie sadzić,palić i sprzedawać.Czyżby to była nowa moda na legalizację narkotyków?
"Hera","Amfa","Marycha"...która z tych trzech dam jest najpiękniejsza dla współczesnego Parysa? Która daje mocniejszy odlot,zatraca na dłużej i pozwala zapomnieć o przykrym realu? Każda z tych dam ma swoją cenę lecz wspólną drogę nałogu,śmiertelną w skutkach. Słyszałem,że czysta marihuana,bez żadnych dodatków,nie uzależnia i nie szkodzi ani ciału ani psychice.Nie wiem jaka jest prawda,wiem za to z relacji jednej kumpeli,że nawet po maku można dostać niezłej ekstazy.A jakie tak naprawdę są minusy palenia trawy czy brania narkotyków?
Uzależnienie? Przecież od wszystkiego się można uzależnić.
Szkodzi zdrowiu? A papierosy i nadużywany alkohol to niby nie?
Odlot,zatracający poczucie realizmu? Wiem,że nie wszyscy widzą smerfy czy jednorożce,ale trzeba się tylko zabezpieczyć,by nie zrobić czegoś głupiego.
Chyba lepiej,że trzymasz w ręce jointa zamiast noża,kija czy pistoletu,czyż nie?Chociaż pomyślcie co by było,gdyby to jednak weszło w życie:kilkanaście nowych firm i plantacji produkujących narkotyki i hodujących zioła(Jointex,Higher,Marychland),kilkaset reklam promujących narkotyki("Ćpaj,będziesz lepszy","Zielarstwo to zdrowie","Bez Skręcika radość znika"),miliony dzieciaków kupujących w sklepikach szkolnych ulubione narkotyki zamiast chipsów czy batonów,strefy wolnego ćpania,przedziały dla biorących...cała Polska jara trawę,gdy wróg wypowiada nam wojnę a wszyscy witamy obce czołgi z uśmiechem na ustach.We krwi nie płynie żądza zemsty (bo kogo tu pomścić) ani duch walki (bo komu się chce podjąć broń?).A mimo to ludzie powoli zaczną umierać.
Czy dalej jesteście za legalizacją,po tym pięknym obrazku? Nie każdy kraj dopuszcza narkotyki choćby w postaci dilerki.Nie wszyscy popierają "Ganję zamiast masła".Mam świadomość lekkiej przesady w swoich wyobrażeniach ale nie mylę się w stu procentach.Dopuśćmy jointy w obieg i zobaczmy kto miał rację.


"My,Normani" 2013-08-28

1. Boją się nas różne ludy,boją się królestwa 
Boją się nie tyle rogów ile walk jestestwa !
Drżą ze strachu dzieci, baby
Nikt nam prędko nie da rady
Mówią o nas: Morksie Draby
Głowa też nie od parady !
Prawda,że lubimy bić,
Lecz po bitwie chcemy pić!
Jeść do syta, też niemało
Zawsze u nas tak bywało !
Pieśni o nas układają
Lecz nie dość nas jeszcze znają
Uczta braci jest jak bitwa:
W kuflach piwa trwa gonitwa !
Bitwa dla nas jest jak uczta:
Zawsze wielka, zawsze huczna !
Słychać wśród pobliskich wsi
Pretensje o lepsze dni
- Ile jeszcze zabawimy ?
- Póty uczty nie "zwrócimy" !
Mimo porannego kaca
Jutro znowu czeka praca
Łupy na chwałę Odyna,
Nigdy nikt nas nie powstrzyma
Ref: My Normani twarde chłopy, wszyscy wokół boją się
Bo po naszych przeciwnikach zawsze pozostaje cień
Skandynawia jest ojczyzną , łajba dla nas drugi dom
Lecz nie znajdziesz lepszych wojów,którym obcy szybki zgon

2. Oswald toczy się jak beczka
Welaf – zgrabna tancereczka
Piruety w kółko kręci
Nieudolnie,mimo chęci
Olaf leży gdzieś pod stołem
Wstać chce równo,lecz z mozołem
Aj,jak mocno walnął w kant
Nie zaśpiewa długo szant,
Które Eryk,ten wspaniały,
Nuci sącząc litr gorzały
A ja drapię się po brodzie
Kaca chcąc utopić w miodzie.
Ulf od nocy w toalecie
Coś o życiu swoim plecie,
Bernoff zrzędzi "Zimno mi !"
Olaf dalej słodko śpi
Taki przychodzi cisza z rana
Dla pirata i Normans
A w gościńcu nader cudnie
Aby właśnie wstać w południe....
Ref:…
3.Bitwę prowadź nieugięcie
Wyprowadzaj szybko cięcie
Rozkaz masz,by twardym być
A o pannach ciągle śnić
Wojną tylko trzeba żyć
Nie zostawiać w domach nic
Topór twoja wierna broń
Mieczu siekaj,tarczo chroń !
Na Odyna świętą brodę
Rozbudź w naszych wrogach trwogę
Szał bitewny też wskazany
Nie dbaj wiele o swe rany
Walczyć łatwo idzie nam
Nie pomoże żadna z bram
Gdy jest z nami drogi wódz
To uciecha wroga tłuc
Pozwiem wrogów swych na sieczkę
Zrobim zbrojną nań wycieczkę
A gdy w końcu zwyciężymy
Karczmy skarbiec odwiedzimy !
Po "kolacji" - patrz do dwa.
Zacznie się od nowa gra !
Mówisz że to życie nudne,
Lecz na morzu sprawy trudne !
Sztorm nas nigdy nie oszczędza
Nieraz też w żołądku nędza
A zmęczenie daje w kość
Wiesz już teraz o nich dość


"Bal Strachu" 2013-08-27

Noc nastała,pora duchów,
Już od strachu jęczy w brzuchu,
Zaraz wyjdą duchy,zjawy
Wielce chętne do zabawy,
Zaraz wyjdą też wampiry
Lecz nie te ze "Zmierzchu" świry,
Ale te prawdziwe,z kłami
Co podgryzą cię czasami,
Zaraz wyjdzie Biała Dama,
Bal ich potrwa aż do rana,
Będą straszyć wszystkich wokół
Precz odwaga,żaden szkopuł
Naraz w sercu zrodzi lęk
Zgrzyt zawiasów,szklanki brzdęk,
Lampki błyk i szyby trzask,
Każdy domek chcą nawiedzić
Zbyt pochmurni ich sąsiedzi
Północ bije w tarczach czasu
Wyjce już wychodzą z lasu,
Myśliwemu niespodziankę
Chcą zgotować tuż przed rankiem,
Wtedy strzelba jest daleko
A wystarczy rozlać mleko:
W samych portkach w dal ucieka
Gdzie zagrodzi drogę rzeka
Duchy śmieją się podstępnie
Żarty im podchodzą chętnie
Dziś czarownic zlot na górze,
Będą śpiewać w jednym chórze
Napar z mchu w kociołku wrze,
Zjawy wkrótce zjawią się
Trzeba im zgotować ucztę,
By straszyli dalej hucznie
Nadleciały wszystkie kupą,
Nacieszyli pyszną zupą
I wzleciały ponad ziemię
Znowu straszyć ludzkie plemię:
Już wychodzą z szaf i gruszek,
Spod lampionów i spod łóżek,
Z piwnic,strychów i parteru,
I z marchewki wyszło wielu
Tak to sprytnie się ukryją,
Że nikt nie wie gdzie dziś żyją:
W podręcznikach i zeszytach,
W wyróżnieniach i zaszczytach,
W liczb potędze,liter mrowiu
Wypatrują ciągle nowiu
Ich zabawa,myślisz,długa
Jednak pierwsza jasna struga
Bez oporu chmury tnie:
Duchów Bal już kończy się
Wszystkie smutno muszą zbiec
Przykry koniec harców jest
Wymęczeni,wybawieni
Ustępują z każdej sieni
Niechaj słonko wyjdzie ladnie,
Mroczny nastrój duchom skradnie
I zbudziwszy piękny dzień
Zjawy wnikną cicho w cień


Dziadkowie - bliscy nieznajomi? 2013-08-26

Nie ma to jak pogrzeb pod koniec wakacji.
Ostatni tydzień spędziłem u dziadków,bo rodzinka wyjechała do Krościenka.Nie zabrali mnie ze sobę,bo nie chcieli narażać mojej ręki,hah! Tylko szkoda,że ja się dobrze nie bawiłem w tym całym układzie.No,ale do rzeczy.Dziadkowie od kilku lat opiekowali się chorą na Alzheimera prababką.We czwartek,jak co rano,chciano wziąć ją do kuchni na śniadanie.Jednak cały czas była nieprzytomna.Dziadkowie wezwali księdza na ostatnie namaszczenie,jednak sił staruszce nadal nie przybywało.Dzień później rodzice wrócili i mogłem nareszcie wrócić do domu.Do tego czasu podłączono jej kroplówkę.Czas z wolna mijał,aż wczoraj brat przekazał mi wiadomość o jej śmierci.Mama była z wizytą u dziadków,a nieboszczka zmarła właśnie przy niej i mojej babci.
Nie jest mi żal.W ogóle nie znałem swoich pradziadków,choć została jeszcze babcia taty i dziadek mamy.Kiedy staruszka miała więcej sił słyszałem ,jak mama czy ciocie mówią do niej o dawnym placku w każdą niedzielę.Patrzę na to z wielkim pytajnikiem na czole i dobrą myślą na sercu.Mam to szczęście,że jeszcze wszyscy moi dziadkowie żyją.To,jak spędzałem z nimi wolne chwile w dzieciństwie,jak bardzo chciałem wtedy przygotować dla nich laurkę na ich święta wspominam z lekkim uśmiechem na ustach.Pamiętam,jak bardzo bałem się psów,od chwili jednego jedynego ugryzienia.Wtedy mój dziadek zawsze mi powtarzał rady,do których stosowałem się jak pilny uczeń:nie patrz psu w oczy,nie uciekaj przed psem,nie bój się małych psów.Teraz sam się z tego śmieję,ale wtedy brałem na serio każdą dobrą wskazówkę z nadzieją,że zadziała.Kiedy to wszystko minęło? Ech,czas zapieprza jak rollercoaster i nic go nie zatrzyma,prócz wspomnień i aparatu.Wspominam także wakacje u drugich dziadków z obrzeży miasta.Mieszkają w cichej i pięknej okolicy.Ubóstwiam tam jeździć! Jako młokos obchodził mnie tylko słaby komputer i jako takie gry.Teraz przy każdej podroży na Polną mam jeden cel: las i długi spacer po nieznanych ścieżkach,by odkryć jak najwięcej.Można się zgubić i ubrudzić buty błotem ale mnie brud nie przeszkadza,a drogę mam w małym palcu.Dziadek mawia,że nigdy nie mógłby mieszkać w mieście,bo lubi ciszę,spokój i piękne krajobrazy.Zgadzam się z nim w stu procentach.Kiedy tylko ręka wyzdrowieje spytam go,czy nie mógłby mnie nauczyć czegoś o ogrodnictwie.On ma sad a babcia ogródek.Na pewno mała pomoc by im nie zaszkodziła.Oprócz tego dziadek osładza moje humanistyczne serduszko zabawnymi historyjkami z pracy w zakładach mięsnych czy opowieściami o II wojnie,którą przeżywał jako dziecko.Właśnie od niego mam kilkadziesiąt egzemplarzy serii "Żółty Tygrys",które zdołał zachować z młodości.Zaczytywał się w historie z II wojny tak samo jak teraz ogląda programy historyczne w telewizji.
Jak widzicie mam super dziadków.Wiem,że nie wszyscy mają takie szczęście,ale mam na to radę.Podpytajcie waszych rodziców o dziadków,kim byli,gdzie pracowali,jakie były ich zwyczaje.Starajcie się dowiedzieć nawet od nich samych,jeśli wciąż żyją.Im więcej będziecie wiedzieć tym chętniej wspomnicie ich kiedyś na cmentarzu pierwszego listopada.Im więcej będziecie ich kochać,tym goręcej będziecie się modlić,a wasze łzy staną się najsłodszym nektarem ku czci zmarłych.


 







Gorzki smak morderstwa 2013-08-19

Ludzie zabijali się od wieków.
Od zarania dziejów jedni ginęli z rąk drugich w imię zasad,poglądów,idei przetrwania.To normalne,nieuniknione zjawisko.Przecież śmierć i tak kiedyś przyjdzie,prędzej czy później. Wszyscy pogardzamy zabójstwem,odrzucamy morderców i osądzamy wedle obowiązującego prawa.W zależności który kraj wydaje wyrok możesz odsiedzieć 25 lat,aż do śmierci lub trafić na krzesło egzekucyjne.Można wtedy wstrzyknąć delikwentowi truciznę, albo posadzić na krześle elektrycznym.Gdy wybuchnie wojna dochodzi jeszcze powieszenie,rozstrzelanie czy komory gazowe.Jednak obojętnie jak pozbawimy życia nikt nie pomyśli o myślach,odczuciach skazanego.Skoro jest mordercą niech ginie,oni wszyscy przecież są tacy sami.Na jego pogrzeb pewnie nikt nie przyjdzie,może za wyjątkiem bliskiej rodziny,jeśli ta się go nie wyrzekła.
A co z osobą,która to życie odbiera? Co czuje lekarz ze śmiercionośną strzykawką w dłoni? Co czuje strażnik ciągnący za dźwignię napięcia elektrycznego? Co odczuwa policjant,klęcząc nad ciałem bandyty próbującego chwilę temu zbiec? Jakie myśli kotłują się w duszy kogoś,kto zabija mimo woli? Strach? Żal? Empatia? A może dla dzisiejszego kata to zwykła rutyna,bo nauczył się nie reagować na ludzkie uczucia? Nie,nie dam sobie wmówić,że zabójstwo nie działa nawet na tak wytrenowanego człowieka.Nie pozwolę się okłamywać,że ofiara nie nawiedza takiego w snach.Nie podpuścicie mnie,że dla kogoś to normalka.
Zabić - odebrać drugiej osobie coś,co każdy ma tylko jedno.Coś,bez czego nic nie jest możliwe.Bez życia świat nie ma po co się kręcić.Bez życia całe Stworzenie nie ma sensu.Każdy może zabić,każdy może strzelić z pistoletu,zadźgać nożem,poderżnąć gardło,strącić z wysokości,skręcić drugiemu kark,zatruć jedzenie,dosypać czegoś do napoju,czy po prostu udusić gołymi rękoma a nawet wyrwać nienarodzone dziecko z łona bezlitosnej matki.Każdy może chcieć to zrobić dla kasy,pozbycia się konkurenta,czy innych korzyści.Zobaczcie jak wiele jest sposobów na pozbawienie życia bliźniego.Niestety jest ich znacznie więcej,aż za dużo jak na jeden raz.To takie proste i tak tragiczne w skutkach.Nieustanne myśli o zabójstwie,ofiara objawiająca się w snach,świadomość swego czynu i nienawiść,brak przebaczenia ze strony krewnych:swoich i ofiary.
Genialnie istotę zabójstwa oddaje film "Zabójstwo Jessego Jamesa przez tchórzliwego Roberta Forda" z Bradem Pittem.To świetny western z soidną dawką dramatu.Przy ostatnich scenach nie mogłem powstrzymać łez.Polecam go wam,dzięki niemu zobaczycie jak morderstwo nawet sławnego rewolwerowca może odbić się na duszy.Najszybszym strzelcem jest strach.Zostawiam was teraz z tą refleksją i klimatyczną nutą w tle.







Sentymentalnie w osiemnastkę,cz.2 2013-08-13

Wspomnień ciąg dalszy.
Zatrzymałem poprzednio na przeżyciach z gimnazjum,okresie burzliwym i pamiętnym.W pierwszej klasie przez pierwszy miesiąc byłem zadręczany psychicznie przez dwóch typów z klasy,"Marcia" i "Książka".Wyzywania jeszcze jakoś znosiłem,ale akcja z okładaniem balonami w Dniu Nauczyciela przeważyła.Wtedy byłem większą ciotą życiową,bo ufałem bezgranicznie kolesiowi,który zgrywał najlepszego kumpla od przedszkola a cały czas się za plecami naśmiewał. Na geografii rozpłakałem się i zacząłem skarżyć jak szczeniak.Tak,pamiętna wspólna rozmowa z pedagogiem i moimi oprawcami.Dostaliśmy poradę,że możemy wspólnie sobie pomagać:ja im w nauce a oni mnie na wf-ie.Wróciłem do klasy jako pierwszy,Po pięciu minutach przyszedł "Książek",podszedł do mnie z wyciągniętą ręką i przeprosił.Po kolejnych pięciu doszedł "Marciu".Usiadł w ławce i nic nie zrobił.Podobno chciał mi wpierdolić jak tylko podejdę pod Lidla.Nigdy się jednak nie spotkaliśmy,a po tym cyrku wszystko się uspokoiło na dobre.Wiecie,"Święta Trójca" klasowa skupiała się wokół "Marcia".Gdy go nie było "Książek" i "Pieczko",drugi debil,zachowywali się w miarę spokojnie.Obaj przy nim nauczyli się cwaniactwa.Najwięcej draki było z matematyką.Spokojna i cierpliwa nauczycielka,nie była wymagająca.Teraz słyszę,że od naszego opuszczenia szkoły na korytarzu słychać tylko jej krzyki w czasie lekcji.
Co dokładnie robiiśmy w legendarnej sal nr. 14? Raz "M." głośno gadał na lekcji przez telefon,innym razem włożył okulary pływackie do miski z wodą,po czym do niej "zanurkował".Jeszcze kiedyś torturował muchę,którą złapał.Takich wygłupów było znacznie więcej,a co na to nauczycielka? Nic,ani jednej uwagi,ani jednej rozmowy z wychowawcą!Tylko raz kazała przewodniczącej powiedzieć wychowawcy,że "M." nie chce oddać telefonu.Wiecie co on musiał zdawać na koniec gimnazjum?Wzory na pola i obwody figur płaskich! Kilka razy go matematyczka pytała i ciągle nie umiał.Koniec końców się nauczył,ale drogą przez mękę. Prawdziwym krzyżem ludzkiej głupoty zabłysnął jednak w/w "Pieczko",kiedy ściągnął z zawiasów drzwi,kelka niektóre polaciały na inną matematyczkę.Potem była z tego afera,a opinia o "złej solidarności" klasy z braku wyjawienia winowajcy obiegła szkołę.Jakoś potem doszli do debila "P.", z resztą nie było co się dziwić.Pewnie ten niebieski atrament z długopisu,który kiedyś wypił,zaszkodził mu jeszcze bardziej.
Ogółem mówiąc wyczyny "Trójki Wspaniałych" przeszły do historii i pamięci nauczycieli.Mógłbym wam godzinami opowiadać,ale zapewne także i wasze gimnazjum zasłynęło przez zajebistość klasy.Może jeszcze kiedyś powrócę do tych wspomnień,by zaserwować wam tajniki życia klasy D 2007/2010.
Teraz samolot pamięci wylądował w Ekonomiku.Jestem zadowolony z klasy,naprawdę mam tam spoko ludzi,choć tylko cztery osoby łącznie ze mną,mieszkają w Dębicy.Zostanę na tym lotnisku jeszcze dwa lata a potem...Wielka niewiadoma.Przede mną chmury,nivy mam jakąś mapę,ale radar wariuje.Nie wiem gdzie w końcu mam lecieć.
Osiemnatka przebiegła tak,jak chciałem.Żadnych gości,żadnego przyjęcia,tylko dwa telefony z życzeniami,ciepłe słowa na Facebooku,Ptasie Mleczko i 100 zł od babci,butelka cukierków ajerkoniakowych i 200 zł od ciotki.To wszystko,jak na razie.Żadnego alkoholu,złożyłem obietnicę samemu sobie,że przez całe życie nie uronię ani kropli piwa,wina,wódki czy innego świństwa. Rodzice mówią,że szkoda tego dnia,bo osiemnastka to większa impreza przed weselem.Tu jednak małe zastrzeżenie:nie będzie wesela,jeśli nie będzie miłości.Nie będzie miłości,jeśli będzie masturbacja.A ja nie zamierzam z niej rezygnować,bynajmniej nie z przyjemności.Nie będę tego rozpamiętywał po sto razy,Wspominamy piękne wczoraj,nie dbamy o jutro.Najważniejsze jest dziś.


Sentymentalnie w osiemnastkę,cz.1 2013-08-13

To już dziś.
Dokładnie 18 lat temu,we wczesny niedzielny poranek na świat przyszedł chłopiec.Nikt jeszcze nie wiedział kim będzie,jakie talenty dane mu będzie rozwijać,co przyjdzie mu przeżyć.Nikt tak naprawde się tym nie interesował.Najważniejsze było samo zjawisko jego narodzin.Po nie tak wielu latach nadszedł czas,by podsumować dzieciństwo i pierwsze dwa etapy dojrzewania.Pora przekroczyć pewne granice i wytyczyć nowy szlak.
Jako dziecko nie miałem zbyt wielkiej dyscypliny ani za wielkiego rozpieszczenia.Obracałem się w kręgach rodzinnych,kolegów miałem tylko w przedszkolu.Nie wychodziłem za często na dwór,już wtedy nie kręcił mnie sport.Po prostu bawiłem się w samotności tym,co miałem.Pod koniec zerówki wziąłem udział w przedstawieniu na zakończenie,grałem rolę wilka w "Zielonym kapturku".Okres przedszkola minął szybko,choć nie bez drobnych dokazywań.Do dziś nie zapomnę jak z "kolegą" podczas bajki z magnetofonu słychać było jakieś strzały a my udawaliśmy owych sniperów.Całą resztę słuchowiska słuchaliśmy siedząc już do końca osamotnieni przy stoliku.Wstyd mi było jak nie wiem,bałem się reakcji mamy.Na całe szczęście niczego się nie dowiedziała,więc miałem błogi spokój.
Podstawówka - tu nauczyłem się klnąć,choć wcale nie chciałem.Na świetlicy w trzeciej klasie koledzy mówili coś zboczonego pokazując gołe lalki Barbie a ja,chcąc zwrócić im uwagę że są "zboczeńcami",pomyliłem wyrażenia.Palnąłem "Ale z was...no wiecie...c.h.u.j.e <literując>". Jeden kolega był zdziwiony,ale wybaczył ze względu na pierwszy raz w operowaniu wulgaryzmami.Wcześniej,w drugiej klasie złamałem prawą rękę w nadgarstku.Zeskakiwałem z wysokiego stolika na basenie i tym razem nie upadłem tak,jak chciałem.To było nic,w porównaniu do tego co mam teraz: prawa ręka w połowie łokcia,przemieszczenie i o mały włos bez otwarcia. Dalsze etapy nauki w SP ledwo pamiętam.Zwykła nauka,koledzy z klasy i takie tam.Jedno dobre,że na przyrodzie siedziałem pierwszy raz z dziewczyną a z odpowiedzi bez wcześniejszej nauki cudem wyłapywałem trójki.Z lekcji p.Wolickiej wyniosłem sztukę poprawnego i dokładnego mycia tablicy,heh.Do dziś na moim dyżurze wdrażam w czyn zapamiętane metody.Oczywiście,pamiętam także kilka "przypałów" w naszej klasie na języku polskim.Jeden kolega napisał o polonistce,że pracuje w wiadomej agencji,a gdy przyszło się tłumaczyć dobitnie przy śmiechu klasy odparł "Ale proszę pani,to nie ja napisałem,że pani pracuje w burdelu".Wyobraźcie sobie jej minę,jak to usłyszała. Ze swoich wtop największą zaliczyłem,gdy pisaliśmy wypracowanie klasowe i pod koniec,gdy wszyscy składali prace,wasz Mateusz wyrzucił do kosza swoją kartkę.Później z jedynką tłumaczyłem się wychowawczyni,że nie wiem gdzie jest moja praca,miałem to poprawić ale nie przypominam sobie czy to w końcu zaliczyłem.
Gimnazjum - najbardziej śmiański etap ze wszystkich.Ile było wstydu wychowawczyni przy naszej dobrej zabawie,ile dobrze wykorzystanych akcji pamiętnych na lata.O tym i o przyszłych planach napiszę w kolejnej notce,co by was nie zanudzić.Nie będziecie czekać długo,jeszcze dziś wszystko dokończę.Szykujcie się na niezły ubaw.







Dzieci:Samowolka czy wychowanie? 2013-08-05

Będąc wczoraj w odwiedzinach u mojej ciotki wysłuchałem bardzo ciekawej historii.
Ciotka razem z dzieciakami przyjechała z Belgii.Pracuje tam z wujem,on w firmie remontowej a ona jako sprzątaczka.Pewnego razu przyszli do nich polscy znajomi.Podczas wspólnej zabawy dzieci 4-letni synek znajomych zaczął dusić mojego kuzyna,równego wiekiem.Odtrąciła go rok starsza kuzynka mówiąc ,że nie wolno dusić jej brata.Jego odpowiedź rozszerzyła mi oczy do granic możliwości.Powiedział,że na XBoxie też tak przecież robią!
Nawet się nie domyślacie jak bardzo świat schodzi na psy.Podobno ten mały dusiciel całymi dniami siedzi na XBoxie przed plazmą na pół ściany i gra w jakieś strzelanko-bijatyki pokroju GTA.Z ciekawości,czy raczej z niepokoju,ciotka spytała jak się ich pociecha sprawuje w szkole.Usłyszała,że synek jest bardzo grzeczny,chodzi przy pani i ładnie się uczy.
"Aha,przy pani - pomyślałem sobie -ciekawe,czemu nie w grupie z kolegami". Odpowiedź przyszła sama,gdy zza balkonu usłyszałem kilku pięciolatków gadających o wyżej wspomnianej serii GTA.W dziwnych czasach przyszło nam żyć.Dzieci albo są głodzone,bite,sponiewierane i poddawane torturom (patrz:przypadek dziecka w Anglii sprzed tygodnia) albo pozwala się im na tak wielką samowolkę,że nie będą sobie w przyszłości radzić z życiowym trudem.Jeszcze kilka lat temu wymawiałem się rodzicom od pracy twierdząc,że dawniej były inne czasy i kiedyś dziecko bało się nie posłuchać rodzica.Zapiernicz,posłuch i szacunek a w razie nieposłuszeństwa zmasowany szereg przedsięwzięć pasem.Nie było im lekko,ale przynajmniej teraz wiedzą jak żyć,umieją sobie radzić i odnoszą sukcesy w zawodzie i życiu prywatnym.Teraz dziękuję Bogu za to,że mam nie za lekko i nie za wiele.Większy rygor panuje u młodszego o 4 lata kuzyna.Uczy się na same piątki i szóstki,pilnuje porządku a słowo wujostwa brzmi jak rozkaz.Są trochę bogatsi,ale jak widać surowe wychowanie i angażoanie do pracy na dwa tygodnie wakacji nie idą na marne.
Dziś małe dziecko można porównać do napalonego zboczeńca:nie odrzuci myśli o nowej zabawce z silnikiem odrzutowym,której przesadzoną reklamę widział w telewizji.On musi to mieć,mimo że znudzi mu się po kilku dniach.Kiedyś,to były czasy.Dzieciaki wychodziły na podwórze kopać gałę,spotykać się w bazach,bawić w bohaterów z jeszcze normalnych seriali i wracały z boiska późnym wieczorem ubrudzone po szyję. A dziś? Spotykają się w wirtualnych światach nakurwiając smoki i strzelając do siebie nawzajem.Nie,żebym nie lubił gier,ale 12 godzin przed kompem to gruba przesada.







Szpitalne Perypetie:Wstęp 2013-08-03

Pora przypomnieć sobie styl pisania lewą ręką sprzed dziesięciu lat.


Już od tygodnia prawą rękę stabilizuje szyna.Po dziś dzień nie mogę uwierzyć jak głupio przemieściłem połowę łokcia i omal nie wybiłem ręki.Kość jedynie mocno skaleczyła skórę.Mogło być gorzej,jednak na miejscu wypadku było kilku dobrych ludzi,którzy bez wahania udzielili błyskawicznie pierwszej pomocy.Co dokładnie się stało? To naprawdę idiotyczne.Wychodziłem spokojnie z kabiny w szatni na basenie i na bosaka chciałem wolnym krokiem pokonać mokrą podłogę.Dzięki pomocy tych dobrych ludzi znalazłem się w jednej chwili w szpitaluNa miejscu upierdliwy lekarz poganiał wszystkich,żeby spisać dane i to nie z zamiarem jak najszybszego złożenia ręki.Przy dużym,ale znośnym bólu zrobili mi kilka zdjęć RTG.Nawet nie chciałem ich oglądać.Miła pielgniarka z działu prześwietleń ostrzegła o grzybie na dębickim basenie MOSiR-u.Kila osób odwiedziło już szpital  tegoż powodu.Wróciłem do pana upierdliwego i usłyszałem największy bullshit w dotychczasowym życiu:SPRÓBUJĄ mi zlożyć rękę pod ekranem i MOŻE się uda.Otwarcie oświadczyłem swoją wolę leczenia w rzeszowskim szpitalu,ale i tutaj zapracowany lekarz mnie zaskoczył.Szpital w Dębicy już nie odsyła pacjentów do Rzeszowa.Zostałem więc wypisany na życzenie pacjenta i wspólnie z rodzicami udałem się do szpitala im. Jadwigi Królowej,gdzie zostałem potraktowany naprawdę dobrze. Długo mógłbym opowiadać,po siódmej wieczorem zostałem zoperowany a po dziesiątej się wybudziłem. W ciągu kilku dni spędzonych bez TV i Internetu poznałem kilka fajnych osób,miło spędziłem z nimi czas i uśmiałem za wszystkie czasy.Teraz kontynuujemy znajomość przez Facebooka. O wszystkim napiszę w kolejnej notce.Te zapiski traktujcie jako wstęp do wywodów jednorękiego zwi@dowcy.


 


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]