Patriotyzm jako przykra konieczność | Zwi@dowca Elvenoor | e-blogi.pl
Blog inny niż wszystkie
Blogi

Patriotyzm jako przykra konieczność 2020-03-05

W poniedziałek miała miejsce mała dębicka impreza: koncert ku pamięci żołnierzy niezłomnych (nie, nie napiszę tego z wielkiej litery).

Jako że załapałem się na krótki staż, miałem okazję być na owym koncercie, by zrobić z niego relację. Na scenie występował Norbert „Smoła” Smoliński, zaś gościem honorowym był Franciszek Batory, brat zabitego przez komunistów majora Józefa Batorego.
W swoim przemówieniu pan Franciszek opowiadał o przykrych doświadczeniach z procesu kilku żołnierzy AK, jaki miał miejsce piątego października 1929 roku w sądzie wojskowym w Warszawie. „Niby polskim!”, jak zaznaczał, „A traktowali nas jak nieswoich rodaków!”.  Podzielił się smutnymi wspomnieniami dotyczącymi represji i nacisku, zarzucania zdrady stanu i zbywania wszelkich prób obrony zarzutem „mówienia nie na temat” oraz zawistnym podejściem do oskarżonych. „Jeden z nich”, mówił, „z tego samego roku był, co prokurator, ten sam kierunek w jednym czasie skończyli! I co? Student studenta by nie znał?”. Słychać było po mówcy, że widział wiele, przeżył niemało i wycierpiał "swoje", ale mimo wszystko zdaje sobie sprawę, że przetrwał dzięki wychowaniu i edukacji, czerpanych także od współwięźniów w celi, za czasów komunistycznych. Były żołnierz podkreślał siłę i niezłomność narodu polskiego, która pozwoliła jego pokoleniu wytrwać trudne czasy, lecz także wielką rolę nauczycieli w dziejach, którą uczniowie bacznie „recenzują”.

- Nauczyciele to inżynierowie dusz ludzkich! Spłacam dziś więc im należny dług, będąc tu dzisiaj z wami i przychodzę do was z przesłaniem, abyście na swojej drodze uczniowskiej i studenckiej zawsze szukali prawdy! Realizujcie testament przodków swoją codzienną pracą, bo wzorców macie co nie miara!  Macie wspaniałe miejsce na ich pomnik w umyśle i sercu!

W przemowie tej, przyjętej przez publikę z owacjami, nie brakowało jednak również przytyków do lewicowych europosłów i nazywania ich zdrajcami pokroju szlachty targowickiej, jednak przez wzgląd na  jego starodawne, fundamentalne wychowanie, pominę ten aspekt. Dziś chcę zastanowić się nad innymi jego słowami.
Gdyby zapytać pana Franciszka, czym jest patriotyzm, odpowiedziałby, że miłością do ojczyzny, o której wielu poetów i poetek napisało już niejedną strofę. Zofia Kossak-Szczucka w „Dekalogu Polaka”, Ignacy Krasicki w „Hymnie do miłości ojczyzny”, Antoni Słonimski w swoim wierszu o wszystko mówiącym tytule „Polska”…

Tylko JAK ten kraj w ogóle pokochać? Stronnictwa narodowe głoszą wokół dumne, górnolotne hasła, deklarują najwyższe poświęcenia dla idei, ale większość i tak ma to gdzieś. Praca, rodzina, życie prywatne – na co komu tu jeszcze jakieś niepotrzebne „ojczyzny” i „narody” wykreowane jedynie po to, by, z czym się w pełni zgadzam, móc kontrolować tłum, tak samo jak wiara,?
Pan Franciszek ujmuje to w ten sposób: „Żeby pokochać, trzeba wiedzieć dlaczego i za co, trzeba poznać historię własnego narodu. Żeby pokochać ojczyznę, trzeba być aktywnym członkiem społeczności narodowej, uczyć się, udzielać. Nie dzięki armii Polska przetrwała, lecz dzięki wyedukowanym ludziom: lekarzom, technikom, urzędnikom, nauczycielom, wykładowcom, historykom, księgowym…”.
Podczas pisania relacji długo myślałem nad tym czym dla mnie jest ojczyzna i czy z nią właśnie identyfikuję Polskę. Doszedłem wówczas do wniosku, że w zasadzie…niczym.

Dla mnie liczą się przede wszystkim ludzie. Staram się znajdywać wspólny język w wielu kwestiach, szukać drogi porozumienia, możliwości współpracy ponad różnicami kulturowymi i podziałami. Jestem wyznawcą idei jednej społeczności świata, bez wielkich barier, które trudno przeskoczyć, takich jak zaszłości historyczne, odmienne religie oraz uprzedzenia i stereotypy z nimi związane.  W godzinie próby postąpiłbym „jak (naprawdę) trzeba”: walcząc wraz z innymi o przeżycie w cywilu, kryjąc się, byle zachować swoje umiejętności na czasy pokoju. Chwyciłbym za karabin, lecz nie po to by zginąć jak mięso armatnie w wojskowym szeregu, a do obrony swojego domu, kryjówki, rodziny. Gdy myślę o sobie jak o Polaku, nie mam żadnych emocjonalnych powiązań: nie jestem ani dumny, ani nie jest mi z tego powodu przykro. Każdy kraj przecież miał swoje momenty wzlotu i gwałtowne upadki. Polska sporo wycierpiała i dzięki pewnym zbiorowościom odzyskała niepodległość, ale gdyby nie inne z kolei, nigdy ten kraj nie musiałby powstawać po upadkach, wytaczając krew swoich obywateli raz za razem. Zawsze kibicuję "naszym", jesteb zadowolony, gdy wygrywamy, odnosimy sukcesy sportowe, naukowe, kulturalne, ale jestem przeciwny przesadnemu podkreślaniu "znaczącej" roli Polaków. "To Polacy pierwsi to", "Polacy jako jedyni tamto", "To Polak coś wymyślił!", "polskie wyroby dominują europejski rynek czegoś!"  
Cieszę się, że mówię po polsku, ale jedynie dlatego, że ten język umiem najlepiej; mówię nim przecież od urodzenia, tak jak wszyscy. Gdyby trzeba było nauczyć się innego „na dłużej”, nie byłoby to problemem.

A jednak traktuję patriotyzm i chociaż niewielkie przywiązanie do swojej ojczyzny jako zło konieczne. Nie będzie nigdy sytuacji, w której rządy upadną, a ludzie całego świata porzucą to, co mieli "zakorzenione". Nie stworzy się jeden naród ziemski, nigdy nie będzie wspólnoty bez barier i uprzedzeń. Jeśli jeden kraj się rozwiąże, jego miejsce zajmie inny. Na takim świecie się urodziliśmy, w już uformowanych granicach, z już ustanowionymi granicami. Otrzymaliśmy imiona, nazwiska, przypisano nam narodowość urodzenia. Musimy sympatyzować, utożsamiać się z Polską, czuć się Polakami. Urodziliśmy się tu, prawdopodobnie tutaj też umrzemy. Koniec końców nasz kraj nie jest taki zły, nie ma aż tylu momentów w historii, za które powinien się wstydzić. Mamy z czego się cieszyć, mamy co świętować, mamy czego się wstydzić, za co przepraszać i dziękować. Powinno się więc, jeśli nie kochać, to przynajmniej lubić Polskę. Niekoniecznie oddawać życie, poświęcać za sprawę, lecz uczyć się i pracować nad sobą i starać się wpływać na społeczność, działać w lokalnych "małych ojczyznach"; Polska to dom, kiedyś w pewnym celu przez kogoś postawiony, o który teraz przyszło zadbać i nam. Jeśli my sami tym się należycie nie zajmiemy, szybko staniemy się bezdomnymi, którym "tymczasowego" schronienia udzielą sąsiedzi. Jaki jednak sens mieszkania w miejscu, na które nie ma się wpływu? 


Dodaj komentarz


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]