Emocje - przekleństwo to czy dar? | Zwi@dowca Elvenoor | e-blogi.pl
Blog inny niż wszystkie
Blogi

Emocje - przekleństwo to czy dar? 2020-02-15

Zaiste, skomplikowaną istotą jest człowiek.

Ileż emocji potrafi jednocześnie kłębić się w jego umyśle, ile obrazów, tak od siebie odmiennych wpływa na jego postrzeganie wszystkiego! Nieskończona, twarda rzeczywistość, jaką ją powszechnie się rozumie, kształtowana jest przez każde niepozorne, niewłaściwie odebrane słowo, drobne gesty, okazane wobec innych, jak rozmowa, uścisk lub równie obfite w wartość emocjonalną wyrazy.
Niepojęta jest moc naszych emocji, których ujarzmić musimy się tak, jak młodzi czarodzieje kształcili się w magii. Kłopot jedynie w tym, że mimo posiadania tak wielu różnych szkół, brakuje tej jednej, najistotniejszej: Akademii Ludzkich Serc. Byłoby nie tylko łatwiej znaleźć kogoś, z kim można o naszym postrzeganiu pogadać, lecz również, co istotniejsze, nie bać się zajrzeć w nas samych, odnaleźć źródło naszych radości, lęków, żalów i uprzedzeń.
Niefortunnie dobrane słowo, nieznajomość pewnych faktów z życia naszego rozmówcy, jego prawdziwego stanu ducha bądź niezrozumienie zawsze kończy się bólem, krzywdą wyrząconą nieintencjonalnie, serią przykrych chwil. Po jakimś czasie wszystko wróci do normy, dogadacie się, postaracie się zapomnieć świeże krzywdy lub przynajmniej nie zwracać na nie uwagi. A jednak to zajmuje czas. I boli, nieraz nieporównywalnie. Wyrzuty do siebie, pretensje..."Mogłem to powiedzieć inaczej...." , "Myślałam, że ona już się z tym pogodziła..." , "Przecież to miało ją ucieszyć...".

Nie wiem czy istnieje druga osoba, która zna potęgę słów i wagę kontroli emocjonalnej bardziej ode mnie. Gdy sięgnę pamięcią wstecz, widzę w lustrze wspomnień nieuporządkowanego chłopaka, który, bez wglądu na swoje emocje, podświadomie jednocześnie traktował siebie jako ofiarę, nic niewartego śmiecia, a z drugiej karał najbliższą mu osobę. Dziś, świadomy dawnych ułomności, istoty problemu i źródła mojej chorobliwej zazdrości, a także nieco już doświadczony w kwestii odpowiedniego dystansu przy jednoczesnym zachowaniu bliskości w relacji, nadal nie jestem dumny z tego jaki byłem. Nie dostrzegałem jak głębokie i różnorodne emocje w niej tkwią, jak próbuje je badać i dostosowywać, mimo dyskomfortu i momentami nieporadności. A jednak, doświadczenia ze starym mną pozwoliły jej się wzmocnić niemal tak, jak mnie po okresie między lipcem 2012 a pierwszym kwartałem 2013 r. Gdyby nie K., tkwiłbym dalej w bańce romantycznej miłości, naiwności i chrześcijaństwa. I tak, nieraz nie wiedziałem w jakiej kategorii mam ją postrzegać, jak rozpatrywać przeszłość, ale koniec końców należą jej się przeprosiny, bo wydaje mi się że jej zmieszanie i również ówczesna niestabilność emocjonalna (wariantu celowego kłamstwa nie ma sensu rozpatrywać) pomogły nam obojgu wygrzebać się z tego, w co się wpakowaliśmy oboje, a co poszło za szybko i zbyt daleko.

Pernelle zaś...Moja najdroższa Pernelle! Jakże mocno me serce bije, gdy widzę do jakiego stanu udało nam się obojgu dojść, jak umiejętnie, na spokojnie ukształtować ciekawą, bogatą, stale ewoluującą relację. A jednak ostatnio oboje mieliśmy niesłychanie niestabilny, wystawiający nas na próbę, okres, w którym irytacja, zniecierpliwienie czy fizyczne zmęczenie prowadziło do chwiejnej granicy wytrzymałości mentalnej. Gniew, żal, wstyd wobec podprogowych emocji i intencji, które nie zostały przekazane, a przez które jednocześnie któreś z nas mogłoby ucierpieć bardziej lub mniej. Wytrzymaliśmy to, nadal stoimy na pewnym gruncie, nadal uczymy się od siebie nawzajem, szanujemy i darzymy wielkim uczuciem, nie bojąc się o niezrozumienie, odrzucenie, wyśmianie etc.
Jednak, o ile między nami jest spokojnie i znamy się względnie dobrze, tak reakcji innych wobec naszych dobrych intencji, lecz niekiedy niewłaściwego doboru słów, nie jesteśmy przecież w stanie przewidzieć. To zaś pociąga za sobą żal, kłótnie, kolejne nieporozumienia, złamane postrzeganie.
I najgorsza z tego wszystkiego jest owa okropna nieprzewidywalność i cierpienie konsekwencji niezamierzonych słów, nieświadomości emocji i czynników odbiorczych u drugiej osoby. Uczymy się na własnych błędach, podejmujemy się zawiłych analiz tego, co działa w każdym, osobnym przypadku oraz umiejscowienia pewnych granic, których z tej lub innej przyczyny przekroczyć nie można.

Co w takim razie mogłoby pomóc? Jakie inne środki należy wdrożyć, jeśli rozmowy, chęć zrozumienia i wspólne rozpatrywanie, radzenie sobie z emocjami nie wystarczają? Jak pozbyć się nieznośnego uczucia, które nie chce odpuścić, mimo nierzadkiej świadomości problemu? Bo w istocie, nawet rozwiązanie słabości, utkwionej w danym odczuciu, nieraz nie pozwala nam czuć się lepiej tak do końca. Można czytać o badaniach kognitywistów i zgłębiać opracowania nt. funkcjonowania naszej psychiki, udać się na wywiad do specjalisty...Ale i tak nikt do końca nie będzie w stanie zrozumieć nas samych, szczególnie lekarze, często traktujący problemy z emocjami jako kolejne ze schorzeń do wyleczenia i podchodzący do nas jak do pacjenta, nie człowieka, bogatej w uczucia i myśli istoty. Można dalej cierpieć, popełniając błędy, obrzucać siebie nowymi pretensjami, zaklinając się, że już więcej nie popełni się tych samych pomyłek. Zapewne istnieją jeszcze inne, nieodkryte przez nas sposoby. Każdy z pewnością posiada również swoje małe, własne, "domowego zastosowania". Pytanie tylko, czy należy cieszyć się tak rozwiniętym lasem emocji i postrzegania, czy przeklinać Los za to, że powiązał nasze duchowe serca i materialny rozum?


Dodaj komentarz


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]