Desperacja i bezsilność, czyli o lęku straty | Zwi@dowca Elvenoor | e-blogi.pl
Blog inny niż wszystkie
Blogi

Desperacja i bezsilność, czyli o lęku straty 2020-02-04

"Nie mogę ci wiele dać, bo sam niewiele mam"
Perfect

Zauważyłem u siebie ciekawą ewolucję  zazdrości. Kiedyś, za starych, lecz nie takich znów dobrych, czasów, spalałem w sobie gniew. Nie potrafiłem zwalczyć wyniszczającego tak mnie, jak i Pernelle, uczucia zajadłości i nienawiści wobec wszystkich, z którymi utrzymuje kontakt. Każda z tych gnid wtykała swe paluchy nie tam, gdzie trzeba! Nie mogli mi zabrać Pernelle! Nie mogłem znowu być samotny, nie mogłem znowu cierpieć! Byłem w swojej wściekłości coraz bardziej chciwy i agresywny, aż w końcu wszystko to "jebło", osiągnęło punkt krytyczny i zerwało nasz kontakt, po raz drugi. Stało się dokładnie to, czego się obawiałem, choć w zupełnie inny sposób. Sam ją odtrąciłem i sam sprowadziłem na siebie samotność, której tak panicznie się bałem.
Następne miesiące były okropne. Moje serce było niekompletne, postrzępione, jakby ktoś wyrwał jego fragment, zabrał bezpowrotnie. Żyłem, uczyłem się, czytałem, oglądałem, rozmawiałem z innymi ludźmi, lecz czegoś mi brakowało: obecności tej jednej dziewczyny. Nareszcie pojąłem w czym tkwił problem i jak z pewnością nie należy go rozwiązywać. Po niemal roku napisałem do niej po raz ostatni z prośbą o wybaczenie. Nie łudziłem się, że mnie przyjmie z powrotem, chciałem jedynie otrzymać przebaczenie.Los zdecydował jednak inaczej, wznowiliśmy kontakt. Nareszcie zacząłem odzyskiwać tę, która stanowiła część mnie. Stopniowo, krok po kroku, nasza relacja rozkwitała i rozkwita nadal w dobrej, zdrowej atmosferze. Wreszcie było tak, jak powinno być od samego początku.
Ostatnio jednak zaczęły mnie dręczyć natrętne myśli o mojej "konkurencji". Przecież nie byłem jedynym, który utrzymywał z nią kontakt. Ba, wielu było w stanie zaspokoić jej nieskończony głód wiedzy nt. alchemii, badaczy, poetów, pisarzy, artystów, mniej znanych kultur, organizacji, teorii... I robili to, z pewnością, dużo skuteczniej ode mnie.
Bo przecież kim JA jestem? Skromnym uczniem jeno, adeptem, wpatrzonym w dużo bardziej obytą, dużo bardziej ogarniającą nieznane mi wcześniej tematy mistrzynią. Tą, która mnie zafascynowała, zainspirowała do pogłębiania własnej wiedzy. Każda moja oznaka niewiedzy przemawiała na mą niekorzyść, każda cenna informacja, której poszukiwała, a którą otrzymała od kogoś innego, oddalała mnie od niej, zamiast pozostawać jak najdłużej u jej boku, przed pozostałymi. Jako TEN wybór, gdy do momentu wyboru kiedyś dojdzie.

Tak bardzo się dla niej staram, piszę opowiadania, które wspólnie opracowujemy, dzielę się wiedzą, w której jestem obeznany, poszukuję, sprawdzam, przykładam się do swoich powinności i próbuję uzyskać w jej oczach jak najlepszą wartość. A tymczasem przychodzą inni, błyszczą większą wiedzą, lepszym obeznaniem tematu, ciekawszymi wnioskami. Kim jestem, w takim razie, skoro, mimo prób, nie jestem lepszy?
I tak, gdy zawsze w tego typu sytuacjach wybuchałem gniewem i rozpalałem swą nienawiść do piekielnych temperatur, a językiem ostrzyłem każde słowo, tak teraz przechodzę przez płomienie, uodporniony na ich żar, który spala moje duchowe wnętrze, ale nigdy nie strawi go do końca. Sięgam po źródło problemu, znajdując źródło żywiołu nienawiści: moją słabą, nikłą wartość, moją beznadzieję, niemoc i bezsilność. Nic ode mnie nie zależy. Mogę próbować, starać się ze wszystkich sił, okazywać pewność siebie,  a mimo to nie utrzymać przy sobie tej, na której tak bardzo mi zależy. Czy jednak moje desperackie, podświadome zabiegi wmawiania jej winy za moje cierpienie i również niewykryte przeze mnie próby manipulacji były lepsze? Nieświadomie stosowałem całą machinację kłamstw, słów, które mogły doprowadzić do pożądanego rezultatu, owładnąć umysłem drugiej osoby, a mimo to poległem. Parszywy świat, figlarny Los!

Tym razem więc zrobiłem inaczej. Miast kryć się z uczuciami i spalać nienawiść, opowiedziałem o moich obawach Pernelle, o tym jak bardzo boję się ją stracić, jak cenną jest dla mnie towarzyszką i jak niewiele jej mogę zaoferować. Powiedziała, że tylko ze mną ma tak silną, emocjonalną więź, że wiedza i "użyteczność" nie są dla niej tak ważnymi kryteriami, że uwielbia opowiadania, dostrzega moją ewolucję i pracę nad sobą, które zmierzają w dobrą stronę. Opowiedziała o jej równym traktowaniu nas obojga również w kwestii wiedzy. "Nigdy się nie zastanawiałam ile Ty wiesz w stosunku do mnie. Zawsze Cię traktowałam na równi, ale bardziej doświadczonego" (jedynie, gdy do chwili ostatniego powrotu tkwiłem w swojej zamkniętej strefie komfortu, ona sama, jak dopiero dzisiaj przyznaje, pogardzała moim sposobem bycia; oboje wtedy mierzyliśmy się z własnymi problemami). Mówiła, że spośród innych, ja najbardziej wiem jak moją wiedzę wykorzystać w praktyce.  I w końcu, co mnie zaskoczyło i wprowadziło w rozmyślania, postawiła przede mną duchowe lustro, pokazując mi człowieka, który mógł pójść na łatwiznę, obrać za "cel" łatwiejszą w podejściu dziewczynę, a jednak wybrał właśnie ją - wymagającą, choć nic ponad możliwości, wyrozumiałą, otwartą, zmuszającą do pewnej aktywności umysłowej, lubującą się w niestandardowych tematach. Podniosła mnie tym lekko na duchu, a jednak nadal nie mogę przezwyciężyć nieobliczalności Losu, który nawet mimo moich wysiłków, jest w stanie zabrać mi sprzed oczu cel, którego tak mocno pragnąłem, obarczając mnie jeszcze większym bólem i zwątpieniem. Mogę jedynie mieć nadzieję na spełnienie się najlepszej wersji wymarzonego scenariusza i nadal zdążać ku temu coraz lepszymi środkami. 


Dodaj komentarz


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]