Rozliczenie | Zwi@dowca Elvenoor | e-blogi.pl
Blog inny niż wszystkie
Blogi

Rozliczenie 2019-08-11

Zmieniłem się.

Jest to niezwykle istotne stwierdzenie, ustanawiające moje nowe status quo, definiujące mnie w unikalny sposób. Tylko kim jestem teraz?

Z pewnością nie dobrym przyjacielem. Dla mnie, przyjaźń, ta prawdziwa, to zrozumienie, chęć wysłuchania, świadomość, że może się na drugiej osobie polegać. Niegdyś byłem w tym świetny, bo i czułem się jak przyjaciel. Mogę porozmawiać, mogę doradzić, mogę wesprzeć, pocieszyć, ale i pogadać na co dzień, opowiedzieć co u mnie itd. Tak zwyczajnie, po prostu. Jednak to powinno działać w obie strony. Może zabrzmi to dość chłodno, oschle, ozięble, ale dlaczego mam się przejmować kimś, kto nie dba o mnie, kto nie zagaduje chociażby na krótką rozmowę, kto nie interesuje się tym, co mi się udaje a co nie? Dlaczego to ja mam być tym, który "zbyt rzadko pisze", "olewa", podczas gdy z mojej strony już takich uwag być nie może?  Zaś wymóg jednostronnego zainteresowania dla pomocy "na zawołanie" to nie jest przyjaźń. Dlatego właśnie tak wiele dla mnie znaczy relacja z Pernelle - ponieważ wynika z duchowego, emocjonalnego podobieństwa naszych dusz. To, co K. określiłaby jako "szatany", głupie wymysły, dla Pernelle były i są to wahania stanu emocjonalnego. Piszemy o czymś więcej, poruszamy mnóstwo bardziej lub mniej przyziemnych tematów i, przede wszystkim, "czujemy" siebie nawzajem, nie bagatelizując żadnego stanu.

I tak, K., wiem że to czytasz. Sama mi z resztą o tym napisałaś. Może powinniśmy wrócić myślami do tych "starych dobrych czasów", gdy mieliśmy "wspólne myśli", wpadaliśmy na podobne pomysły, a jedno interesowało się tym, co trapi drugie i na odwrót?
Napisałem "myślami", bo dziś jest to już nierealne, spójrzmy prawdzie w oczy. Gdzieś tam, w głębi serca czułem, że w kilku, pozornie błahych, lecz dla mnie cholernie ważnych obszarach mnie nie rozumiałaś. Zawsze miałaś bardziej "przyziemną" głowę niż ja, skupiałaś się na praktyczności. Nie rezygnowałaś z duchowości i uczuć, jednak twoje stopy dużo pewniej stąpały po ziemi.
Teraz, gdy czytam o cierpieniu, jakie przeżyłaś, czuję się okropnie. Na dnie mej duszy bije zawołanie: "Napisz, pomóż, wesprzyj!", jednak ty i tak mnie już  zapewne skreśliłaś. I co by to dało? Próbowałbym pomóc, a nie zrobiłbym tego w stopniu, jaki uznałbym za skuteczny.  A co dalej? Wszystko by się ułożyło i życie wróciłoby do normalności (tj. stagnacji w relacji, sporadycznych rozmowach o pierdołach etc). Nie będę ukrywał również przy tym innej rzeczy: czasem czułem się tak, jak gdybym był potrzebny jedynie na chwilę: weź pomóż z tym, weź poradź z tamtym... Tak, wiem, że zawsze mogłem na ciebie liczyć i starałabyś się pomóc, gdybym miał większy problem (raz nawet coś takiego faktycznie miało miejsce), ale...czułem że to już nie "to". Czego tak naprawdę oczekiwałem? Trudno mi rzec.

Na pewno nie chodziło o "coś więcej", o uczucie. To było tylko na samym początku. Byłem jeszcze wtedy ledwie wyrośniętym gnojkiem, który dał sobie samemu wmówić coś, co powinno zostać zdławione jednym, krótkim "Nie". To, co się później rozwinęło i jak się to zakończyło, było dla mnie istnym chrztem emocjonalnym, wypraniem z naiwnych, niewinnych emocji. Tym, co najpierw mnie zniszczyło, a potem ukształtowało na nowo, za co jestem ci wdzięczny. Miało to złe strony, prawda...Nauczyłem się kłamać. Nauczyłem się podświadomie manipulować emocjami, o czym boleśnie przekonała się Pernelle (którą to z kolei osłabiłem i wzmocniłem ja sam, przez swoją chorobliwą zazdrość, której nie mogłem kontrolować). Nazywałaś S. "przyjacielem". Dałem się zwieść - tobie? Może jemu?  Przeczuwałem, że między wami było istotnie "coś więcej". Nie wiem jak by się to potoczyło, gdybyśmy wówczas byli obok siebie, mogli w tamtym czasie się spotykać itd. Kiedyś bym się nad tym głowił, lecz dziś myślę, że chyba stało się nawet lepiej. Potrzebowałem kubła zimnej wody od życia. Kamyczka, który zbudzi lawinę. Wichury, która zmiecie przerdzewiałe założenia (romantyczna miłość, wyższość poezji nad "śmiertelnikami", wiara w bóstwo, które niegdyś odwiedzałem raz w tygodniu, klękając przed owym bytem i błagając o przebaczenie za praktykowanie czegoś, co nie krzywdziło nikogo). Tym porywistym wiatrem, który jednocześnie uformował nowy kształt mego istnienia, okazałaś się ty i z całego serca dziękuję ci za to. Gdy pisałem ci, że twe "winy" zostały przebaczone, pisałem szczerze. Jednocześnie chyba rozumiem jak się wówczas musiałaś czuć, bo przecież sam później błagałem moją Pernelle o przebaczenie.

Domyślam się co się wydarzyło ostatnio w Twoim życiu. Nie wiem co konkretnie, ale nie będę dopytywał - bo jaki to miałoby teraz sens? Chciałbym być przyjacielem, jednak zwyczajnie nie potrafię. Stary "Zwi@dowca" znał sposób, jeszcze za "tamtych" czasów, gdy żyło się lepiej. Aż chce się powiedzieć bez "januszowego" akcentu: Kurde, kiedyś to było!
Obecny Elvenoor jest przystosowany do nowej sytuacji. Stanu, w którym odnosi sukces tam, gdzie zawodził Zwi@dowca oraz w którym Zwi@dowca radził sobie lepiej w tym, czemu Elvenoor nie podoła. Nowe czasy. Nowi my.
Dlatego też życzę ci, by twój wóz, mimo wybojów jakimi jest wybrukowana ścieżka, przezwyciężył każdą niedogodność terenu, byś mogła konsekwentnie dążyć po swoje. Każdy kto ciebie nie docenia, jest skończonym kretynem, bo nie wiedzą jeszcze, biedaczki, że z tobą się nie zadziera. Jakoś wcale mi ich nie szkoda. Ja zawiodłem, ale jestem całkowicie świadom tego faktu, pogodziłem się z nim. Nie jestem ani "najlepszym przyjacielem" ani "przyjacielem" w ogóle. W stosunku do ciebie nie potrafię - już nie. Dawałem ciała nieraz, starałem się, ale nie na tyle, by osiągnąć satysfakcjonujący poziom relacji etc. Jednak nie byłem, nie jestem i nigdy nie będę osobą tobie przeciwną.


Dodaj komentarz


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]