"Na własne życzenie", albo siła w słabości | Zwi@dowca Elvenoor | e-blogi.pl
Blog inny niż wszystkie
Blogi

"Na własne życzenie", albo siła w słabości 2019-08-04

Wszystko, co masz od życia...

Wiem. Miałem regularnie wstawiać wpisy o TVP, ale jakoś nie byłem w nastroju. Dlatego też przerwa przed częścią trzecią. Wracam na chwilę do rodzaju notek, które określiły elvenoora, które wyrażają pewne spostrzeżenia filozoficzne, egzystencjonalne.

Właśnie wróciłem z Dębicy. Wyjechałem tylko na weekend, albowiem już jutro zaczynam szkolenie w swojej pierwszej pracy. Call center dla połączeń przychodzących, pomaganie klientom, mającym problem z wysyłką paczek. Pierwotnie ma to być praca do końca września, ale mam nadzieję, że uda mi się tam dłużej utrzymać. Nieważne, nie o tym dzisiaj...

Wczoraj odwiedziłem moją babcię "na górkach" i miałem okazję uczestniczyć w niezwykłej wymianie zdań między nią a moim tatą. Widzicie, babcia bardzo potrzebuje wyżalić się komuś, a obok ma jedynie ludzi spoza jej świata - nowobogackich, którzy budują sobie w jej sąsiedztwie domki wypoczynkowe w cichej, spokojnej okolicy. Niemal codziennie moja babcia wychodzi na spacery, zagaduje swoich sąsiadów, gdy ich spotka, jednak w tym momencie następuje konflikt: oni nie zaproszą jej do domu na dłuższą rozmowę, bo nie interesuje ich to, co gdzie ją boli, co ostatnio zrobiła, jak się mają członkowie jej rodziny itd. Jej z kolei nie obchodzi to, gdzie oni ostatnio byli ani jak wielkim dylematem jest wyjazd za granicę na Seszele czy Malediwy. Zupełnie inny świat. Któregoś dnia jednak babcia usłyszała od nich, że to, co ma, "dostała na własne życzenie". No, bo kim tak naprawdę ona jest? Czy osiągnęła jakieś stanowisko? Czy rozwinęła karierę, dorobiła się majątku? Czy zmieniła cokolwiek w swoim środowisku? A gdzież...Przecież miała "tylko" męża, duży dom jednorodzinny, pracę w księgowości w banku do czasu nasilenia się astmy, dwójkę dzieci, trzech wnuków i jedną wnuczkę.

- Nie wolno mi nawet nic powiedzieć, bo zaraz coś będzie źle! - skarżyła się babcia.


Jednak mój tata, pełen mądrości facet, na spokojnie jej tłumaczył, co tak naprawdę znaczy "na własne życzenie". Czy żałowała takiego życia, jakie miała? Nie. Czy chciałaby mieć lepsze? Również nie. Tymczasem jeden z sąsiadów babci niegdyś rozbił motor po pijaku, ulegając tym samym poważnemu wypadkowi. I co? Czy on również nie dostał tego "na własne życzenie"?

I tak od tamtej pory gryzie mnie ta kwestia. Tak bardzo pragniemy wielu rzeczy, tak bardzo chcemy być jak najlepiej postrzegani przez innych. Wydawałoby się, że żądamy od życia naprawdę niewiele, że zadowala nas to, co jest, byle tylko ktoś udzieliłby dla nas swojego czasu i uwagi, a może nawet i przyjaźni czy miłości. Podejmujemy więc pewne kroki ku temu, nie zawsze właściwe, nie zawsze udane. Błądzimy jak dziecko we mgle, kierując się instynktem. I wiemy, że nie znajdziemy od razu właściwej drogi, ale przecież to jest droga, uczymy się na błędach i takie tam.
A potem dostajemy od życia potężny wpierdol. Wycisk, którego sobie nawet nie wyobrażaliśmy. "Na własne życzenie". Przecież nie tak miało być. TA droga miała być już właściwa. CI ludzie mieli mnie poprowadzić, byli godni zaufania, a tymczasem znów kolejna grupa mnie wystawiła! Zupełnie tak, jakby ludzkość była stworzona jedynie, żeby cierpieć, a przecież to nieprawda.

Wydaje się, że dużo łatwiej mają ci, którzy pragną rzeczy dużo bardziej "wartościowych": pieniędzy, stanowisk, drogich samochodów, ładnych ciuchów, błyskotek itd. One przynajmniej mają ten pierwiastek "realności", nieprawdaż? Są dostępne dla ambitnych, przedsiębiorczych, cwanych i zaradnych. Tymczasem miłość, akceptacja, przyjaźń, rodzina...one są osiągalne tylko z pozoru, krótkoterminowo, bo przecież i tak "zaraz" znów będziemy cierpieć. Paradoksalnie, to właśnie my, ludzie uczuciowi, jesteśmy najbardziej odważni.
Podejmujemy ryzyko - w końcu jesteśmy hazardzistami Losu. Możemy zyskać bardzo wiele lub ugiąć się pod ciężarem porażki, złego zakładu. Ile jest warta relacja, która po pewnym czasie wali się jak domek z kart? Jest wspaniale przez pewien czas, lecz nagle Życie sprzedaje ci solidną kosę pod żebro. "Wybacz, zła inwestycja, panuje bessa!". I znów przychodzi cierpienie, ból, płacz, zranione serce. Nie "trafiliśmy", zaufaliśmy, zostaliśmy skrzywdzeni. Ale przecież na tym polega "zabawa"...prawda? Mimo wszystko, godzimy się na to, że pewnego dnia możemy mocno oberwać. Przecież nie można nic nie robić. Nie można nie szukać, trwać w miejscu. Życie mijałoby wówczas wokół nas, a my, jak ta wiecznie bojąca się świata pierdoła, która chciałaby wyjść za drzwi, ale boi się, że pierwszy przechodzień spuści mu taki łomot, że resztę życia spędzi na wózku.

- Tylko ile można odczuwać ból ?! Ile razy można parzyć się o kolejne ogniska?!


Widzicie, Los dla każdego człowieka ma inną ścieżkę. Jeden potknie się 100 razy, a pobiegnie za sto pierwszym. Drugiemu zaś wystarczy upaść ledwie raz, by powoli nabierał tempa. Rozpędu życiowego nabywa się z czasem. A po co biec? Po szczęście, spełnienie! Pamiętajmy jednak: szczęście to stan, a stany mają to do siebie, że nie trwają wiecznie. Czasem coś się pieprzy z naszej winy. Innym razem to my jesteśmy tymi poszkodowanymi. I kogo wtedy winić za to? Boga? Los? "Tę ździrę/tego skurwysyna"? A dlaczego w ogóle szukać winowajców, jeśli wskazanie krzywdy wymagałoby postawienia oskarżeń i wyciągnięcia konsekwencji?
Jeśli tylko my sami dostrzegamy swoją wartość i nie boimy się "reklamować" jej otoczeniu i światu, w końcu znajdziemy takich ludzi i takie środowisko, które w pełni pozwoli rozwinąć nam swój potencjał. Teraz cierpisz, ból rozdziera twoją duszę, ale, zaufaj mi, nie odczuwalibyśmy tych wszystkich pięknych dni w sposób, w jaki to robimy, gdyby nie ukształtowały nas nasze własne rany, które wstydzić się nie powinniśmy!

"Lepiej osiągnąć nawet pół z tego, do czego dążysz, nawet jeśli ci się do końca nie uda, niż opierać się na mizernej przeciętności, jeśli faktycznie stać cię na więcej". Tymi mądrymi słowami mojego taty podsumuję te rozważania. Zostawiam was i lecę szykować dwie ostatnie części notki o TVP, aby raz na zawsze zostawić za sobą ten temat. Później zaś...Zobaczymy co będzie. Tymczasem, pamiętajcie: bądźcie dumni z tego, jacy jesteście, albowiem każdą naszą słabość w końcu jesteśmy w stanie przekuć w siłę!


Dodaj komentarz


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]