Jak działa Elvenoor?, czyli niełatwo być mną | Zwi@dowca Elvenoor | e-blogi.pl
Blog inny niż wszystkie
Blogi

Jak działa Elvenoor?, czyli niełatwo być mną 2019-07-14

Nareszcie przyszły pochmurne dni!

Mam już dość już tego gorącego i gorączkowego okresu: cyrtolenia się z licencjatem, poprawek, przedrukowań, opracowywania zagadnień na obronę i planowania kolejnych studiów po trzech latach względnej stabilizacji. W dodatku wczoraj rano jakieś choróbsko zaczęło mnie znów rozkładać z racji pisania pracy przy włączonym wentylatorze...
Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że studia dziennikarskie otworzyły moje spojrzenia na wiele kwestii, do tej pory przeze mnie niezgłębionych (chociaż, gdybym wiedział to, co dziś, zapewne obrałbym od razu kierunek psychologiczny, którego koncepcja pojawiła się w mojej głowie). Zmianom uległa również moja mentalność. Nie jestem już tym samym, podatnym na wpływy i naciski innych, więźniem obietnic i relacji. Teraz wszystko odbywa się dokładnie tak, jak tego chcę - na moich własnych zasadach. Jestem dużo bardziej uodporniony, zadaję pytania, kwestionuję, nie podążam za nikim ślepo.

A jednak, mimo ograniczenia odczuć wewnętrznych, nadal nie mogę wyrwać się w pełni z okowów emocji. Jak bumerang co jakiś czas powraca społeczna izolacja, chęć zamknięcia się przed światem czy, szerzej rozpisywane przeze mnie, stany "emocjonalnego kaca", gdy chwilowo powraca któreś ze starych odczuć. Można więc powiedzieć, że jestem człowiekiem emo, bez przynależności do tej subkultury.
Niestety nie wszyscy są w stanie zrozumieć takich jak ja. Jest nas wielu, a jednak jesteśmy nieustannie zagłuszani przez innych. Każde nasze, nawet najmniejsze zawahanie "niepożądane" może pozornie uchodzić za irracjonalne/nieodpowiedzialne/niedojrzałe zachowanie. A my, jak te ciche myszki, możemy jedynie próbować się wytłumaczyć, by  w ostateczności spuścić głowę, wziąć winę na siebie i pokornie się wycofać.

Jestem winowajcą. Wiele razy przyznawałem się do wielu błędów, ignorując to, czy druga strona również miała cokolwiek na sumieniu. Nigdy o nic nikogo nie obwiniałem, bo i po co? To JA wszystko rujnowałem, przez MOJE słowa, chwile zawahania, niepewności i strachu dostawałem po tyłku. Przez moją niekompetencję i zaburzone emocje krzywdziłem ludzi i przy okazji zwracałem przeciwko sobie. A co najlepsze (najgorsze?) za każdym razem w swoim samooskarżeniu miałem rację, ani razu nie wmawiając sobie zmyślonego zarzutu. Gdy ktoś mnie stawia pod ścianą, krytykuje, obrzuca zgniłymi pomidorami, ja tylko stoję niewzruszony. Mają rację i święte prawo do tego.
Ale bez względu na to, cały czas się boję. Każdy telefon, każde udanie się do urzędu lub nowego miejsca, wreszcie dzień to dla mnie jedno wielkie ryzyko. Gdy staję w długiej kolejce po jakąś formalność, gdy przeciskam się przez tłum, a nawet gdy jadę sam do Katowic, strach towarzyszy mi na każdym kroku. Nie ma praktycznie dnia, w którym choć przez chwilę moje serce nie waliłoby jak oszalałe. Nie ma wizyty u fryzjera, podczas której kobieta mnie strzygąca nie skomentowałaby z przerażeniem ilości siwych włosów u mnie.
Elvenoor próbuje dodawać sił i pewności chwiejnemu, roztrzepanemu Mateuszowi. Jest z nim jako Szary Kruk, mentalny sternik samotnej łódki, dryfującej po wielkim oceanie życia, pełnym zwodniczych syren, głodnych rekinów i ostrych raf koralowych. Podpiera jego relacje z innymi, choć każdego dnia musi uczyć się naprawiać zardzewiałe mechaniki owe rElacje definiujące. A jednak nie zawsze jest w stanie zdziałać wiele przy bezpośredniej konfrontacji z problemem. Serce jak młot pneumatyczny, oddech głęboki niczym rów mariański - strach i "gałganiarstwo" przejmuje kontrolę.

Och, jak bardzo pragnę zawsze nosić głowę dumnie, wysoko, ze spojrzeniem utkwionym na czubku własnego nosa! Chciałbym móc  powtarzać: "Zrozumcie wreszcie moje emocje! Wejdźcie w moje buty, przejdźcie się w nich choć jeden dzień i zobaczcie co muszę czuć za każdym razem!".
Nie tak łatwo być mną: tym strachliwym, nieogarniętym, podatnym na własne emocje nieudacznikiem, który partoli wszystko, czego się dotknie, chociaż raz krzywdzi każdego, kogo pozna i jedyne, na co może sobie pozwolić to przeprosiny, zadośćuczynienie i publiczna chłosta, przyjmowana z chrystusową cierpliwością. Hmm...Może jednak jest we mnie chociaż gram odwagi i wytrzymałości? Na pewno taka postawa byłaby pomocna w fachu, jakiego chciałbym się podjąć, czyli psychologia. Coraz więcej ludzi ma problemy, nie umie się do końca poskładać. Sam nie uchodzę za "całego", "kompletnego", ale właśnie dlatego tym lepiej przyjdzie mi zrozumieć tych, którzy zgłosiliby się do mnie po pomoc.
No chyba że owa wytrzymałość wynika z faktu, iż jestem wcieleniem jakiejś boskiej istoty, która ma coś z tym światem zrobić. No co? Życie zaskakuje, nigdy nie jest się pewnym własnej deistości.


Dodaj komentarz


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]