Co robimy w ukryciu? (2014) - Ludzka twarz wampira | Zwi@dowca Elvenoor | e-blogi.pl
Blog inny niż wszystkie
Blogi

Co robimy w ukryciu? (2014) - Ludzka twarz wampira 2018-05-18

Od jakiegoś czasu recenzuję wyłącznie filmy najnowsze.

Choć kiedyś pisałem teksty o produkcjach starszych, które miałem przyjemność obejrzeć, niekiedy były to prace na siłę. Najzwyczajniej w świecie nie miałem z niektórymi filmami zbyt silnych odczuć, by podzielić się swoją opinią i polecić bądź odradzić.
Dziś jednak będzie inaczej. Oto "Co robimy w ukryciu", czyli dzieło Taiki Waititiego z 2014 roku.
Pierwszy raz z owym reżyserem miałem styczność podczas seansu "Thor: Ragnarok". Komedia poprowadzona w klimatach typowego filmu akcji sci-fi z kaset VHS (wiecie, laserowe spluwy, fioletowa kolorystyka, cybernetyka itd) z domieszką barwnych postaci pobocznych wywarła na mnie inne wrażenie, niż typowy film Marvela. To było ciekawe i pełne śmiechu doświadczenie. Tym bardziej, że w filmie występowała postać imieniem Korg, odgrywana przez samego reżysera. Korg to głazokształtny kosmita z cienkim głosem i lekkim charakterem, z pozoru zupełnie niepasującym do jego wizerunku. W jednym z dialogów, trzymając w ręku trójząb, wypowiada kwestię, iż na tę broń można by nabić trzy wampiry, jeśliby się do siebie mocno wtuliły. Z początku nie zrozumiałem nawiązania i dopiero po seansie wyczytałem, że jest to odwołanie do filmu przewodniego mej publikacji. Zarówno styl "Ragnaroku" jak i ten mały szczegół skłoniły mnie do nadrobienia zaległości. No i, jakby to powiedzieć...

Jestem tym filmem po prostu oczarowany! Wyobrażacie sobie rzeczywistość, w której wampiry istniałyby między nami? Nie, nie w tak abstrakcyjny, gówniany sposób jak w Zmierzchu (kariery Pattisona), ale zupełnie normalnie. Spaliby w ciągu dnia, zaś nocą dbaliby o porządki domowe, wykłócając się kto ma kiedy sprzątać, rozprawialiby o niebrudzeniu kanapy podczas wizyt "gości", po czym wychodziliby trochę się rozerwać, ubrani, jak przystało na wampirów, w jak najbardziej wyszukanym stylu, wedle ponad stuletniej mody.
Nie myślcie jednak, że w takiej rzeczywistości byłyby to istoty krwawe, zabójcze i czerpiące sadystyczną, wręcz zwierzęcą przyjemność z pożywiania się ludźmi! Choć swe pragnienia siłą rzeczy musieliby zaspokajać, to robiliby to na tyle subtelnie, grzecznie i kulturalne, że już po chwili rozmowy naszych oprawców dałoby się polubić i z wielką serdecznością oddałoby się im swoje ostatnie krople krwi. A kto wie? Może, jakby się dogadać, przyjęliby jeszcze na sługę kogoś z nas i zrobili kiedyś wampirem? Choć, znając ich leniwą naturę, nieprędko raczyliby dotrzymać obietnicy.

Właśnie w przedstawiony w powyższym akapicie sposób przedstawione są te tajemnicze, budzące grozę istoty. Ich życie codzienne, a więc mieszankę wampirzej natury i rzeczywistości XXI wieku, możemy obserwować okiem kamerzysty, który kręci się między  z racji przygotowywania materiału o zbliżającym się wielkim balu dla wszystkich zombie, wampirów czy wilkołaków (z którymi to "nietoperzaści" mają tzw. kosę).
Pierwszoplanowców jest pierwotnie czwórka: romantyczny i pedantyczny Vigo, średnio nastawiony do obowiązków Daecon, czarujący, acz gwałtowny w miłostkach Vladislav oraz skromny, małomówny Petyr. Taika Waiti niezwykle zgrabnie nakreślił charakter każdego z nich, krótko przedstawiając przeszłość oraz wybielając stereotypowy wizerunek naszych krwiopijców. Choć wyglądem wzorowani są na klasycznych filmowych portretach Vlada Palownika czy Nosferatu, w ich głodnych krwi sercach zawsze jest sporo z człowieka. Bynajmniej nie z powodu małych rozmiarów ich żołądka, dodatkowego magazynu w komorach serca, czy coś!

No dobrze, ale czym ten film tak właściwie jest? Po pierwsze: dokumentem. Kamera krążąca wśród postaci, nagrywająca ich rozmowy i normalne zachowania, jak i bohaterowie wypowiadający wprost do kamery osobne komentarze chcą nas przekonać, iż taka rzeczywistość mogłaby istnieć (a może JUŻ istnieje?).
Po drugie: komedią. Tylko nie nastawiajcie się na humor dla mas, żarty z podtekstem czy coś w tym stylu. Tutaj chwile śmiechu są lżejsze, rzadsze, bardziej wysublimowane. Przez to film ten nie trafi do każdego. Wielu pewnie podczas oglądania będzie miało poczucie niepewności co tak właściwie właśnie oglądacie i nie zdziwiłbym się, gdyby ktoś się od tego cudeńka odbił. No cóż, klimaty wampiryzmu nie zawsze muszą być wykorzystywane tylko w horrorach (i gównianych powieściach o nastolatkach, puszczających się z takowymi, ale o Zmierzchu już pisałem).  
Po trzecie...horrorem? Jest może jedna taka scena, która stara się oddać ducha grozy, ale film już od początku nie traktuje siebie w tej kategorii. Możecie więc oglądać bez tzw. komisyjnej wymiany bokserek.

Na sam koniec, jako podsumowująca wisienka na torcie: muzyka, pełna instrumentów dętych i szarpanych, świetnie pasująca do każdej sceny. Soundtrack wręcz idealnie nadaje dziejom czwórki bohaterów specyficznego, stylowego, uroczego klimatu. No po prostu klasa sama w sobie!


Dodaj komentarz


elvenoor 2018-05-20

Żadna obecność na moim blogu nie jest szokująca ;) Po prostu mało jest u mnie tematów, przy których mogłabyś się udzielić w komentarzach. A film naprawdę świetny i cieszę się, że nie tylko ja tak uważam :)

Jacqueline 2018-05-18

Elvenoor wiem, ze moja obecnosc na Twoim blogu jest conajmniej szokujaca. Ale uwielbiam film Co robimy w ukryciu. Genialny, widzialam kilka, jesli nie kilkanascie razy.
Pozdrawiam

e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]